piątek, 30 maja 2014

Wiadomo ile kosztowało referendum!

O ile wiem, radny Mateusz Klinowski składał zapytanie w sprawie rzeczywistych kosztów referendum Ewie Filipiak. Odpowiedzi chyba nie uzyskał.

Z drugiej strony - Kotarba twierdził w publicznych wypowiedziach do mediów, że referendum będzie kosztowało "sto, a na pewno dwieście tysięcy złotych"

Przy okazji - poczytajcie na co Ewa wydała milionowego "zaskórniaka" - którego wysokość oprotestowali blogerzy oraz opozycyjni radni dwa lata temu - co najmniej kilka pozycji budzi moje ogromne zdziwienie, ale ciekaw jestem Waszych komentarzy:

           

Z uchwalonej kwoty rezerwy ogólnej 980.000,00 zł pozostaje na koniec okresu sprawozdawczego 85.080,50 zł.


Kwota 894.919,50 zł została przeznaczona na:


- wymianę belek stropu drewnianego w budynku RS w Jaroszowicach Zbywaczówce 15.000,00


- zorganizowanie prac społecznie użytecznych dla 10-ciu osób 34.700,00


- uruchomienie Wadowickiej Karty Rodzinnej 10.000,00


- opłacenie składek na ubezpieczenie mienia i sprzętu w jednostkach gminy 21.460,00


- opracowanie programu funkcjonalno-użytkowego budowy przydomowych


oczyszczalni ścieków na terenie Gminy Wadowice 30.000,00


- opracowanie inwentaryzacji azbestu i wyrobów zawierających azbest 20.000,00


- wykonanie chodników przy drogach powiatowych 97.500,00


- zapewnienie obsługi prawnej 32.500,00


- wykonanie projektu budowlanego polegającego na zaprojektowaniu zamiennego


zagospodarowania terenu dla inwestycji - budowa budynku mieszkalnego wielorodzinnego


przy ul. Karmelickiej 33.210,00


- dotacja dla LKS Zaskawianka 7.000,00


- wydatki związane z funkcjonowaniem Rady Miejskiej 24.000,00


- wydatki związane z promocją gminy 25.000,00


- rozwiązywanie problemu bezdomnych zwierząt 15.000,00


- remont budynku przy ul. Mickiewicza 26 25.000,00


- zakup dwóch defibrylatorów 17.000,00


- opracowanie programu funkcjonalno-użytkowego dofinansowania budowy przydomowych


oczyszczalni ścieków na terenie gminy 20.000,00


- udział gminy w zadaniu dofinansowanym przez Sejmik Województwa Małopolskiego


związanym z OSP Jaroszowice 40.000,00


- wypłata odszkodowań 30.000,00


- wydatki związane z postępowaniem egzekucyjnym 6.000,00


- naprawa dróg po ulewach 90.000,00


- zwrot dotyczący subwencji ogólnej 1.793,00


- remont pomieszczeń w budynku starej szkoły w m. Gorzeń D. 5.000,00


- dotacja dla OSP w Jaroszowicach 35.000,00


- przygotowanie dokumentacji technicznej szlaków rowerowych 18.500,00


- remont dróg wiejskich 14.000,00


- nabycie gruntów pod drogę do Szpitala Powiatowego 47.443,50


- referendum gminne 63.700,00


- odprawa rentowa 17.000,00


- szczepienia dla mieszkańców powyżej 65 roku życia 27.000,00


- zakup i montaż dekoracji świątecznej 28.527,00


- zadanie „Przebudowa, rozbudowa budynku MOPS w Wadowicach” 1.586,00


- wypłata prowizji dla inkasenta opłaty targowej 10.000,00


- wykonanie eksponatu muzealnego 30.000,00


- rozliczenie należności na rzecz Małopolskiej Izby Rolniczej 2.000,00




Kolejne pytanie do Kotarby

Czyli - Pisior, Platfus, dwa bratanki?

