czyli czy Wadowice mają szansę na trzecią drogę?
Żeby ten Klinowski był po prostu głupi, bez pomysłu i niedoświadczony. Wówczas spokojnie można by poczekać rok, dwa - nużby się czegoś nauczył, nużby sam wpadł na jakiś pomysł na miasto, lub chociaż posłuchał tych którzy te pomysły mają. Warunek jest jeden - musiałyby być powody żeby wierzyć, że jest uczciwy. Niestety - sprawa finansowania kampanii oraz afera z odszkodowaniem dla radnego Kopra i podręcznikowym konfliktem interesów wokół tych pieniędzy, pozbawia złudzeń nawet ślepców.
Nie wierzę w Ewę Filipiak 2.0 Nie wierzę że wracając do miasta, nie wróci jednocześnie do popełniania starych błędów. Nie wierzę że wraz z powrotem Drogiej Ewy, nie wróciłby także tani Staszek. Nie wierzę że ktokolwiek z jej środowiska wychodzi myślą dalej, niż polityczna zemsta, niż powrót "naszego".
Jednocześnie od dawna zdaję sobie sprawę iż to właśnie Ewa może najbardziej skorzystać na mojej, na naszej niezgodzie na "naszyzm" Klinowskiego i przynajmniej części jego ludzi. Na niezgodzie na chaos, brak wizji i bylejakość z jednej strony, oraz ocean pogardy i propagandy z drugiej.
To trudna rzecz jest, wiecie? Mieć świadomość że na naszym idealizmie pasie się, zacierające z uciechy łapska, Kocicho. Casus kalwaryjski aż nadto dobitnie pokazuje że tak właśnie może się w końcu stać - na odrzuceniu przez Kalwarian burmistrza Stradomskiego, skorzystał uprzednio sprawujący przez 20 lat władzę burmistrz Ormanty.
Myśl o znanym w politologii pojęciu trzeciej drogi, okrojonym do naszego lokalnego wymiaru, towarzyszy mi właściwie od początku roku. Niechże potowarzyszy teraz i Wam.
Udanych urlopów Wam życzę.
środa, 24 czerwca 2015
niedziela, 14 czerwca 2015
Drastyczne. Jak życie
O czym fotografia ta mówi tłumaczyć nie ma potrzeby. Ale ja pomyślałem że to doskonała alegoria jest, także i polityczna.
Ludzie identycznie, łykają syf którym karmią ich politycy.
Ważne globalnie i aktualne lokalnie.
Ludzie identycznie, łykają syf którym karmią ich politycy.
Ważne globalnie i aktualne lokalnie.
Fot. CHRIS JORDAN
środa, 3 czerwca 2015
O tym jak ideał sięgnął bruku. I dlaczego IWW kryje notorycznego kłamcę.
Szanowni Państwo.
Na początek, historia mojej "korespondencji" z Zofią Siłkowską, pełnomocnikiem Stowarzyszenia. Cudzysłów dotyczy faktu że na żaden z listów nie doczekałem odpowiedzi.
10 luty 2015
Szanowna Pani Zofia Siłkowska
Stowarzyszenie Wolne Wadowice
Szanowna Pani, w związku z ukazaniem się na stronie internetowej IWW tekstu pt. "Cholewka kupił meble za 16 tysięcy zł, a Klinowskiemu wyciągnęli kanapki za 2.9 zł" w dniu 8 lutego, w którym to tekście wielokrotnie przywoływany jestem z nazwiska, mam pytanie - proszę o podanie danych osobowych autora tego wpisu oraz człowieka który powyższy tekst na stronie internetowej Inicjatywy Wolne Wadowice zamieścił tak, bym mógł odnieść się do wspomnianego materiału w sposób ogólnie przyjęty w cywilizowanym świecie - tj. kierując moją odpowiedź do osoby wewnątrz IWW, bądź do całego Stowarzyszenia, bądź kogokolwiek wreszcie, posiadającego twarz, dane osobowe i odrobinę cywilnej odwagi. Nie sposób jest odnosić się do anonimowych kłamstw, nie sposób dyskutować z widmem.
Przypominam też iż utrzymywanie iż strona IWW jest redagowana, moderowana a jej treści uzupełniane przez nieznane Państwu osoby usprawiedliwiane było faktem iż poprzednia władza samorządowa miała rzekomo szukać zemsty, pozywać autorów do sądów, etc. Dzisiaj burmistrzem miasta jest Mateusz Klinowski,członek-założyciel Inicjatywy Wolne Wadowice i w związku z tym uprzednie wyjaśnienia anonimowości strony IWW nie mogą być dłużej podtrzymywane.
Liczę na po ludzku uczciwą i możliwie rychłą odpowiedź
Pozostaję z poważaniem
Marcin Gładysz
13 kwiecień 2015
Zofia Siłkowska
Pełnomocnik stowarzyszenia Inicjatywa Wolne Wadowice
Dobry wieczór
W związku z ponownym, enty już raz powtarzanym, atakiem na mnie i moje dobra osobiste, zamieszczonym na stronie internetowej IWW, ponawiam i kategorycznie żądam od pani, szefowej Stowarzyszenia, co następuje :
Udostępnienia mi danych osobowych autora tekstów zamieszczanych na ww stronie.
Udostępnienia mi danych osobowych administratora ww strony.
Udostępnienia mi danych osobowych redaktora i (lub) moderatora treści zamieszczonych tamże.
Udostępnienia adresatów IP komentatora, komentatorów którzy pod najnowszym tekstem na ww stronie, z imienia i nazwiska mnie wymieniają.
