niedziela, 6 maja 2018

Półtora głosu Roberta Malika

czyli jaka piękna katastrofa.


Głosowanie na sesji Rady miejskiej w Wadowicach, rzecz dotyczy uchwalenia MPZP dla osławionych choczniańskich hektarów. Radny Janas zgłasza wniosek o głosowanie imienne. Przewodniczący Robert Malik rzecz poddaje pod głosowanie, wynik - remis. Dziewięć głosów "za", dziewięć "przeciw". Malik stwierdza - wniosek przeszedł, ja byłem za a  głos przewodniczącego jest rozstrzygający. Janas coś niemrawo protestuje, że jak to rozstrzygający, Malik zwraca się z pytaniem do pań z Biura rady, potwierdza - tak, głos przewodniczącego jest rozstrzygający.


Mniej więcej rok wcześniej - Klinowski zgłasza swój projekt Statutu Gminy wraz z Regulaninem pracy rady. Gdy dostaję projekt, oczom nie wierzę. Klin wraz z Całusem i prawnikami z UM stworzył dokument, który do roli totalnej marionetki sprowadza tak Radę jako całość, jak i poszczególnych radnych. Protestują wówczas - Janas, Odrozek, Targosz, ja sam, coś od czasu do czasu przebąkuje ten i ów radny(Szymon Ficek). Na nic. W końcu po kilku miesiącach "pracy nad Statutem" - sesja. Pamiętam jak dziś - Janas jeszcze podczas sesji neguje wiele zapisów projektu, apeluje o zmiany, na co cały najeżony Całus peroruje - "panie radny, no ja uwielbiam spór prawny, ale my tu już tak długo nad tym pracowaliśmy, pana nie było," etc, etc. Słowem - zamknij się, Janas!  Przegłosowali.



Klika dni temu -


Wojewoda Małopolski
Szanowny Pan Piotr Ćwik


Wydział Prawny i Nadzoru
ul. Basztowa 22, 31-156 Kraków, Sz.P. Mirosław Chrapusta

Dyrektor Wydziału


Wnoszę o objęcie nadzorem prawnym i ewentualne rozstrzygnięcie nadzorcze, w sprawie zapisów Statutu Gminy Wadowice. W szczególności paragrafu 15 pkt.1 załącznika do ww Statutu - Regulaminu Pracy Rady Miejskiej, który nadaje przewodniczącemu Rady uprawnienie do rozstrzygania swoim głosem w głosowaniach, w których zaistnieje równowaga głosów oddanych "za" oraz "przeciw", co wydaje się być w oczywisty sposób sprzeczne z zapisem art 14 Ustawy o samorządzie gminnym, oraz art 19 pkt.2 tejże Ustawy. Stanowisko takie znajduje swoje odzwierciedlenie w orzecznictwie Sądów Administracyjnych, oraz literaturze.






Z wyrazami uszanowania
Marcin Gładysz

Nie chcę Wam zawracać głowy szczegółowymi wyjaśnieniami - rzecz sprowadza się do tego że Całus z Klinowskim sprokurowali dokument, który nie tylko jest sprzeczny z prawem. Sedno jest inne, o wiele ważniejsze. Oddanie "półtora głosu" przewodniczącemu Rady to jest albo dowód na kompletny brak zrozumienia istoty demokracji, albo świadomy na nią zamach. Radny Malik(ale też każdy kolejny Przewodniczący) został wybrany jako radny, sprawuje mandat radnego i JAKO RADNY GŁOSUJE, dysponując dokładnie takim samym głosem jak każdy z pozostałych 20 radnych. A prawo lokalne tylko wówczas może być stanowione, gdy uzyskuje WIĘKSZOŚĆ głosów. Remis nie jest większością. A że dzisiejszy układ sił w Radzie jest taki, że bardzo często ważne głosowania "wiszą" na decyzji pojedynczego radnego, to nietrudno sobie wyobrazić że zapis o "rozstrzygającej roli przewodniczącego" nie znalazł się w Statucie Gminy przez przypadek. W końcu jakoś trzeba swoje przez tą Radę przepychać, prawda, burmistrzu Klinowski? 

