brudnej polityki, daje się obronić.
Zwłaszcza jeżeli wypowiada ją jeden z jej autorów, który, jako żywo -żyje i zajmuje się wyłącznie politykierstwem.
W razie gdyby ktoś jeszcze nie słyszał że Staszek to najbardziej prześladowany i gnębiony mieszkaniec miasta - uprzejmie proszę kliknąć tutaj
Mnie zaś pozostaje przypomnieć - nie istnieje coś takiego jak rzecznik Stanisław Kotarba, bez swojej hojnej chlebodawczyni - burmistrz Wadowic Ewy Filipiak. Droga Ewa jest osobiście odpowiedzialna za każde słowo i każdą publiczną bytność złotoustego. Stasio sieje wiatr, ale burzę zbierze ta, która płaci rachunki.
środa, 2 października 2013
piątek, 27 września 2013
Urzędnicy są z Marsa?
czyli Ojczyzna polszczyzna.
Gdzieś tli mi się w pamięci jakaś akcja, czy też próba, podjęta jakiś czas temu przez wadowicki ZUS. Urzędnicy zobowiązali się tak przeredagować pisma, kierowane do swoich klientów, żeby ci nie musieli konsultować z członkami rodzin, sąsiadami czy też zaprzyjaźnionym proboszczem, co też autor miał na myśli.
Niestety, na chorobę nowomowy cierpią powszechnie bodaj czy nie wszyscy, których stanowisko pracy wyposażone jest w służbowa pieczątkę.
Na własnym przykładzie - możecie sobie pomyśleć o mnie brzydko - ale uważam że językiem polskim posługuje się, znam go, w stopniu niemal doskonałym. Znam jego brzmienie, melodykę, znaczenia, niuanse i idiomatykę. Znam tak, jak zna każdy miłośnik języka. Znam - ale cóż z tego, kiedy pisma z jednego tylko zdania się składającego, zrozumieć za chińskiego boga nie potrafię.
Nie pierwszego lepszego pisma, ale tego, które dotarło do mnie wczoraj z wadowickiego UM. Jak wiecie, staram się zaglądać magistrackim w rękawy - i wyciągać od urzędu informacje, które są w mojej ocenie istotne do oceny sposobu funkcjonalizowania miasta. Więc jak wielokrotnie wcześniej - jakiś czas temu wystąpiłem o kolejną porcję informacji - wniosek trafił do jednego z wydziałów UM - a odpowiedź stamtąd brzmiała tak:
Aż zamrugałem:):) Pod pismem podpisała się jedna osoba a w tekście - pluralis maiestatis - "prosimy".
Dalej już tylko gorzej - detalem nie językowym a formalnym właśnie, jest sprawa żądania adresu - żaden formalizm, żadne przepisy prawa nie uzależniają udzielenia informacji publicznej, od podania adresu zamieszkania , jeżeli we wniosku zaznaczymy inny sposób udzielenia informacji(drogą elektroniczną, osobiście, itp).
Co zaś znaczy zdanie "załatwienie przedmiotowego postępowania w sposób formalny"? Szanowny urzędniku - dla mnie, jako się rzekło, człowieka z językiem zaprzyjaźnionego, to zdanie nie oznacza literalnie NIC. To kalka - potworek językowy, który sprawia, że adresat takiego tekstu zaczyna się zastanawiać, w zależności od wagi sprawy oraz własnego temperamentu - czy natychmiast zatrudnić najlepszego adwokata w mieście, ewentualnie czy spuścić po czymś takim wodę.
Gdzieś tli mi się w pamięci jakaś akcja, czy też próba, podjęta jakiś czas temu przez wadowicki ZUS. Urzędnicy zobowiązali się tak przeredagować pisma, kierowane do swoich klientów, żeby ci nie musieli konsultować z członkami rodzin, sąsiadami czy też zaprzyjaźnionym proboszczem, co też autor miał na myśli.
Niestety, na chorobę nowomowy cierpią powszechnie bodaj czy nie wszyscy, których stanowisko pracy wyposażone jest w służbowa pieczątkę.