Podjęcia stanowczych działań mających na celu zaprzestanie dystrybuowania zniesławiających mnie osobiście, ale także kogokolwiek innego, treści, podawanych na stronie internetowej Inicjatywy Wolne Wadowice w sposób kłamliwe, tchórzliwy, haniebny, anonimowy.
Z poważaniem
Marcin Gładysz
Cóż powiedzieć - nie trzeba było długo czekać by na Waszej stronie 1 czerwca 2015 roku ukazał się tekst, który nie inaczej jak wiele poprzednich - jest z brudnego palca wyssaną, kłamliwą insynuacją, w zakresie w jakim traktuje o mnie. W razie gdyby ktoś nie czytał - służę cytatem: Na koniec taki smaczek: nie zgadniecie, kto pierwszy zaprotestował przeciwko ustalaniu tożsamości Terapuety przez Inicjatywę? Był to Marcin Gładysz, inny miejscowy komentator znany z obrażania swoich oponentów i były rzecznik starosty Jacka Jończyka. Czyżby i on zagalopował się w anonimowym komentowaniu u Płaszczycy, którego tak podobno nie znosi? Być może niebawem się przekonamy.
Dodatkową okolicznością w tej sprawie - i właściwym kontekstem w którym należy czytać Wasze poczynania na stronie IWW - jest argument Klinowskiego, użyty w rozmowie z internautami którzy protestowali przeciwko insynuowaniu, jakobym ja miał pisać jakieś anonimowe komentarze w sieci. Otóż mówi Klinowski tak :"a skąd wiemy że Gładysz nigdy nie pisze anonimowo".
Więc to takie standardy reprezentuje teraz Inicjatywa Wolne Wadowice? Najpierw wylejemy na kogoś publicznie wiadro pomyj, najpierw napiszemy że jest złodziejem, a potem ewentualnie poszukamy co takiego ukradł?
Materiału do przemyślenia macie Państwo aż nadto - notoryczne szkalowanie ludzi na Waszej stronie, lekceważące milczenie Pełnomocnika Stowarzyszenia w sytuacji, kiedy wszystkie ludzkie, prawne i kulturowe normy nakazują udzielić(jakiejkolwiek) odpowiedzi, oraz zwieńczenie tego wszystkiego słowami Kinowskiego "a skąd wiemy że to nie prawda".
Ja ze swojej strony podejmuję tą ostatnią, trochę już desperacką próbę apelowania do Was o zachowanie przyzwoite. Nie formułuję treści moich oczekiwań - licząc że będziecie wiedzieli, co ta przyzwoitość powinna w tej sytuacji oznaczać.
Jednocześnie informuję że nie pozostanę bierny w przypadku kolejnych tego typu publikacji na Waszych publicznych komunikatorach. Wykorzystam wszelkie dostępne człowiekowi środki tak, by chronić się przed Waszymi kłamstwami, kłamstwami publikowanymi pod Waszym sztandarem, z Waszą wiedzą i akceptacją.
Marcin Gładysz
P.S List ten w całości opublikuję na moim blogu. To oczywista.
Na początek, historia mojej "korespondencji" z Zofią Siłkowską, pełnomocnikiem Stowarzyszenia. Cudzysłów dotyczy faktu że na żaden z listów nie doczekałem odpowiedzi.
10 luty 2015
Szanowna Pani Zofia Siłkowska
Stowarzyszenie Wolne Wadowice
Szanowna Pani, w związku z ukazaniem się na stronie internetowej IWW tekstu pt. "Cholewka kupił meble za 16 tysięcy zł, a Klinowskiemu wyciągnęli kanapki za 2.9 zł" w dniu 8 lutego, w którym to tekście wielokrotnie przywoływany jestem z nazwiska, mam pytanie - proszę o podanie danych osobowych autora tego wpisu oraz człowieka który powyższy tekst na stronie internetowej Inicjatywy Wolne Wadowice zamieścił tak, bym mógł odnieść się do wspomnianego materiału w sposób ogólnie przyjęty w cywilizowanym świecie - tj. kierując moją odpowiedź do osoby wewnątrz IWW, bądź do całego Stowarzyszenia, bądź kogokolwiek wreszcie, posiadającego twarz, dane osobowe i odrobinę cywilnej odwagi. Nie sposób jest odnosić się do anonimowych kłamstw, nie sposób dyskutować z widmem.
Przypominam też iż utrzymywanie iż strona IWW jest redagowana, moderowana a jej treści uzupełniane przez nieznane Państwu osoby usprawiedliwiane było faktem iż poprzednia władza samorządowa miała rzekomo szukać zemsty, pozywać autorów do sądów, etc. Dzisiaj burmistrzem miasta jest Mateusz Klinowski,członek-założyciel Inicjatywy Wolne Wadowice i w związku z tym uprzednie wyjaśnienia anonimowości strony IWW nie mogą być dłużej podtrzymywane.
Liczę na po ludzku uczciwą i możliwie rychłą odpowiedź
Pozostaję z poważaniem
Marcin Gładysz
13 kwiecień 2015
Zofia Siłkowska
Pełnomocnik stowarzyszenia Inicjatywa Wolne Wadowice
Dobry wieczór
W związku z ponownym, enty już raz powtarzanym, atakiem na mnie i moje dobra osobiste, zamieszczonym na stronie internetowej IWW, ponawiam i kategorycznie żądam od pani, szefowej Stowarzyszenia, co następuje :
Udostępnienia mi danych osobowych autora tekstów zamieszczanych na ww stronie.