Cóż powiedzieć, miasto ponownie "będzie znane ze swojego burmistrza". Szkoda tylko że ponownie wstydu będziemy się musieli najeść za "profesjonalistów prawników" z zaciągu Klina :( 




wtorek, 27 marca 2018

Smogowe mity Klinowskiego

czyli płacz i płać mieszkańcu.


Mit pierwszy - Klinowski "podejmuje działania". 

 236 kopciuchów. Tyle wymieniono podczas kończącej się kadencji burmistrza Klinowskiego. Wciąż i wciąż, przez wszystkie przypadki odmieniane i przy każdej okazji wygłaszane "działania" burmistrza, do tej liczby się w rzeczywistości sprowadzają. Można do tego oczywiście doliczyć dziesiątki godzin, które przeznaczył Kinu na kłapanie paszczą, a to w internetach, a to w różnych miejscach, no ale od tego PM10 nie obniży się, nawet o promil. Miarą nędzy tych "działań" niech będzie fakt, iż gdyby podobne tempo miało się utrzymać w przyszłości, to całkowita wymiana wszystkich trujących urządzeń grzewczych w gminie zajęłaby...70 lat!

Mit drugi - wbrew twierdzeniom burmistrza, całkowity zakaz spalania węgla i drewna oznacza istotne finansowe obciążenie dla mieszkańców. 


"Mieszkańcy tak czy inaczej będą zmuszeni do wymiany pieców, więc wprowadzanie całkowitego zakazu spalania paliw stałych nie oznacza dla nich żadnych dodatkowych kosztów". Otóż kompletna bzdura! Wymiana źródła ciepła z węglowego na gazowe, nie oznacza, jak najwyraźniej wyobraża to sobie Klinowski, prostej podmiany jednego kotła(węglowego) na inny(gazowy). Taka wymiana najczęściej oznacza konieczność całkowitej przebudowy  instalacji wewnątrz budynku oraz montażu kwasoodpornego wkładu kominowego. Koszty takiej operacji to nawet kilkadziesiąt tysięcy złotych.

Mit trzeci - rozwiązaniem problemu smogu jest obniżenie ceny gazu w Polsce. 
Ja, Mateusz Klinowski wiem, co trzeba zrobić żeby pokonać smoka - rząd musi obniżyć cenę gazu.
Sztandarowy pokaz nie tylko ignorancji Klina, ale też wskazówka czym tak naprawdę jest problem smogu dla polityków jego pokroju - polityczną pałką, którą bez pojęcia wali się w głowy przeciwników.

Składowe ceny gazu to: cena jego zakupu - tutaj mamy do czynienia z cenami z kontraktów długoterminowych oraz cenami giełdowymi(rynkowymi). Jakieś 20% naszego zapotrzebowania pokrywa produkcja krajowa, w tym przypadku mamy do czynienia z kosztami wydobycia, oczyszczenia, generalnie z ceną produkcji. Kolejną komponentą ceny gazu są koszty jego transportu bądź przesyłu, oraz koszty magazynowania. Jeszcze następną są wreszcie marże handlowe dystrybutorów(wg wypowiedzi prezesów spółek gazowych, od momentu uwolnienia segmentu rynku indywidualnych odbiorców, minimalne bądź wręcz żadne). No i na samym końcu łańcuszka mamy podatki. W cenie gazu co do zasady zawarte są dwa - akcyza, ale gaz dla indywidualnych odbiorców jest z niej zwolniony, oraz VAT.  Ten ostatni mógłby ewentualnie stanowić pole manewru dla państwa by grać na obniżkę ceny(uwaga, samo obniżenie VAT wcale nie gwarantowałoby obniżenia ceny dla Kowalskiego), gdyby nie jeden szkopuł - otóż Polska jest członkiem UE. Jest i nie może samodzielnie, bez zgody UE, obniżyć stawki VAT na gaz. Nie może i basta.

Mit czwarty - ludzie nie chcą dofinansowania. Oczywiście że chcą, po prostu potrafią też racjonalnie myśleć. 


