poniedziałek, 26 listopada 2012

Filipiak w Europarlamencie

czyli biorę w ciemno.

Scenariusz, w którym Burmistrz Ewa Filipiak kandyduje i uzyskuje mandat w najbliższych eurowyborach, krąży po naszym mieście od dłuższego już czasu.
Krąży i jest różnie odbierany - jedni chcą w nim widzieć ucieczkę do przodu, chęć uniknięcia nieuchronnej konfrontacji, nawet nie tyle ze swoim ewentualnym kontrkandydatem w wyborach lokalnych, co ze stanem miasta po, okrągłych już wówczas, dwudziestu latach testowania jej inteligencji, bystrości i szybkości przez mieszkańców.

Inni, z jakichś powodów naszej Ewie bardziej przychylni, widzą w takim jej ewentualnym ruchu świetne ukoronowanie(sic!) jej politycznej kariery.

A ja sobie myślę że gdyby publicznie, najlepiej podczas jakieś kościelnej uroczystości, przyrzekła mieszkańcom że do Strasburga i Brukseli zabierze ze sobą Staszka Kotarbę, zrobi go asystentem, gońcem, kierowcą, no, kimkolwiek na miarę jego kompetencji, to, nie spowiadając się z własnych intencji - kupuje taki fakt już dzisiaj.



I klnę się na wszystkie bogi - będę trzymał kciuki, żeby jej europejska przygoda trwała aż do zasłużonej emerytury:) W końcu to tylko dwie kadencje, prawda?

Ewo Filipiak, masz mój głos w tych wyborach - Europa czeka na rewitalizację!

środa, 21 listopada 2012

Ujawniam korespondencje z H. Odrozkiem

czyli pilnie strzeżony sekret opozycji.

Blisko trzy tygodnie temu po raz pierwszy zwróciłem się do różnych osób z prośbą o zainteresowanie i ustosunkowanie się do dwóch obywatelskich projektów - inicjatywy uchwałodawczej dla grupy mieszkańców oraz budżetu partycypacyjnego. Reakcje częściowo mogliście obserwować tak w blogowych komentarzach jak i w dyskusji na portalu wadowiceonline oraz u współautora pomysłów.



Dzisiaj chce się z wami podzielić najbardziej chyba godnym uwagi, zwłaszcza z punktu widzenia kogoś, kto przed kolejnymi wyborami zechce dokonać kompleksowej oceny postawy i dokonań radnych, reakcją Koła Radnych PO. Żeby zrobić to rzetelnie, łamię pewne tabu i ujawniam tajemnice korespondencji z dwoma radnymi tego koła - Henrykiem Odrozkiem oraz Pawłem Janasem.

Zacznijmy, szanując starszeństwo, od radnego Odrozka - jego aktywność w sprawie obu projektów oraz korespondencja ze mną wyglądała tak:














Natomiast Paweł Janas zareagował tak:




















Nie, nie, te dziury w miejscach w których spodziewaliście się korespondencji, to nie błąd w edycji bloga, nie pomyłka - to rzetelny do bólu zapis tego, co do powiedzenia mają panowie, którzy dzień po dniu są bliżej ludzkich spraw.

Mój komentarz jest zbędny - na wasze będę czekał z zainteresowaniem. Ja tak - oni i tak mają to w, ehh, sami dobrze wiecie.


poniedziałek, 19 listopada 2012

Metroseksualny Che Guevara

czyli  zakute unijne łby.

W Słowacji zawrzało. A powodem była moneta. Drobniak o nominale 2 euro.

Słowacy, pomimo że do spraw religii stosunek mają raczej chłodny, podjęli całkiem racjonalną decyzję, żeby jedną z "ich" monet, właśnie dwueurówkę,  zdobił symbol historycznie bardzo blisko związany z ich częścią świata i rozpoznawalny pewnie w całej Europie - chcieli żeby na monecie były postacie świętych -  Cyryla i Metodego.

