wtorek, 21 sierpnia 2012

Z rozumieniem nauki jest jak z giełdowymi akcjami

albo są przeszacowane albo niedoszacowane - ale prawie nigdy nie odzwierciedlają rzeczywistej wartości.

Niewielu spotkałem w życiu ludzi którzy naprawdę żyli nauką. Żyli nią, rozumieli, znali jej piękno, jej ekonomię, jej metody i.... ograniczenia.



Podczas gdy po jednej stronie mamy taki obraz - cytuje za Onetem i Wyborczą: Tylko co drugi Polak wie, że pierwsi ludzie nie żyli w epoce dinozaurów. Ponad 1/2 wierzy, że atomy są mniejsze od elektronów i że zwykłe pomidory nie mają genów, a mają je tylko te modyfikowane genetycznie (GMO). 1/4 nie zna żadnego uczonego światowej sławy – donosi "Gazeta Wyborcza".
Tak wynika z sondażu przeprowadzonego dla hiszpańskiej fundacji BBVA w 10 krajach Europy i w USA, wraz z Hiszpanią i Włochami jesteśmy w ogonie Starego Kontynentu pod względem poziomu wiedzy naukowej. W badaniu sprawdzono wiedzę ponad 16 tys. losowo wybranych osób z całego świata, którym zadano te same 22 pytania. Jak się okazuje, wynik Polaków jest fatalny.

Przykłady? Aż 60 proc. ankietowanych jest zdania, że Słońce emituje światło tylko jednej barwy - białej, a lasery emitują dźwięk. Aż 2/3 Polaków nie wie, że antybiotyki nie zabijają wirusów, a blisko połowa jest zdania, że dinozaury były współczesne ludziom.


Okazuje się też, że tylko w Polsce i w USA jest więcej osób skłaniających się do tego, że to Bóg stworzył człowieka - mniej więcej takiego, jak wygląda on dziś - niż sądzących, że to sprawka ewolucji. "



- z drugiej strony mamy ludzi oddających bałwochwalczą, religijną nieomal cześć wszystkiemu, co da się( a czasami nawet temu co się nie da) opisać etykietą "naukowości"

Klucz do poprawnego rozumienia, poprawnej wyceny wartości nauki jest, mimo że nietrudny, zazwyczaj też, z jakiegoś powodu, niedostępny. Bądź nieużywany:)

Prosty przykład - w języku codziennym używamy pojęcia "logiczne" jako zamiennika słowa "prawdziwe". Mówimy "przecież to logiczne" chcąc przekazać komunikat "to oczywiste, to prawda"
Czy słusznie? Czy rzeczywiście wszystko co logiczne koniecznie musi być prawdziwe?
A czy można wypowiedzieć logiczne kłamstwo? :)
Właśnie. Poprawność logiczna nie jest gwarantem prawdziwości.

Analogicznie - większość z nas przywykła do identyfikowania czegoś co naukowe z prawdziwością.
Mówiąc o czymś "naukowe" "naukowo dowiedzione" nasz komunikat brzmi zazwyczaj - 'nie budzące wątpliwości, ostatecznie udowodnione, pewne i prawdziwe".
I znowu -czy słusznie? Hmm - w pewnym, minimalnym, zakresie, być może tak.

Otóż dwa ostatnie określenia dają się utrzymać - ale wyłącznie tu i teraz. W momencie opublikowania wyników prac badawczych.
Dwa pierwsze - w ogóle się nie mieszczą w kategorii pojęć naukowych. Inaczej - nauka w ogóle nie zna czegoś takiego jak "ostateczny dowód" I zawsze ma wątpliwości.
I własnie dlatego "pewne" i "prawdziwe" są twierdzenia naukowe tylko do momentu weryfikacji przez kolejnych naukowców. Którzy wraz z rozwojem wiedzy odbierają pewność poprzednim twierdzeniom - nie odbierając im naukowości.

Nauka, wiedza naukowa to proces, nie stan. I to dość szczególny proces - z jednej strony ma charakter kumulatywny - z drugiej - selektywny.
Prościej - część wiedzy zbiera, większość odrzuca - i nigdy się nie zatrzymuje.

