czwartek, 8 września 2016

Przekręt Klina z Koprem

czyli czapka gruszek za Chocznię.

Sprzedaż Eko, regionalnej instalacji przetwarzania odpadów w Choczni jest przesądzona. W tych dniach, na wniosek burmistrza Klinowskiego, radni mają udzielić mu zgody na wyjście ze spółki. Znam wadowickich radnych, znam ich siłę inercji i skalę niemożności oraz gotowość do bezrefleksyjnej służalczości wobec widzimisię Klinowskiego większości z nich, więc o nic do nich apelować nie zamierzam. A i sam ten tekst poświęcę tylko jednemu z wielu zagadnień które powinny zostać publicznie omówione przed podjęciem decyzji o takiej dla gminny i naszych spraw, wadze.


W uzasadnieniu do projektu uchwały pisze burmistrz Klinowski iż, cytuję, firma Empol jest w sposób żywotny zainteresowana jest eksploatacją wysypiska. Co ciekawe, coś dokładnie przeciwnego twierdzili przedstawiciele spółki na spotkaniu z RM jeszcze wiosną - ale zostawmy. Ja to akurat twierdzenie Klinowskiego uważam za prawdziwe, chociaż.... nie oddające skali tego zainteresowania.

Ale po kolei. Żeby prawidłowo ocenić jak bardzo firma Empol jest zainteresowana przejęciem Eko, oraz - skoro tak to ile Eko jest dla tej spółki warte, zastanówmy się co Empol musiałby zrobić, ile pieniędzy wydać i jak długo by to potrwało, żeby zbudować sobie składowisko odpadów w jakimś innym miejscu, od zera. Otóż twierdzę że na terenie Małopolski Zachodniej, a być może w ogóle, całego województwa, jest to niemal zupełnie niemożliwe. Znaleźć i wykupić 40 hektarów spójnych obszarowo działek, uzyskać pozwolenia zintegrowane, decyzje środowiskowe, ewentualne odrolnienie gruntów, zmiany w MPZP w gminie - to jest wobec krajowych regulacji i unijnych preferencji(UE nie daje żadnych środków na składowiska, stanowczo rekomendując bardziej ekologiczne rozwiązania problemu odpadów, jak choćby spalarnie) to jest w dzisiejszych czasach prawdziwa misja niemożliwa. A gdyby nawet się udało, to koszt samych gruntów wraz z projektami i pozwoleniami, to byłoby kilkanaście milionów złotych, a czas od momentu rozpoczęcia projektu do momentu wbicia pierwszej łopaty by dopiero zacząć budować składowisko - minimum pięć lat. Jeżeli do tego dodamy jeszcze pewny jak w w banku opór społeczny, protesty, blokady, spory z miejscowymi mieszkańcami, to w pełni oddaje obraz tego co z jednej strony Empol chce od nas kupić a co Klin tak bardzo spieszy się im sprzedać.

To, te o ile dobrze pamiętam, ponad 40 hektarów w Choczni, z lokalizacją i rozwiązanymi wszelkimi problemami, o których piszę powyżej, to jest dla spółki która z odpadów żyje, czyste złoto. Fakty o których piszę, pokazują także coś więcej - otóż pokazują jak bardzo wycena księgowa spółki, oraz nominalna wartość w niej udziałów, odbiega od realnej, rynkowej ceny przedsiębiorstwa. Co więcej - nawet profesjonalna wycena przedsiębiorstwa, wykonana odpowiednią metodą, może być ze względu na różne okoliczności(jak choćby właśnie możliwość długotrwałego blokowania czy wręcz uniemożliwienia lokalizacji składowiska przez mieszkańców), niedoszacowana.

Wielkimi literami, dla opornych - WARTOŚĆ EKO JEST WIELOKROTNIE WYŻSZA NIŻ WYNIKA TO Z NOMINALNEJ WARTOŚCI UDZIAŁÓW.

Tyle. Zostawiam Was z pytaniem, kalką pytania zadanego cztery lata temu przez radnego Klinowskiego - "CZY KLINOWSKI Z KOPREM WKRÓTCE NAS OKRADNĄ"???

Myślę że warto żebyście przyszli na komisję i na sesję. Większego dealu w tej kadencji Klin już nie wykręci.