Jakiś czas temu byliśmy z żoną odwiedzić przyjaciół, niedaleko, w Kleczy. W pewnym momencie zeszliśmy z gospodarzem do kotłowni i rozmawiamy - Grzesiek mówi że powyżej uszu ma ciągłej pracy której wymaga od niego kopciuch i właściwie już podjął decyzję o jego wymianie na nowoczesny. No i super, mówię, zaraz dodając - to idź do Klinowskiego, oni tam powinni mieć jeszcze jakieś pieniądze, dofinansują ci wymianę. Na co on - a wiesz, ja ich pier... z tym ich dofinansowaniem - dadzą mi parę groszy a potem będą dwa razy w roku przyłazić i sprawdzać czy mam certyfikowany ekogroszek. A wiesz, pyta, czym się różni ten z papierkiem, od tego bez - ceną i absolutnie niczym więcej. Za ten pierwszy zapłacę 800 PLN a za ten drugi, przeszło 1000. To mi w ciągu kilku sezonów całe to ich dofinansowanie zeżre.


Mit piąty - porównanie Krakowa i Wadowic

Kraków zaczyna osiągać efekty w rozwiązywaniu problemy zanieczyszczenia powietrza, ale, w przeciwieństwie do Wadowic, wziął gros kosztów, nie tylko samej wymiany źródeł ciepła, ale także zwiększonych kosztów ogrzewania innym nośnikiem, na siebie. Krakowski MOPS przyjmując wcale nie bardzo restrykcyjne poziomy dochodów, dopłaca mieszkańcom w sposób trwały, pokrywając część zwiększonych, w związku z przejściem na ekologiczne ogrzewanie, kosztów. Tymczasem jedyne, co jak dotąd zaproponował Klinowski to zakaz. Zakaz i basta. Radźcie sobie. Trudno się więc dziwić że podczas gdy krakowianie przyjęli zakaz stosunkowo spokojnie, wiedząc że miasto partycypuje w kosztach, wadowiczanie zareagowali gwałtownym oporem, który będzie się jeszcze zwiększał.

Mit szósty - Unia Europejska wkrótce nałoży kary na te samorządy które nie poradziły sobie z zanieczyszczeniem powietrza. 

Przedmiotem regulacji prawa międzynarodowego, w tym unijnych regulacji i wymogów, jest PAŃSTWO. Żadna Unia nie przyjedzie do Wadowic i nie nałoży na nas kar. Kary, owszem, nakładają na samorządy polskie instytucje(WIOŚ) - wówczas, gdy samorządy nie tyle nie osiągają celów, co w ogóle nie przejawiają żadnej w tym kierunku aktywności.



Gmina Wadowice, pod rządami Mateusza Klinowskiego, swoje zaangażowanie w problem zanieczyszczonego powietrza, zamyka wydatkowaniem 1% słownie - jednego procenta budżetu. Nawet przy ogromnym nakładzie dobrej woli, trudno postronnemu obserwatorowi uznać iż wydatkowanie jednego procenta oznacza poważne traktowanie zagadnienia. W żaden sposób nie widać by problem smogu, który jak niemal każdego dnia przypomina o tym burmistrz, po prostu zabija ludzi, był traktowany przez niego jako priorytetowy. Powiem tak - jeżeli spełni swoje zapowiedzi i już wkrótce nasza Straż Miejska podwoi swoją liczebność. to będziemy wydawali niemal tyle samo pieniędzy na strażników, żeby miał kto kontrolować czy ludzie piece wymienili, co na pomoc im w tej wymianie.



wtorek, 2 stycznia 2018

Co z tym miastem

czyli politycznie w 2018.

Słowo wyjaśnienia dla Czytelników - nie, nie będzie wskrzeszenia bloga. To pojedynczy tekst, takie noworoczne "co i dlaczego". Możliwie najkrócej podsumuję trzy lata sprawowania władzy w mieście przez Mateusza Klinowskiego, po to, by uzasadnić swoje wybory jesienią tego roku.


Jakim politykiem okazał się być Klinowski? Jaki jest bilans eksperymentu który przeprowadziliśmy na naszej gminie, oddając mu władzę? No i, last but not least, jakim człowiekiem jest Mateusz?

