czwartek, 30 czerwca 2016

Ogrodowa must die

Czyli mały, mściwy gnojek.

Od dłuższego czasu przyglądam się wojnie, wypowiedzianej przez burmistrza Klinowskiego, restauracji Ogrodowa w Wadowicach. Z fascynacją się przyglądam, traktując jako studium przypadku, z jednej strony tego co władza może zrobić z człowiekiem, kiedy ją uzyska, z drugiej- co może zrobić człowiekowi, kiedy ma z nim osobisty problem. 

Garść faktów. Chronologicznie. 
Kilka lat temu Klinowski jest częstym, a w okresach gdy jest w mieście- niemal codziennym gościem Ogrodowej. Próbuje z tej knajpy zrobić opozycyjną "dziuplę"- przyjazne miejsce knucia i imprezowania wraz ze swoimi poplecznikami i zwolennikami. Wszystko dobrze się układa aż do momentu kiedy właściciel Ogrodowej po pierwsze- wyrzuca Klina z restauracji, wraz z jego nieodłącznym towarzyszem, w wyjątkowo niekorzystnych dla obu "bohaterów" okolicznościach. Po drugie- to akurat pamiętam bardzo dobrze, z okresu współpracy z Klinowskim-  Klin szukał wówczas sponsora dla mającego się pojawić drukowanego periodyku IWW- Frączek odmówił. Kielich goryczy zaś dopełnił się podczas organizowanego przez Klinowskiego referendum- został ze swoimi ulotkami i listami do podpisu wyproszony z koncertu w Ogrodowej- i to publicznie, przez występującego artystę, ze sceny. 

To jest mniej więcej moment kiedy na Ogrodową spada grad donosów, wniosków do przeróżnych instytucji, oraz szereg publikacji, rzecz jasna anonimowych, w internecie. 

Tutaj na sekundę się zatrzymam, żeby powiedzieć słowo o sobie- otóż w tamtym okresie na tyle jeszcze ufałem Klinowi oraz tak mało byłem świadom do czego ten facet jest się w stanie posunąć, że uwierzyłem w opowieść o wielkim przekręcie, rzekomo popełnionym przez parę Filipiak-Frączek. Dzisiaj już wiadomo iż znakomita większość ówczesnych zarzutów okazała się być wyssana z palca- w szczególności ta o milionowych stratach miasta - okazała się w dodatku w sposób najbardziej spektakularny, po prostu sam Klinowski udowodnił, że miejska działka w tamtym miejscu może albo przynosić zysk miastu, będąc częścią parkingu Frączków, albo nie przynosić go wcale. Od roku już chyba ma miejsce drugi przypadek- miasto ma z niej ZERO ZŁOTYCH zysku. 

Wracając do chronologii. 

Klinowski zostaje burmistrzem. Na Ogrodowej znikają koncerty- Klin decyduje iż WCK nie będzie firmowało tych wydarzeń. 
Rzecz kolejna- Frączkowie dostają zaporową propozycje podwyżki. Pomimo prób negocjacji, które, notabene, torpeduje Klin, tracą także dzierżawę miejskiej działki. 

W międzyczasie, na, o zgrozo, oficjalnym profilu burmistrza regularnie pojawiają się wpisy uderzające, czy też wprost szkalujące Frączków i knajpę, aż do osławionej już deklaracji-groźby, że burmistrz doprowadzi do zamknięcia restauracji(Teraz czas na Ogrodową!).


Ostatnim akordem w tej sprawie jest pozwolenie na sprzedaż piwa w restauracji. To prawdziwa bomba atomowa w ręku burmistrza i tej bomby nie zawahał się użyć. Najpierw, wobec argumentacji Frączków, iż uchwała dotycząca sprzedaży alkoholu jest nieprecyzyjna, próbuje przepchnać przez RM poprawkę która w sposób bezpieczny(uniemożliwiajacy F odwołanie) pozwoliłaby mu nie przedłużyć pozwolenia, a gdy radni jakimś cudem, mamieni zresztą mającą lada chwila nastąpić zmianą tejże uchwały, odmawiają Klinowskiemu, ten wściekły publicznie mówi "ja i tak pozwolenia nie wydam!!!"

No i nie wydał. Ogrodowa właśnie przechodzi do historii, trzydzieści kilka osób traci pracę, Klinowski ma swojego trupa.

