sobota, 3 grudnia 2016

Nowe fakty ws Eko

Jest tak - wycena inwestorska nowej niecki na terenie Eko opiewa na około 8 milionów złotówek. Miasto przestraszyła cena 4 milionów które musiałaby teoretycznie wyłożyć gmina Wadowice na jej budowę. No fakt - cztery bańki to sporo. Tyle tylko że.... latem tego roku gmina Biłgoraj, a konkretnie ich Przedsiębiorstwo Gospodarki Odpadami rozpisało przetarg na o podobnych parametrach składowisko. Tam wycena inwestorska opiewała na 4,5 mln złotych netto( ok 5,6 mln brutto) tymczasem wynik przetargu przyniósł kwotę 2,2 mln.  Powtarzam - rzecz w cenach z 2016 roku, przy podobnej inwestycji o zbliżonych parametrach, a przetargu nie wygrała jakaś firemka z tanią siłą roboczą zza wschodniej granicy, tylko spółka ze Świdnicy.  Zresztą sami sprawdźcie, tutaj

Co jeżeli tak jest i daje się osiągnąć tak znacząco korzystniejszą cenę budowy składowiska, to może oznaczać, że wcale nie od rzeczy jest, mimo wszystko, zaangażowanie Wadowic w Eko. Gdyby zamiast czterech milionów wystarczyło wyłożyć dwa, to proszę Państwa, Klinowski na same kompletnie bez znaczenia i sensu fajerwerki pt."promocja gminy" zabiera z budżetu 1,5 miliona złotych tylko w tym roku! Nic, absolutnie nic się miastu nie stanie jeżeli w tym budżecie radni odbiorą te pieniądze(pozostawiając wyłącznie kasę na wypłaty dla ludzi z wydziału), znajdą jeszcze pół miliona i dofinansują Eko. Wobec tak mocnego oporu społecznego, oporu samych radnych, potężnych wątpliwości co do wyceny wchodzących w skład majątku Eko działek - Klinowski przegrał WSZYSTKIE głosowania na komisjach w tej sprawie - kto wie czy takie właśnie postępowanie nie rozwiąże nam kilku ważnych problemów za jednym zamachem. 


Tak naprawdę to banalnie prosty wybór - zachowanie udziałów w gminnym majątku, czy wystrzelone w niebo w postaci koncertów, folderków i innych popierdółek, pieniądze. Różnica pomiędzy koniecznością zabierania pieniędzy z inwestycji bądź zadłużania się w przypadku gdybyśmy musieli zapłacić 4 mln, a wygaszeniem "promowania" zmienia wszystko.

poniedziałek, 21 listopada 2016

Dlaczego mówię NIE Klinowskiemu

Moich niezgód na kierunek i styl w którym przewodzi Klinowski miastu jest wiele i większość z nich znacie z mojej bieżącej aktywności publicystycznej. Dzisiaj tylko krótko - o pieniądzach.

Sumując tylko najgrubsze, spektakularne straty spowodowane w miejskiej kasie przez obecnego burmistrza, zobaczymy że zdołał rozpieprzyć grubo ponad milion złotych tylko w pierwszym roku swojego urzędowania. I nie zwalnia tempa w kolejnym.

Za psi pieniądz sprzedał Mateusz Kinowski gminną działkę powstałej ad hoc spółce, uprzednio  zapewniając radnych i miasto że Spółdzielnia Mieszkaniowa wyczekiwane tanie mieszkania na niej zbuduje. To samo w sobie było skandaliczne, ale przecież na tym się nie skończyło. Co bowiem zrobił Klinowski z 710 tys pozyskanymi ze sprzedaży? Ano dołożył jeszcze trochę i....Kalińskiemu oddał, na szpital. Na ten sam szpital, przeciwko któremu budowie pyszczył wniebogłosy przez lat kilka. Dlaczego oddał? Ano bo wcześniej sobie wymyślił że kupi przychylność Bartosza Kalińskiego i razem będą rządzili i gminą i powiatem. Nie ma razem, nie ma pieniędzy a jak tak dalej pójdzie to i szpitala nie będzie. Brawo Klinowski!! 

Dotacja dla Policji. "Z cieplutkim poleciał" Mateusz Klinowski i do wartej kilka milionów działki, przekazanej Policji jeszcze przez poprzednią burmistrz działki, dorzucił kilkaset tysięcy złotych - że niby na projekt. Komu dorzucił? Ano Rządowi, którego psim obowiązkiem jest zabezpieczać potrzeby Policji i który jak może, tak samorządy drenuje i obciąża. Sensowne? No, jak jasna cholera. Pieniędzy w gminnej kasie jednak dzięki nadgorliwości Klinowskiego nie ma, nowego budynku Komendy także nie. 