Skupiłem się, nie na oczywistym, wobec przytoczonej ankiety, chłostaniu ignorantów dlatego że w wielu przypadkach wydają mi się mniej szkodliwi niż ajatollahowie nauki, którzy mając o niej bardzo ograniczone pojecie - próbują walić nią w rozmówców jak cepem.








piątek, 17 sierpnia 2012

Przystąpię do Partii Racja.

zaraz po tym jak upadnę na łeb:)

Osobistym pokłosiem artykułu o aktywności lokalnej opozycji było dla mnie zainteresowanie, czym tak naprawdę jest twór Racja Polskiej Lewicy - której wadowickim strukturom szefuje najaktywniejszy polityczny bloger - Edward Wyroba.

 Zaraz na wstępie chcę zaznaczyć że ten tekst jest wyłącznie o Partii, nie zajmuję się kreśleniem sylwetki pana Edwarda. O którym tylko jedno zdanie - w miarę regularnie czytując teksty publikowane na jego blogu - co do ich treści zgadzam się być może w 30 procentach - i prawie zawsze moje oburzenie, a czasami nawet obrzydzenie, budzi forma.

Do rzeczy więc - gdy już pomyślałem ze chce się dowiedzieć ki diabeł ta Racja - wylądowałem na ich stronie internetowej i ignorując jakieś tam opisy partyjnych "dożynek"  otworzyłem zakładkę "Program"

Wypowiedzcie na głos słowo "program" i zaraz potem słowo "pogrom". Prawda ze podobnie brzmią?:)

Słowo które najlepiej opisuje zawieszone na stronie Partii Racja "Główne tezy programu" to właśnie POGROM. Dokonany na intelekcie i zdrowym rozsądku.

Ideologiczny, ekonomiczny i polityczny miszmasz którego głównej myśli, głównego kierunku w jakim chcieliby prowadzić sprawy państwa członkowie tej partii wychwycić nie sposób.
Prócz charakterystycznego i silnie wyakcentowanego wezwania do odcięcia Kościoła od jego spraw - i odrobiny kosmetyki ustrojowej - bełkot.

Bo jeżeli jakaś partia w swych głównych programowych tezach mieści taki zapis"... poseł musi mieć wysoki poziom intelektualny" to co ja mam myśleć? Kandydaci będą przedstawiać zaświadczenie z poradni psychologicznych o posiadanym przez siebie IQ? A może Państwowa Komisja Wyborcza zatrudni specjalistów od badania poziomu Inteligencji Emocjonalnej?

A jeśli mieszczą tam także coś takiego - "zapobieganie wczesnemu odchodzeniu z rynku pracy na emeryturę, stopniowe podnoszenie wieku emerytalnego kobiet poprzez zwiększenie finansowego zainteresowania przedłużaniem stażu pracy" - to już chyba ja sam powinienem udać się do jakieś poradni? W ząb nie mogę pojąć jak się zwiększa "finansowe zainteresowanie"  - kobiety będą pracowały w prywatnych zakładach ale pensję będzie im wypłacało państwo?

A na omastę także to - "Sektor usług publicznych powinien być państwowy – nienastawiony na zysk."
No i kolejna zagwozdka - taka, nie nastawiona na zysk firma energetyczna - to z czego ona będzie odbudowywała, rozbudowywała i remontowała swoją infrastrukturę? No tak, z podatków, prosta sprawa:)
A jak będzie konkurowała z przedsiębiorstwami prywatnymi? Nie będzie - prywatne sie weźmie i się znacjonalizuje:D
Bo że swoim pracownikom będzie płaciła w kilowatogodzinach to oczywista.

Na  koniec  - konkurs - konia z rzędem temu, kto wyjaśni co oznacza takie oto zdanie,  cytowane oczywiście z omawianego Programu - "progresywne, nie liniowe,  podatki od dochodów osób prawnych, fizycznych i VAT"

Bylejakość prezentowana przez partie na co dzień, w bieżących działaniach politycznych, także legislacyjnych, już dawno przestała dziwić.
Ale bylejakość zaprezentowana na wizytówce, bylejakość wyeksponowana i niczym nie przesłonięta - to w polskiej polityce rzeczywiście - nowa jakość.