Tymczasem jedno już dzisiaj wiemy na pewno- twierdził Klinowski że dlatego posiadali na stołkach w Eko, żeby interesu przedsiebiorstwa dopilnować. No to przypilnowali, nie ma co.

poniedziałek, 5 września 2016

Gdyby wybory odbyły się dzisiaj

czyli kasandrycznie.

Taka projekcja sytuacji podczas wyborów samorządowych - Klinowski jest urzędującym burmistrzem - co bez cienia wątpliwości drugą turę daje mu od ręki. A co z resztą? Ano zobaczmy.

Lokalne freaki(Łaski, Brynkus), o ile w ogóle zdołają stworzyć komitety, zbierają po kilkaset głosów. Ot takie 230: 420, ze wskazaniem na posła pana.Margines.

Kotarba z Ewą są na głębokim aucie i na nic nie mają wpływu, przynajmniej tak długo, jak długo nie zdecydują się wystawić w wyborach Ewy osobiście(wówczas wybory są pozamiatane, druga tura Filipiak vs. Klinowski, wygrywa Klin) Ale zakładam że to absolutnie nierealny scenariusz, w dodatku Ewie kompletnie niepotrzebny. Więc na aucie pozostaną, w najlepszym razie jakoś niezdarnie i ślamazarnie popierając Brynkusa, Łaski, czy tam jeszcze kogoś.

PiS(w pełni świadomie rozdzielam Kocicha z Ewą od PiS) - nie mają kandydata, ale mają markę. Marka zrobi im ze 20%. Filip Kaczyński dołoży do puli jeszcze promil. Inni ewentualni - podobnie.

Nowoczesna? Wystartuje zapewne Janas. Przeskoczy Brynkusa, ale niewiele. Bez szans finalnego powodzenia.

Kandydaci niezależni - Jończyk? Dwa inne nazwiska, których dzisiaj podać nie mam prawa? Cóż. Odpowiedź jest oczywista i zawiera się w wyliczance powyżej.


Rzecz jasna  to tylko szkic politycznych możliwości Wadowic w dniu dzisiejszym, tyle na ile  mogę sobie pozwolić - niemniej to już dzisiaj dosyć, żeby odpowiedzieć na zagadnienie z tytułu. Gdyby wybory samorządowe  miały się odbyć dzisiaj, w mojej,zupełnie na zimno podanej ocenie- wygra Mateusz Klinowski. Wygra i wykończy to miasto na dekadę.

Co wszystkim zainteresowanym losem gminy daję pod rozwagę.








czwartek, 30 czerwca 2016

Ogrodowa must die

Czyli mały, mściwy gnojek.

Od dłuższego czasu przyglądam się wojnie, wypowiedzianej przez burmistrza Klinowskiego, restauracji Ogrodowa w Wadowicach. Z fascynacją się przyglądam, traktując jako studium przypadku, z jednej strony tego co władza może zrobić z człowiekiem, kiedy ją uzyska, z drugiej- co może zrobić człowiekowi, kiedy ma z nim osobisty problem. 

Garść faktów. Chronologicznie. 
Kilka lat temu Klinowski jest częstym, a w okresach gdy jest w mieście- niemal codziennym gościem Ogrodowej. Próbuje z tej knajpy zrobić opozycyjną "dziuplę"- przyjazne miejsce knucia i imprezowania wraz ze swoimi poplecznikami i zwolennikami. Wszystko dobrze się układa aż do momentu kiedy właściciel Ogrodowej po pierwsze- wyrzuca Klina z restauracji, wraz z jego nieodłącznym towarzyszem, w wyjątkowo niekorzystnych dla obu "bohaterów" okolicznościach. Po drugie- to akurat pamiętam bardzo dobrze, z okresu współpracy z Klinowskim-  Klin szukał wówczas sponsora dla mającego się pojawić drukowanego periodyku IWW- Frączek odmówił. Kielich goryczy zaś dopełnił się podczas organizowanego przez Klinowskiego referendum- został ze swoimi ulotkami i listami do podpisu wyproszony z koncertu w Ogrodowej- i to publicznie, przez występującego artystę, ze sceny. 

To jest mniej więcej moment kiedy na Ogrodową spada grad donosów, wniosków do przeróżnych instytucji, oraz szereg publikacji, rzecz jasna anonimowych, w internecie. 

