sobota, 29 grudnia 2012

O blogowych rozmowach

czyli mgła:)

Kojarzycie sceny filmowe w których jakiś, najlepiej wiekowy, azjatycki mistrz charakterystycznie skonstruowaną przypowieścią, tłumaczy zawiłości tego świata komuś, kto chce słuchać? Mistrz może być ekspertem od sztuk walki, bądź filozofii Zen - co może ale niekoniecznie musi na jedno wychodzić - to bez znaczenia. Ważne żeby był Azjatą i żeby tak konstruował swoje opowiastki by brzmiały mocno alegorycznie, nie do końca zrozumiale no i bardzo, bardzo mądrze:)

Co mnie tak na opowiadanie o starych mnichach wzięło? Bo sam jedną, brzmiącą bardzo azjatycko opowiastkę, na wczorajszym spacerze z psem, wymyśliłem:):)

Z blogowymi rozmowami z ludźmi jest jak z wodą płynącą z ogrodowego węża. Ja wypuszczam strumień a rozmówcy są jak profesjonalne końcówki zraszacza z Gardeny - mają kilkanaście możliwości, mogą się do mojego strumienia ustawić na kilkanaście sposobów. Jedni przedłużają, wzmacniają go tylko - sprawiają że płynie pod większym ciśnieniem. Inni rozdzielają na dwa bądź kilka mniejszych strumyczków - poszerzając w ten sposób zasięg. Wreszcie są i tacy, którzy ustawiają się w taki sposób, że początkowy strumień zamieniają na wodną mgłę. Niby wciąż są to te same cząsteczki wody ale napić się z tego nie sposób:)

No dobra, może nie do końca w tą mnisią manierę się wstrzeliłem, ale przyznacie że coś w tym jest?:)




środa, 26 grudnia 2012

Państwo powinno być świeckie

a ludzie mogliby być mądrzejsi:)

Jak pewnie większość z was, drażni mnie nieumiarkowanie i zachłanność hierarchów KK. Zachłanność wielowymiarowa - począwszy od liturgicznego emploi udzielnych książąt, poprzez całkiem przyziemną zachłanność materialną, aż do zachłanności publiczno-politycznej, przejawiającej się chociażby czasami nachalna wręcz obecnością na różnych uroczystościach o charakterze czysto państwowym. Oraz ustawiczne  półoficjalne "kręcenie się" wokół politycznego topu, co pozostaje nie bez wpływu na rodzaj i jakość niektórych decyzji polityków.

Rozumiem i popieram także niektóre żądania, kierowane pod adresem KK przez różne siły polityczne. Likwidacja, wobec zaspokojenia majątkowych pretensji Kościoła, Funduszu Kościelnego, pełna jawność finansów na zasadach dotyczących WSZYSTKIE POZOSTAŁE organizacje, stowarzyszenia, ect.(wraz ze sprawiedliwszym sposobem opodatkowywania dochodów KK -"pogłowne" które dzisiaj płacą proboszczowie to zupełna fikcja), finansowanie kościołów z dobrowolnie przekazywanego ułamka podatku należnego państwu. Gotów byłbym się także podpisać pod postulatem usunięcia lekcji religii ze szkół, z wielu powodów, o których może przy innej okazji.  To wszystko są propozycje rozsądne, sprawiedliwe i jakoś tam cywilizujące sprawy wokół KK. Co więcej - uważam że na dłuższą metę świetnie przysłużyły by się samemu Kościołowi, ale na takie widzenie spraw większości hierarchów zwyczajnie brakuje wyobraźni i dobrej woli.

Cóż kiedy istnieje także druga strona medalu. I kto wie, czy to właśnie nie jej istnienie oraz agresywna aktywność, warunkuje o ultra-zachowawczej postawie hierarchów.

Mówię o istnieniu nurtu w czambuł potępiający Kościół, religie i wszystko, absolutnie wszystko co z tym związane. Mówię o ludziach, środowiskach, które KK zesłałyby najchętniej z powrotem do katakumb. Mówię o takim zapale rewolucyjnym, który w sposób kompletnie irracjonalny przypisuje całe zło - dziejowe, historyczne, ale także obecne, ekonomiczne czy społeczne  - istnieniu i funkcjonowaniu Kościoła w przestrzeni publicznej. Mówię także o antykościelnej, antyreligijnej histerii, która przejawia się i w taki sposób, który stał się bezpośrednim powodem napisania dzisiejszego tekstu - o czym możecie przeczytać tutaj 

Ci z Was, którzy czytają blog regularnie, zwrócili zapewne uwagę że często występuję przeciwko publicystycznym czy też politycznym atakom na KK czy na religie w ogóle. Robie to zupełnie świadomie  i to deklarując brak własnych przekonań religijnych, oraz negatywny stosunek do wielu przejawów działalności KK oraz środowisk z nim powiązanych -  robię to bo jestem głęboko przekonany że zachłanności nie daje się pokonać inną zachłannością, głupoty inną głupotą, a odpowiedzią na nieumiarkowanie nie powinno być inne nieumiarkowanie.