Ratio legis, uzasadnieniem przepisów o przeciwdziałaniu alkoholizmowi, jest taka, że jego dystrybucja ma ograniczać zjawisko nadmiernego, niekontrolowanego picia-w szczególności przez młodzież. Cel ten restauracje raczej pomagają osiągać, niż przeciwnie- a to poprzez fakt, iż alkoholu w nich jest droższy, spożywany w kontrolowanych, cywilizowanych warunkach. Osoby z problemem alkoholowym w ogromnej większości przypadków zaopatrują się w marketach bądź osiedlowych sklepach, pijąc za przysłowiową "budką z piwem". Ani Ogrodowa, ani zresztą żadna inna restauracja (no, może poza kilkoma niechlubnymi wyjątkami) nie produkuje nam alkoholików w mieście. 

O ile wiem nigdy nie było tam także sytuacji podawania alkoholu nieletnim. Także pod względem bezpieczeństwa niczego temu miejscu zarzucić nie można- bywam tam od czasu do czasu- nie widziałem żadnych burd, awantur, przepychanek, nic. 

Słowem- nie ma, albo inaczej, wielkimi literami, NIE MA CIENIA MERYTORYCZNYCH POWODÓW, żeby Ogrodowa miała przestać istnieć. A mimo to, przestaje. Z jednego, jedynego powodu- ponieważ mały, mściwy człowiek rzucił przez zaciśnięte zęby- 'Ogrodowa musi umrzeć". Więc umiera. 

Taka jest prawdziwa twarz władzy. Taka jest prawda o naszym mieście. 

Chichotem historii jest fakt że to wszystko dzieło faceta, który w niebogłosy wrzeszczał, gdy poprzednia władza, zresztą nie mając tak naprawdę wyboru, bo Koper pozwolenia na czas nie opłacił, pozwolenie cofnęła.




czwartek, 23 czerwca 2016

W imię zasad.

Petycja

Rada Miejska w Wadowicach
poprzez 
Przewodniczącego RM
p. Józefa Cholewkę



Szanowni Państwo

W związku z ustawicznym i uporczywym   odmawianiem przez burmistrza miasta Wadowice, pana Mateusza Klinowskiego, zupełnie oczywistego, podstawowego prawa radnych- uprawnienia do składania wniosków i poprawek do projektów uchwał, bałamutnie uzasadnianym przez p.Klinowskiego rzekomym brakiem "podstawy prawnej" do  wykonywania swoich obowiązków przez radnych, wnoszę o taką zmianę Statutu Gminy Wadowice, a w szczególności Regulaminu Rady Miejskiej w Wadowicach, by owo uprawnienie, wynikające z samego ustroju samorządowego w Polsce, znalazło także swoje odzwierciedlenie w zapisach ww dokumentów.


Szanowni Państwo, wobec faktu iż znakomita większość wszystkich projektów uchwał analizując historycznie, a w obecnej kadencji, o ile mnie pamięć nie zawodzi - dokładnie WSZYSTKIE projekty uchwał, podejmowanych przez Radę Miejską w Wadowicach, są autorstwa burmistrza Wadowic, a to w tym sensie, iż burmistrz nie tylko technicznie je przygotowuje, wypełniając obowiązek nałożony przez Ustawę o samorządzie gminnym, ale, przede wszystkim, korzysta z inicjatywy uchwałodawczej, przysługującej mu z mocy tejże ustawy, ustawiczne twierdzenia burmistrza o tym, jakoby radni nie mieli prawa zgłaszania poprawek do tych projektów, nie tylko noszą znamiona, ale de facto są próbą uzurpacji przez organ wykonawczy Gminy, praw i uprawnień organu uchwałodawczego, jakim jest bez cienia wątpliwości Rada Miejska. Burmistrz usiłuje sprowadzić funkcję  Rady li tylko do roli swoistego "notariusza" własnych zamierzeń i poczynań. Taki stan faktyczny jest rażąco sprzeczny tak z literą jak i z duchem "konstytucji" życia samorządowego, jakim jest Ustawa o samorządzie gminnym.   

Szanowni Państwo Radni, Wysoka Rado - to na każdym z Was, radnych Rady Miejskiej w Wadowicach spoczywa obowiązek reprezentowania i dbania o interesy wszystkich mieszkańców gminy - a jedynym realnym przełożeniem tej dbałości jest takie stanowienie prawa lokalnego, by w sposób możliwie pełny te interesy i ta reprezentacja były konsumowane. Odmawiając Wam wpływu na kształt podejmowanych przez Was uchwał, burmistrz Wadowic faktycznie pozbawia Was możliwości wykonywania sprawowanego przez Was mandatu.


niedziela, 24 kwietnia 2016

Tak, radny Malik utracił mandat

bez dwóch zdań.