Udostępnienia mi danych osobowych administratora ww strony.
Udostępnienia mi danych osobowych redaktora i (lub) moderatora treści zamieszczonych tamże.
Udostępnienia adresatów IP komentatora, komentatorów którzy pod najnowszym tekstem na ww stronie, z imienia i nazwiska mnie wymieniają.
Podjęcia stanowczych działań mających na celu zaprzestanie dystrybuowania zniesławiających mnie osobiście, ale także kogokolwiek innego, treści, podawanych na stronie internetowej Inicjatywy Wolne Wadowice w sposób kłamliwe, tchórzliwy, haniebny, anonimowy.
Z poważaniem
Marcin Gładysz
Cóż powiedzieć - nie trzeba było długo czekać by na Waszej stronie 1 czerwca 2015 roku ukazał się tekst, który nie inaczej jak wiele poprzednich - jest z brudnego palca wyssaną, kłamliwą insynuacją, w zakresie w jakim traktuje o mnie. W razie gdyby ktoś nie czytał - służę cytatem: Na koniec taki smaczek: nie zgadniecie, kto pierwszy zaprotestował przeciwko ustalaniu tożsamości Terapuety przez Inicjatywę? Był to Marcin Gładysz, inny miejscowy komentator znany z obrażania swoich oponentów i były rzecznik starosty Jacka Jończyka. Czyżby i on zagalopował się w anonimowym komentowaniu u Płaszczycy, którego tak podobno nie znosi? Być może niebawem się przekonamy.
Dodatkową okolicznością w tej sprawie - i właściwym kontekstem w którym należy czytać Wasze poczynania na stronie IWW - jest argument Klinowskiego, użyty w rozmowie z internautami którzy protestowali przeciwko insynuowaniu, jakobym ja miał pisać jakieś anonimowe komentarze w sieci. Otóż mówi Klinowski tak :"a skąd wiemy że Gładysz nigdy nie pisze anonimowo".
Więc to takie standardy reprezentuje teraz Inicjatywa Wolne Wadowice? Najpierw wylejemy na kogoś publicznie wiadro pomyj, najpierw napiszemy że jest złodziejem, a potem ewentualnie poszukamy co takiego ukradł?
Materiału do przemyślenia macie Państwo aż nadto - notoryczne szkalowanie ludzi na Waszej stronie, lekceważące milczenie Pełnomocnika Stowarzyszenia w sytuacji, kiedy wszystkie ludzkie, prawne i kulturowe normy nakazują udzielić(jakiejkolwiek) odpowiedzi, oraz zwieńczenie tego wszystkiego słowami Kinowskiego "a skąd wiemy że to nie prawda".
Ja ze swojej strony podejmuję tą ostatnią, trochę już desperacką próbę apelowania do Was o zachowanie przyzwoite. Nie formułuję treści moich oczekiwań - licząc że będziecie wiedzieli, co ta przyzwoitość powinna w tej sytuacji oznaczać.
Jednocześnie informuję że nie pozostanę bierny w przypadku kolejnych tego typu publikacji na Waszych publicznych komunikatorach. Wykorzystam wszelkie dostępne człowiekowi środki tak, by chronić się przed Waszymi kłamstwami, kłamstwami publikowanymi pod Waszym sztandarem, z Waszą wiedzą i akceptacją.
Marcin Gładysz
P.S List ten w całości opublikuję na moim blogu. To oczywista.
piątek, 22 maja 2015
Pieniądze z kampanii Klinowskiego do zwrotu?
czyli o pewnym "transparentnym demokracie" i jego kasie.
Przeszło 100 stron dokumentów z biura p.sędzi Rak Komisarza Wyborczego z Krakowa. Detaliczne rozliczenie kampanii prowadzonej przez KW Wolne Wadowice.
Nie chcę jakoś szczególnie znęcać się nad burmistrzem Klinowskim - więc tylko suche fakty, bez publicystycznego komentarza, który z jednej strony aż ciśnie się na klawiaturę - z drugiej zaś wydaje mi się zbędny - po prostu jestem całkowicie przekonany że wnioski wyciągniecie identyczne, bądź niemal identyczne jak ja.
Słowem wstępu tylko - wpłaty na komitety wyborcze wg regulacji polskiego prawa mogą pochodzić wyłącznie od osób fizycznych i mogą być przyjmowane wyłącznie w formie przelewów bankowych(w grę wchodzą także karty bankowe oraz czeki, ale to, mam wrażenie, sytuacje niemal nie występujące, a w każdym razie nie dotyczące IWW).
Tak więc żadnych firm, ani żadnych wpłat gotówkowych. W sytuacji gdyby takie wpłaty mimo wszystko się zdarzyły, Komisarz Wyborczy orzeka ich przepadek na rzecz Skarbu Państwa.
Jak to wyglądało w przypadku Komitetu Mateusza Klinowskiego? Ano nietęgo - po pierwsze - pan Jan Burkat, którego wpłata 3000 złotych była tak szeroko komentowana, gdy media ją ujawniły, tak bardzo się rozpędził iż wpłacił te pieniądze z firmowego konta. Co oczywiście oznacza w praktyce że to nie osoba fizyczna, tylko firma, która nazywa się identycznie, wsparła kampanię. Uff - no źle, kiepsko - prawdopodobnie pełnomocnik komitetu, p. Zofia Siłkowska będzie je musiała wpłacić na rzecz Skarbu Państwa.