Tutaj na sekundę się zatrzymam, żeby powiedzieć słowo o sobie- otóż w tamtym okresie na tyle jeszcze ufałem Klinowi oraz tak mało byłem świadom do czego ten facet jest się w stanie posunąć, że uwierzyłem w opowieść o wielkim przekręcie, rzekomo popełnionym przez parę Filipiak-Frączek. Dzisiaj już wiadomo iż znakomita większość ówczesnych zarzutów okazała się być wyssana z palca- w szczególności ta o milionowych stratach miasta - okazała się w dodatku w sposób najbardziej spektakularny, po prostu sam Klinowski udowodnił, że miejska działka w tamtym miejscu może albo przynosić zysk miastu, będąc częścią parkingu Frączków, albo nie przynosić go wcale. Od roku już chyba ma miejsce drugi przypadek- miasto ma z niej ZERO ZŁOTYCH zysku. 

Wracając do chronologii. 

Klinowski zostaje burmistrzem. Na Ogrodowej znikają koncerty- Klin decyduje iż WCK nie będzie firmowało tych wydarzeń. 
Rzecz kolejna- Frączkowie dostają zaporową propozycje podwyżki. Pomimo prób negocjacji, które, notabene, torpeduje Klin, tracą także dzierżawę miejskiej działki. 

W międzyczasie, na, o zgrozo, oficjalnym profilu burmistrza regularnie pojawiają się wpisy uderzające, czy też wprost szkalujące Frączków i knajpę, aż do osławionej już deklaracji-groźby, że burmistrz doprowadzi do zamknięcia restauracji(Teraz czas na Ogrodową!).


Ostatnim akordem w tej sprawie jest pozwolenie na sprzedaż piwa w restauracji. To prawdziwa bomba atomowa w ręku burmistrza i tej bomby nie zawahał się użyć. Najpierw, wobec argumentacji Frączków, iż uchwała dotycząca sprzedaży alkoholu jest nieprecyzyjna, próbuje przepchnać przez RM poprawkę która w sposób bezpieczny(uniemożliwiajacy F odwołanie) pozwoliłaby mu nie przedłużyć pozwolenia, a gdy radni jakimś cudem, mamieni zresztą mającą lada chwila nastąpić zmianą tejże uchwały, odmawiają Klinowskiemu, ten wściekły publicznie mówi "ja i tak pozwolenia nie wydam!!!"

No i nie wydał. Ogrodowa właśnie przechodzi do historii, trzydzieści kilka osób traci pracę, Klinowski ma swojego trupa.

Ratio legis, uzasadnieniem przepisów o przeciwdziałaniu alkoholizmowi, jest taka, że jego dystrybucja ma ograniczać zjawisko nadmiernego, niekontrolowanego picia-w szczególności przez młodzież. Cel ten restauracje raczej pomagają osiągać, niż przeciwnie- a to poprzez fakt, iż alkoholu w nich jest droższy, spożywany w kontrolowanych, cywilizowanych warunkach. Osoby z problemem alkoholowym w ogromnej większości przypadków zaopatrują się w marketach bądź osiedlowych sklepach, pijąc za przysłowiową "budką z piwem". Ani Ogrodowa, ani zresztą żadna inna restauracja (no, może poza kilkoma niechlubnymi wyjątkami) nie produkuje nam alkoholików w mieście. 

O ile wiem nigdy nie było tam także sytuacji podawania alkoholu nieletnim. Także pod względem bezpieczeństwa niczego temu miejscu zarzucić nie można- bywam tam od czasu do czasu- nie widziałem żadnych burd, awantur, przepychanek, nic. 

Słowem- nie ma, albo inaczej, wielkimi literami, NIE MA CIENIA MERYTORYCZNYCH POWODÓW, żeby Ogrodowa miała przestać istnieć. A mimo to, przestaje. Z jednego, jedynego powodu- ponieważ mały, mściwy człowiek rzucił przez zaciśnięte zęby- 'Ogrodowa musi umrzeć". Więc umiera. 

Taka jest prawdziwa twarz władzy. Taka jest prawda o naszym mieście. 

Chichotem historii jest fakt że to wszystko dzieło faceta, który w niebogłosy wrzeszczał, gdy poprzednia władza, zresztą nie mając tak naprawdę wyboru, bo Koper pozwolenia na czas nie opłacił, pozwolenie cofnęła.




czwartek, 23 czerwca 2016

W imię zasad.