Klinowski, prócz tego że poświadczył nieprawdę w swoim oświadczeniu na temat sytuacji prawnej pana Roberta Malika, powołał się także na oświadczenie radnego, w którym ten miał podać, iż klub Iskra nie prowadzi działalności gospodarczej. 

Jak to więc w końcu jest? Klika zdań cytatu, pozwólcie - "  .....utarty jest pogląd, że działalność gospodarcza jest faktem, kategorią o charakterze obiektywnym. Nie konstytuuje jej żaden wpis bądź jego brak do odpowiedniego rejestru. Nadto nie ma (i nie może mieć) znaczenia okoliczność, że podmiot prowadzący określoną działalność nie ocenia jej subiektywnie jako działalności gospodarczej, nie nazywa jej tak bądź też oświadcza, że jej nie prowadzi" II OSK 419/15 - Wyrok NSA

Prostymi słowami - z faktu że Malik nie dokonał formalności związanych z podjęciem odpowiedniej uchwały przez walne zgromadzenie członków klubu, oraz rejestracji w KRS NIE WYNIKA że Klub nie prowadzi działalności gospodarczej. O tym że ją prowadzi przesądzają dwa fakty - Iskra sprzedaje bilety na mecze - od początku pojawiły się głosy mówiące tak mniej więcej - "eee, Malik będzie się bronił że to są "cegiełki" a nie bilety - odpowiadam - w żadnym wypadku!!! - dystrybuowanie tzw "cegiełek" to czynność zupełnie innego rodzaju, to zbiórka publiczna wymagająca zarejestrowania faktu jej przeprowadzenia(Iskra Klecza niczego podobnego nie zgłaszała). Tak więc sprzedaż biletów jest de facto prowadzeniem działalności gospodarczej, to po pierwsze, a po drugie - o prowadzeniu DG przesądza także fakt posiadania przez Klub sponsorów. 

I tutaj taka ciekawostka - UM w Wadowicach, już w trakcie trwania Malikgate, zorganizował szkolenie dla członków organizacji pozarządowych - fundacji, stowarzyszeń, klubów sportowych właśnie. I tam, na sali sesyjnej w budynku UM wykładowca kilkakrotnie zwracał uwagę uczestnikom - "proszę państwa, proszę pamiętać że jeżeli prowadzicie klub sportowy i macie państwo sponsorów, to prowadzicie działalność gospodarczą"

Wszystkim którzy obserwują tą sprawę, a w szczególności Radnym Rady Miejskiej w Wadowicach, którzy w końcu będą musieli zmierzyć się z tym zagadnieniem, oświadczam i wyjaśniam - spełnione są łącznie wszystkie warunki utraty mandatu przez radnego , pana Roberta Malika - Klub Iskra Klecza prowadzi działalność na majątku gminy Wadowice, prowadzi działalność gospodarczą, a pan Malik jest osobą zarządzającą tą działalnością. 

Radny Malik stracił mandat - tak mówi prawo. A czy zostanie ono skutecznie wyegzekwowane - nie wiem. Klinowski już pokazał że będzie mataczył w tej sprawie, radny Malik, pomimo wniosku, nadal uczestniczy w komisjach i sesjach RM, Rada jako taka drapie się po głowie i nic nie robi a burmistrz?- no, skoro można nie publikować wyroków TK, popełniać delikty konstytucyjne będąc prezydentem RP, to pewnie można także lekceważyć przepisy antykorupcyjne, prawda, Panie burmistrzu doktorze Klinowski? 


piątek, 22 kwietnia 2016

Kłamstwo pieczętowane herbem Wadowic

czyli Mateusz, na litość boską!!!


Socjotechnika, manipulacja i codzienna porcja półprawd i zwyczajnych kłamstw, to norma w wykonaniu polityka Klinowskiego. Już nawet przestało mnie to zaskakiwać, wytłumaczyłem sobie - no walczy chłopina o swój wizerunek i dalszą polityczną karierę, więc opowiada publiczności bzdury żeby go jeszcze i jeszcze kupowali. Na swoich rozlicznych fejsbukach poblokował wszystkich, którzy przytomnie te konfabulacje czytając, mogliby mu je w twarz publicznie zarzucić, i hulaj dusza.