Ktoś by pomyślał - ich prawo - w dodatku regulowane przepisami samej Unii. A guzik - Komisja Europejska co prawda pozwoliła świętymi oznaczyć rewersy monet - ale uprzednio pozbawiwszy ich wszystkich oznak tego, co czyni z nich rozpoznawalny symbol. Święci zostali więc ogołoceni z jedynego wizerunku który sprawia że są kim są, urzędnicy z uświęconych tradycja i znanych z ikonografii wizerunków usunęli- aureole, a z ich pontyfikalnych szat - znaki krzyża.
A wszystko to podobno dlatego że moneta ma być w powszechnym obiegu na terenie całej Unii i mogłaby urazić uczucia wierzących w co innego bądź nie wierzących wcale.

Do jasnej cholery!!!

Przecież to tak jakby w USA ktoś zezwolił co prawda na publikowanie wizerunku Marcina Luthera Kinga, ale  obawiając się reakcji mieszkańców południowych stanów - kazał uprzednio pozbawić go cech negroidalnych.

To tak jakby ktoś powiedział lewakom z całego świata - ok, jeżeli już musicie - umieszczajcie sobie gdzie wam pasuje wizerunek Che Guevary, ale macie go przedstawiać w garniturze i z przyciętymi, nażelowanymi włosami.

Europa to piękny projekt. Mam osobiste doświadczenia z okresu, gdy szukanie lepszego życia, a czasem po prostu zwykła ciekawość świata, kończyła się dla Polaków upokarzającą procedurą ścigania a potem deportacji przez służby imigracyjne różnych krajów. Europa to wartość pod wieloma innymi względami, możliwe ze istotniejszymi niż swoboda poruszania się po niej jej obywateli.

 Ale dzisiaj ta Europa tańczy jakiś obłąkańczy, chocholi tanieć próbując wyznaczać tory wiejącym wiatrom i godziny urzędowania świecącemu słońcu. Europa wyrzucająca z pracy pilota samolotu dlatego że nosił krzyżyk, Europa budząca, wydawałoby się ze raz na zawsze uśpione, demony urawniłowki światopoglądowej, taka Europa, która idzie ślad w ślad za wyszydzanymi projektami Indeksu Ksiąg Zakazanych - Europa hołubiąca myśl że jeżeli coś jej nie w politycznie poprawny smak to najlepiej tego zakazać - to nie jest powód do dumy. Ani nawet do zadowolenia.

Przeciwnie - postępowanie podobne do tego w sprawie wizerunku świętych, nie dość że jest obskuranckie i haniebne, to buzi najgorsze demony, stając się pożywka dla radykalizmów religijnych i narodowych.

Postępowanie takie zamiast powodować poczucie wspólnotowości,  poczucie że mamy szczęście żyć w naprawdę świetnym miejscu na ziemi - powoduje poczucie wyobcowania, buntu i czasami przejaskrawionych manifestacji tego że chcemy być sobą. Takimi jakimi ukształtowała nas historia, tradycja i nasze miejsce w Europie i świecie- a nie unijna sztanca.

piątek, 16 listopada 2012

Polityczny magiel

czyli smaki, smaczki i ploteczki

Na kanwie kolejnego spektakularnego wygłupu Burmistrz Wadowic  - a właściwie komentarzy do tego wydarzenia, przyszła mi do głowy pewna refleksja. Otóż od dłuższego już czasu  różni demaskatorzy czy tropiciele towarzysko-politycznych powiązań władzy, próbują mnie przekonywać że zajmując się polityką po prostu muszę wiedzieć różne rzeczy. Kompletnie bez powodzenia. Przeciwnie - uważam że dając się wciągać w ten sposób myślenia, konserwujemy coś, co jest zaściankiem polityki. Jej najbardziej banalnym a jednocześnie najbardziej szkodliwym wymiarem.

Dopóty dopóki za politycznych graczy będą uchodzili ci, których największe a czasami jedyne kompetencje polegają na tym że są świetnie zorientowani kto, z kim i dlaczego - kto jest czyim bratem a kto szwagierką, gdzie kto jada, z kim pije albo sypia, gdzie pracował i dlaczego się zwolnił, kto z kim rozmawia a kogo obmawia -  nasza sytuacja nawet nie drgnie.