Ogrodowa. Tutaj rzecz jest znana - zarabiało miasto od Frączka 90 tysięcy za dzierżawę kawałeczka działki - nie zarabia. Sama restauracja płaciła potężne "korkowe" - nie płaci. 30 osób miało pracę - pozamiatane. Straty, straty, straty. 

Budżet wydziału promocji. Tutaj dopiero jest jazda. Nie dość po tym, że Klinowski stworzył wydział wyłącznie po to, żeby kolega mógł zarabiać znacząco więcej jako jego kierownik(swoje obowiązki mógł spokojnie wypełniać jako pracownik w ramach innego wydziału), to właśnie przedstawił projekt budżetu w którym i tak już do granic możliwości rozdęte w związku z ŚDM wydatki wydziału, podnosi o 300 tysięcy złotych. Tym samym koszt  "promocji gminy Wadowice" przekracza  niewiarygodną kwotę półtora miliona złotych. No to dla porównania tylko - w tym samym czasie Andrychów przeznacza na promocję niewiele ponad dwieście tysięcy, a na przykład gmina Zakopane - mniej niż sto tysięcy. 

    I rzecz najnowsza, wciąż na tapecie przed decyzją RM - sprzedaż EKO. Jak już pisałem - absurdalnie niska wycena blisko 12 hektarów(650 tysięcy złotych!!!!!) działek spowoduje że gmina już wkrótce może stracić kolejne miliony na dealu pary Klinowski-Koper z orłami z Limanowej. 

Podsumowując - straty idą w miliony, wszystko co się dzieje w gminie, dzieje się od dwóch lat na papierze - jest na etapie fiszek i planów - na półmetku ta administracja zasługuje na ocenę dopuszczający - i to wyłącznie ze względu na to, że nie zdołała spieprzyć tego, co zaczęła robić Ewa Filipiak(Mickiewicza, blok na Karmelickiej, czy sala gimnastyczna w Jaroszowicach). 

  

czwartek, 17 listopada 2016

Prywatyzacja Eko raz jeszcze

Wbrew opinii większości opozycji w mieście, popieram Klinowskiego w zamiarze sprzedaży udziałów w Eko. Mówię: tak, ale. I o tym "ale" dzisiaj dwa słowa.

Dla Empolu śmietnik jest wart co najmniej dwukrotnie więcej niż to co wynika z wyceny spółki. Pisałem i uzasadniałem to tutaj. Fachowcy mówią "wartość inwestycyjna". To fakt który w dodatku znalazł potwierdzenie u ludzi z branży, doskonale zorientowanych w rynku odpadów w naszym województwie. To także fakt, który tworzy albo obszar niewiedzy burmistrza Klinowskiego, albo pole do potężnego nadużycia podczas sprzedaży udziałów w Eko -  czego dzisiaj nie chcę rozstrzygać. To co chcę zaproponować pozwoli Radzie mieć rodzaj kontroli nad poczynaniami burmistrza, a miastu da obraz jego postępowania z jednej strony - oraz wyposaży nas wszystkich, łącznie z samym Klinowskim w dodatkową wiedzę o całej sprawie. Co więc konkretnie proponuję? Ano sporządzenie drugiej wyceny udziałów w śmietniku, tym razem metodą odtworzeniową. Myślę że bardzo do rzeczy jest by i burmistrz Klinowski i Rada i miasto wreszcie wiedziało, ile Empol musiałby wydać, żeby stworzyć sobie własne składowisko i dwie inne instalacje, w innym miejscu, gdziekolwiek na terenie województwa. To stworzy realne pole do negocjacji jeszcze przed procedurą przetargową z drapieżnikami z Tylmanowej. Szkolny, dziecinny błąd(ewentualnie świadome działanie) Klinowskiego polega w całej sprawie na tym że sprzedając Eko z góry powiedział że chce tyle pieniędzy, ile wynika z wyceny spółki, kompletnie abstrahując od faktu, że specyfika branży powoduje że Empol będzie niemal na pewno jedynym zainteresowanym zakupem, a nawet jeśli nie, to łatwo sobie wyobrazić manipulację przetargiem, biorąc pod uwagę prawo pierwokupu udziałów.

