czyli szanse kandydatów dwóch.
Z podobnym nastawianiem, jak na swoim portalu 37 letni wizerunkowy bankrut - chłodno i bez emocji oceniam że kolejnych wyborów Ewa Filipiak nie wygra w pierwszej turze. Wszystko wskazuje na to że nie ma na to szans.
Ale to przecież nie załatwia sprawy. Żeby odesłać obecną Burmistrz wraz z wszystkimi zwierzakami na zieloną trawkę trzeba dopilnować żeby nie wygrała także w drugiej.
Pisałem już o tym, chociaż może niezupełnie wprost- dzisiaj jest dobry czas żeby powiedzieć o tym jasno.
Mateusz Klinowski nie powinien być jedynym kandydatem opozycji na stanowisko burmistrza w najbliższych wyborach. Pomimo wszystkich jego zalet i wszystkich zasług dla lokalnej samorządności, może się bowiem okazać ze jego światopoglądowe deklaracje i polityczne powiązania nie mieszczą się w ramach możliwości tolerowania nowości przez, konserwatywnych w dużej mierze, wadowiczan.
Mówiąc wprost - bardzo trudno przewidzieć jak zareagują mając do wyboru zachowanie status quo z jego "papieskim" emploi lub "lewaka".
Właśnie po to, żeby tą wątpliwość rozstrzygnąć, bardzo sensownym wydaje mi się wyłonienie spośród działaczy bądź aktywnych sympatyków opozycji drugiego kandydata. Człowieka rozpoznawalnego w Wadowicach, z osobistym i zawodowym doświadczeniem pozwalającym sprawnie poprowadzić sprawy gminy, a przy tym w powszechnym odbiorze mniej kontrowersyjnego niż dr Mateusz Klinowski.
Oczywiście - wysiłek organizacyjny trzeba będzie podwoić - stworzyć dwa komitety wyborcze - niemniej wydaje się, biorąc pod uwagę wszystkie możliwe wyborcze scenariusze ze tak właśnie można zwielokrotnić szanse na wygranie naszego miasta.
Prawie na pewno któryś z kandydatów opozycji wejdzie do drugiej tury - przegranemu pozostanie tylko poprosić swoich wyborców o mobilizację i poparcie dla pozostającego w stawce kandydata opozycji.
Ryzyko rozdrobnienia głosów w sposób który dałby dotychczasowej burmistrz wygraną w pierwszej turze oczywiście istnieje - ale wydaje się radykalnie mniejsze niż przegrana samotnie startującego Mateusza z powodów o których pisałem.
piątek, 10 sierpnia 2012
czwartek, 9 sierpnia 2012
Wieśniak nie na żarty
czyli daj kurze grzędę.
Ludzie urodzeni i wychowani w mieście, prócz oczywistego życiowego handicapu, mają także jedna, zasadniczą ułomność. No dobrze - może nie ułomność, ale z całą pewnością odmienność w sposobie patrzenia na świat. Umykają nam zmiany, które ludzie na wsi widzą jak na dłoni. O jakich zmianach mowa? Ano - bogacimy się. Pracujemy coraz mniej, w coraz bardziej komfortowych warunkach, wypoczywamy więcej i przyjemniej. Żyjemy wygodniej. Wszyscy.
Tylko ze o ile postęp ten w rodzinach mieszczańskich odbywał się liniowo - z pokolenia na pokolenie stale ale nieomal niezauważalnie - na wsiach odbył się skokowo.