 Ludzkość już odbyła wszystkie potrzebne rewolucje. I zapłaciła za nie cenę. Dzisiejszy świat można i należy kształtować wyłącznie na drodze ewolucji. Wyłącznie tak można to zrobić skutecznie i bezpiecznie.


piątek, 21 grudnia 2012

W Pacanowie kozy kują

A w całej reszcie Polski - konie, żaby, kto co chce.

Około rocznicowy wysyp kłótni zasłużonych z zasłużeńszymi, wylewający się obficie z telewizorów, odbił się także czkawką na wadowickim poletku. Usłyszeli "kombatanci" że konie kują, więc każdy podstawia nogę.
Litanie nazwisk się wydłużają, zasługi się piętrzą, legenda jeszcze troszeczkę i pęknie w szwach.

- A ja kiedyś powiedziałem dyrektorowi "ty ch...!"
-A ja mam papiery!
-A ja w robocze soboty produkowałem buble na szlifierce!
-A ja matury nie mam, z powodów politycznych mnie nie dopuścili!
-A na izbie wytrzeźwień, to za co, jak nie przez politykę wylądowałem, co? Przecież to były tylko trzy promile, więc wiadomo że mnie przez obrazek matkiboski, co to go w kieszeni miałem, tam zawieźli.
-A z ciebie to była dupa nie opozycjonista, bo jak przychodził brakarz, to twoje skrzynki zawsze bez jednego odrzutu przepuszczał!
-A ja robiłem przy zalesianiu, tośmy kiedyś cały hektar zielonym na dół powsadzali!


Giną w tym bełkocie nie tylko rzeczywiste zasługi, nie tylko prawdziwa opozycyjna robota z okresu komuny.
Ginie przede wszystkim świadomość że Polska dzieje się przede wszystkim  tu i teraz. I żadne, czy to rzeczywiste, czy tez wydumane zasługi sprzed 30, 40 lat nie są gwarantem sensowności postaw i politycznych wyborów w wolnej Polsce. A także w żaden sposób nie usprawiedliwiają bierności wobec tego, jaką karykaturą stała się demokracja, przynajmniej na lokalnym poziomie. To gdzieście byli, panie i panowie 'kombatanci" 30 lat temu - dogadujcie między sobą - ja chciałbym się dowiedzieć gdzie byliście wczoraj? Gdzie jesteście dzisiaj? I co planujecie na jutro?

Przytaczam mój komentarz pod odnośnym artykułem na portalu wadowiceonline.pl 


Klucz który proponujecie stosować nie pasuje już do żadnych drzwi.
To kto gdzie stał i co robił 30 lat temu ma się ABSOLUTNIE NIJAK do oceny jego moralnych oraz rzeczywistych kompetencji do zajmowania stanowisk czy tez wydawania jakichś obowiązujących sadów czy ocen w dzisiejszej polityce.

Ludzie których jedynym żyrantem uczciwości jest opozycyjny rodowód, choćby był on rzeczywistym zapisem ich niegdysiejszej aktywności a nie tylko puchnącą z roku na rok legendą po prostu muszą do tej legendy dorosnąć także i dzisiaj.

Innymi słowy - pogaduszki kombatantów są dobre na prywatnych spotkaniach przy grzanym winku - ale ich wpływ na bieżące sprawy nic a nic mnie nie interesuje.


To właśnie przez narrację podobną do waszej Polska dusi się i kisi w historycznych sosach. I to właśnie przez nią Staszek może pierdzielić o komunistach i ich przewrotach w świętym mieście. I to myśląc m.in o mnie, który 30 lat temu wyczesany i wymuskany szedłem z mamusią za rączkę do pierwszej klasy. Czy o Klinowskim, który jest jeszcze młodszy. O Pałacowym, o Obywatelu - wszyscy jesteśmy przed 40-ką, do kurwy nędzy. To jacy z nas komuniści? To wasze kombatanckie bajania pozwalają na takie właśnie prowadzenie podziałów. To m. in. wy paprzecie nas w swoje zaszłości. Ciągłym ględzeniem o tym co było i zerową perspektywą, zerowym pomysłem na to co ma nastąpić. Ciągłymi, czasem wręcz maniakalnymi odniesieniami do starych podziałów i dawno przebrzmiałych sporów.