Co może zrobić Rada? Ano tłumaczę.

Klinowski źle napisał uchwałę ws sprzedaży Eko i to jest szansa dla Rady, już nawet nie tyle żeby sprzedaż powstrzymać, co przynajmniej spowodować uzyskanie godziwych za gminne udziały pieniędzy.

 Do rzeczy więc - przywołana podstawa prawna projektu uchwały którą do podpisania radnym podtyka Klinowski jest prawidłowa, to art.18 ust.2 pkt 9 lit. f i g UoSG tyle tylko że...., no właśnie.

Proszę uważnie przeczytać zapis "g". Ustawa mówi w tym punkcie o "Zasadach zbywania". Generalnych zasadach zbywania jakichkolwiek udziałów, nie zaś jak w projekcie Klinowskiego, konkretnej ilości udziałów w konkretnej spółce - co potwierdza wyraźnie jedna z tez uzasadnienia do wyroku WSA z 22 września 2005 II SA/Op 123/05)  cytuję  "jeśli jest mowa o zasadach to ma się na myśli akt, który nie może wyczerpać się w pojedynczym zastosowaniu. Taki akt musi odnosić się do bliżej nieokreślonej liczby przypadków."

Podobnie w wyroku WSA w Krakowie z 15 lipca 2010 r., III SA/Kr/193/10), gdzie Sąd twierdzi, cytuję " Omawiane przepisy dają radzie gminy wyłącznie podstawę do podjęcia aktu o charakterze abstrakcyjnym i generalnym"

Należy więc, wypełniając dyspozycję art.18 ust.2 pkt 9 lit. g UoSG napisać i przegłosować projekt uchwały regulującej zasady zbywania przez Burmistrza udziałów w spółkach i wpisać w tą uchwałę wymóg sporządzenia wyceny dwiema metodami - wybraną przez rzeczoznawcę, oraz odtworzeniową właśnie.

Godziwe pieniądze za Eko lub... kiedy miasto będzie wiedziało ile na tym dealu zyskuje Empol, być może spółka zmieni zdanie w sprawie utworzenia i objęcia nowych udziałów i samodzielnego wybudowania nowej niecki :)


P.S - sądzę że podobny efekt - tzn rzeczywistą wartość Eko dla Empolu, można osiągnąć stosując metodę dochodową.

środa, 5 października 2016

Wrogie przejęcie

czyli o tym jak Klinowski Radę Miejską sobie wziął.

W obozie radnych przeciwnych burmistrzowi Klinowskiemu jest szczur. Szpieg, który donosi natychmiast o wszelkich poczynaniach i ustaleniach tej grupy. Biorąc to pod uwagę, oraz, co być może jeszcze ważniejsze - bezwład, czy może należałoby nawet powiedzieć, polityczną obstrukcję, która dotyka tą grupę w coraz bardziej oczywisty sposób, w piątek, przy pomocy radnego Roberta Malika, Klinowski przejmie całkowitą kontrolę nad Radą Miejską. Niech bierze, skoro liczebnie być może nawet większej grupie, brak ambicji, wyobraźni a może i honoru, żeby nie pozwolić sobą pomiatać.

Tymczasem ja jeszcze słowo o faktach dotyczących poprzedniego. dopchniętego papuzim kolanem, wrogiego przejęcia Rady. Oto, co samo w sobie mocno dyskusyjne i co spowodowało reakcję Wojewody w postaci wydania decyzji o uchyleniu "uchwały Malika", Klinowski twierdził że przez analogię zastosował przepisy odnoszące się do zupełnie innej sytuacji i "najstarszemu" radnemu Stopie kazał obrady prowadzić. Jak informuje sam Klinowski, czterech radnych - Tkacz, Kaczyńska, Ficek i Cholewka odmówili prowadzenia obrad. Ślicznie. Tyle tylko że Klinowi tak się spieszyło żeby już sobie wziąć tą radę, że....