I stąd dzisiejsi wiejscy dziadkowie, a już z pewnością pradziadkowie oczy przecierają ze zdumienia patrząc na poziom i sposób życia swoich następców. I nic dziwnego ze przecierają - sposób i ilość pracy, jaką oni w swoim czasie musieli wykonać, żeby utrzymać siebie i rodziny, pewnie by zabiła a w najlepszym razie wysłała na długi pobyt w szpitalu dzisiejsze pokolenie. Ale nie to jest najistotniejsze - nie ciężka praca - tylko jej efekty. Otóż ludzie o których mówię, dzisiaj ponad osiemdziesięcioletni, mimo że harowali w sposób dla nas już niewyobrażalny - wcale się nie bogacili. Albo inaczej - bogacili się powoli, dziesiątki lat trwało nim poziom życia rodziny znacząco się poprawiał.
Dlatego, prócz zdziwienia, towarzyszy im uczucie, które dla tego tekstu jest kluczowe - towarzyszy im nieufność. Pamiętają swoich dziadków, rodziców, znają historię własnego życia - i bazując na tym doświadczeniu, zwyczajnie nie mogą pojąć ze można żyć łatwo i łatwo się dorabiać.
O tą nieufność właśnie ubożsi jesteśmy my - mieszkańcy miast. Nie mając jej wyrytej w pokoleniowej, prawie genetycznej pamięci, nie mamy skąd brać tej nieufności - więc przeciwnie - ufamy, ba, uważamy za oczywiste, ze powinniśmy być coraz bogatsi, najlepiej coraz mniejszym nakładem pracy. Mam nawet wrażenie ze dla powiększającej się grupy - najlepiej w ogóle bez pracy.
To ta nieufność stanowiącą znakomitą przeciwwagę dla naszej zachłanności powinna nas bronić i ostrzegać przed ładowaniem się z zamkniętymi oczami w przedsięwzięcia typu osławiony dzisiaj Amber Gold.
To, nieograniczona nieufnością, chciwość, każe nam, wbrew zdrowemu rozsądkowi, ba, ignorując instynkt samozachowawczy, angażować własne pieniądze w przeróżnej maści fundusze inwestycyjne, gdzie gołowąsy, nastolatki nieomal, maklerzy, dilerzy, brokerzy i inne cudaki, próbują podtrzymywać mit Midasa, co udaję im się w takim stopniu ze wystarcza na absurdalnie wysokie apanaże dla nich samych - jeszcze wyższe dla właścicieli podwórka - i oskrabiny dla setek tysięcy tych, którzy własnymi pieniędzmi puszczają cały ten cyrk w ruch. A i to do czasu gdy natura się nie zbuntuje i nie zechce przypomnieć domorosłym Midasom ze złoto to się wykopuje z ziemi, opłacając wydobycie cholernym bólem w krzyżu - a nie domalowując zera w komputerze.
I wreszcie, chyba najpoważniejszy w skutkach efekt braku nieufności. Polityczny.
Otóż wbrew wszystkiemu co racjonalne, wbrew osobistym obserwacjom, wbrew całkiem czasami prostym obliczeniom, wciąż mamy tendencje wybierać na swoich przedstawicieli politycznych świętych Mikołajów. Wybierać tych którzy najbardziej obiecają że dzięki nim będziemy posiadali więcej.
Skuteczniej zapewnią że dzięki nim więcej zarobimy, ewentualnie że mniej nam zabiorą.
Chęć posiadania jest więc podstawowym kryterium naszego uczestnictwa w wyborach politycznych. Więcej -myślę ze także jednym z głównych powodów nie uczestnictwa - a to dla tych, którzy nie wierzą że politycy mogą czegokolwiek im przysporzyć.
Paradoksalnie nie glosujący są chyba nawet lepszym przykładem naszych rzeczywistych motywacji do uczestnictwa w sprawach publicznych - nie wierząc że politycy mogą znacząco wpłynąć na ich stan posiadania, nie znajdują żadnych innych powodów żeby wybierać swoich reprezentantów we władzach. Ich brak nieufności realizuje się po prostu na innym poziomie.
Jasne, boje się coraz ostrzej szczerzącego zębiska kryzysu, oczywiście ze tak. Czytając ekonomiczną publicystykę najsłynniejszych specjalistów naszych czasów, nie sposób bez niepokoju myśleć o najbliższej przyszłości.