Po drugie - wielce tajemniczy mieszkaniec sąsiedniej gminy, którego notabene mało kto kojarzy nawet spośród ludzi także tam mieszkających - tak więc tajemniczy donator, p. Łukasz Markiewicz dokonuje wpłaty 5000 złotówek na rzecz Komitetu WW. Wpłaty opisanej jako "wpłata gotówkowa"
Ssss, no znowu źle, ponownie kiepsko - żadnych wpłat gotówkowych, pamiętacie? Więc ponownie -prawdopodobnie pełnomocnik komitetu, p. Zofia Siłkowska będzie je musiała wpłacić na rzecz Skarbu Państwa.
Cokolwiek to dziwne że mnie wystarczył rzut oka na te dokumenty, żeby wychwycić te sprawy - a sam zainteresowany, w dodatku prawnik - po prostu "łyknął" te, niezgodne z wymogami prawa, wpłaty.
Dziwne albo i nie, ponieważ - proszę spojrzeć na kilka następnych dokumentów:
Otóż jak się okazuje, spory, blisko 25% udział w wydatkach Komitetu Wolne Wadowice, stanowią pieniądze, które wpływały na konto spółki członka stowarzyszenia Wolne Wadowice - p. Mariusza Witkowskiego.
Żeby nie było nieporozumień - po pierwsze - Klinowski mógł korzystać z usług Witkowskiego i płacić za nie pieniędzmi z wpłat sympatyków - i nie ma w tym niczego nielegalnego.
Po drugie - zapytałem Mariusza Witkowskiego przed tą publikacją, czy ma jakiekolwiek uwagi, czy chce coś skomentować w tej sprawie - odpowiedź była krótka i stanowcza - Mariusz odpowiedział "NIE".
Po kolejne - jakiś cień moich wątpliwości budzi fakt iż firma Mariusza zrobiła Klinowskiemu stronę internetową - kurcze, zawsze myślałem, ba miałem 100% przekonanie, że tą stronę robił Janusz Gawron :)
No i może już nie cień, ale cienik wątpliwości budzi data ostatniej wypłaty z konta bankowego KWW na rzecz firmy Mariusza. Pozwólcie że przez moment głośno pomyślę - 22 grudzień. Kurczę, było już po wyborach. Dłuuugo po nich. A na koncie KWW wciąż były pieniądze. No to trzeba było zapłacić za rachunek, no jasne że tak :D
Ach tak - przywołując przepisy prawa dotyczące finansowania kampanii zapomniałem o jednym detalu - każda niewykorzystana w trakcie kampanii złotówka MUSI ZOSTAĆ wpłacona na zarejestrowaną w kraju organizację pożytku publicznego. Żadne tam, przejadanie pieniędzy przez sztaby - na OPP i basta :)
P.S Raz jeszcze pragnę podkreślić - wszystkie prezentowane dokumenty pochodzą ze sprawozdania finansowego kampanii Komitetu Wolne Wadowice i zostały oficjalnie złożone w siedzibie PKW w Krakowie.
Przeszło 100 stron dokumentów z biura p.sędzi Rak Komisarza Wyborczego z Krakowa. Detaliczne rozliczenie kampanii prowadzonej przez KW Wolne Wadowice.
Nie chcę jakoś szczególnie znęcać się nad burmistrzem Klinowskim - więc tylko suche fakty, bez publicystycznego komentarza, który z jednej strony aż ciśnie się na klawiaturę - z drugiej zaś wydaje mi się zbędny - po prostu jestem całkowicie przekonany że wnioski wyciągniecie identyczne, bądź niemal identyczne jak ja.
Słowem wstępu tylko - wpłaty na komitety wyborcze wg regulacji polskiego prawa mogą pochodzić wyłącznie od osób fizycznych i mogą być przyjmowane wyłącznie w formie przelewów bankowych(w grę wchodzą także karty bankowe oraz czeki, ale to, mam wrażenie, sytuacje niemal nie występujące, a w każdym razie nie dotyczące IWW).
Tak więc żadnych firm, ani żadnych wpłat gotówkowych. W sytuacji gdyby takie wpłaty mimo wszystko się zdarzyły, Komisarz Wyborczy orzeka ich przepadek na rzecz Skarbu Państwa.
Jak to wyglądało w przypadku Komitetu Mateusza Klinowskiego? Ano nietęgo - po pierwsze - pan Jan Burkat, którego wpłata 3000 złotych była tak szeroko komentowana, gdy media ją ujawniły, tak bardzo się rozpędził iż wpłacił te pieniądze z firmowego konta. Co oczywiście oznacza w praktyce że to nie osoba fizyczna, tylko firma, która nazywa się identycznie, wsparła kampanię. Uff - no źle, kiepsko - prawdopodobnie pełnomocnik komitetu, p. Zofia Siłkowska będzie je musiała wpłacić na rzecz Skarbu Państwa.
Po drugie - wielce tajemniczy mieszkaniec sąsiedniej gminy, którego notabene mało kto kojarzy nawet spośród ludzi także tam mieszkających - tak więc tajemniczy donator, p. Łukasz Markiewicz dokonuje wpłaty 5000 złotówek na rzecz Komitetu WW. Wpłaty opisanej jako "wpłata gotówkowa"
Ssss, no znowu źle, ponownie kiepsko - żadnych wpłat gotówkowych, pamiętacie? Więc ponownie -prawdopodobnie pełnomocnik komitetu, p. Zofia Siłkowska będzie je musiała wpłacić na rzecz Skarbu Państwa.
Cokolwiek to dziwne że mnie wystarczył rzut oka na te dokumenty, żeby wychwycić te sprawy - a sam zainteresowany, w dodatku prawnik - po prostu "łyknął" te, niezgodne z wymogami prawa, wpłaty.