 We wzniosłym powiedzeniu o tym że historia jest nauczycielką życia, chodzi o to życie które ma nastąpić a nie o życie które już się odbyło.

poniedziałek, 17 grudnia 2012

Wiara otumania

czyli z kogo wiara czyni czuba?


Wszystkim fascynatom tzw ZACHODU, z nabożną niemal czcią pokazującym, jacy to oni nowocześni w zestawieniu z lokalną siermięgą, apologetom "oświecenia" oraz "świeckości"  - polecam uwadze.

Otóż w tych dniach własnie, francuski rząd tworzy urząd o nazwie Krajowe Obserwatorium Świeckości. Zadaniem urzędników tego nowotworu będzie, jak rozumiem, inwigilacja środowisk religijnych, wszystkich wyznań, wyszukiwanie ich zdaniem zachowań "religijnie patologicznych" i nakładanie jakichś tam sankcji. Dla cudzoziemca może to oznaczać nawet wydalenie z kraju. Co spotka w takiej sytuacji obywatela Francji nie wiem, ale z całą pewnością będzie 'zwalczany", bo takie jest zadanie Urzędu.

Pomysł się podoba, panowie fascynaci? Publicystycznie klęczycie i oddajecie pokłony, zapatrzeni w ten wasz zachodni cud - miód. Więc rozumiem że z równym entuzjazmem będziecie się przyglądać, równie mocno chwalić nowy pomysł na "walkę o świeckość"?

Wciąż muszę się karcić za to że czasami zapominam iż piszę zwykłego bloga a nie Tygodnik Powszechny;) - więc nie mogę zanudzać czytelników artykułami na trzy szpalty, więc tylko króciutko - w mojej ocenie największą patologią związaną z religią, jest urząd i urzędnik, który miałby oceniać, czy taki czy inny sposób przeżywania i demonstrowania wiary, mieści się w ramach normalności czy poprawności, czy też przeciwnie - człowiek czy też grupa wyznaje swoje przekonania w sposób niezgodny z prawem(!?!)

Państwo wchodzi po raz kolejny w nie swoje buty, próbując narzucać normy w sprawach w których nie ma absolutnie żadnych kompetencji. Tworząc na własne życzenie paradoks na miarę wojny o pokój. Po raz kolejny ograniczając sferę wolności, która ze swej natury nijak ograniczyć się nie daje. A w dłuższej perspektywie szykując społeczeństwu uliczne bitwy o tą wolność a całkiem możliwe że także obwieszonych dynamitem desperatów.

Tak tak, wiara ogłupia i otumania - i nie po raz pierwszy mamy dowód na to że głównie cudza wiara ogłupia, i głównie niewierzących otumania.

Religie, czy też raczej przekonania religijne, bywają źródłem zachowań groźnych, patologicznych właśnie. Ale nie inaczej jest na przykład z miłością - jak pokazuje historia, ta dopiero potrafi narobić galimatiasu. Więc kto wie - może to właśnie miłość jest następna na liście. Może już w jakieś głowie, bądź w jakimś urzędniczym laptopie, istnienie projekt ustawy która i miłość sprowadzi do właściwego, z urzędniczego punktu widzenia poprawnego, formatu.


P.S - bardzo jestem ciekaw opinii różnej maści "lewaków" i wolnościowców. Tak na pierwszy rzut oka to powinni masowo protestować przeciwko kolejnym ograniczeniom swobód obywatelskich i potencjalnym represjom, prawda?:) Ta sprawa to świetny test dla solidności ich przekonań. Póki co siedzą cichutko - pewnie knują jakby tu gejów pożenić :D


sobota, 15 grudnia 2012

Droga Burmistrz, Droga Ewa

oraz kontrrewolucja po wadowicku.