Ale kryzys kiedyś się skończy, a ja na dalszym planie dostrzegam cień szansy że jednym z jego efektów może być uzupełnienie, tak powszechnego dzisiaj, deficytu nieufności. Cień szansy na to że obok klucza "więcej mieć" pojawią sie także inne wartości, decydujące o naszych życiowych oraz, czym jestem żywotnie zainteresowany - politycznych wyborach.
Zmitologizowany, zsakralizowany nieomal rozwój gospodarczy, przyrost skrótowcami opisywanych wskaźników nie musi i nie może trwać wiecznie.
Zrozumiałem to przeprowadzając się na wieś.
Tak, tak - wieśniak ze mnie - nie na żarty.
Ludzie urodzeni i wychowani w mieście, prócz oczywistego życiowego handicapu, mają także jedna, zasadniczą ułomność. No dobrze - może nie ułomność, ale z całą pewnością odmienność w sposobie patrzenia na świat. Umykają nam zmiany, które ludzie na wsi widzą jak na dłoni. O jakich zmianach mowa? Ano - bogacimy się. Pracujemy coraz mniej, w coraz bardziej komfortowych warunkach, wypoczywamy więcej i przyjemniej. Żyjemy wygodniej. Wszyscy.
Tylko ze o ile postęp ten w rodzinach mieszczańskich odbywał się liniowo - z pokolenia na pokolenie stale ale nieomal niezauważalnie - na wsiach odbył się skokowo.
I stąd dzisiejsi wiejscy dziadkowie, a już z pewnością pradziadkowie oczy przecierają ze zdumienia patrząc na poziom i sposób życia swoich następców. I nic dziwnego ze przecierają - sposób i ilość pracy, jaką oni w swoim czasie musieli wykonać, żeby utrzymać siebie i rodziny, pewnie by zabiła a w najlepszym razie wysłała na długi pobyt w szpitalu dzisiejsze pokolenie. Ale nie to jest najistotniejsze - nie ciężka praca - tylko jej efekty. Otóż ludzie o których mówię, dzisiaj ponad osiemdziesięcioletni, mimo że harowali w sposób dla nas już niewyobrażalny - wcale się nie bogacili. Albo inaczej - bogacili się powoli, dziesiątki lat trwało nim poziom życia rodziny znacząco się poprawiał.
Dlatego, prócz zdziwienia, towarzyszy im uczucie, które dla tego tekstu jest kluczowe - towarzyszy im nieufność. Pamiętają swoich dziadków, rodziców, znają historię własnego życia - i bazując na tym doświadczeniu, zwyczajnie nie mogą pojąć ze można żyć łatwo i łatwo się dorabiać.
O tą nieufność właśnie ubożsi jesteśmy my - mieszkańcy miast. Nie mając jej wyrytej w pokoleniowej, prawie genetycznej pamięci, nie mamy skąd brać tej nieufności - więc przeciwnie - ufamy, ba, uważamy za oczywiste, ze powinniśmy być coraz bogatsi, najlepiej coraz mniejszym nakładem pracy. Mam nawet wrażenie ze dla powiększającej się grupy - najlepiej w ogóle bez pracy.
To ta nieufność stanowiącą znakomitą przeciwwagę dla naszej zachłanności powinna nas bronić i ostrzegać przed ładowaniem się z zamkniętymi oczami w przedsięwzięcia typu osławiony dzisiaj Amber Gold.