Dziwne albo i nie, ponieważ - proszę spojrzeć na kilka następnych dokumentów:
Otóż jak się okazuje, spory, blisko 25% udział w wydatkach Komitetu Wolne Wadowice, stanowią pieniądze, które wpływały na konto spółki członka stowarzyszenia Wolne Wadowice - p. Mariusza Witkowskiego.
Żeby nie było nieporozumień - po pierwsze - Klinowski mógł korzystać z usług Witkowskiego i płacić za nie pieniędzmi z wpłat sympatyków - i nie ma w tym niczego nielegalnego.
Po drugie - zapytałem Mariusza Witkowskiego przed tą publikacją, czy ma jakiekolwiek uwagi, czy chce coś skomentować w tej sprawie - odpowiedź była krótka i stanowcza - Mariusz odpowiedział "NIE".
Po kolejne - jakiś cień moich wątpliwości budzi fakt iż firma Mariusza zrobiła Klinowskiemu stronę internetową - kurcze, zawsze myślałem, ba miałem 100% przekonanie, że tą stronę robił Janusz Gawron :)
No i może już nie cień, ale cienik wątpliwości budzi data ostatniej wypłaty z konta bankowego KWW na rzecz firmy Mariusza. Pozwólcie że przez moment głośno pomyślę - 22 grudzień. Kurczę, było już po wyborach. Dłuuugo po nich. A na koncie KWW wciąż były pieniądze. No to trzeba było zapłacić za rachunek, no jasne że tak :D
Ach tak - przywołując przepisy prawa dotyczące finansowania kampanii zapomniałem o jednym detalu - każda niewykorzystana w trakcie kampanii złotówka MUSI ZOSTAĆ wpłacona na zarejestrowaną w kraju organizację pożytku publicznego. Żadne tam, przejadanie pieniędzy przez sztaby - na OPP i basta :)
P.S Raz jeszcze pragnę podkreślić - wszystkie prezentowane dokumenty pochodzą ze sprawozdania finansowego kampanii Komitetu Wolne Wadowice i zostały oficjalnie złożone w siedzibie PKW w Krakowie.
wtorek, 5 maja 2015
Mateusz Klinowski - burmistrz za 500 złotych
czyli tropem pieniędzy.
Siedziba IWW(nieoficjalna, na Mickiewicza), dwa lata temu. Wewnątrz członkowie - gospodarz, Mariusz Witkowski z Pawłem Koprem i Klinowskim - oraz trzech blogerów. Rozmawiamy o lokalnej polityce. Omawiamy dziesiątki bieżących spraw, które w konsekwencji doprowadzają do tematu wyborów.
Mówi Mateusz Klinowski: Ja na swoją kampanię przeznaczę całe moje oszczędności, mam na ten cel odłożone ok 20 tysięcy złotych.
Zapamiętałem to w najdrobniejszych szczegółach, bo to dla mnie ważna deklaracja była. Na tyle ważna, że, pomimo różnych domysłów i plotek, do wczoraj właściwie wciąż w nią wierzyłem. Wierzyłem że Klinowski sam poniósł finansowy ciężar kampanii wyborczej. No - w każdym razie że pokrył gros wydatków.
Kiedy dzisiaj wiem że 'burmistrz nasz" wyłożył na kampanię wyborczą 500 złotych(słownie pięćset złotych) sześciokrotnie mniej niż dał mu przedsiębiorca z Dobczyc, pan Jan Burkat, czuję się po prostu osobiście oszukany.
Wobec tych nowych faktów, miasto będzie oczywiście roztrząsać i ponownie rozważać wszystkie motywacje Klina, także tą najbardziej spektakularną decyzję o zablokowaniu uchwalonej już wcześniej zmiany MPZP na terenach byłego Bumaru - ja nie mam na to siły, albo inaczej - nie mam ochoty babrać się w tym brudzie - powiem tylko tak - market Jan powstał w kilka miesięcy, bez żadnych przeszkód ze strony Ewy Filipiak. Ba - nawet pomruk niezadowolenia roznosił się po mieście, w związku z od ręki wydanym przez nią pozwoleniem na sprzedaż alkoholu. Właściciel marketu, pan Jan Burkat nie miał więc żadnego sporu z poprzednią władzą. Żadnego powodu by angażować się politycznie w wadowickie sprawy. Żadnego by sponsorować Klinowskiego. Poza jednym właśnie. Poza mającą w krótkim czasie powstać konkurencją na poprzemysłowych terenach na Legionów.
Na koniec już zupełnie - komentatorowi który kilka dni temu pytał czy też wspominał o "powiązaniach z wadowickim biznesem" - oraz tym wszystkim moim znajomym, bliższym i dalszym, którzy nie do końca rozumieli, albo wręcz kwestionowali moje zaangażowanie w kandydaturę i kampanię Jacka Jończyka -pułkownik za całą własną kampanię zapłacił sam. Kandydaci z list NS również - z własnej kieszeni opłacali wszystkie wydatki, wpłacając swoje faktury na konto Komitetu.
Rozwadze polecam. .
Siedziba IWW(nieoficjalna, na Mickiewicza), dwa lata temu. Wewnątrz członkowie - gospodarz, Mariusz Witkowski z Pawłem Koprem i Klinowskim - oraz trzech blogerów. Rozmawiamy o lokalnej polityce. Omawiamy dziesiątki bieżących spraw, które w konsekwencji doprowadzają do tematu wyborów.