Pierwsza odpowiedź jest kto wie czy nie najłatwiejsza - otóż Klinowski jest bez dwóch zdań najsprawniejszym, o kilka(naście) długości wyprzedzającym opozycyjnych radnych, a o kilka wszystkich pozostałych polityków w gminie, graczem. Można to zdanie oczywiście uzasadniać, ale nie widzę takiej potrzeby, po prostu proszę przyjąć to jako moją osobistą opinię. Może dodam tylko słowo o czymś, co osobiście trochę mnie irytuje, z wielu powodów, a co może nie jest oczywiste na pierwszy rzut oka. Otóż gmina stała się areną, na której prawdziwy polityczny bój toczy dwóch i tak naprawdę wyłącznie dwóch, godnych siebie przeciwników.  Para Klinowski-Płaszczyca, i ich pojedynki całkowicie zdominowały tak przekaz, jak i rzeczywisty układ sił w mieście. To nie jest dobrze, to jest do dupy - ale tak, na dzisiaj jedynym równie sprawnym jak Klinowski politykiem, jest Marcin Płaszczyca.

Bilans władzy. Ok, mamy więc politycznie bardzo sprawnego burmistrza miasta. Co więc z tego wynika dla miasta właśnie? Czy polityczna sprawność Mateusza jakoś przekłada się na sprawność zarządzania, sprawność w realizowaniu jakieś wizji miasta, albo inaczej - na posiadanie jakieś wizji w ogóle? Nie, nie, nie, po wielokroć nie. Nie miał Klinowski żadnego pomysłu na miasto zanim został burmistrzem, wybraliśmy go z obtarganą kartką z nabazgranymi "postulatami" i... wciąż po tych wszystkich latach jej nie ma. Nie potrafi sformułować żadnych priorytetów, miota się pomiędzy kopiowanymi z wielkich miast rozwiązaniami a bieżącymi potrzebami gminy, uzależnia miejskie inwestycje od unijnych grantów(których to projektów przygotowanie, o czym mało kto wie, zleca za ogromne pieniądze firmom zewnętrznym) co w efekcie powoduje takie piękne katastrofy, jak "rewitalizacja" Parku, na której tracimy kilka milionów złotych. Z jednej więc strony mamy leżące miejskie inwestycje i brak wizji, z drugiej zaś coś, co będzie nam się odbijało czkawką przez następne lata - gigantyczny przerost zatrudnienia w Urzędzie Miejskim. Zaczęło się od stworzenia dodatkowego wydziału w UM, żeby pracę i lepsze wynagrodzenie mógł dostać kolega - nota bene, dzisiaj w tym wydziale(przypominam, wcześniej nie istniejącym i nie potrzebnym!) są już cztery cieplutkie etaty. Dzisiaj Klinowski odleciał już tak bardzo z pompowaniem własnej administracji, że właśnie niedawno zatrudnił kobietę, której jedynym zadaniem jest pilnowanie zajmowania pasa drogowego. Śmialiśmy się w gronie znajomych że kolejny urzędnik będzie się zajmował wietrzeniem pomieszczeń w budynku UM. Przez łzy się śmialiśmy. Klinowski jest tak mało sprawnym gospodarzem, że nie poradził sobie nawet z problemem, o którym wrzeszczał i wciąż wrzeszczy, najgłośniej - minęły trzy lata, miasto zyskało specjalnego urzędnika od smogu(a jakże!), natomiast zanieczyszczenie powietrza nie drgnęło, jest źle jak było. Polec na swoim własnym "koniku"- to jest prawdziwy obraz sprawności Mateusza. Na koniec wspomnę tylko o dwóch "pomnikach" tej administracji - oba stoją i straszą, a my wszyscy mamy wątpliwą przyjemność patrzeć na te symbole władzy Mateusza - mówię oczywiście o terenach po Bumarze, oraz zamkniętej Ogrodowej. Symbole te zresztą o ile mi wiadomo, wciąż i wciąż wybuchają Klinowskiemu w twarz, kolejnymi przegranymi sprawami w sądach. Diabli wiedzą ile nas wszystkich będzie to ostatecznie kosztowało.