To, nieograniczona nieufnością, chciwość, każe nam, wbrew zdrowemu rozsądkowi, ba, ignorując instynkt samozachowawczy, angażować własne pieniądze w przeróżnej maści fundusze inwestycyjne, gdzie gołowąsy, nastolatki nieomal, maklerzy, dilerzy, brokerzy i inne cudaki, próbują podtrzymywać mit Midasa, co udaję im się w takim stopniu ze wystarcza na absurdalnie wysokie apanaże dla nich samych - jeszcze wyższe dla właścicieli podwórka - i oskrabiny dla setek tysięcy tych, którzy własnymi pieniędzmi puszczają cały ten cyrk w ruch. A i to do czasu gdy natura się nie zbuntuje i nie zechce przypomnieć domorosłym Midasom ze złoto to się wykopuje z ziemi, opłacając wydobycie cholernym bólem w krzyżu - a nie domalowując zera w komputerze.
I wreszcie, chyba najpoważniejszy w skutkach efekt braku nieufności. Polityczny.
Otóż wbrew wszystkiemu co racjonalne, wbrew osobistym obserwacjom, wbrew całkiem czasami prostym obliczeniom, wciąż mamy tendencje wybierać na swoich przedstawicieli politycznych świętych Mikołajów. Wybierać tych którzy najbardziej obiecają że dzięki nim będziemy posiadali więcej.
Skuteczniej zapewnią że dzięki nim więcej zarobimy, ewentualnie że mniej nam zabiorą.
Chęć posiadania jest więc podstawowym kryterium naszego uczestnictwa w wyborach politycznych. Więcej -myślę ze także jednym z głównych powodów nie uczestnictwa - a to dla tych, którzy nie wierzą że politycy mogą czegokolwiek im przysporzyć.
Paradoksalnie nie glosujący są chyba nawet lepszym przykładem naszych rzeczywistych motywacji do uczestnictwa w sprawach publicznych - nie wierząc że politycy mogą znacząco wpłynąć na ich stan posiadania, nie znajdują żadnych innych powodów żeby wybierać swoich reprezentantów we władzach. Ich brak nieufności realizuje się po prostu na innym poziomie.
Jasne, boje się coraz ostrzej szczerzącego zębiska kryzysu, oczywiście ze tak. Czytając ekonomiczną publicystykę najsłynniejszych specjalistów naszych czasów, nie sposób bez niepokoju myśleć o najbliższej przyszłości.
Ale kryzys kiedyś się skończy, a ja na dalszym planie dostrzegam cień szansy że jednym z jego efektów może być uzupełnienie, tak powszechnego dzisiaj, deficytu nieufności. Cień szansy na to że obok klucza "więcej mieć" pojawią sie także inne wartości, decydujące o naszych życiowych oraz, czym jestem żywotnie zainteresowany - politycznych wyborach.
Zmitologizowany, zsakralizowany nieomal rozwój gospodarczy, przyrost skrótowcami opisywanych wskaźników nie musi i nie może trwać wiecznie.
Zrozumiałem to przeprowadzając się na wieś.
Tak, tak - wieśniak ze mnie - nie na żarty.
niedziela, 5 sierpnia 2012
Lepszy od Hołowni
czyli postscriptum do tekstu o księżym seksie
Doszedł Szymon Hołownia do identycznych wniosków jak dziadunio.
Z tym ze ja byłem szybszy, no i dla procentów bardziej hojny - jemu wyszło ze będzie przeszło sto - mnie ze już jest - i to 150, a być może nawet 200% :)
http://natemat.pl/25961,magia-liczb
Doszedł Szymon Hołownia do identycznych wniosków jak dziadunio.
Z tym ze ja byłem szybszy, no i dla procentów bardziej hojny - jemu wyszło ze będzie przeszło sto - mnie ze już jest - i to 150, a być może nawet 200% :)
http://natemat.pl/25961,magia-liczb
środa, 1 sierpnia 2012
Kogo wreszcie bzyka ksiądz
czyli o lisiej wiarygodności.
Króciutko.
Gdyby zebrać wszystkie opublikowane w ostatnich latach "naukowe" statystyki dotyczące seksualnej aktywności księży,ci aktywni zsumowali by się do 150% może nawet 200%.