Mówi Mateusz Klinowski: Ja na swoją kampanię przeznaczę całe moje oszczędności, mam na ten cel odłożone ok 20 tysięcy złotych.
Zapamiętałem to w najdrobniejszych szczegółach, bo to dla mnie ważna deklaracja była. Na tyle ważna, że, pomimo różnych domysłów i plotek, do wczoraj właściwie wciąż w nią wierzyłem. Wierzyłem że Klinowski sam poniósł finansowy ciężar kampanii wyborczej. No - w każdym razie że pokrył gros wydatków.
Kiedy dzisiaj wiem że 'burmistrz nasz" wyłożył na kampanię wyborczą 500 złotych(słownie pięćset złotych) sześciokrotnie mniej niż dał mu przedsiębiorca z Dobczyc, pan Jan Burkat, czuję się po prostu osobiście oszukany.
Wobec tych nowych faktów, miasto będzie oczywiście roztrząsać i ponownie rozważać wszystkie motywacje Klina, także tą najbardziej spektakularną decyzję o zablokowaniu uchwalonej już wcześniej zmiany MPZP na terenach byłego Bumaru - ja nie mam na to siły, albo inaczej - nie mam ochoty babrać się w tym brudzie - powiem tylko tak - market Jan powstał w kilka miesięcy, bez żadnych przeszkód ze strony Ewy Filipiak. Ba - nawet pomruk niezadowolenia roznosił się po mieście, w związku z od ręki wydanym przez nią pozwoleniem na sprzedaż alkoholu. Właściciel marketu, pan Jan Burkat nie miał więc żadnego sporu z poprzednią władzą. Żadnego powodu by angażować się politycznie w wadowickie sprawy. Żadnego by sponsorować Klinowskiego. Poza jednym właśnie. Poza mającą w krótkim czasie powstać konkurencją na poprzemysłowych terenach na Legionów.
Na koniec już zupełnie - komentatorowi który kilka dni temu pytał czy też wspominał o "powiązaniach z wadowickim biznesem" - oraz tym wszystkim moim znajomym, bliższym i dalszym, którzy nie do końca rozumieli, albo wręcz kwestionowali moje zaangażowanie w kandydaturę i kampanię Jacka Jończyka -pułkownik za całą własną kampanię zapłacił sam. Kandydaci z list NS również - z własnej kieszeni opłacali wszystkie wydatki, wpłacając swoje faktury na konto Komitetu.
Rozwadze polecam. .
poniedziałek, 27 kwietnia 2015
Co ukradła Ewa Filipiak
czyli o rzecz o pogardzie zasłużonej.
Smuci mnie polityczny obraz miasta. Duszę w sobie ten tekst, bo polubić to mnie za niego nie polubicie.
Ale po kolei. Wiele lat temu Ewa do Rzymu pojechała. Nie pamiętam już z jakiej to okazji - w każdym razie wywęszył rzecz Edek Wyroba. Była straszna zadyma że na prywatną pielgrzymkę Ewa wzięła delegację z UM. W magistracie była panika, nagmatwali coś w papierach - Ewa się wywinęła a Edek ostatecznie przegrał procesy. Ale nie to jest ważne że przegrał. On wygrał coś znacznie ważniejszego. Otóż od tamtego czasu Ewa Filipiak jak cholera pilnowała takich spraw. Można nawet powiedzieć że Wyroba wychował Filipiak w tym zakresie.
Pamiętacie gdy pojechała statek chrzcić do Chin? Właściwie nie byłoby w tym niczego zdrożnego, gdyby za tą podróż zapłaciło miasto, bo było nie było to spore wyróżnienie(statek nazywa się Wadowice II) ale nie, - za imprezę zapłaciła Polska Żegluga Morska.
Pokazuję i przypominam tą sprawę, bo coraz mocniej zastanawiam się - czy cały ten wrzask Klinowskiego o tym że "znowu coś ukradła" doczekał się po tylu już miesiącach, jakiegoś dowodu? Czy "burmistrz nasz" złapał już złodzieja który ukradł miasto?
Radny powiatowy Paweł Koper od samego początku kadencji właściwie nic innego nie robi, tylko (NIELEGALNIE!!! - bo na długo przed tym zanim Klinowski zrobił z niego pracownika UM) grzebie w papierach i węszy po wydziałach. Efekt - mizerny. Jakoś nie spełniła się zapowiedź Mateusza Klinowskiego o tym, że "Ewę z kajdankach wyprowadzą, zobaczysz".
Los Ewy Filipiak jest mi doskonale obojętny - no, przynajmniej tak długo, jak długo nie ubzda sobie że mogłaby wrócić na fotel burmistrza.Pisze o tym żeby uświadomić wszystkim jak płytka, jak głupia i ogłupiająca jest publiczna dyskusja o sprawach miasta. Wystarcza okrzyk 'złodzieje, złodzieje" - i już publiczność bawi się doskonale. Oto czytam, raz po razie, triumfująco złośliwe teksty o politycznym grobie tego durnia Kocicha - i podobnie, publiczność bawi się przednio.
Na każdym poziomie - od gmin po prezydenckie wybory - politycy i ich sztabowcy odczuwają głęboką pogardę dla tzw. wyborców. Kiedyś strasznie mnie to oburzało. Dzisiaj rozumiem skąd się to bierze. To jak z producentami tanich win - co prawda zarabiają na nich krocie, ale ani sami do ust trucizny nie biorą, ani za nic w świecie z własnymi klientami pod budką czy za sklepem stać nie będą. Gardzą nimi.