Radny Korzeniowski, urodzony: 21.12.1953
Radna Potoczna, urodzona:         09.09.1954
Radny Jasiński, urodzony:          16.01.1956

no i wreszcie, radny Stopa, urodzony 21.01.1957

Jak widać, burmistrz Klinowski, który, notabene, będąc gościem Rady, faktycznie przejął prowadzenie obrad, tak bardzo chciał żeby mu się "sprytny", pod nieobecność radnej Zadory, plan udał iż złamał nawet własną, przypominam, prawnie wątpliwą, procedurę "radnego seniora".  Tyle o faktach. Dzisiaj Klinowski mami opinię publiczną bzdetnymi opowiastkami o tym jak to PiS go gnębi i jak to on w sądy z PiSem pójdzie. A że słowa prawdy się z Klinowskich blogów i profili nie dowiecie, więc miejsca dla obywatelskiego dziennikarstwa jest od groma.


czwartek, 8 września 2016

Przekręt Klina z Koprem

czyli czapka gruszek za Chocznię.

Sprzedaż Eko, regionalnej instalacji przetwarzania odpadów w Choczni jest przesądzona. W tych dniach, na wniosek burmistrza Klinowskiego, radni mają udzielić mu zgody na wyjście ze spółki. Znam wadowickich radnych, znam ich siłę inercji i skalę niemożności oraz gotowość do bezrefleksyjnej służalczości wobec widzimisię Klinowskiego większości z nich, więc o nic do nich apelować nie zamierzam. A i sam ten tekst poświęcę tylko jednemu z wielu zagadnień które powinny zostać publicznie omówione przed podjęciem decyzji o takiej dla gminny i naszych spraw, wadze.


W uzasadnieniu do projektu uchwały pisze burmistrz Klinowski iż, cytuję, firma Empol jest w sposób żywotny zainteresowana jest eksploatacją wysypiska. Co ciekawe, coś dokładnie przeciwnego twierdzili przedstawiciele spółki na spotkaniu z RM jeszcze wiosną - ale zostawmy. Ja to akurat twierdzenie Klinowskiego uważam za prawdziwe, chociaż.... nie oddające skali tego zainteresowania.

Ale po kolei. Żeby prawidłowo ocenić jak bardzo firma Empol jest zainteresowana przejęciem Eko, oraz - skoro tak to ile Eko jest dla tej spółki warte, zastanówmy się co Empol musiałby zrobić, ile pieniędzy wydać i jak długo by to potrwało, żeby zbudować sobie składowisko odpadów w jakimś innym miejscu, od zera. Otóż twierdzę że na terenie Małopolski Zachodniej, a być może w ogóle, całego województwa, jest to niemal zupełnie niemożliwe. Znaleźć i wykupić 14 hektarów spójnych obszarowo działek, uzyskać pozwolenia zintegrowane, decyzje środowiskowe, ewentualne odrolnienie gruntów, zmiany w MPZP w gminie - to jest wobec krajowych regulacji i unijnych preferencji(UE nie daje żadnych środków na składowiska, stanowczo rekomendując bardziej ekologiczne rozwiązania problemu odpadów, jak choćby spalarnie) to jest w dzisiejszych czasach prawdziwa misja niemożliwa. A gdyby nawet się udało, to koszt samych gruntów wraz z projektami i pozwoleniami, to byłoby kilkanaście milionów złotych, a czas od momentu rozpoczęcia projektu do momentu wbicia pierwszej łopaty by dopiero zacząć budować składowisko - minimum pięć lat. Jeżeli do tego dodamy jeszcze pewny jak w w banku opór społeczny, protesty, blokady, spory z miejscowymi mieszkańcami, to w pełni oddaje obraz tego co z jednej strony Empol chce od nas kupić a co Klin tak bardzo spieszy się im sprzedać.

To, te o ile dobrze pamiętam, ponad 14 hektarów w Choczni, z lokalizacją i rozwiązanymi wszelkimi problemami, o których piszę powyżej, to jest dla spółki która z odpadów żyje, czyste złoto. Fakty o których piszę, pokazują także coś więcej - otóż pokazują jak bardzo wycena księgowa spółki, oraz nominalna wartość w niej udziałów, odbiega od realnej, rynkowej ceny przedsiębiorstwa. Co więcej - nawet profesjonalna wycena przedsiębiorstwa, wykonana odpowiednią metodą, może być ze względu na różne okoliczności(jak choćby właśnie możliwość długotrwałego blokowania czy wręcz uniemożliwienia lokalizacji składowiska przez mieszkańców), niedoszacowana.

Wielkimi literami, dla opornych - WARTOŚĆ EKO JEST WIELOKROTNIE WYŻSZA NIŻ WYNIKA TO Z NOMINALNEJ WARTOŚCI UDZIAŁÓW.

Tyle. Zostawiam Was z pytaniem, kalką pytania zadanego cztery lata temu przez radnego Klinowskiego - "CZY KLINOWSKI Z KOPREM WKRÓTCE NAS OKRADNĄ"???