Pan Stanisław Kotarba
Rzecznik UM Wadowice
Przewodniczący Platformy Obywatelskiej w Powiecie Wadowickim
Wiceprzewodniczący Rady Powiatu Wadowickiego 

Szanowny Panie - w związku z publikacją na jednym z lokalnych portali tekstu pt. "Radny Kaliński o wyborach:Bandziory kochają platformę"
oraz publiczną wypowiedzią samego radnego Kalińskiego następującej treści: " Jak wynika z danych udostępnionych przez służbę więziennictwa, największą sympatią bandziorów w naszym kraju bezapelacyjnie cieszy się Platforma Obywatelska, która zdobyła aż 34,9% głosów! Przypadek?"
mam kilka pytań.

Otóż - czy to prawda że lokalni, wadowiccy działacze Platformy Obywatelskiej, sprawujący publiczne funkcje, zostali wybrani głównie głosami  osadzonych w Zakładzie Karnym w Wadowicach?  

Czy to prawda że jak twierdzi radny Kaliński - "Bandziory kochają Platformę"? A jeżeli tak to może Pan jakoś skomentować  - jaki miałby być powód tej "miłości"?

Bardzo proszę także o Pański komentarz - czy po tak drastycznej wypowiedzi radnego Kalińskiego, widzi Pan możliwość dalszej współpracy, tak z nim osobiście, jak i z nowo powstałym klubem PiS - w ramach Rady Powiatu?


Z poważaniem

Marcin Gładysz


czwartek, 29 maja 2014

Prawica chce odwołania Filipiak

czyli... Staszek Kotarba mylił się bądź kłamał.

Pamiętacie wszyscy zapewne tezę, lansowaną w okolicach referendum, głowie przez Kotarbrę- o tym jakoby do referendum szli jacyś tajemniczy "lewacy"? Pamiętacie więc także porównywanie ilości głosów oddanych "za" odwołaniem Ewy Filipiak z elektoratem Zbyszka Jurczaka z poprzednich wyborów- zbliżona wartość miała dodatkowo świadczyć na rzecz tezy o "lewicowej opozycji" i "lewicowych przeciwnikach Ewy.

Dzisiaj Marcin Płaszczyca radośnie takim twierdzeniom zadaje kłam - wskazując na słabość wyników ugrupowań lewicowych w wyborach sprzed kilku dni. Płaszczyca ma rację - ugrupowania te wypadły rzeczywiście fatalnie w naszym mieście.
Tyle tylko że różnica pomiędzy głosujacymi w referendum na tak a obecnym wynikiem lewicy to jest minimalny, negatywny elektorat Ewy Filipiak pośród wyborców o preferencjach prawicowych. O tym już rzecz jasna Płaszczyca nie wspomina w swoich powyborczych analizach. Minimalny, bo z ogromnym prawdopodobieństwem można szacować że stanowczych przeciwników ma Ewa przynajmniej dwakroć tylu- tyle tylko że ci ludzie z różnych powodów nie wzięli udziału w jesiennym referendum. To rozumowanie nie ma słabych punktów - jest zupełnie oczywiste że dwudziestoletnia okupacja urzędu burmistrza ma w mieście wielotysięczną grupę stanowczych przeciwników - w dodatku, wbrew łgarstwom Kotarby, wcale nie będących jednocześnie wyborcami lewicy.

Prawda jest taka że pogonić Staszka i Ewę ze stołków chce prawicowa, konserwatywna część miasta:)

Kolejny wpis poświęcę ocenie szans wyborczych kandydatów na radnych - w powiecie i w gminie. Tutaj niestety rzecz nie napawa optymizmem.

środa, 28 maja 2014

Jaruzelski, Honor, Ojczyzna

czyli kula w łeb.