Być może jest w tym coś frapującego - jakiś nihilizm który może pociągać.
Co do mnie -  deklaruje ponownie - przystąpię do Partii Racja - zaraz po tym jak  doznam jakichś poważnych uszkodzeń centralnego układu nerwowego. 


czwartek, 16 sierpnia 2012

Głęboko się kłaniam

czyli chcąc - nie chcąc odrobinę o sobie

Artykuł o lokalnych blogerach tutaj :http://www.wadowiceonline.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=1896:wadowickapolitykawsieci&catid=60:polityka&Itemid=32
skłonił mnie pierwszego podsumowania mojej na tym polu aktywności.

Którą wyraziłem tam w taki sposób:
"Pomyślałem ze to jest dobre miejsce i dobry moment żeby powiedzieć coś o swoim blogu.

Otóż byłby on bez porównania uboższy gdyby nie komentarze Czytelników. Coraz częściej jest tak że tekst staje się tylko pretekstem do arcyciekawych dyskusji.
Za co dziękuję - Zmiennikowi, Obywatelowi Wadowic, Miłośnikowi Magistratu i innym, być może mniej regularnym ale równie cennym komentatorom.

A pozostałych, obecnych i przyszłych Czytelników proszę - jeżeli będziecie się zastanawiali czy poświecić swój czas na czytanie mojego tekstu czy komentarzy które go rozwijają - bez wahania odpuście sobie tekst: )"

Więc i tutaj -  jeszcze raz - dzięki! 
Trudno by mi pewnie było walić w dzwon, gdybym nie wiedział ze jego dźwięk jest komuś do czegoś przydatny:)

piątek, 10 sierpnia 2012

Pomnożyć Klinowskiego

czyli szanse kandydatów dwóch.

Z podobnym nastawianiem, jak na swoim portalu 37 letni wizerunkowy bankrut - chłodno i bez emocji oceniam że kolejnych wyborów Ewa Filipiak nie wygra w pierwszej turze. Wszystko wskazuje na to że nie ma na to szans.

Ale to przecież nie załatwia sprawy. Żeby odesłać obecną Burmistrz wraz z wszystkimi zwierzakami na zieloną trawkę trzeba dopilnować żeby nie wygrała także w drugiej.
Pisałem już o tym, chociaż może niezupełnie wprost- dzisiaj jest dobry czas żeby powiedzieć o tym jasno.

Mateusz Klinowski nie powinien być jedynym kandydatem opozycji na stanowisko burmistrza w najbliższych wyborach. Pomimo wszystkich jego zalet i wszystkich zasług dla lokalnej samorządności, może się bowiem okazać ze jego światopoglądowe deklaracje i polityczne powiązania nie mieszczą się w ramach możliwości tolerowania nowości przez, konserwatywnych w dużej mierze, wadowiczan.
Mówiąc wprost - bardzo trudno przewidzieć jak zareagują mając do wyboru zachowanie status quo z jego "papieskim" emploi  lub "lewaka".

Właśnie po to, żeby tą wątpliwość rozstrzygnąć, bardzo sensownym wydaje mi się wyłonienie spośród działaczy bądź aktywnych sympatyków opozycji  drugiego kandydata. Człowieka rozpoznawalnego w Wadowicach, z osobistym i zawodowym doświadczeniem pozwalającym sprawnie poprowadzić sprawy gminy, a przy tym w powszechnym odbiorze mniej kontrowersyjnego niż dr Mateusz Klinowski.

Oczywiście - wysiłek organizacyjny trzeba będzie podwoić - stworzyć dwa komitety wyborcze - niemniej wydaje się, biorąc pod uwagę wszystkie możliwe wyborcze scenariusze ze tak właśnie można zwielokrotnić szanse na wygranie naszego miasta.

Prawie na pewno któryś z kandydatów opozycji wejdzie do drugiej tury - przegranemu pozostanie tylko poprosić swoich wyborców o mobilizację i poparcie dla pozostającego w stawce kandydata opozycji.