Petycja

Rada Miejska w Wadowicach
poprzez 
Przewodniczącego RM
p. Józefa Cholewkę



Szanowni Państwo

W związku z ustawicznym i uporczywym   odmawianiem przez burmistrza miasta Wadowice, pana Mateusza Klinowskiego, zupełnie oczywistego, podstawowego prawa radnych- uprawnienia do składania wniosków i poprawek do projektów uchwał, bałamutnie uzasadnianym przez p.Klinowskiego rzekomym brakiem "podstawy prawnej" do  wykonywania swoich obowiązków przez radnych, wnoszę o taką zmianę Statutu Gminy Wadowice, a w szczególności Regulaminu Rady Miejskiej w Wadowicach, by owo uprawnienie, wynikające z samego ustroju samorządowego w Polsce, znalazło także swoje odzwierciedlenie w zapisach ww dokumentów.


Szanowni Państwo, wobec faktu iż znakomita większość wszystkich projektów uchwał analizując historycznie, a w obecnej kadencji, o ile mnie pamięć nie zawodzi - dokładnie WSZYSTKIE projekty uchwał, podejmowanych przez Radę Miejską w Wadowicach, są autorstwa burmistrza Wadowic, a to w tym sensie, iż burmistrz nie tylko technicznie je przygotowuje, wypełniając obowiązek nałożony przez Ustawę o samorządzie gminnym, ale, przede wszystkim, korzysta z inicjatywy uchwałodawczej, przysługującej mu z mocy tejże ustawy, ustawiczne twierdzenia burmistrza o tym, jakoby radni nie mieli prawa zgłaszania poprawek do tych projektów, nie tylko noszą znamiona, ale de facto są próbą uzurpacji przez organ wykonawczy Gminy, praw i uprawnień organu uchwałodawczego, jakim jest bez cienia wątpliwości Rada Miejska. Burmistrz usiłuje sprowadzić funkcję  Rady li tylko do roli swoistego "notariusza" własnych zamierzeń i poczynań. Taki stan faktyczny jest rażąco sprzeczny tak z literą jak i z duchem "konstytucji" życia samorządowego, jakim jest Ustawa o samorządzie gminnym.   

Szanowni Państwo Radni, Wysoka Rado - to na każdym z Was, radnych Rady Miejskiej w Wadowicach spoczywa obowiązek reprezentowania i dbania o interesy wszystkich mieszkańców gminy - a jedynym realnym przełożeniem tej dbałości jest takie stanowienie prawa lokalnego, by w sposób możliwie pełny te interesy i ta reprezentacja były konsumowane. Odmawiając Wam wpływu na kształt podejmowanych przez Was uchwał, burmistrz Wadowic faktycznie pozbawia Was możliwości wykonywania sprawowanego przez Was mandatu.


niedziela, 24 kwietnia 2016

Tak, radny Malik utracił mandat

bez dwóch zdań.

Klinowski, prócz tego że poświadczył nieprawdę w swoim oświadczeniu na temat sytuacji prawnej pana Roberta Malika, powołał się także na oświadczenie radnego, w którym ten miał podać, iż klub Iskra nie prowadzi działalności gospodarczej. 

Jak to więc w końcu jest? Klika zdań cytatu, pozwólcie - "  .....utarty jest pogląd, że działalność gospodarcza jest faktem, kategorią o charakterze obiektywnym. Nie konstytuuje jej żaden wpis bądź jego brak do odpowiedniego rejestru. Nadto nie ma (i nie może mieć) znaczenia okoliczność, że podmiot prowadzący określoną działalność nie ocenia jej subiektywnie jako działalności gospodarczej, nie nazywa jej tak bądź też oświadcza, że jej nie prowadzi" II OSK 419/15 - Wyrok NSA

Prostymi słowami - z faktu że Malik nie dokonał formalności związanych z podjęciem odpowiedniej uchwały przez walne zgromadzenie członków klubu, oraz rejestracji w KRS NIE WYNIKA że Klub nie prowadzi działalności gospodarczej. O tym że ją prowadzi przesądzają dwa fakty - Iskra sprzedaje bilety na mecze - od początku pojawiły się głosy mówiące tak mniej więcej - "eee, Malik będzie się bronił że to są "cegiełki" a nie bilety - odpowiadam - w żadnym wypadku!!! - dystrybuowanie tzw "cegiełek" to czynność zupełnie innego rodzaju, to zbiórka publiczna wymagająca zarejestrowania faktu jej przeprowadzenia(Iskra Klecza niczego podobnego nie zgłaszała). Tak więc sprzedaż biletów jest de facto prowadzeniem działalności gospodarczej, to po pierwsze, a po drugie - o prowadzeniu DG przesądza także fakt posiadania przez Klub sponsorów. 