No ok - media społecznościowe, blogi, portale to jedno - ale w urzędowym dokumencie, na firmowym papierze gminy poświadczać nieprawdę? Z kontrasygnatą prawnika UM, mecenasa Sobczaka? Zupełnie szczerze Wam powiem - no napisał kiedyś portal Wadowice24.pl przy innej okazji - "bloger Dziadunio załamany - wówczas to była bzdura - dzisiaj Płaszczyca będzie miał jak znalazł - bo dzisiaj rzeczywiście jestem załamany. Załamany w tym sensie, że ja nawet nie wiedziałem, że tak można - wziąć pieczątkę burmistrza miasta, pospołu ze swoim doktorskim tytułem, nazwiskiem, twarzą, honorem i publiczną wiarygodnością, i przyklepać tym wszystkim najoczywistsze kłamstwo.

Wiem, wiem - trochę emocjonalny ten wpis, ale nie mogę po prostu wyjść z podziwu jak mój niegdysiejszy kolega obdziera mnie z naiwności.

Do rzeczy - mam przed oczami Statut Klubu Sportowego Iskra Klecza - wystąpiłem jakiś miesiąc temu do Starostwa Powiatowego, który nadzoruje działalność organizacji pozarządowych i mam. Datowany na styczeń bieżącego roku, podpisany przez prezesa Malika i wiceprezesa Niewidoka.

W Statucie zaś, w rozdziale VII, w punkcie 2 wymienione są żródła finansowania Klubu. I jednych z tych źródeł sa wg statutowych dyspozycji wpływy z działalności statutowej i gospodarczej Klubu.

Przewiduje więc Statut prowadzenie działalności gospodarczej przez Iskrę, bez cienia wątpliwości.

Tymczasem wystąpiłem do przewodniczącego Józefa Cholewki o udostępnienie mi stanowiska burmistrza Wadowic w sprawie mandatu pana Roberta Malika i mam, wczoraj otrzymałem.
I co czytam, co twierdzi Mateusz Klinowski w temacie? Ano pisze m.in tak - ".....oświadczam że Ludowy Klub Sportowy Iskra w Kleczy prowadzi działalność statutową częściowo w oparciu o majątek Gminy Wadowice. Jednak z treści statutu tego stowarzyszenia, ..... wynika że stowarzyszenie nie przewiduje możliwości prowadzenia działalności gospodarczej" 


Kończę, bo mi się dłużyzna zaczyna robić - co dalej? Nie wiem. Rzecz jest w dyspozycji Rady Miejskiej, wiem że przynajmniej część radnych czyta ten blog i ten tekst - mam nadzieję że nie zostawią tak tego - zwłaszcza że ciąży na nich ustawowy obowiązek zawiadomienia oraganów o podejrzeniu popełnienia przestępstwa. Ja mam dość - odruch wymiotny mam po prostu, kiedy myślę o lokalnych sprawach, kreowanych pod egidą 'nowego burmistrza Wadowic".

poniedziałek, 7 marca 2016

Zróbmy referendum w Wadowicach

czyli bez łaski o rzeczach ważnych.


Minął rok ze sporym okładem i dzisiaj miasto wie o nowym burmistrzu Wadowic więcej, dużo więcej niż w czasie kiedy go wybieraliśmy. W telegraficznym skrócie - Mateusz Klinowski jest politykiem niczym, absolutnie niczym nie różniącym się od setek i tysięcy innych, jak kraj długi i szeroki. Otóż ma ogromy problem z osobistą uczciwością - i to na wielu poziomach - od śmierdzącej na kilometr a wciąż nie wyjaśnionej sprawy finansowania własnej kampanii wyborczej, po notoryczne, niemal każdego dnia publicznie głoszone kłamstwa, większego i mniejszego kalibru. Kłamie i manipuluje Klinowski i opinią publiczną (najnowszy przykład to sprawa szarpiącej kobietę na sesji Rady, szefowej komitetu Klinowskiego-Zofii Siłkowskiej)  i nie inaczej postępuje w stosunku do radnych Rady Miejskiej. Egzamin z osobistej uczciwości - niedostateczny.

Więc może chociaż na poziomie takiego gospodarskiego podejścia do spraw gminy jest lepiej. Ano - nie jest. Z szumnie i wielokrotnie zapowiadanej reformy gminnej edukacji wycofał się Klinowski rakiem, próbując przy tym odpowiedzialność za tą porażkę przerzucić na radnych. Radnych którym, UWAGA - nie przedstawił nawet zarysu pomysłu na tą reformę. Reformę którą przedstawiał jako warunek sine qua non możliwości inwestycyjnych gminy w ogóle. Sprawa miejskich parkingów - no dramat w wielu aktach, zakończony z jednej strony zamknięciem przynoszącego gminie dotychczas 90 tysięcy rocznie dochodu parkingu przy Ogrodowej, a z drugiej przyjęciem dla parkingu na Placu Kościuszki przez burmistrza rozwiązania o którym wcześniej mówił do znudzenia Mateusz iż jest niezgodne z prawem!!! Z gospodarności - niedostateczny.