No i wreszcie - Mateusz Klinowski jako człowiek. Dla mnie rzecz najtrudniejsza, bo traktuję ją osobiście. Osobiście, bo i zawód Klinowskim w tym zakresie był dla mnie najbardziej bolesny. Mówię o osobistej uczciwości Klina. Tak już mam, że byłbym w stanie przymknąć oko na wiele, ba, może nawet na wszystko, o czym powyżej napisałem, uznając że to sprawa ocen, sprawa do dyskusji i że być może istnieją argumenty, którymi polityk Klinowski mógłby się bronić. Mógłbym, pod jednym wszakże warunkiem - gdybym wierzył w osobistą uczciwość tego polityka. Niestety, w przypadku Mateusza Klinowskiego ta wiara legła w gruzach i to na samym początku jego kadencji. Legła w momencie, w którym okazało się że mamy burmistrza za pięćset złotych. Tak, tak, wiem że wielu z Was już o tym nie pamięta, kandydat Klinowski wpłacił na własną rzecz 500 złotych, a sprawa finansowania kampanii IWW śmierdzi tak bardzo, że nie sposób nad tym przejść do porządku dziennego. Śmierdzi, a ani sam Klinowski, ani, odpowiedzialna za finanse kampanii, Zofia Siłkowska, nigdy nie zdobyli się na to, żeby w pełni i rzetelnie opowiedzieć miastu, jak to z tymi pieniędzmi było. Szanse na to, że nikomu nie znana studentka z Myślachowic, postanowiła wpłacić na kampanię wyborczą faceta, którego nie widziała na oczy i który chce rządzić miastem, w którym prawdopodobnie nigdy nawet nie była, 10.000 PLN są tak realne jak to że Dziadunio stanie jutro na progu Wielkiej Krokwi i skoczy dalej niż Kamil Stoch. Oświadczenie Siłkowskiej że wszystko jest cacy, no bo przecież prawo na to pozwala, jest, najdelikatniej mówiąc, mało satysfakcjonujące. Także rozliczenie samej kampanii, z której wynikało że duży procent pieniędzy trafił na konto członka IWW budzi co najmniej niesmak. Mateusz ubabrał się tymi pieniędzmi i nic już tego nie odkręci.



Ok, więc wiadomo już dlaczego ja sam nigdy więcej nie zagłosuję na Mateusza Klinowskiego, a także dlaczego nie polecam tego nikomu.

Co więc dalej? Kto w zamian? Czy mam coś do zaproponowania miastu? Nie.Już raz głosowałem, zmuszony okolicznościami, przeciwko komuś, zamiast za. Nigdy więcej tego nie zrobię. Dlatego też na tym kończy się moja tegoroczna aktywność publicystyczna. Naszemu miastu życzę więcej szczęścia niż miało dotychczas, a Wam wszystkim mądrości w podejmowaniu decyzji większej, niż miałem ja sam :)

Trzymajcie się, pa pa.


środa, 15 marca 2017

Dęte autorytety

czyli bolesne rozczarowanie Bolesławem Kotem.


Dzisiaj pragnę opowiedzieć króciutką historię. Kilka miesięcy temu burmistrz próbuje wymóc na strażnikach Straży Miejskiej w najoczywistszy sposób niezgodną z prawem interwencję, wymierzoną w freaka lokalnych spraw, Łaski. Elżbietę. Byłem świadkiem takiej próby wywarcia presji na Komendancie SM, który w tamtym przypadku zachował się uczciwie i odmówił. W efekcie, rozjuszony Klinowski podejmuje próbę wyrzucenie dwóch, próbujących, co podkreślam, postępować po prostu zgodnie z prawem, strażników z pracy. Do Związków Zawodowych idzie pismo do zaopiniowania(to formalny wymóg, ZZ muszą opiniować zwolnienie pracowników, ale burmistrz nie musi brać tej opinii pod uwagę), w UM Wadowice robi się generalny kwas - o ile wiem WSZYSCY ważni urzędnicy są stanowczo przeciwni zwolnieniu tych ludzi. Opór spotyka Klinowskiego nawet z najbliższego otoczenia. Ale Klinowski jest mściwy i uparty. Gdy widzi że otoczenie nie łyka brutalnego kopa, wymierzonego w dodatku kompletnie bez merytorycznych powodów, przenosi ich(byłych strażników) do innych wydziałów w UM, obniżając przy tym znacząco grupę zaszeregowania(po prostu odbierając im pieniądze.