Wiecie, ani ja - ani jak sądzę nikt rozsądny z mojego pokolenia(rocznik 1975) nie ma żadnego stosunku do Wojciecha Jaruzelskiego. Stan wojenny pamiętam w postaci kilku, kilkunastu obrazków zapisanych gdzieś w głębokich warstwach świadomości - a to przyciszone rozmowy rodziców, a to ojciec z kolegami, pojawiający się w domu z plakietkami z napisem "Solidarność" przyczepionymi gdzieś do roboczego ubrania , a to jakieś tam telewizyjne obrazki, marznących niemiłosiernie żołnierzy, na ulicach i placach polskich miast- w sumie nic traumatycznego. Więc i mój stosunek do tamtych wydarzeń jest niemal obojętny.

Powiem tak - patrząc dzisiaj na efekty rewolucji w różnych miejscach na świecie - z jednej strony Egipt, Syria - hekatomba ofiar - z drugiej sąsiednia Ukraina - utrata części terytorium, regularna wojna domowa i setki - o ile już nie tysiące trupów - oceniam polską drogę do ustrojowej zmiany jako relatywnie szczęśliwą.

Wszystkie te głosy które mówią, że gdyby nie stan wojenny, polskiej krwi polałoby się znacznie więcej, rozumiem pełniej i lepiej. Z drugiej strony kompletnie nie wierzę tym, którzy twierdzą że nie było żadnego niebezpieczeństwa jakiegoś rodzaju interwencji ze strony ówczesnego Związku Radzieckiego. Aha - nie było - tak jak dzisiaj w granicach Ukrainy nie ma 'zielonych ludzików" - a przez  rosyjsko-ukraińską granice,  każdego dnia, nie przedzierają się konwoje ciężarówek wypełnionych bronią, amunicją i najemnikami. A na różnych placach i majdanach nie ma ruskich prowokatorów, podobnie jak nikt nie płaci w twardej walucie za każdy dzień pod bronią, tak zwanym "separatystom". Wolne żarty.

Gdzie więc w tym wszystkim generał? Powiedziałem to wczoraj w rozmowie z kilkoma osobami - całkiem możliwe że Jaruzelski i jego obrońcy mają rację - nie można wykluczyć że niekontrolowany wybuch rewolucji w Polsce przyniósłby w sumie wielokrotnie więcej ofiar, niż spowodował ich stan wojenny.
Tyle tylko ze Wojciech Jaruzelski był szlachcicem, żołnierzem i oficerem - więc gdyby w dodatku był człowiekiem honoru, to patrząc na te ofiary, które były wynikiem jego decyzji - po prostu strzeliłby sobie w łeb z osobistej broni. Bo, o ile co do tezy o "mniejszy źle", jakim był stan wojenny, można się spierać, bezowocnie zresztą, całymi latami - to nie ma żadnej wątpliwości że ówczesne wydarzenia były po prostu złem. Złem które nastąpiło w wyniku działań komunistów w całym okresie powojennym - złem za które w tamtym okresie gros odpowiedzialności spoczywało na Jaruzelskim.
A to zło mogła w jakiś sposób okupić wyłącznie honorowa śmierć generała. To byłby gest godny oficera, frontowego żołnierza, człowieka honoru.

A tak - została tylko pobierana przez lata prezydencka i generalska emerytura. I wstyd.

poniedziałek, 26 maja 2014

Knock, knock, knocking on Ewa's door

czyli Droga Ewo, wsadź sobie to centrum turystyczne... między bajki.

Wynik referendum w Krakowie, prócz wielkiego NIE dla IO - przyniósł także przytłaczające TAK dla budowy ścieżek rowerowych. 85,18% głosujących chce przeznaczenia większych środków na ich budowę. To o wiele większe poparcie niż dla budowy metra czy systemu monitoringu w Krakowie.

A Ewa? Centrum pielgrzymkowe chce budować. Ledwie toto wymyśliła, już są przetargi, projekty, cuda. A w sprawie ścieżek w Wadowicach - jest jak było - martwa cisza.

Ewa, słyszysz - ponad 85% za! Jak myślisz - ilu mieszkańców u nas poparłoby ten Twój zakichany turystyczny budynek, he? Oraz pytanie pomocnicze - ilu mieszkańców z tego czegoś kiedykolwiek skorzysta? Prócz rzecz jasna tych których się poupycha na dodatkowych etatach? 

niedziela, 25 maja 2014

Dlaczego nie zgadzam się z doktorem Meusem

czyli Wadowickie media mają długą historię politycznej wścieklizny.