Na początek wyjaśnienie - skąd taka familiarna forma w tytule? Nie, nie - to nie nagły przypływ ciepłych uczuć  - to formuła, której jak uważam, powinni od środy używać wszyscy mieszkańcy gminy - urzędnik który żeby sprawnie funkcjonować, potrzebuje aż miliona złotych z całą pewnością tani nie jest. Więc przynajmniej ja, inaczej niż DROGA BURMISTRZ od dzisiaj się do Ewy Filipiak odnosił nie będę:):)

Ale miało być o kontrrewolucji:)
Słowo znane, w historyczne konteksty obrosłe jak mało które inne - jestem pewien że przynajmniej jednemu z magistrackich urzędników bardzo bliskie:)
W każdym razie bliskie osobie która przeprowadziła jednoosobowy, zmasowany atak na lokalnych blogerów. Oj, czego u nas kontrrewolucjonista nie powypisywał. Gdybym miał strzelać powiedziałbym że ma nasz bohater ma bardzo intensywny, bliski kontakt z całą gromadą przedszkolaków, albo sam jest przedwcześnie rozwiniętym, sfrustrowanym przedszkolakiem - bo przedszkolnymi zagrywkami przesiąknął bez reszty.

 Konstrukcja wygląda mniej więcej tak - blogerzy mówią - budżet nie był z nikim konsultowany - a on na to pokazuje język. Blogerzy wskazują -regularnie obcinacie fundusze na sołectwa - a kontrrewolucjonista - "a nie prawda, kłamiecie". Blogerzy pytają - po co Ewie milion w rękawie - a bohater - 'bo mamusia jest najlepsza na całym świecie!". Mówimy mu w końcu - dam ci na gumę, biegnij do sklepu - a on że gumy są lewackie, zagrażają rodzinie a w ogóle to jest woda na młyn wywrotowców.  I że jak on podrośnie jeszcze o 2/3 to zrobi tak, żeby taki Klinowski płacił bykowe:D

Mam więc prośbę, gorący właściwie apel - Pałkozapałko - reaktywuj swojego bloga, ty masz doświadczenie w pracy z dziećmi w okresie wczesnoszkolnym -  przygarnij naszego kontrrewolucjonistę, porozmawiaj z nim po swojemu,  bo mamy całą masę obaw że próbując rozmawiać z dorosłymi bez doświadczenia które masz ty, zwichruje się, zaburzy psychicznie, dorośnie przedwcześnie czy co tam jeszcze grozi przedszkolakom w takiej sytuacji;)    

A gdyby się miało okazać że to jednak nie przedszkolak dokonuje szarży na obywatelskie blogi -  Drogiej Burmistrz sugeruję - w ślad za Zagłobą - może by tak wyodrębniła jakiś drobniutki funduszyk na siemię konopne dla kontrrewolucjonisty? Żeby to oleum do głowy szło? Bo, jak mawiał imć Onufry -Gdyby był moim kozikiem i gdybym go u pasa nosił, często bym go o osełkę wecował, bo trochę tępy.

czwartek, 13 grudnia 2012

Budżet idealny

czyli shame on you!

Wyposażeni w odruch, analogiczny do psów Pawłowa, milczący radni - wstydźcie się. Unosicie kończyny ilekroć zabrzmi Szczurowe - no to głosujmy! Jeszcze chwila i wasze warunkowanie pójdzie tak daleko że wystarczy wam Salachnowe - wnoszę o zakończenie dyskusji. Kto zresztą wie - może w ogóle sam widok sali obrad będzie u was powodował zamarcie z łapą podniesioną do góry?

Piętnastu ludzi którzy uznali że wszystkie, absolutnie wszystkie sprawy mieszkańców zostały już załatwione? Piętnastu radnych którzy uwierzyli że mieszkają w raju na ziemi? Piętnaście osób, do których nie docierają żadne opinie ich sąsiadów, wyborców, mieszkańców? Piętnastu polityków którzy nie mają potrzeby zawalczenia o pieniądze z budżetu na żaden projekt, żadną sprawę?

Gdzie wasze reprezentowanie ludzi? Gdzie troska o ich interesy? Gdzie bój o pieniądze na ich wypełnienie?
Michale Ogiegło - o co wnioskowałeś w imieniu swoich sąsiadów? A ty, Stanisławie Hucisko?
A wy wszyscy, Andrzeju Gałuszka, Mareku Kubata, Kazimierzu Kuzon, Kazimierzu Lichwiarski, Mario Potoczna, Mariuszu Ruła, Krzysztofie Salachna, Pawle Stopa, Andrzeju Strzeżoń, Zdzisławie Szczur, Stanisławo Wodyńska, Mario Zadora, koalicyjnie "chorzy na niemotę" - kogo wy w tej Radzie reprezentujecie? Czyje problemy rozwiązujecie? Kiedy ostatnio wasze otoczenie zmieniło się pod jakimkolwiek względem na lepsze, po waszej interwencji? Gdzie wasza wizja rozwoju gminy? Wszyscy albo większość z was ma dzieci, wnuki - jaką przyszłość, jakie inwestycje, jakie miejsce do życia im zostawicie?