Idąc dalej śladami "osiągnięć" burmistrza - oto wszyscy, absolutnie wszyscy, nawet najprzychylniej nastawieni do Klinowskiego ludzie, zgodnie podkreślają - zatrudnianie znajomych to jedno, już przeżyliśmy Kopra i innych - ale stworzenie całego osobnego wydziału w Urzędzie Miejskim wyłącznie po to, żeby kolega mógł zarabiać przynajmniej dwukrotnie więcej niż dotąd, "pracując"w UM na zlecenie - to jest przekręt którego zaakceptować nie mogą. Przypominam - tak delikatnie sformułowana opinia wyrażana jest przez kolegów i sympatyków Klina - ja mówię o tym prościej - to skurwysyństwo i basta. Z kumoterstwa - celujący.

Ostatnia wreszcie rzecz opisująca Mateusza Michała doktora - wizja. Zawsze przecież może ktoś powiedzieć - no ok, facet ma trudny start ale za to widać że próbuje popchnąć to miasto w dobrym kierunku. Zastanówmy się więc przez sekundę - w jakim kierunku idzie Klin, co jest jego sztandarowym pomysłem. Ano jest taki - ideą fix, tym co postanowił po sobie zostawić miastu burmistrz Klinowski jest całkowite zamknięcie dla ruchu Rynku. Poroniony hipsterski pomysł woonerfa na Lwowskiej, przeniesienie busów na Dworzec to tylko pierwsze kroczki. Celem jest jak mówię - zamknięcie Rynku, i urządzenie na Placu Kościuszki skwerku. Genialne, prawda? Miasto dusi się w korkach, obwodnicy brak, BDI zablokowana, samochody karkołomnie zaparkowane gdzie się da - ale to pryszcz jest. Ważne że Klin będzie mógł przechodzić przez jezdnię gdzie zechce i żaden Wyroba go nie będzie fotografował. Za kompletny odjazd i brak wizji rozwoju - niedostateczny.

No dobrze - oceny po piętnastu miesiącach rządzenia Klinowskiemu wystawiłem - więc co dalej? Czy rzeczywiście oceny te sumują się we wniosek że jedynym rozwiązaniem jest referendum odwoławcze? Czy prawdą jest treść z kartonika pewnej kobiety z problemami, dyktowana zresztą przez pewnego polityka z problemami prawdopodobnie jeszcze większymi? Mówiąc wprost - czy miasto powinno pójść za parą  Kotarba-Łaski i zgodzić się na organizowanie awantury pt. referendum odwoławcze? Moja odpowiedź jest niezmienna - bardzo proszę, bez żartów. Manipulujący kobieciną Kocicho doskonale wie, że nie ma cienia szans żeby skutecznie odwołać Klina - a w całej sprawie chodzi tylko i wyłącznie o niczym nie skażoną nienawiść do Klinowskiego, który przerwał trwającą 20 lat sielankę. Powtarzam więc raz jeszcze - żadnego odwoływania Klinowskiego nie będzie, żadnego referendum w tej sprawie także nie. Politycznie ta sprawa nie istnieje, podobnie zresztą jak autorzy tego "postulatu".

Mój pomysł na to, żeby uratować jeszcze co się da z tej kadencji, także polega na zorganizowaniu referendum. Ale nie po to, by kogokolwiek odwoływać, tylko by popchnąć sprawy na tyle, na ile to możliwe, na tyle na ile leży to w kompetencji gminy, w kierunku, z którego próbuje nas od lat wypchnąć Mateusz Klinowski, w dodatku powołując się na mitologiczną "wolę mieszkańców" czy też na "dobro mieszkańców". Oto poddaję pod rozwagę taką myśl - przeprowadźmy gminne referendum w sprawie podpisania przez Wadowice porozumienia z Generalną Dyrekcją Dróg Krajowych i Autostrad ws budowy Beskidzkiej Drogi Integracyjnej w przebiegu zgodnym z już wkrótce mającą zostać wydaną decyzją środowiskową. Raz na zawsze rozstrzygnijmy - z sposób najbardziej demokratyczny - czego tak naprawdę chcą mieszkańcy gminy Wadowice. Raz na zawsze wytrąćmy politykierom z rąk i gęb pseudo argument o "dobru mieszkańców" czy też ich woli. 