I tutaj taka ciekawostka - UM w Wadowicach, już w trakcie trwania Malikgate, zorganizował szkolenie dla członków organizacji pozarządowych - fundacji, stowarzyszeń, klubów sportowych właśnie. I tam, na sali sesyjnej w budynku UM wykładowca kilkakrotnie zwracał uwagę uczestnikom - "proszę państwa, proszę pamiętać że jeżeli prowadzicie klub sportowy i macie państwo sponsorów, to prowadzicie działalność gospodarczą"

Wszystkim którzy obserwują tą sprawę, a w szczególności Radnym Rady Miejskiej w Wadowicach, którzy w końcu będą musieli zmierzyć się z tym zagadnieniem, oświadczam i wyjaśniam - spełnione są łącznie wszystkie warunki utraty mandatu przez radnego , pana Roberta Malika - Klub Iskra Klecza prowadzi działalność na majątku gminy Wadowice, prowadzi działalność gospodarczą, a pan Malik jest osobą zarządzającą tą działalnością. 

Radny Malik stracił mandat - tak mówi prawo. A czy zostanie ono skutecznie wyegzekwowane - nie wiem. Klinowski już pokazał że będzie mataczył w tej sprawie, radny Malik, pomimo wniosku, nadal uczestniczy w komisjach i sesjach RM, Rada jako taka drapie się po głowie i nic nie robi a burmistrz?- no, skoro można nie publikować wyroków TK, popełniać delikty konstytucyjne będąc prezydentem RP, to pewnie można także lekceważyć przepisy antykorupcyjne, prawda, Panie burmistrzu doktorze Klinowski? 


piątek, 22 kwietnia 2016

Kłamstwo pieczętowane herbem Wadowic

czyli Mateusz, na litość boską!!!


Socjotechnika, manipulacja i codzienna porcja półprawd i zwyczajnych kłamstw, to norma w wykonaniu polityka Klinowskiego. Już nawet przestało mnie to zaskakiwać, wytłumaczyłem sobie - no walczy chłopina o swój wizerunek i dalszą polityczną karierę, więc opowiada publiczności bzdury żeby go jeszcze i jeszcze kupowali. Na swoich rozlicznych fejsbukach poblokował wszystkich, którzy przytomnie te konfabulacje czytając, mogliby mu je w twarz publicznie zarzucić, i hulaj dusza.

No ok - media społecznościowe, blogi, portale to jedno - ale w urzędowym dokumencie, na firmowym papierze gminy poświadczać nieprawdę? Z kontrasygnatą prawnika UM, mecenasa Sobczaka? Zupełnie szczerze Wam powiem - no napisał kiedyś portal Wadowice24.pl przy innej okazji - "bloger Dziadunio załamany - wówczas to była bzdura - dzisiaj Płaszczyca będzie miał jak znalazł - bo dzisiaj rzeczywiście jestem załamany. Załamany w tym sensie, że ja nawet nie wiedziałem, że tak można - wziąć pieczątkę burmistrza miasta, pospołu ze swoim doktorskim tytułem, nazwiskiem, twarzą, honorem i publiczną wiarygodnością, i przyklepać tym wszystkim najoczywistsze kłamstwo.

Wiem, wiem - trochę emocjonalny ten wpis, ale nie mogę po prostu wyjść z podziwu jak mój niegdysiejszy kolega obdziera mnie z naiwności.

Do rzeczy - mam przed oczami Statut Klubu Sportowego Iskra Klecza - wystąpiłem jakiś miesiąc temu do Starostwa Powiatowego, który nadzoruje działalność organizacji pozarządowych i mam. Datowany na styczeń bieżącego roku, podpisany przez prezesa Malika i wiceprezesa Niewidoka.

W Statucie zaś, w rozdziale VII, w punkcie 2 wymienione są żródła finansowania Klubu. I jednych z tych źródeł sa wg statutowych dyspozycji wpływy z działalności statutowej i gospodarczej Klubu.