Już dzisiaj nasze miasto jest zaściankiem, już dzisiaj zaczyna się wyludniać - już dzisiaj młodzi, energiczni, często dobrze wykształceni ludzie, nie mają tu ani możliwości, ani najmniejszego zamiaru żyć, inwestować, osiedlać się. Miasteczko jest na najlepszej drodze do tego, żeby zostać krainą cieni, skansenem w którym żyją wyłącznie urzędnicy - więc pytam was wszystkich - macie jakikolwiek pomysł co z tym zrobić? A jeżeli nie  - jesteście w RM zbędni - pójdźcie za światłą radą Przewodniczącego - złóżcie swoje mandaty i wyjdźcie - a ostatni niech zgasi światło.   

Burmistrz Filipiak bezczynności zarzucić nie można - robi większość rzeczy źle, lekceważąc elementarne zasady, które powinny obowiązywać we wspólnocie samorządowej, niemniej - robi. 

Wy, znakomita większość z was - nie robicie absolutnie nic.  
Wstydźcie się! 

Nie żal mi tych paru groszy które bierzecie za swoją bezczynność. Żałuję miasta które przez wasza niekompetencje,waszą kompletną indolencję, kostnieje i zamiera. Odejdźcie. Znajdą się inni którym się chce i którzy potrafią pracować dla gminy.

P.S - wiem że obiecywałem że nie będzie już w tym roku o polityce. Tekst proszę traktować jako suplement do dyskusji o budżecie:)

wtorek, 11 grudnia 2012

Wszyscy musimy odpocząć

Do końca roku w lokalnej polityce nie wydarzy się raczej już nic istotnego( prócz jutrzejszej RM) - więc przez jakiś czas blog wróci do swojego "normalnego" formatu. Chociaż,  patrząc z perspektywy czasu powinienem raczej powiedzieć że właściwie dopiero teraz będzie szansa że ten format uzyska:)

Może opowiem o książkach, które kupuje niemal nałogowo, a większości których przeczytanie wciąż odkładam na jakieś, wyposażone w więcej wolnego czasu, jutro? Zobaczymy.

Rozstając się na jakiś czas z gminną polityką chcę Wam powiedzieć o tym, jak na własny użytek sformułowałem najważniejszy do osiągnięcia przez opozycję przed kolejnymi wyborami, cel.
Otóż w mojej ocenie sytuacja naszej gminy ma szanse na jakościową zmianę, skok właściwie, wtedy i tylko wtedy gdy zdołamy włączyć do rozmowy o jej sprawach  mieszkańców na tyle masowo, żeby frekwencja w wyborach 2014r wyniosła blisko 50%.

Są oczywiście inne wizje, inne pomysły na wygranie naszego miasta od antytezy demokraty - Stanisława Kotarby i jego równie do demokracji  nieufnie nastawionej ,  szefowej - Ewy Filipiak.
Istnieją i są realizowane. Możliwe  nawet zresztą że okażą się w przejęciu władzy skuteczne.

Różnica polega na tym, że dla mnie to przejęcie to tylko etap pośredni. Celem są ludzie. Marzy mi się żeby już zawsze kierowali się zasadą ograniczonego zaufania do władzy. Tej która jest teraz i każdej następnej.

Nie ufajcie tym skurczybykom, niezależnie na od tego na jakie świętości będą przysięgać i jakimi hasłami szermować. Patrzcie im na ręce i liczcie publiczne pieniądze. One są także Wasze. I nigdy nie dawajcie sobie wmówić że na zrealizowanie jakichś waszych, wspólnotowych potrzeb, pieniędzy w gminnej kasie nie wystarczy. To bzdura. Dobrze planując wydatki, pieniędzy wystarczy dla najskromniejszego nawet przysiółka - a to żeby utwardzić drogę, a to żeby wymienić przypominający szwajcarski ser asfalt. Wystarczy, a jeśli nie, to pozostaje jeszcze  Burmistrz, która ma w rękawie milion złotych:)