Wszystkie duperele którymi zajmował się i nadal zajmuje Klin, są niczym, są bez najmniejszego znaczenia z punktu widzenia dalszych losów naszego miasta. Cały nasz rozwój, nasza przyszłość jako regionu zależeć będzie od skomunikowania z dużymi ośrodkami i dalej - resztą kraju. Oczywiście że pozytywne stanowisko gminy Wadowice nie wystarczy, by rząd podjął decyzję o budowie. Ale torpedowanie tej inwestycji przez Klinowskiego może do jej podjęcia skutecznie zniechęcać - po prostu potrzeb w skali kraju jest ogrom i nikt nie będzie chciał się użerać z problemami u nas. Wydadzą te pieniądze tam, gdzie problemów nikt robił nie będzie. Wybudują drogę komuś innemu.  

Klinowski nie robi nam łaski - mamy prawo i możemy sami zdecydować o przyszłości miasta i regionu. Zróbmy to. 












  

sobota, 16 stycznia 2016

Zarzucam burmistrzowi niedopełnienie obowiązków

czyli wniosek do Rady Miejskiej w Wadowicach oraz Komisji Rewizyjnej tejże Rady

Uporządkowałem fakty związane z głośno dyskutowaną w mediach, elektronicznych publikatorach oraz pośród mieszkańców gminy, sprawą "obiektów budowlanych" będących we władaniu szefowej Wadowickiej Izby Gospodarczej, pani Zofii Filek.

Zawiadomienie, wszczęcie postępowania przez PINB oraz czynności z nim związane, to przełom czerwca i lipca ubiegłego roku. Biorąc pod uwagę zażyłość burmistrza Klinowskiego oraz pani Zofii Filek - można założyć iż Klinowski już wówczas miał wiedzę o sprawie. Z całą jednak pewnością organ gminy, burmistrz Mateusz Klinowski powziął wiedzę o samowoli budowlanej dnia 13 sierpnia, kiedy to w lokalnym portalu internetowym ukazał się ten artykuł, nie będący li tylko dziennikarską relacją z zaistniałej sytuacji, ale relacją udokumentowaną oficjalnym pismem Powiatowego Inspektora Nadzoru budowlanego.


Od tego momentu sprawa nabrała publicznego wymiaru, weszła w zakres zainteresowania lokalnych blogerów, była opisywana i komentowana. Sam pisałem o niej, rozszerzając kontekst - tutaj .

W sierpniu ubiegłego roku inny bloger, pan Edward Wyroba, zwrócił się z wnioskiem do burmistrza Wadowic dotyczącym między innymi kwestii podatku od nieruchomości, należnego Gminie Wadowice, związanego z dyskutowanymi obiektami budowlanymi. Odpowiedź organu wyglądała tak:

 Bloger Wyroba rzecz jasna popełnił jeszcze wiele tekstów traktujących o tej sprawie - natomiast moja rola zaczęła się w grudniu ubiegłego roku. Jako człowiek na co dzień zajmujący się podatkami, w tym także podatkami lokalnymi, potraktowałem sprawę wyjaśnień p.Całus jako materiał do analizy - tak treści orzeczenia NSA, przywoływanego przez wiceburmistrz, jak i treści samej odpowiedzi.  Wnioski z tej analizy pomijam, jako nieistotne dla tego wywodu, natomiast kluczową sprawą jest mój wniosek o udzielenie informacji publicznej, z dnia 15 grudnia 2015 roku.

Nie bez opóźnień i perturbacji, miesiąc później otrzymałem odpowiedź, tym razem podpisaną przez samego burmistrza Klinowskiego:

Analizując treść poszczególnych dokumentów twierdzę co następuje - burmistrz Mateusz Klinowski, pomimo posiadanej przez siebie wiedzy, zaniechał jakichkolwiek czynności, które miałyby na celu ustalenie stanu faktycznego dotyczącego obiektów budowlanych, mogących być potencjalnym źródłem dochodów gminy, a to w postaci ewentualnie należnego podatku od nieruchomości. Przywoływana w odpowiedzi na moje zapytanie, okoliczność nie występowania zapisów w Ewidencji Nieruchomości NIE STANOWI, stanowić nie może - a wobec decyzji PINB o nakazie rozbiórki samowoli budowlanej z października ubiegłego roku, będąca wręcz kuriozalną, podstawy do zajmowania stanowiska przez organ(burmistrza Wadowic) o rzeczywistym charakterze obiektów budowlanych. W tym miejscu nie sposób nie zauważyć iż odpowiednie wnioski o uzupełnienie danych w Ewidencji składa właściciel nieruchomości- co w tym przypadku oznaczać by musiało samooskarżenie dokonane przez państwa Filek. Trudno oczekiwać iż osoby dopuszczające się samowoli budowlanej jednocześnie rejestrowały ten fakt w odpowiednim wydziale u starosty.