Politycy także nami gardzą - bo i dlaczego nie, skoro tłumowi wystarczy rytmicznie skandować "złodzieje, złodzieje" żeby zaczął falować i podrygiwać?
A mnie się marzy prawdziwy samorząd. Ten od tej studni, co to ją trzeba dla wspólnego dobra wykopać. Głębinową. Ehh.
Smuci mnie polityczny obraz miasta. Duszę w sobie ten tekst, bo polubić to mnie za niego nie polubicie.
Ale po kolei. Wiele lat temu Ewa do Rzymu pojechała. Nie pamiętam już z jakiej to okazji - w każdym razie wywęszył rzecz Edek Wyroba. Była straszna zadyma że na prywatną pielgrzymkę Ewa wzięła delegację z UM. W magistracie była panika, nagmatwali coś w papierach - Ewa się wywinęła a Edek ostatecznie przegrał procesy. Ale nie to jest ważne że przegrał. On wygrał coś znacznie ważniejszego. Otóż od tamtego czasu Ewa Filipiak jak cholera pilnowała takich spraw. Można nawet powiedzieć że Wyroba wychował Filipiak w tym zakresie.
Pamiętacie gdy pojechała statek chrzcić do Chin? Właściwie nie byłoby w tym niczego zdrożnego, gdyby za tą podróż zapłaciło miasto, bo było nie było to spore wyróżnienie(statek nazywa się Wadowice II) ale nie, - za imprezę zapłaciła Polska Żegluga Morska.
Pokazuję i przypominam tą sprawę, bo coraz mocniej zastanawiam się - czy cały ten wrzask Klinowskiego o tym że "znowu coś ukradła" doczekał się po tylu już miesiącach, jakiegoś dowodu? Czy "burmistrz nasz" złapał już złodzieja który ukradł miasto?
Radny powiatowy Paweł Koper od samego początku kadencji właściwie nic innego nie robi, tylko (NIELEGALNIE!!! - bo na długo przed tym zanim Klinowski zrobił z niego pracownika UM) grzebie w papierach i węszy po wydziałach. Efekt - mizerny. Jakoś nie spełniła się zapowiedź Mateusza Klinowskiego o tym, że "Ewę z kajdankach wyprowadzą, zobaczysz".
Los Ewy Filipiak jest mi doskonale obojętny - no, przynajmniej tak długo, jak długo nie ubzda sobie że mogłaby wrócić na fotel burmistrza.Pisze o tym żeby uświadomić wszystkim jak płytka, jak głupia i ogłupiająca jest publiczna dyskusja o sprawach miasta. Wystarcza okrzyk 'złodzieje, złodzieje" - i już publiczność bawi się doskonale. Oto czytam, raz po razie, triumfująco złośliwe teksty o politycznym grobie tego durnia Kocicha - i podobnie, publiczność bawi się przednio.
Na każdym poziomie - od gmin po prezydenckie wybory - politycy i ich sztabowcy odczuwają głęboką pogardę dla tzw. wyborców. Kiedyś strasznie mnie to oburzało. Dzisiaj rozumiem skąd się to bierze. To jak z producentami tanich win - co prawda zarabiają na nich krocie, ale ani sami do ust trucizny nie biorą, ani za nic w świecie z własnymi klientami pod budką czy za sklepem stać nie będą. Gardzą nimi.
Politycy także nami gardzą - bo i dlaczego nie, skoro tłumowi wystarczy rytmicznie skandować "złodzieje, złodzieje" żeby zaczął falować i podrygiwać?
A mnie się marzy prawdziwy samorząd. Ten od tej studni, co to ją trzeba dla wspólnego dobra wykopać. Głębinową. Ehh.
wtorek, 7 kwietnia 2015
Prawdziwe kulisy kampanii wyborczej
czyli magic is not always what it seems to be
Jest taki czas w lokalnej polityce, kiedy warunki dyktuje Marcin Płaszczyca. Czas kiedy wszystkie relacje odwracają się do góry nogami. Czas kampanii wyborczej.
Jest początek czerwca 2014 roku. Jacek Jończyk publicznie zgłasza gotowość do ubiegania się o stanowisko burmistrza Wadowic. W tym czasie wszystko się zaczęło. Każdy z graczy lokalnej sceny w tym momencie zaczął robić to, na czym najlepiej się zna. Tak więc Ewa Filipiak zaczęła się martwić, Kotarba knuć, Klinowski wrzeszczeć, my w sztabie Jończyka pracować, a Marcin Płaszczyca myśleć.
Na początek słowo wyjaśnienia o samym Jończyku. Jego decyzja zmieniła wszystko. Zanim ją podjął, sprawa wyborów nikomu nie spędzała snu z powiek - absolutnie wszyscy wiedzieli że kolejnym burmistrzem miasta będzie..... Ewa Filipiak. Tak naprawdę do końca nikt nie wierzył w start Jończyka tym bardziej, ze facet wszedł w walkę o miasto, absolutnie wbrew własnemu politycznemu interesowi. Był murowanym kandydatem na kolejną kadencję w fotelu starosty. To znaczy w tamtym okresie jeszcze tak myślał - bo już wówczas, jak się później miało okazać, istniał spisek, sprokurowany przez Kotarbę, w wyniku którego tuż po wyborach Jończyk dowiedziałby się że już nie jest kandydatem na starostę. Jacek miał po prostu do końca wierzyć że oczywiście nim jest i.... nie wychylać się. Ale jak mówię - jest późna wiosna i, prócz dosłownie kilku osób, nikt jeszcze o Kotarbowym pomyśle nie wiedział.