Ewentualnie mają bardzo nietypowe upodobania.
Bądź brzytwy się chwytają.
Bo ogromna część z nich to pedofile, duży odsetek to geje, a wg redaktora Lisa 60% ma "babę":)
Tak na oko pewnie z 15% księży to pedofile, prawdopodobnie przeszło połowa to geje - no i te lisowe 60% - z "babą" A ze różnych seksualnych preferencji, wynaturzeń czy zboczeń jest o wiele więcej - w niczym nie przesadzam - spośród wszystkich księży w Polsce, sumując rózne statystyki, jakieś 200% aktywnie uprawia seks :D
Nie wiem co na taki miszmasz Lew Starowicz, ale tak po amatorsku i po męsku - pozazdrościć wigoru.
A Tomaszowi Lisowi zdrowego rozsądku - z każdym procentem odszczepieńców, przestępców, zboczeńców czy mniejszej rangi grzeszników wyszukanym pośród księży będzie go potrzebował coraz więcej.
Nie on jeden zresztą.
Króciutko.
Gdyby zebrać wszystkie opublikowane w ostatnich latach "naukowe" statystyki dotyczące seksualnej aktywności księży,ci aktywni zsumowali by się do 150% może nawet 200%.
Ewentualnie mają bardzo nietypowe upodobania.
Bądź brzytwy się chwytają.
Bo ogromna część z nich to pedofile, duży odsetek to geje, a wg redaktora Lisa 60% ma "babę":)
Tak na oko pewnie z 15% księży to pedofile, prawdopodobnie przeszło połowa to geje - no i te lisowe 60% - z "babą" A ze różnych seksualnych preferencji, wynaturzeń czy zboczeń jest o wiele więcej - w niczym nie przesadzam - spośród wszystkich księży w Polsce, sumując rózne statystyki, jakieś 200% aktywnie uprawia seks :D
Nie wiem co na taki miszmasz Lew Starowicz, ale tak po amatorsku i po męsku - pozazdrościć wigoru.
A Tomaszowi Lisowi zdrowego rozsądku - z każdym procentem odszczepieńców, przestępców, zboczeńców czy mniejszej rangi grzeszników wyszukanym pośród księży będzie go potrzebował coraz więcej.
Nie on jeden zresztą.
niedziela, 22 lipca 2012
Pocałujcie misia w dupę
Czyli gdy gasną światła kamer.
Do annałów telewizji przeszła słynna wpadka Bronisława Pawlika, który po zakończeniu dobranocki pod tytułem "Miś z okienka", myśląc iż kamery i mikrofony zostały już wyłączone, wygłosił swoja wiekopomną kwestię - "A teraz, drogie dzieci, pocałujcie misia w dupę"
Nie mniej słynne, chociaż dzisiaj już cokolwiek zapomniane, było nagranie rozbrajająco szczerego, bo w otoczeniu kolegów i nieświadomego bycia nagrywanym, przyznania byłego premiera Węgier, Ferenca Gyurcsanego że jego rząd wszystko dokładnie spierdolił a potem kłamał przez dwa lata żeby wygrać wybory.
Przywołuje te dwa przypadki wyłącznie po to żeby powiedzieć ze pomimo upływających lat i mnożących się na mojej głowie siwych włosów, wciąż w dziecięco naiwne zdumienie wprowadzają mnie ludzie, nie politycy, ale generalnie ludzie, których publiczne deklaracje są krańcowo odmienne od rzeczywistych motywacji czy przekonań.
Piszę o tym oczywiście nieprzypadkowo - odniesienia do naszej lokalnej sytuacji są tak oczywiste ze nie będę kolejny raz ich opisywał.
Nie opiszę także tych mniej oczywistych.
Przynajmniej jeszcze przez czas jakiś ich nie opiszę.