Dodatkowo, z treści dokumentów oraz analizy przebiegu zdarzeń twierdzę, iż także wiceburmistrz Ewa Całus nie miała żadnych merytorycznych podstaw by określić stosunek organu gminy do omawianych nieruchomości. W piśmie - odpowiedzi na zapytanie blogera Wyroby, burmistrz napisała, iż rzecz dotyczy obiektów namiotowych nie połączonych trwale z gruntem, czego nie tylko nie dokumentowały żadne ustalenia, żadna wiedza będąca w posiadaniu Urzędu, ale które to twierdzenie pozostawało w jaskrawej sprzeczności z ustaleniami poczynionymi już w tamtym czasie przez PINB(w treści dokumentu upublicznionego przez portal wadowice24.pl jest mowa o zakotwieniu obiektów).

Biorąc pod uwagę wszystkie te ustalenia składam wniosek do Rady Miejskiej w Wadowicach, oraz do Komisji Rewizyjnej tejże rady, o skorzystanie ze swoich uprawnień, tak by wyjaśnić czy burmistrz miasta, Mateusz Michał Klinowski dochował należytej staranności w ww sprawie. Czy reprezentując interes gminy, w tym jej interes finansowy, nie dopuścił się zaniechania, poprzez brak ustalenia poprzez swój urząd czy, od jakiego czasu i w jakiej ewentualnie wysokości, służy gminie prawo poboru podatku od nieruchomości związane z ww budowlami. Wreszcie wnoszę do Rady Miejskiej o ustalenie czy istnieją podstawy do tego by Rada złożyła zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa z art. 231 Kodeksu Karnego.

Dodatkowo pragnę poinformować iż w sytuacji gdyby pani Zofia Filek wykonała nakaz PINB o rozbiórce omawianych obiektów, gmina raz na zawsze straci możliwość skutecznego ustalenia czy i w jakiej wysokości, kiedykolwiek należał jej się podatek.

Druga okoliczność jaką pragnę przywołać, to taka, iż szacując na podstawie wymiarów fundamentów, określonych przez PINB obie hale magazynowe miały/mają około 300 metrów kwadratowych powierzchni. Co, biorąc pod uwagę wysokość podatku od nieruchomości związanych z prowadzeniem działalności gospodarczej, uchwaloną przez Radę stanowi kwotę ok 30 tysięcy złotych z ostatnich pięciu lat.
Co mając na względzie, proszę o zajęcie stanowiska Rady oraz Komisji możliwie szybko, proponuję by stało się to już na najbliższej sesji Rady.

Odpowiedni wniosek wraz z materiałem z tego bloga prześlę dziś jeszcze do przewodniczącego Józefa Cholewki, przewodniczącej komisji rewizyjnej, pani Zofii Kaczyńskiej oraz do wiadomości burmistrza Klinowskiego.


czwartek, 5 listopada 2015

Pani poseł Ewa Filipiak

czyli płachtą na byka.

Nie pomogły zaklęcia na fejsiku, nie pomogły szmaty nad drogą z wizerunkiem bez dresu, na nic się zdały strachy na Lachy.
Ewa posłem, słanką, została.

Polityczne Wadowice szepczą po kątach. Większość przyjęła wybór Ewy spokojnie, jako rzecz dającą się z dużym prawdopodobieństwem przewidzieć już w dniu, gdy została ogłoszona lista PiS - inni woleliby chyba diabła zjeść, niż Ewę w poselskich ławach zobaczyć. Boją się. Konkretnie dwie grupy ludzi w mieście mają autentyczny problem z takim rozwojem wypadków. Wiecie o kim mówię?