Moje półki załadowane są przez  dziesiątki, pasjami kupowanych książek - których wciąż i wciąż nie mam czasu przeczytać. Te rzadkie chwile luksusu, kiedy poświęcam lekturze kilka godzin, nie są w stanie nadrobić czytelniczych zaległości - więc ciągle przekładam przeczytanie tego czy tamtego tytułu na jakieś, bliżej nieokreślone "jutro".

Nie inaczej jest z głośnym lokalnie wydawnictwem, doktora Konrada Meusa - "Wadowice 1772-1914 Studium przypadku miasta galicyjskiego."    Nawet trudno powiedzieć że czytam tą książkę - ja przez nią brnę, poświęcając po pół godzinki na fragmenty rozdziałów.

Tak więc - dzisiaj chcę Wam opowiedzieć że "dobrnąłem" do części opisującej aktywność społeczną mieszkańców - konkretnie do podrozdziału o prasie.

Ze znawstwem opisując kłopoty z austriacką cenzurą Metternicha i Sedlnitzkiego na całym obszarze kraju - przechodzi Konrad do relacji na temat wadowickiego rynku prasowego - pisząc o powstałym w 1848 roku  "Tygodniku wiejskim" tak:  "Członkowie Rady, pamiętni tragedii rabacji galicyjskiej, nie bez powodu obawiali się niekontrolowanej reakcji środowisk wiejskich na trwające wydarzenia rewolucyjne. Uważano, że przez wpływ kręgów kościelnych, odwołując się do religii, można zapobiec ewentualnym ruchawkom chłopskim - inspirowanym przez Gubernium lwowskie lub rząd wiedeński"
Dodaje także Konrad Meus informację o tym iż redaktorem pisma był proboszcz z pobliskiej Radoczy, ks   Wincenty Wąsikiewicz.

W innym miejscu znów, pisze doktor Meus tak: "..... Nader często za pośrednictwem nadskawińskiego periodyku starano się(zazwyczaj nieskutecznie) realizować cele polityczne Rady Narodowej."

Po czym - opisując powrót cenzury po upadku rewolucji wiedeńskiej - informuje Konrad tak: "Jedną z pierwszych decyzji nowego premiera Feliksa Schwarzenberga było zawieszenie wydawania niezależnej prasy."

Dostrzegacie powód mojej niezgody z rozumowaniem Konrada? Pytanie które sobie stawiam, brzmi - od czego niezależna miała być gazeta "Tygodnik Wiejski"? Od austriackiej cenzury? Zapewne tak. Ale jaka to niezależność, którą daje się opisać słowami z pierwszego i drugiego cytatu z książki Konrada Meusa? Przecież podporządkowanie politycznej linii Rady Narodowej, to dokładnie taka sama zależność, dokładnie taki sam wektor - tyle tylko że z przeciwnym kierunkiem :)

Nasza obecna sytuacja polityczna w mieście wywoływała i wciąż wywołuje wielką, często publiczną dyskusję o dziennikarskiej niezależności(właściwie powinienem powiedzieć - zależności) - o obiektywizm lokalnych mediów, padają pretensje o zaangażowanie, bądź jego brak, w polityczną panoramę miasta. Dobrze jest więc wiedzieć że kiedyś nasi krajanie nie mieli takich rozterek - a prasie towarzyszyły dwa cele - po pierwsze miała zarabiać pieniądze - a po drugie służyć takim bądź innym politycznym interesom. Przy czym niekoniecznie cel pierwszy bywał ważniejszy niż drugi.

Ot, taka obserwacja, dedykowana głównie tym sentymentalistom, którzy w XIX wiecznej przeszłości miasta chcą widzieć najszlachetniejsze wzorce ;) :) Uważajcie, ideały powinny wywoływać podejrzliwość - a w najlepszym razie, choćby czujność.