Ale piszę o tym także dlatego ze ta właśnie cecha ludzkiej natury powoduje iż wszystkie demokratyczne, partycypacyjne zaklęcia i mantry wygłaszane przez specjalistów czy komentatorów, funta kłaków nie będą warte, bez implementacji w system rzeczywistej, a nie tylko zadeklarowanej jawności życia publicznego.
Bez dania obywatelom faktycznej możliwości mówienia władzy "sprawdzam" na każdym etapie i na każdym poziomie życia publicznego.
Inaczej radny Henio nadal będzie "pukał do nieba bram" a burmistrz Ewka będzie bajała o konsultacjach z prawnikami.
Kompletnie bezkarnie bajała.
Nawiazuje tutaj m.in. do mojego komentarza do relacji z XIV sesji RM, na portalu wadowiceonline.pl, którego fragment cytuje poniżej
"Umowa Płaszczycy z UM musi być imponująca - a nadzór nad jej wykonywaniem pewnie sprawuje sam pan bóg - dobra, może bluźnie sięgając tak wysoko - w każdym razie któryś z pomniejszych świętych - bo radny Odrozek już pewnie z rok dobija się o jej szczegóły. Uzbrój sie w cierpliwość Heniu, brama niebieska wąska, a petentów wielu
P.S W moim przekonaniu, żeby taką możliwość dla obywateli osiągnąć - "Oburzeni", ale także kontestatorzy, komentatorzy, publicyści i eksperci jako sztandar powinni traktować hasło "jawność teraz!"
Do annałów telewizji przeszła słynna wpadka Bronisława Pawlika, który po zakończeniu dobranocki pod tytułem "Miś z okienka", myśląc iż kamery i mikrofony zostały już wyłączone, wygłosił swoja wiekopomną kwestię - "A teraz, drogie dzieci, pocałujcie misia w dupę"
Nie mniej słynne, chociaż dzisiaj już cokolwiek zapomniane, było nagranie rozbrajająco szczerego, bo w otoczeniu kolegów i nieświadomego bycia nagrywanym, przyznania byłego premiera Węgier, Ferenca Gyurcsanego że jego rząd wszystko dokładnie spierdolił a potem kłamał przez dwa lata żeby wygrać wybory.
Przywołuje te dwa przypadki wyłącznie po to żeby powiedzieć ze pomimo upływających lat i mnożących się na mojej głowie siwych włosów, wciąż w dziecięco naiwne zdumienie wprowadzają mnie ludzie, nie politycy, ale generalnie ludzie, których publiczne deklaracje są krańcowo odmienne od rzeczywistych motywacji czy przekonań.
Piszę o tym oczywiście nieprzypadkowo - odniesienia do naszej lokalnej sytuacji są tak oczywiste ze nie będę kolejny raz ich opisywał.
Nie opiszę także tych mniej oczywistych.
Przynajmniej jeszcze przez czas jakiś ich nie opiszę.
Ale piszę o tym także dlatego ze ta właśnie cecha ludzkiej natury powoduje iż wszystkie demokratyczne, partycypacyjne zaklęcia i mantry wygłaszane przez specjalistów czy komentatorów, funta kłaków nie będą warte, bez implementacji w system rzeczywistej, a nie tylko zadeklarowanej jawności życia publicznego.
Bez dania obywatelom faktycznej możliwości mówienia władzy "sprawdzam" na każdym etapie i na każdym poziomie życia publicznego.
Inaczej radny Henio nadal będzie "pukał do nieba bram" a burmistrz Ewka będzie bajała o konsultacjach z prawnikami.
Kompletnie bezkarnie bajała.