Myślę że warto żebyście przyszli na komisję i na sesję. Większego dealu w tej kadencji Klin już nie wykręci.


Tymczasem jedno już dzisiaj wiemy na pewno- twierdził Klinowski że dlatego posiadali na stołkach w Eko, żeby interesu przedsiebiorstwa dopilnować. No to przypilnowali, nie ma co.

poniedziałek, 5 września 2016

Gdyby wybory odbyły się dzisiaj

czyli kasandrycznie.

Taka projekcja sytuacji podczas wyborów samorządowych - Klinowski jest urzędującym burmistrzem - co bez cienia wątpliwości drugą turę daje mu od ręki. A co z resztą? Ano zobaczmy.

Lokalne freaki(Łaski, Brynkus), o ile w ogóle zdołają stworzyć komitety, zbierają po kilkaset głosów. Ot takie 230: 420, ze wskazaniem na posła pana.Margines.

Kotarba z Ewą są na głębokim aucie i na nic nie mają wpływu, przynajmniej tak długo, jak długo nie zdecydują się wystawić w wyborach Ewy osobiście(wówczas wybory są pozamiatane, druga tura Filipiak vs. Klinowski, wygrywa Klin) Ale zakładam że to absolutnie nierealny scenariusz, w dodatku Ewie kompletnie niepotrzebny. Więc na aucie pozostaną, w najlepszym razie jakoś niezdarnie i ślamazarnie popierając Brynkusa, Łaski, czy tam jeszcze kogoś.

PiS(w pełni świadomie rozdzielam Kocicha z Ewą od PiS) - nie mają kandydata, ale mają markę. Marka zrobi im ze 20%. Filip Kaczyński dołoży do puli jeszcze promil. Inni ewentualni - podobnie.

Nowoczesna? Wystartuje zapewne Janas. Przeskoczy Brynkusa, ale niewiele. Bez szans finalnego powodzenia.

Kandydaci niezależni - Jończyk? Dwa inne nazwiska, których dzisiaj podać nie mam prawa? Cóż. Odpowiedź jest oczywista i zawiera się w wyliczance powyżej.


Rzecz jasna  to tylko szkic politycznych możliwości Wadowic w dniu dzisiejszym, tyle na ile  mogę sobie pozwolić - niemniej to już dzisiaj dosyć, żeby odpowiedzieć na zagadnienie z tytułu. Gdyby wybory samorządowe  miały się odbyć dzisiaj, w mojej,zupełnie na zimno podanej ocenie- wygra Mateusz Klinowski. Wygra i wykończy to miasto na dekadę.

Co wszystkim zainteresowanym losem gminy daję pod rozwagę.








czwartek, 30 czerwca 2016

Ogrodowa must die

Czyli mały, mściwy gnojek.

Od dłuższego czasu przyglądam się wojnie, wypowiedzianej przez burmistrza Klinowskiego, restauracji Ogrodowa w Wadowicach. Z fascynacją się przyglądam, traktując jako studium przypadku, z jednej strony tego co władza może zrobić z człowiekiem, kiedy ją uzyska, z drugiej- co może zrobić człowiekowi, kiedy ma z nim osobisty problem. 

Garść faktów. Chronologicznie. 
Kilka lat temu Klinowski jest częstym, a w okresach gdy jest w mieście- niemal codziennym gościem Ogrodowej. Próbuje z tej knajpy zrobić opozycyjną "dziuplę"- przyjazne miejsce knucia i imprezowania wraz ze swoimi poplecznikami i zwolennikami. Wszystko dobrze się układa aż do momentu kiedy właściciel Ogrodowej po pierwsze- wyrzuca Klina z restauracji, wraz z jego nieodłącznym towarzyszem, w wyjątkowo niekorzystnych dla obu "bohaterów" okolicznościach. Po drugie- to akurat pamiętam bardzo dobrze, z okresu współpracy z Klinowskim-  Klin szukał wówczas sponsora dla mającego się pojawić drukowanego periodyku IWW- Frączek odmówił. Kielich goryczy zaś dopełnił się podczas organizowanego przez Klinowskiego referendum- został ze swoimi ulotkami i listami do podpisu wyproszony z koncertu w Ogrodowej- i to publicznie, przez występującego artystę, ze sceny. 

To jest mniej więcej moment kiedy na Ogrodową spada grad donosów, wniosków do przeróżnych instytucji, oraz szereg publikacji, rzecz jasna anonimowych, w internecie. 