Tak długo, jak długo konspiracyjnym szeptem, z uśmiechem wyższości przyklejonym do ust, będziemy przekazywali "superważną" wiadomość o tym, czyim bratem jest ksiądz proboszcz a czyim kuzynem prokurator, zamiast wciągać ludzi w rozmowę o tym co można robić inaczej, lepiej - ani inaczej ani lepiej z pewnością nie będzie.

Tak więc nie -wiadomości z magla kompletnie mnie nie interesują. Nie godzę się także na twierdzenie że one mają jakiś związek z polityką. Lub, co gorsza - że to właśnie one SĄ polityką. To cholernie niebezpieczna pułapka myślowa, pułapka w którą wpadają nawet ci skądinąd całkiem bystrzy uczestnicy życia publicznego.



środa, 14 listopada 2012

Jasna sprawa

czyli Ewo Filipiak - konkrety, a nie bzdety.

Gmina Wadowice wydaje rocznie blisko dwa miliony(!) złotych na oświetlenie ulic. A to prawdopodobnie nie jest jedyny rachunek za energię elektryczną który musi pokrywać. Nie mam co prawda precyzyjnych danych ale przypuszczam że energia potrzebna do funkcjonowania UM to +- 3tys zł miesięcznie. Plus rachunki które za prąd płacą szkoły - robią się z tego naprawdę duże pieniądze.

Czy można z tym coś zrobić? Ba, a czy Papież jest katolikiem?

Od jakiegoś czasu odbywają się propagandowe i kompletnie bezowocne nasiadówki władz kilkunastu ościennych gmin - pt Konwent Wójtów i Burmistrzów. Z relacji wynika że włodarze zajmują się tam głównie przelewaniem z pustego w próżne. Do głowy im nie przyjdzie pomyśleć jak można wykorzystać fakt że już są w jednym czasie w jednym miejscu.

Inni myślą - podaję za Onetem i GW:

Ponad sto gmin i powiatów połączyło siły i wspólnie kupiło prąd. Jak informuje "Gazeta Wyborcza", gminny "grupon" już niedługo będzie kupować paliwo i założy towarzystwo ubezpieczeń, aby wypłacać sobie odszkodowania.
Jak donosi "GW", 11 gmin i powiatów z województw dolnośląskiego i lubuskiego połączyło swoje siły. Dzięki temu w przyszłym roku zamiast 56 milionów złotych wydadzą na energię elektryczną 45 milionów złotych.
- Fantastyczna sprawa! To rewolucja w działalności samorządów, które po raz pierwszy razem występują do podmiotów prywatnych – stwierdził w rozmowie z dziennikiem dr Jacek Kucharczyk z Instytutu Spraw Publicznych.

Jak zaznaczył, gdy inne samorządy pójdą tym śladem, dojdzie do przełomu w zakupach.

Jednak – jak informuje "Gazeta Wyborcza" – samorządy nie poprzestają na prądzie. Myślą także o wspólnych przetargach na materiały biurowe i paliwo do aut, oraz o założeniu towarzystwa ubezpieczeń wzajemnych.

- Samorządy są bliżej ziemi, lepiej dostrzegają, gdzie można oszczędzić w kryzysie, oddolnie jesteśmy bardziej sprawni – powiedział ekonomista Ryszard Petru.

Tak tak, panie Ryszardzie - niektóre samorządy są "bliżej ziemi" - naszemu jakoś  bliżej do nieba. Jest duża szansa że Ewa Filipiak zapamiętała tytuły Encyklik JPII - i praktycznie żadnej że wpadnie na pomysł podobny do tego jaki mieli jej odpowiednicy z dolnośląskiego czy lubuskiego.

wtorek, 13 listopada 2012

Update do śmieciowej akcji -kolejny

Dla tych, którzy nie czytają lokalnych portali - dwa spostrzeżenia, zamieszczone już gdzie indziej:)

Wrażenia z przesłuchania - zmęczony i kompletnie nie zainteresowany polityką glina, robi swoje. I swoje wie.
Miałem wrażenie że jedynym, co by go mogło rozruszać to moje przyznanie się do winy 
Tzn wie, co o całej sprawie myśleć. Takie odniosłem wrażenie.