Na własnym przykładzie - możecie sobie pomyśleć o mnie brzydko - ale uważam że językiem polskim posługuje się, znam go, w stopniu niemal doskonałym. Znam jego brzmienie, melodykę, znaczenia, niuanse i idiomatykę. Znam tak, jak zna każdy miłośnik języka. Znam - ale cóż z tego, kiedy pisma z jednego tylko zdania się składającego, zrozumieć za chińskiego boga nie potrafię.
Nie pierwszego lepszego pisma, ale tego, które dotarło do mnie wczoraj z wadowickiego UM. Jak wiecie, staram się zaglądać magistrackim w rękawy - i wyciągać od urzędu informacje, które są w mojej ocenie istotne do oceny sposobu funkcjonalizowania miasta. Więc jak wielokrotnie wcześniej - jakiś czas temu wystąpiłem o kolejną porcję informacji - wniosek trafił do jednego z wydziałów UM - a odpowiedź stamtąd brzmiała tak:
Pan Marcin Gładysz
W związku z Pana wnioskiem o udzielenie informacji publicznej z dnia 22.09.2013 r. prosimy o wskazanie adresu zamieszkania koniecznego ze względu na załatwienie przedmiotowego postępowania w sposób formalny.
Aż zamrugałem:):) Pod pismem podpisała się jedna osoba a w tekście - pluralis maiestatis - "prosimy".
Dalej już tylko gorzej - detalem nie językowym a formalnym właśnie, jest sprawa żądania adresu - żaden formalizm, żadne przepisy prawa nie uzależniają udzielenia informacji publicznej, od podania adresu zamieszkania , jeżeli we wniosku zaznaczymy inny sposób udzielenia informacji(drogą elektroniczną, osobiście, itp).
Co zaś znaczy zdanie "załatwienie przedmiotowego postępowania w sposób formalny"? Szanowny urzędniku - dla mnie, jako się rzekło, człowieka z językiem zaprzyjaźnionego, to zdanie nie oznacza literalnie NIC. To kalka - potworek językowy, który sprawia, że adresat takiego tekstu zaczyna się zastanawiać, w zależności od wagi sprawy oraz własnego temperamentu - czy natychmiast zatrudnić najlepszego adwokata w mieście, ewentualnie czy spuścić po czymś takim wodę.
Zatrudnienie na urzędniczym stanowisku nie oznacza, a przynajmniej nie musi - że przestajemy być ludźmi, także w wymiarze komunikacyjnym. Przeciwnie - właśnie urzędnicy powinni przykładać szczególną wagę do tego, żeby to co mówią do ludzi, miało szansę zostać zrozumianym, przez każdego, nawet nie rozmiłowanego w polszczyźnie, adresata.
Kiedy więc znowu Was poproszę o jakąś informację - nie piszcie mi proszę że prowadzicie postępowanie w przedmiotowej sprawie.
Kiedy więc znowu Was poproszę o jakąś informację - nie piszcie mi proszę że prowadzicie postępowanie w przedmiotowej sprawie.
Napiszcie po prostu że załatwicie moją sprawę z przyjemnością:):):)
A czytelników zapraszam do wrzucania co soczystszych cytatów z marsjańskiej korespondencji z urzędnikami - podpowiedzcie tym ludziom czego wolelibyście w ich pismach nie czytać:)
P.S
Pomyślałem że całkiem na miejscu będzie też pewna ogólna porada językowa - w formie quizu - wyobraźcie sobie scenkę rodzajową - w okolicach znanej dyskoteki pojawił się wóz reporterski - telewizja kręci materiał o ryzykownych zachowaniach seksualnych. Dziennikarz pyta dziewczyny zgromadzone gdzieś wokół - czy pani zdarzyło się kiedyś uprawiać seks z przygodnym partnerem, w zaparkowanym gdzieś za budynkiem dyskoteki samochodzie?
- Ja tam nie wiem jak inne, bynajmniej ja jestem porządna i ostrożna.