Ryzyko rozdrobnienia głosów w sposób który dałby dotychczasowej burmistrz wygraną w pierwszej turze oczywiście istnieje - ale wydaje się radykalnie mniejsze niż przegrana samotnie startującego Mateusza z powodów o których pisałem.

czwartek, 9 sierpnia 2012

Wieśniak nie na żarty

czyli daj kurze grzędę. 

Ludzie urodzeni i wychowani w mieście, prócz oczywistego życiowego handicapu, mają także jedna, zasadniczą ułomność. No dobrze - może nie ułomność, ale z całą pewnością odmienność w sposobie patrzenia na świat. Umykają nam zmiany, które ludzie na wsi widzą jak na dłoni. O jakich zmianach mowa? Ano - bogacimy się. Pracujemy coraz mniej, w coraz bardziej komfortowych warunkach, wypoczywamy więcej i przyjemniej. Żyjemy wygodniej. Wszyscy.

Tylko ze o ile postęp ten w rodzinach mieszczańskich odbywał się liniowo - z pokolenia na pokolenie stale ale nieomal niezauważalnie - na wsiach odbył się skokowo.
  I stąd dzisiejsi wiejscy dziadkowie, a już z pewnością pradziadkowie oczy przecierają ze zdumienia patrząc na poziom i sposób życia swoich następców. I nic dziwnego ze przecierają - sposób i ilość pracy, jaką oni w swoim czasie musieli wykonać, żeby utrzymać siebie i rodziny, pewnie by zabiła a w najlepszym razie wysłała na długi pobyt w szpitalu dzisiejsze pokolenie. Ale nie to jest najistotniejsze - nie ciężka praca - tylko jej efekty. Otóż ludzie o których mówię, dzisiaj ponad osiemdziesięcioletni, mimo że harowali w sposób dla nas już niewyobrażalny - wcale się nie bogacili.  Albo inaczej - bogacili się powoli,  dziesiątki lat trwało nim poziom życia rodziny znacząco się poprawiał.

Dlatego, prócz zdziwienia, towarzyszy im uczucie, które dla tego tekstu jest kluczowe - towarzyszy im nieufność. Pamiętają swoich dziadków, rodziców, znają historię własnego życia - i bazując na tym doświadczeniu, zwyczajnie nie mogą pojąć ze można żyć łatwo i łatwo się dorabiać.

O tą nieufność właśnie ubożsi jesteśmy my - mieszkańcy miast. Nie mając jej wyrytej w pokoleniowej, prawie genetycznej pamięci, nie mamy skąd brać tej nieufności - więc przeciwnie - ufamy, ba, uważamy za oczywiste, ze powinniśmy być coraz bogatsi, najlepiej coraz mniejszym nakładem pracy. Mam nawet wrażenie ze dla powiększającej się grupy - najlepiej w ogóle bez pracy.

To ta nieufność stanowiącą znakomitą przeciwwagę dla naszej zachłanności  powinna nas bronić i ostrzegać przed ładowaniem się z zamkniętymi oczami w przedsięwzięcia typu osławiony dzisiaj Amber Gold.

To, nieograniczona nieufnością, chciwość, każe nam, wbrew zdrowemu rozsądkowi, ba, ignorując instynkt samozachowawczy, angażować własne pieniądze w przeróżnej maści fundusze inwestycyjne, gdzie gołowąsy, nastolatki nieomal, maklerzy, dilerzy, brokerzy i inne cudaki, próbują podtrzymywać mit Midasa, co udaję im się w takim stopniu ze wystarcza na absurdalnie wysokie apanaże dla nich samych - jeszcze wyższe dla właścicieli podwórka  - i oskrabiny dla setek tysięcy tych, którzy własnymi pieniędzmi puszczają cały ten cyrk w ruch. A i to do czasu gdy natura się nie zbuntuje i nie zechce przypomnieć domorosłym Midasom ze złoto to się wykopuje z ziemi, opłacając wydobycie cholernym bólem w krzyżu - a nie domalowując zera w komputerze.