No Klin, to oczywiste - w wyobraźni słyszę Waszą chóralną odpowiedź. To też - ale o nim za moment. Otóż chyba najbardziej boją się dzisiejszej pozycji Ewy Filipiak ludzie z jej byłego otoczenia. Ci którzy jeszcze rok temu łasili się do niej, żyli z niej, i usłużnie szefową nazywali. A którzy niemal natychmiast po przegranych wyborach odwrócili się od niej niemal wszyscy, albo wprost ją zdradzając i podejmując współpracę z Klinowskim, albo w inny, mniej spektakularny sposób okazując nielojalność a pewnie i niewdzięczność w wielu wypadkach. Aż kusi mnie w tym miejscu żeby wymienić kilka nazwisk - bo to wzorcowy przykład na to, czym tak naprawdę jest polityka - i jaka jest kondycja moralna i taka po prostu ludzka, osób z nią związanych - ale mniejsza. Sądzę że sam fakt że dokładnie tak właśnie było - że wczorajsi pochlebcy i sprzymierzeńcy okazali się być jutrzejszymi Judaszami dla Ewy, jest wystarczająco wymowny.

Chcieliście o Klinowskim, no dobrze. Co wybór byłej burmistrz Wadowic oznacza dla burmistrza obecnego? Nic. Ewentualnie bardzo niewiele. A jednocześnie wszystko -bo na tym wyborze zbuduje Klin całą swoją kadencję.

Zanim wyjaśnię, popatrzcie na to, przyjrzyjcie się uważnie:
 Tak tak - Staszek w Warszawie. Dzień wręczenia zaświadczenia o wyborze posłom.
Foto Marcin Guzik

Kotarba chce Wadowic.

Kotarba to postać tragiczna. Z jednej strony polityczny bankrut, człowiek którego żadne gremium, żadne towarzystwo, ani żadna partia w swoim otoczeniu widzieć nie chce - z drugiej znów - najwierniejszy żołnierz Ewy. Do bólu lojalny, zawsze gotów za nią i dla niej walczyć. Słowem - fedain.

Kotarba wypełnia także i inną, być może nawet nie uświadamianą sobie rolę - jest wymarzonym przeciwnikiem dla Klinowskiego -groteskowy, nieporadny, zupełnie niedzisiejszy Staszek - czyż można sobie wyobrazić lepszy powód żeby Klinowski miał pewność że w pojedynku z nim zawsze będzie górą?

Więc co zrobi niegłupi przecież Mateusz? Ano upewni się że w opinii publicznej taki właśnie będzie obraz - że o miasto walczą wyłącznie oni. Obecny burmistrz nic innego od początku kadencji nie opowiada, w warstwie politycznej, miastu, jak tylko o tym, co też to Poprzedniczka zrobiła i w związku z czym on już nie może. Dzisiaj, kiedy Kotarba po roku poniewierki odżywa, stawiam dolary przeciwko orzechom że lejtmotywem do samego końca kadencji oraz w kolejnych wyborach będzie straszenie przez Klinowskiego powrotem pary Filipiak-Kotarba do miasta.

Jaka jest prawda? Czy Ewa rzeczywiście zechce za trzy lata zrzec się poselskiego mandatu i stoczyć bój o miasto? No bez żartów. Jestem głęboko przekonany że Ewa Filipiak burmistrzowanie Wadowicom ma poza sobą. Nie ma najmniejszych powodów żeby ponownie bić się o miasto. Ona już swoją bitwę w dużej mierze wygrała - bo tak sobie myślę, że biła się głównie o pamięć. O sposób w jaki będą o niej myśleć i jak ją zapamiętają ludzie. "Wybrana jako burmistrz w 1994, przez pięć kadencji pełniła swoją funkcję - a karierę polityczną zwieńczyła wyborem do polskiego Parlamentu" - jeżeli będzie jakiś biogram w encyklopediach, to tak właśnie będzie brzmiał - a o szczekaniu piesków słowa w nim nie będzie.

Jest ich trzech. Troje. Dwóch strasznie chce żeby w Wadowicach rozegrał się kolejny melodramat. Tyle że to nieważne. Ważne czego chce Ona. A tym czymś z całą pewnością nie jest obszczekiwanie się z jakimś tam Klinowskim. Już nie. Pociągnąć za ten czy ów sznurek, szepnąć słowo przyszłemu Wojewodzie - a tak - to możliwe a nawet bardzo prawdopodobne. Startować w samorządowych wyborach? No way! - bo i po co?


Za trzy lata prócz Mateusza Kinowskiego będą zapewne jacyś kandydaci na stanowisko burmistrza Wadowic. Może nawet kilku. Ale żaden z nich nie będzie się nazywał Filipiak.
No, chyba że z panny ;) :)