Przewiduje więc Statut prowadzenie działalności gospodarczej przez Iskrę, bez cienia wątpliwości.

Tymczasem wystąpiłem do przewodniczącego Józefa Cholewki o udostępnienie mi stanowiska burmistrza Wadowic w sprawie mandatu pana Roberta Malika i mam, wczoraj otrzymałem.
I co czytam, co twierdzi Mateusz Klinowski w temacie? Ano pisze m.in tak - ".....oświadczam że Ludowy Klub Sportowy Iskra w Kleczy prowadzi działalność statutową częściowo w oparciu o majątek Gminy Wadowice. Jednak z treści statutu tego stowarzyszenia, ..... wynika że stowarzyszenie nie przewiduje możliwości prowadzenia działalności gospodarczej" 


Kończę, bo mi się dłużyzna zaczyna robić - co dalej? Nie wiem. Rzecz jest w dyspozycji Rady Miejskiej, wiem że przynajmniej część radnych czyta ten blog i ten tekst - mam nadzieję że nie zostawią tak tego - zwłaszcza że ciąży na nich ustawowy obowiązek zawiadomienia oraganów o podejrzeniu popełnienia przestępstwa. Ja mam dość - odruch wymiotny mam po prostu, kiedy myślę o lokalnych sprawach, kreowanych pod egidą 'nowego burmistrza Wadowic".

poniedziałek, 7 marca 2016

Zróbmy referendum w Wadowicach

czyli bez łaski o rzeczach ważnych.


Minął rok ze sporym okładem i dzisiaj miasto wie o nowym burmistrzu Wadowic więcej, dużo więcej niż w czasie kiedy go wybieraliśmy. W telegraficznym skrócie - Mateusz Klinowski jest politykiem niczym, absolutnie niczym nie różniącym się od setek i tysięcy innych, jak kraj długi i szeroki. Otóż ma ogromy problem z osobistą uczciwością - i to na wielu poziomach - od śmierdzącej na kilometr a wciąż nie wyjaśnionej sprawy finansowania własnej kampanii wyborczej, po notoryczne, niemal każdego dnia publicznie głoszone kłamstwa, większego i mniejszego kalibru. Kłamie i manipuluje Klinowski i opinią publiczną (najnowszy przykład to sprawa szarpiącej kobietę na sesji Rady, szefowej komitetu Klinowskiego-Zofii Siłkowskiej)  i nie inaczej postępuje w stosunku do radnych Rady Miejskiej. Egzamin z osobistej uczciwości - niedostateczny.

Więc może chociaż na poziomie takiego gospodarskiego podejścia do spraw gminy jest lepiej. Ano - nie jest. Z szumnie i wielokrotnie zapowiadanej reformy gminnej edukacji wycofał się Klinowski rakiem, próbując przy tym odpowiedzialność za tą porażkę przerzucić na radnych. Radnych którym, UWAGA - nie przedstawił nawet zarysu pomysłu na tą reformę. Reformę którą przedstawiał jako warunek sine qua non możliwości inwestycyjnych gminy w ogóle. Sprawa miejskich parkingów - no dramat w wielu aktach, zakończony z jednej strony zamknięciem przynoszącego gminie dotychczas 90 tysięcy rocznie dochodu parkingu przy Ogrodowej, a z drugiej przyjęciem dla parkingu na Placu Kościuszki przez burmistrza rozwiązania o którym wcześniej mówił do znudzenia Mateusz iż jest niezgodne z prawem!!! Z gospodarności - niedostateczny.

Idąc dalej śladami "osiągnięć" burmistrza - oto wszyscy, absolutnie wszyscy, nawet najprzychylniej nastawieni do Klinowskiego ludzie, zgodnie podkreślają - zatrudnianie znajomych to jedno, już przeżyliśmy Kopra i innych - ale stworzenie całego osobnego wydziału w Urzędzie Miejskim wyłącznie po to, żeby kolega mógł zarabiać przynajmniej dwukrotnie więcej niż dotąd, "pracując"w UM na zlecenie - to jest przekręt którego zaakceptować nie mogą. Przypominam - tak delikatnie sformułowana opinia wyrażana jest przez kolegów i sympatyków Klina - ja mówię o tym prościej - to skurwysyństwo i basta. Z kumoterstwa - celujący.