No i pytanie - dokąd zajechała ekipa z telewizji - na krakowski Kazimierz czy raczej w okolice remizy strażackiej gdzieś w Polsce gminnej? :)
No i żeby nie było wątpliwości - słowo bynajmniej, poprawnie użyte- potrafi bardzo uszlachetnić wypowiedź - ale, ma miłość boską - oznacza ono przeczenie - i użycie go w kontekście twierdzącej wypowiedzi sprawia że aż zęby drętwieją :D
A czytelników zapraszam do wrzucania co soczystszych cytatów z marsjańskiej korespondencji z urzędnikami - podpowiedzcie tym ludziom czego wolelibyście w ich pismach nie czytać:)
P.S
Pomyślałem że całkiem na miejscu będzie też pewna ogólna porada językowa - w formie quizu - wyobraźcie sobie scenkę rodzajową - w okolicach znanej dyskoteki pojawił się wóz reporterski - telewizja kręci materiał o ryzykownych zachowaniach seksualnych. Dziennikarz pyta dziewczyny zgromadzone gdzieś wokół - czy pani zdarzyło się kiedyś uprawiać seks z przygodnym partnerem, w zaparkowanym gdzieś za budynkiem dyskoteki samochodzie?
- Ja tam nie wiem jak inne, bynajmniej ja jestem porządna i ostrożna.
No i pytanie - dokąd zajechała ekipa z telewizji - na krakowski Kazimierz czy raczej w okolice remizy strażackiej gdzieś w Polsce gminnej? :)
No i żeby nie było wątpliwości - słowo bynajmniej, poprawnie użyte- potrafi bardzo uszlachetnić wypowiedź - ale, ma miłość boską - oznacza ono przeczenie - i użycie go w kontekście twierdzącej wypowiedzi sprawia że aż zęby drętwieją :D
wtorek, 24 września 2013
PiS popiera referendum w Wadowicach!
Jedna z najbardziej rozpoznawalnych w naszym regionie posłanek Prawa i Sprawiedliwości, pani Beata Szydło, przewodzi lokalnym(okręgowym) strukturom tej partii na naszym terenie.
I właśnie ona, wraz z zarządem PiS w okręgu chrzanowskim, wydała oświadczenie tej treści :
Zarząd Okręgowy PiS Okręg 12 – Chrzanów
W związku z organizowanymi w gminach Brzeszcze i Wadowice referendami w sprawie odwołania władz lokalnych Zarząd Okręgowy PiS oświadcza, iż z założenia popiera prawo obywateli do decydowania o ocenie działalności władz samorządowych poprzez inicjatywy referendalne. Każda forma praworządnej aktywności obywatelskiej wzmacnia demokrację w Polsce i z tej racji jest wartościowa. Jednocześnie, uważamy że nie jest rolą partii politycznych ingerowanie w proces referendalny, dlatego też Zarząd Prawa i Sprawiedliwości nie będzie się angażować w przebieg kampanii w gminach Brzeszcze i Wadowice.
I właśnie ona, wraz z zarządem PiS w okręgu chrzanowskim, wydała oświadczenie tej treści :
Chrzanów 16.09.13 r.
Zarząd Okręgowy PiS Okręg 12 – Chrzanów
W związku z organizowanymi w gminach Brzeszcze i Wadowice referendami w sprawie odwołania władz lokalnych Zarząd Okręgowy PiS oświadcza, iż z założenia popiera prawo obywateli do decydowania o ocenie działalności władz samorządowych poprzez inicjatywy referendalne. Każda forma praworządnej aktywności obywatelskiej wzmacnia demokrację w Polsce i z tej racji jest wartościowa. Jednocześnie, uważamy że nie jest rolą partii politycznych ingerowanie w proces referendalny, dlatego też Zarząd Prawa i Sprawiedliwości nie będzie się angażować w przebieg kampanii w gminach Brzeszcze i Wadowice.
Polityczny silnoręki, najbliższy współpracownik burmistrz Filipiak.
Temu facetowi Ewa Filipiak płaci ponad 75.000 złotych rocznie!!!!!
piątek, 20 września 2013
Siostry o Wujku Wojtyle
One nie muszą wieszać szmat o zawszewierności.
Autentyk w krainie replik - warto zobaczyć w całości.
Aha - gdyby Leon lub Kamil mieli jakieś roszczenia w sprawie praw autorskich - a idźcie w diabły wy i wasze prawa :):):) Na tym blogu my, dziadunio, jesteśmy władzą najwyższą i możemy wszystko :D :D
Autentyk w krainie replik - warto zobaczyć w całości.