I wreszcie, chyba najpoważniejszy w skutkach efekt braku nieufności. Polityczny.
Otóż wbrew wszystkiemu co racjonalne, wbrew osobistym obserwacjom, wbrew całkiem czasami prostym obliczeniom, wciąż mamy tendencje wybierać na swoich przedstawicieli politycznych świętych Mikołajów. Wybierać tych którzy najbardziej obiecają że dzięki nim będziemy posiadali więcej.
Skuteczniej zapewnią że dzięki nim więcej zarobimy, ewentualnie że mniej nam zabiorą.

Chęć posiadania jest więc  podstawowym kryterium naszego uczestnictwa w wyborach politycznych. Więcej -myślę  ze także jednym z głównych powodów nie uczestnictwa - a to dla tych, którzy nie wierzą że politycy mogą czegokolwiek im przysporzyć.

 Paradoksalnie nie glosujący są chyba nawet lepszym przykładem naszych rzeczywistych motywacji do uczestnictwa w sprawach publicznych - nie wierząc że politycy mogą znacząco wpłynąć na ich stan posiadania, nie znajdują żadnych innych powodów żeby wybierać swoich reprezentantów we władzach. Ich brak nieufności realizuje się po prostu na innym poziomie.

Jasne, boje się coraz ostrzej szczerzącego zębiska kryzysu, oczywiście ze tak. Czytając ekonomiczną publicystykę najsłynniejszych specjalistów naszych czasów, nie sposób bez niepokoju myśleć o najbliższej przyszłości.

 Ale kryzys kiedyś się skończy, a ja na dalszym planie dostrzegam cień szansy że jednym z jego efektów  może być uzupełnienie, tak powszechnego dzisiaj, deficytu nieufności. Cień szansy na to że obok klucza "więcej mieć" pojawią sie także inne wartości, decydujące o naszych życiowych oraz, czym jestem żywotnie zainteresowany - politycznych wyborach.

Zmitologizowany, zsakralizowany nieomal rozwój gospodarczy, przyrost skrótowcami opisywanych wskaźników nie musi i nie może trwać wiecznie.
Zrozumiałem to przeprowadzając się na wieś.
Tak, tak - wieśniak ze mnie - nie na żarty.

niedziela, 5 sierpnia 2012

Lepszy od Hołowni

czyli postscriptum do tekstu o księżym seksie


Doszedł Szymon Hołownia do identycznych wniosków jak dziadunio.
Z tym ze ja byłem szybszy, no i  dla procentów bardziej hojny - jemu wyszło ze będzie przeszło sto - mnie ze już jest - i to 150, a być może nawet 200% :)

http://natemat.pl/25961,magia-liczb

środa, 1 sierpnia 2012

Kogo wreszcie bzyka ksiądz

czyli o lisiej wiarygodności.
Króciutko.

Gdyby zebrać wszystkie opublikowane w ostatnich latach "naukowe" statystyki dotyczące seksualnej aktywności księży,ci aktywni zsumowali by się do 150% może nawet 200%.

Ewentualnie mają bardzo nietypowe upodobania.
Bądź brzytwy się chwytają.

Bo ogromna część z nich to pedofile, duży odsetek to geje, a wg redaktora Lisa 60% ma "babę":)
Tak na oko pewnie z 15% księży to pedofile, prawdopodobnie przeszło połowa to geje - no i te lisowe 60% - z "babą" A ze różnych seksualnych preferencji, wynaturzeń czy zboczeń jest o wiele więcej - w niczym nie przesadzam - spośród wszystkich księży w Polsce, sumując rózne statystyki, jakieś 200% aktywnie uprawia seks :D


Nie wiem co na taki miszmasz Lew Starowicz, ale tak po amatorsku i po męsku - pozazdrościć wigoru.

A Tomaszowi Lisowi zdrowego rozsądku - z każdym procentem odszczepieńców, przestępców, zboczeńców czy mniejszej rangi grzeszników wyszukanym pośród księży  będzie go potrzebował coraz więcej.
Nie on jeden zresztą.