czyli słowo o antyklerykalnej narracji.
Kiedy jakiś czas temu, w prywatnej rozmowie, powiedziałem Obywatelowi że jedynym sensownym sposobem walki z Kościołem, jest zmienianie go od wewnątrz - nie zrozumiał.
A ja nie miałem okazji żeby wytłumaczyć.
Więc tym razem publicznie - dla tych którym mocno 'na wątrobie' leży KK i jego sprawki.
Mówiąc o zmianie od wewnątrz miałem na myśli dwie sprawy. Pierwsza, ta bardziej oczywista, jest taka że znakomity odsetek ludzi, którzy mocno, czasami nawet bezwzględnie atakują Kościół, jest, przynajmniej formalnie, jego członkami. W ich postawie widzę analogię - ba, przełożenie 1:1, z tymi, którzy mają problem z naszą odmianą demokracji. Ludzie ci czekają, czasami nawet latami, żeby zostać poprawnie, zgodnie ze swoimi oczekiwaniami "obsłużeni" przez państwo i jego instytucje. A gdy raz, piaty i dziesiąty tak się nie dzieje - frustracja tak w nich narasta tak mocno że krzyczą "na cholerę nam takie państwo!" Ludzie w takim stanie nie oczekują już ze państwo zacznie działać lepiej -oni temu państwu mówią - odpierdziel się od nas!
Identycznie w Kościele. Istnieje powiększająca się grupa ludzi którzy mówią, albo zbierają się na odwagę żeby powiedzieć Kościołowi - odpierz się!
I jedni i drudzy coś po drodze ominęli. Przeoczyli. Tak w przypadku państwa jak i Kościoła było coś, co mogli zrobić, zanim sprawy stanęły na ostrzu noża. Mogli spróbować wpłynąć na jakość obsługi. Choćby głośno i wyraźnie wyartykułować swoje oczekiwania. Albo inaczej - nie głośno i wyraźnie, ale w słyszalny sposób. Sami? Oczywiście że nie - szukając jeden drugiego, dwóch kolejnych dwóch itd.
Tak i tylko tak maluczcy mogą wpływać na wielkich, którzy kręcą sprawami wszystkich.
Drugi wymiar tego działania od wewnątrz w KK zawarłem w tytule posta. Ludzi Kościoła potrzeba konfrontować z ich własnym Credo. Wszelkie "normalne" metody spływają po nich, bo zawsze mogą się schować za twierdzeniem że ich funkcjonowanie ma inny wymiar.Powiedzieć biskupowi czy księdzu, który jest sformatowany jak funkcjonariusz Kościoła - "to głupie, niezgodne z prawem czy nieludzkie" to często jak nic nie powiedzieć . Ale wykazać mu że to niezgodne z nauką, którą głosił Chrystus - zawsze jest szansa że zamilknie i się zastanowi.
Wyrzeczenie się wspólnoty w którą tak mocno się wrosło, zawsze jest dużą traumą. Amputujemy sobie w ten sposób kawałek siebie. Więc kto wie - może rzeczywiście warto wcześniej wypróbować wszystkie metody leczenia?
Zwłaszcza ze co jak co, ale odcięty kawałek już żadnego wpływu na funkcjonowanie całości mieć nie może.
Uprzedzając pytania, wątpliwości czy ataki - ten wpis to tylko fragmencik, przyczynek do znacznie większej całości. Moim celem było tylko zasygnalizowanie analogii jaką widzę pomiędzy biernością i oczekiwaniem dobrej obsługi przez obywateli i wiernych.