Aha - gdyby Leon lub Kamil mieli jakieś roszczenia w sprawie praw autorskich - a idźcie w diabły wy i wasze prawa :):):) Na tym blogu my, dziadunio, jesteśmy władzą najwyższą i możemy wszystko :D :D
czwartek, 19 września 2013
Mocą danej mi władzy
ogłaszam się prorokiem :D:D:D
Pamiętacie fragment ?
- No dobrze panie Stanisławie, to proszę jeszcze powiedzieć słuchaczom, skąd pan jest.
Cooo?? to ja do pani dzwonie i pani nie wie skąd ja jestem?!?!? Proszę pani, to jest skandal! Tu wszyscy wiedzą skąd ja jestem, kto ja jestem, proszę pani! To ja w takiej sytuacji stanowczo odmawiam telefonowania do pani, jak pani nie wie, skąd ja jestem. Do widzenia się z panią! W sądzie, proszę panią!
Tak tak - już wiele miesięcy temu przepowiedziałem podobną rozmowę tutaj
Pamiętacie fragment ?
- No dobrze panie Stanisławie, to proszę jeszcze powiedzieć słuchaczom, skąd pan jest.
Cooo?? to ja do pani dzwonie i pani nie wie skąd ja jestem?!?!? Proszę pani, to jest skandal! Tu wszyscy wiedzą skąd ja jestem, kto ja jestem, proszę pani! To ja w takiej sytuacji stanowczo odmawiam telefonowania do pani, jak pani nie wie, skąd ja jestem. Do widzenia się z panią! W sądzie, proszę panią!
Tak tak - już wiele miesięcy temu przepowiedziałem podobną rozmowę tutaj
Więc od dzisiaj żadne tam dziadunio czy jak pisze do mnie Staszek - Gładysz. Od dzisiaj proszę się do mnie zwracać prorok:)
A Kotarba ma pisać - pan prorok.
wtorek, 17 września 2013
Zarobki Kotarby
Staszek pracować ma w taki sposób:
Czy pracuje ocenialiśmy tutaj oraz tutaj.
Ile więc zarabia, za to tylko że jest, rzecznik UM Wadowice? O tym można przeczytać tutaj.
Nie umiem ocenić czy Stanisław Kotarba ponosi koszty związane z funkcjonowaniem jako radny powiatowy, wiceprzewodniczący tej rady - w wysokości 18918 złotych rocznie - ale tyle wynosi jego dieta. Pal go sześć - niech ma.
Za totalne przegięcie pały natomiast uważam iż za swoje publiczne wyczyny, za wypełnianie swoich obowiązków w sposób katastrofalnie zły - Staszek dostaje miesięcznie ok 4500 złotych na rękę!
Wciąż i wciąż słyszę na mieście i czytam w internetowych komentarzach że referendum oznacza jakieś koszty. Oczywiście - będzie kosztowało - nie więcej niż 30 tysięcy złotych. Za roczną pensję rzecznika dało by się zorganizować dwa referenda w gminie. I jeszcze zostało by całkiem sporo gotówki w gminnej kasie.
Czy pracuje ocenialiśmy tutaj oraz tutaj.
Ile więc zarabia, za to tylko że jest, rzecznik UM Wadowice? O tym można przeczytać tutaj.
Nie umiem ocenić czy Stanisław Kotarba ponosi koszty związane z funkcjonowaniem jako radny powiatowy, wiceprzewodniczący tej rady - w wysokości 18918 złotych rocznie - ale tyle wynosi jego dieta. Pal go sześć - niech ma.
Za totalne przegięcie pały natomiast uważam iż za swoje publiczne wyczyny, za wypełnianie swoich obowiązków w sposób katastrofalnie zły - Staszek dostaje miesięcznie ok 4500 złotych na rękę!
Wciąż i wciąż słyszę na mieście i czytam w internetowych komentarzach że referendum oznacza jakieś koszty. Oczywiście - będzie kosztowało - nie więcej niż 30 tysięcy złotych. Za roczną pensję rzecznika dało by się zorganizować dwa referenda w gminie. I jeszcze zostało by całkiem sporo gotówki w gminnej kasie.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