Tutaj na sekundę się zatrzymam, żeby powiedzieć słowo o sobie- otóż w tamtym okresie na tyle jeszcze ufałem Klinowi oraz tak mało byłem świadom do czego ten facet jest się w stanie posunąć, że uwierzyłem w opowieść o wielkim przekręcie, rzekomo popełnionym przez parę Filipiak-Frączek. Dzisiaj już wiadomo iż znakomita większość ówczesnych zarzutów okazała się być wyssana z palca- w szczególności ta o milionowych stratach miasta - okazała się w dodatku w sposób najbardziej spektakularny, po prostu sam Klinowski udowodnił, że miejska działka w tamtym miejscu może albo przynosić zysk miastu, będąc częścią parkingu Frączków, albo nie przynosić go wcale. Od roku już chyba ma miejsce drugi przypadek- miasto ma z niej ZERO ZŁOTYCH zysku. 

Wracając do chronologii. 

Klinowski zostaje burmistrzem. Na Ogrodowej znikają koncerty- Klin decyduje iż WCK nie będzie firmowało tych wydarzeń. 
Rzecz kolejna- Frączkowie dostają zaporową propozycje podwyżki. Pomimo prób negocjacji, które, notabene, torpeduje Klin, tracą także dzierżawę miejskiej działki. 

W międzyczasie, na, o zgrozo, oficjalnym profilu burmistrza regularnie pojawiają się wpisy uderzające, czy też wprost szkalujące Frączków i knajpę, aż do osławionej już deklaracji-groźby, że burmistrz doprowadzi do zamknięcia restauracji(Teraz czas na Ogrodową!).


Ostatnim akordem w tej sprawie jest pozwolenie na sprzedaż piwa w restauracji. To prawdziwa bomba atomowa w ręku burmistrza i tej bomby nie zawahał się użyć. Najpierw, wobec argumentacji Frączków, iż uchwała dotycząca sprzedaży alkoholu jest nieprecyzyjna, próbuje przepchnać przez RM poprawkę która w sposób bezpieczny(uniemożliwiajacy F odwołanie) pozwoliłaby mu nie przedłużyć pozwolenia, a gdy radni jakimś cudem, mamieni zresztą mającą lada chwila nastąpić zmianą tejże uchwały, odmawiają Klinowskiemu, ten wściekły publicznie mówi "ja i tak pozwolenia nie wydam!!!"

No i nie wydał. Ogrodowa właśnie przechodzi do historii, trzydzieści kilka osób traci pracę, Klinowski ma swojego trupa.

Ratio legis, uzasadnieniem przepisów o przeciwdziałaniu alkoholizmowi, jest taka, że jego dystrybucja ma ograniczać zjawisko nadmiernego, niekontrolowanego picia-w szczególności przez młodzież. Cel ten restauracje raczej pomagają osiągać, niż przeciwnie- a to poprzez fakt, iż alkoholu w nich jest droższy, spożywany w kontrolowanych, cywilizowanych warunkach. Osoby z problemem alkoholowym w ogromnej większości przypadków zaopatrują się w marketach bądź osiedlowych sklepach, pijąc za przysłowiową "budką z piwem". Ani Ogrodowa, ani zresztą żadna inna restauracja (no, może poza kilkoma niechlubnymi wyjątkami) nie produkuje nam alkoholików w mieście. 

O ile wiem nigdy nie było tam także sytuacji podawania alkoholu nieletnim. Także pod względem bezpieczeństwa niczego temu miejscu zarzucić nie można- bywam tam od czasu do czasu- nie widziałem żadnych burd, awantur, przepychanek, nic. 

Słowem- nie ma, albo inaczej, wielkimi literami, NIE MA CIENIA MERYTORYCZNYCH POWODÓW, żeby Ogrodowa miała przestać istnieć. A mimo to, przestaje. Z jednego, jedynego powodu- ponieważ mały, mściwy człowiek rzucił przez zaciśnięte zęby- 'Ogrodowa musi umrzeć". Więc umiera. 

Taka jest prawdziwa twarz władzy. Taka jest prawda o naszym mieście. 

Chichotem historii jest fakt że to wszystko dzieło faceta, który w niebogłosy wrzeszczał, gdy poprzednia władza, zresztą nie mając tak naprawdę wyboru, bo Koper pozwolenia na czas nie opłacił, pozwolenie cofnęła.