Ostatnia wreszcie rzecz opisująca Mateusza Michała doktora - wizja. Zawsze przecież może ktoś powiedzieć - no ok, facet ma trudny start ale za to widać że próbuje popchnąć to miasto w dobrym kierunku. Zastanówmy się więc przez sekundę - w jakim kierunku idzie Klin, co jest jego sztandarowym pomysłem. Ano jest taki - ideą fix, tym co postanowił po sobie zostawić miastu burmistrz Klinowski jest całkowite zamknięcie dla ruchu Rynku. Poroniony hipsterski pomysł woonerfa na Lwowskiej, przeniesienie busów na Dworzec to tylko pierwsze kroczki. Celem jest jak mówię - zamknięcie Rynku, i urządzenie na Placu Kościuszki skwerku. Genialne, prawda? Miasto dusi się w korkach, obwodnicy brak, BDI zablokowana, samochody karkołomnie zaparkowane gdzie się da - ale to pryszcz jest. Ważne że Klin będzie mógł przechodzić przez jezdnię gdzie zechce i żaden Wyroba go nie będzie fotografował. Za kompletny odjazd i brak wizji rozwoju - niedostateczny.

No dobrze - oceny po piętnastu miesiącach rządzenia Klinowskiemu wystawiłem - więc co dalej? Czy rzeczywiście oceny te sumują się we wniosek że jedynym rozwiązaniem jest referendum odwoławcze? Czy prawdą jest treść z kartonika pewnej kobiety z problemami, dyktowana zresztą przez pewnego polityka z problemami prawdopodobnie jeszcze większymi? Mówiąc wprost - czy miasto powinno pójść za parą  Kotarba-Łaski i zgodzić się na organizowanie awantury pt. referendum odwoławcze? Moja odpowiedź jest niezmienna - bardzo proszę, bez żartów. Manipulujący kobieciną Kocicho doskonale wie, że nie ma cienia szans żeby skutecznie odwołać Klina - a w całej sprawie chodzi tylko i wyłącznie o niczym nie skażoną nienawiść do Klinowskiego, który przerwał trwającą 20 lat sielankę. Powtarzam więc raz jeszcze - żadnego odwoływania Klinowskiego nie będzie, żadnego referendum w tej sprawie także nie. Politycznie ta sprawa nie istnieje, podobnie zresztą jak autorzy tego "postulatu".

Mój pomysł na to, żeby uratować jeszcze co się da z tej kadencji, także polega na zorganizowaniu referendum. Ale nie po to, by kogokolwiek odwoływać, tylko by popchnąć sprawy na tyle, na ile to możliwe, na tyle na ile leży to w kompetencji gminy, w kierunku, z którego próbuje nas od lat wypchnąć Mateusz Klinowski, w dodatku powołując się na mitologiczną "wolę mieszkańców" czy też na "dobro mieszkańców". Oto poddaję pod rozwagę taką myśl - przeprowadźmy gminne referendum w sprawie podpisania przez Wadowice porozumienia z Generalną Dyrekcją Dróg Krajowych i Autostrad ws budowy Beskidzkiej Drogi Integracyjnej w przebiegu zgodnym z już wkrótce mającą zostać wydaną decyzją środowiskową. Raz na zawsze rozstrzygnijmy - z sposób najbardziej demokratyczny - czego tak naprawdę chcą mieszkańcy gminy Wadowice. Raz na zawsze wytrąćmy politykierom z rąk i gęb pseudo argument o "dobru mieszkańców" czy też ich woli. 

Wszystkie duperele którymi zajmował się i nadal zajmuje Klin, są niczym, są bez najmniejszego znaczenia z punktu widzenia dalszych losów naszego miasta. Cały nasz rozwój, nasza przyszłość jako regionu zależeć będzie od skomunikowania z dużymi ośrodkami i dalej - resztą kraju. Oczywiście że pozytywne stanowisko gminy Wadowice nie wystarczy, by rząd podjął decyzję o budowie. Ale torpedowanie tej inwestycji przez Klinowskiego może do jej podjęcia skutecznie zniechęcać - po prostu potrzeb w skali kraju jest ogrom i nikt nie będzie chciał się użerać z problemami u nas. Wydadzą te pieniądze tam, gdzie problemów nikt robił nie będzie. Wybudują drogę komuś innemu.  

Klinowski nie robi nam łaski - mamy prawo i możemy sami zdecydować o przyszłości miasta i regionu. Zróbmy to.