Ale coś wam powiem -Kotarba, Płaszczyca i całe to towarzystwo, myślą że zrobili nam kuku. Że poszczuli nas policją i będziemy mięknąć. Żałosne. Nie wiem jak inni - ja nie odczułem że doznałem jakieś dolegliwości. Nie czuje się przestraszony - nie czuję się też prześladowany. Oni nic nie mogą. Nic nie są w stanie. Przegrali już wszystko, prócz wyborów.

P.S
I nie, nie chcę przez to powiedzieć ze wybory wygrać będzie łatwo. Przeciwnie - będzie bardzo trudno.

Drugie postscriptum - w razie gdybym się pomylił :)


poniedziałek, 12 listopada 2012

Nie rozpoznaje w was Chrystusa

czyli słowo o antyklerykalnej narracji.

Kiedy jakiś czas temu, w prywatnej rozmowie, powiedziałem Obywatelowi że jedynym sensownym sposobem walki z Kościołem, jest zmienianie go od wewnątrz - nie zrozumiał.
A ja nie miałem okazji żeby wytłumaczyć.

Więc tym razem publicznie - dla tych którym  mocno 'na wątrobie' leży KK i jego sprawki.

Mówiąc o zmianie od wewnątrz miałem na myśli dwie sprawy. Pierwsza, ta bardziej oczywista, jest taka że znakomity odsetek ludzi, którzy mocno, czasami nawet bezwzględnie atakują Kościół, jest, przynajmniej formalnie, jego członkami. W ich postawie widzę analogię - ba, przełożenie 1:1, z tymi, którzy mają problem z naszą odmianą demokracji. Ludzie ci czekają, czasami nawet latami, żeby zostać poprawnie, zgodnie ze swoimi oczekiwaniami "obsłużeni" przez państwo i jego instytucje. A gdy raz, piaty i dziesiąty tak się nie dzieje - frustracja tak w nich narasta tak mocno  że krzyczą "na cholerę nam takie państwo!" Ludzie w takim stanie nie oczekują już ze państwo zacznie działać lepiej -oni temu państwu mówią - odpierdziel się od nas!

Identycznie w Kościele. Istnieje powiększająca się grupa ludzi którzy mówią, albo zbierają się na odwagę żeby powiedzieć Kościołowi - odpierz się!

I jedni i drudzy coś po drodze ominęli. Przeoczyli. Tak w przypadku państwa jak i Kościoła było coś, co mogli zrobić, zanim sprawy stanęły na ostrzu noża. Mogli spróbować wpłynąć na jakość obsługi. Choćby głośno i wyraźnie wyartykułować swoje oczekiwania.  Albo inaczej - nie głośno i wyraźnie, ale w słyszalny sposób. Sami? Oczywiście że nie - szukając jeden drugiego, dwóch kolejnych dwóch itd.
Tak i tylko tak maluczcy mogą wpływać na wielkich, którzy kręcą sprawami wszystkich.


Drugi wymiar tego działania od wewnątrz w KK zawarłem w tytule posta. Ludzi Kościoła potrzeba konfrontować z ich własnym Credo. Wszelkie "normalne" metody spływają po nich, bo zawsze mogą się schować za twierdzeniem że ich funkcjonowanie ma inny wymiar.Powiedzieć biskupowi czy księdzu, który jest sformatowany jak funkcjonariusz Kościoła  - "to głupie, niezgodne z prawem czy nieludzkie" to często jak nic nie powiedzieć . Ale wykazać mu że to niezgodne z nauką, którą głosił Chrystus - zawsze jest szansa że zamilknie i się zastanowi.

Wyrzeczenie się  wspólnoty w którą tak mocno się wrosło, zawsze jest dużą traumą. Amputujemy sobie w ten sposób kawałek siebie. Więc kto wie - może rzeczywiście warto wcześniej wypróbować wszystkie metody leczenia?

Zwłaszcza ze co jak co, ale odcięty kawałek już żadnego wpływu na funkcjonowanie całości mieć nie może.

Uprzedzając pytania, wątpliwości czy ataki - ten wpis to tylko fragmencik, przyczynek do znacznie większej całości. Moim celem było tylko zasygnalizowanie analogii jaką widzę pomiędzy biernością i oczekiwaniem dobrej obsługi przez obywateli i wiernych.