Tak więc zaczęło się robić nerwowo. Filipiak osobiście idzie do Jończyka, wywołując sensację na Batorego, żeby przekonać go by odstąpił. Odchodzi z niczym, ale Staszek się nie poddaje. Łazi za Jackiem, łasi się i próbuje podbijać stawkę. Obiecuje złote góry, w pewnym momencie nawet zdradza Kalińskiego(szykowanego na stołek po Jończyku) i rzeczywiście jest skłonny oddać Jończykowi starostwo. Z wiadomym efektem.
W międzyczasie Klinowski wykonuje jakieś drgawkowe ruchy, pyskuje w internetach, a Marcin Płaszczyca dzwoni do mnie i już wie - decyzja Jacka Jończyka jest nieodwołalna.
Jest pełnia lata. Obóz Filipiak przygotowuje się do kampanii. Zamawiają sondaże z których wynika że niemal murowanym zwycięzcą w wyborach będzie Jończyk. Panika się pogłębia. Płaszczyca przejmuje stery. Opiera się na dwóch przekonaniach, zupełnie zresztą oczywistych - po pierwsze że trzeba zrobić absolutnie wszystko, żeby do drugiej tury weszła Filipiak i Klinowski. Oraz, po drugie - żeby tak się stało, to trzeba tak pokierować kampanią, by to wyłącznie Jonczyk był celem ataków.
Idzie więc do Filipiak i uzyskuje zgodę na dogadanie takiego scenariusza z Klinowskim. Ewa Filipiak bez jakiegoś entuzjazmu, zwłaszcza że z drugiej strony Kocicho podnosi wrzask że nie, nie nie - więc bez entuzjazmu się zgadza. Tutaj jedno zastrzeżenie - nie zorientowanym obserwatorom wydawało się zawsze, i taką też opinię powielali, że Marcin Płaszczyca i Staszek Kotarba to jedna drużyna. Nic bardziej mylnego. W rzeczywistości pomiędzy nimi toczyła się, z różną intensywnością, ale wojna. Młodszy i inteligentniejszy Płaszczyca uważał Kocicha za troglodytę, a ten, czując zagrożenie, odpłacał się Płaskiemu czystą nienawiścią, którą regularnie sączył do ucha Filipiak.
Tak więc doszliśmy do momentu, co do którego nie mam wiedzy o szczegółach, niemniej - układ zaczyna działać. Od tamtego czasu, panowie Klinowski i Płaszczyca są w regularnym kontakcie. Wymieniają się informacjami, koordynują ataki na Jończyka. Siebie nawzajem praktycznie nie dotykają. Wrogiem dla Klinowskiego emisariusz Ewy Filipiak z okresu kampanii wyborczej, stanie się ponownie dopiero po wyborach. Gdzieś w okolicach tekstu na W24 o 10 tysiącach podwyżki. NA jak długo? Ano zapewne do czasu kiedy znowu będzie jakiś interes do załatwienia. W polityce w wykonaniu absolutnej większości graczy tak naprawdę tylko to właśnie naprawdę się liczy - interes. Przeróżnie rozumiany.
Tymczasem jest noc po pierwszej turze wyborów. W magistracie panika - mają co prawda czego chcieli, Klinowski jest w drugiej turze, ale do jasnej cholery - ma za wysoki wynik! A Ewa za słaby. Za bardzo napompowaliśmy Klinowskiego!!! Kotarba regularnie zwariował a Ewa nie wytrzymała emocjonalnie - w każdym razie to w tym momencie wyjęła lejce z rąk Płaszczycy i oddała je Staszkowi. Efekt znacie - już na drugi dzień rano Kocicho wlazło na wizję w radio u redaktora Mędeli, potem był dziadek z UB, szatańskie oczka na plakatach Klinowskiego i cała reszta tego syfu, zakończona piękną katastrofą dla byłej burmistrz.
Dzisiaj trudno rozstrzygać - są różne opinie. Jedni twierdzą że gdyby Ewa wytrzymała ciśnienie, zaufała Płaszczycy do końca, to dzisiaj byłaby burmistrzem szóstą kadencję. Inni - w tym także i ja - że raczej nie - że wyczyny Kocicha i jego politycznych bandytów z drugiej tury tylko powiększyły przegraną Filipiak.
Dzisiaj to bez znaczenia. Dzisiaj burmistrzem jest Mateusz Klinowski, toksyczny związek Kotarby i Filipiak zapewne nadal trwa(chociaż za diabła nie rozumiem jakim cudem, niegłupia w końcu Ewa nie wystrzeliła go w kosmos), a miasto do dzisiaj kompletnie niczego nie rozumie. No i nie mam złudzeń - jak napisał mi kolega - "nawet jeżeli to opiszesz, to większość po prostu uzna cię za wariata "
Nie, nie zwariowałem. Przeciwnie - mam się całkiem dobrze(no, prócz poświątecznego kaca) :D
A tak - właśnie teraz, w trakcie powstawania tego tekstu, podnoszą się głosy na fejsie głosy o mojej niekonsekwencji. Miałem nie pisać. Napisałem. To prawda. Mam jedno usprawiedliwienie - musiałem zważyć racje - z jednej strony moje wycofanie się z bieżącej polityki, z drugiej - opowieść o sprawach o których nigdy w życiu od nikogo byście nie usłyszeli. Wybrałem opowieść. W nadziei że miasto o niej nie zapomni i w kolejnych wyborach nie da się zwieść pozorom.
Subskrybuj:
Posty (Atom)