Nawiazuje tutaj m.in. do mojego komentarza do relacji z XIV sesji RM, na portalu wadowiceonline.pl, którego fragment cytuje poniżej
"Umowa Płaszczycy z UM musi być imponująca - a nadzór nad jej wykonywaniem pewnie sprawuje sam pan bóg - dobra, może bluźnie sięgając tak wysoko - w każdym razie któryś z pomniejszych świętych - bo radny Odrozek już pewnie z rok dobija się o jej szczegóły. Uzbrój sie w cierpliwość Heniu, brama niebieska wąska, a petentów wielu
P.S W moim przekonaniu, żeby taką możliwość dla obywateli osiągnąć - "Oburzeni", ale także kontestatorzy, komentatorzy, publicyści i eksperci jako sztandar powinni traktować hasło "jawność teraz!"
Klauzulę "tajne", "ściśle tajne" "poufne" powinny co do zasady zniknąć z systemów prawnych demokratycznych państw. W wyjątkowych sytuacjach władny mógłby być ja nadać przedstawiciel najwyższej władzy, najlepiej wybierany w powszechnych wyborach. W Polsce byłby to oczywiście Prezydent. Może to wytworzyłoby nową kulturę, nową jakość w relacjach władzy z obywatelami. .
O mysleniu lateralnym, i pogladach z second handu.
| Poglądy, wiadomo, rzecz istotna - każdy chce je mieć. Milczenie w jakiejkolwiek dyskusji, na jakikolwiek temat? Wolne żarty. Trzeba miec poglad! No, a że taki poglad na drzewie nie urośnie, wypracować go niełatwo - ludzie zaopatruja sie w poglądy w kioskach, empikach no i oczywiście - w sieci. Taki poglad, proszę pana ma cene tygodnika bądź dziennika, przemnożoną przez liczbę minut przeznaczoną na lekture. A ze mieszczanin klasy średniej wymagajacy jest - taniochy nie kupi, szuka więc renomowanej marki. Znajduje ją poprzez rekomendacje rodziny dodajac don swoje odczucia estetyczne. W efekcie ma mieszczanin gotowy zestaw pogladów w cotygodniowej odsłonie serwowany, z drugiej co prawda reki, ale za to z niewielkim przebiegiem, i polakierowany kilkoma cytatami z autorytetów piszących w pożądanej estetyce. Zamykajac sie zaś w niej, z poczuciem samozadowolenia, o mysleniu lateralnym słyszec nie chce, swoje wie. Szlachciura taka współczesna. |
niedziela, 15 lipca 2012
Włos z głowy kochanki księdza
czyli alchemicy myśli.
Weź włos z
głowy kochanki księdza, dorzuć kilka miedziaków których nie dałeś na niedzielną
tacę, zamieszaj. Z ust do ust podaną opowieść o gwałconym ministrancie podgrzej
na wolnym ogniu inkwizycyjnego stosu, dodając szczyptę państwowych dotacji i
dwie miarki religii w szkołach. Ciągle mieszając dorzucaj
kolejno - afrykański aids, Wojtyłową wiedzę o Crimen sollicitations i ludowe dożynki w
Częstochowie. Czekając aż zgęstnieje, posiekaj solidną miarę nigdy nie
odrośniętych kończyn penitentów, łącząc je ze słowiańskimi korzeniami
własnego kraju. Połącz całość, posypując sproszkowana kopia faktury za nowe
auto proboszcza. Podlewaj esencjonalnym wywarem z kilku moherowych beretów
zakropionych tylko z lekka soczystą wypowiedzią biskupa.
Kiedy cała ta zupa solidnie zalęgła się w
twojej głowie - oraz wypełnia ją szczelnie i po brzegi pozostaje ci tylko
sprawdzić czy potrafisz bez błędów wypowiedzieć kilka trudnych słów -
sceptycyzm, agnostycyzm, ateizm -mamrocz je przy każdej nadarzającej się
okazji. Już tylko kolejny raz upewnij się że do mikstury twojej wiedzy i twoich
myśli nie trafi żaden dodatkowy składnik - i .... dokonało się!
Jesteś mądrym człowiekiem. Gotowym
zmieniać oblicze ziemi.
Subskrybuj:
Posty (Atom)