To byłby finał tej sprawy gdyby nie dwa szczegóły, na które pragnę zwrócić uwagę. Po pierwsze - zemsta Klinowskiego będzie kosztowała miasto utrzymanie dwóch dodatkowych etatów, kilkadziesiąt tysięcy złotówek rocznie - po pierwsze w wydziałach do których przeniesiono tych ludzi w ogóle nie było wakatów, a po drugie - jeżeli ktoś przez kilkanaście lat pracował jako miejski strażnik, to jakie na wszystkich bogów ma kompetencje przydatne w budownictwie na przykład?



No i rzecz druga, dla mnie osobiście bardzo bolesna. Oto pamiętam historię członka-założyciela Inicjatywy Wolne Wadowice, który będąc niepokornym wobec Ewy Filipiak, został przeniesiony w sposób identyczny jak dzisiaj dwóch byłych strażników - z tym że odwrotnie - z pracownika merytorycznego Ewa chciała zrobić miejskiego strażnika. O czym pan Bolesław wielokrotnie, z poczuciem ogromnej i chyba słusznie odczuwanej krzywdy, publicznie opowiadał. Pytam więc - gdzie dzisiaj jest pan Bolesław? Czy dostrzega analogię metod i swoich własnych losów z przypadkiem dwóch ludzi z wadowickiej SM? Pańskie milczenie w tej sprawie odczuwam wręcz osobiście i jest mi ono szczególnie przykre.

Pytam też siebie - gdzie dzisiaj są Zofia i Anna Siłkowskie - czy potrafią dostrzec niegospodarność w postaci zmarnowanych kilkudziesięciu tysięcy złotych na utrzymanie dwóch kompletnie niepotrzebnych etatów, powstałych w wyniku działania chorującego na władzę burmistrza?

Czy wreszcie wszyscy Państwo z Inicjatywy Wolne Wadowice, o tak ponoć na ludzką krzywdę wrażliwych duszach, znajdujecie w owych duszach cień współczucia dla pozbawionych znaczącej części dochodów, w sposób kompletnie przez siebie nie zawiniony, byłych strażników?


Swoją drogą - sama nazwa - IWW, brzmi dzisiaj raczej jak ponury żart, niż jak coś co w swoim czasie znajdowało uznanie i poklask mieszkańców naszego miasta. W tym i, dzisiaj mogę powiedzieć to z przykrością, niestety,  moje.

wtorek, 10 stycznia 2017

Pyłomierze dla gminy Wadowice




Marcin Gładysz                                                                           Wadowice dnia 10 stycznia 2017 roku





Burmistrz Wadowic Mateusz Klinowski
oraz Rada Miejska w Wadowicach
poprzez Przewodniczącego Rady
pana Roberta Malika


Wniosek

Na podstawie art. 241 KPA wnoszę o zakup przez Burmistrza Wadowic urządzeń do pomiaru zanieczyszczenia powietrza, tzw. pyłomierzy, w ilości która pozwoli zebrać dane ze wszystkich sołectw gminy, oraz stworzyć mapę zanieczyszczeń w samym mieście. Do Rady Miejskiej wnoszę o poparcie mojego wniosku, oraz przegłosowanie poprawek do budżetu tak, by zapewnić burmistrzowi Klinowskiemu środki na pokrycie zakupu pyłomierzy. 


Uzasadnienie

Gmina Wadowice, pomimo alarmujących komunikatów tak pochodzących z UM Wadowice jak i Starostwa Powiatowego, nie dysponuje narzędziami do weryfikacji rzeczywistego poziomu zanieczyszczenia powietrza, w związku z czym nie jesteśmy w stanie wydać ostrzeżeń czy też zaleceń np. dla dyrektorów placówek oświatowych, kubów sportowych, czy po prostu dla mieszkańców gminy. Problemu tego nie rozwiążą także okazjonalne akcje pomiaru w jednym tylko punkcie miasta

Wszyscy mamy świadomość istnienia problemu niskiej emisji i tzw, smogu w naszej gminie, ale  po to by go rozwiązać, potrzeba go najpierw rozpoznać. Nie tylko jego istnienie, ale także skalę, okresy i miejsca szczególnego natężenia, etc. Wydając pieniądze - i publiczne i prywatne, na wymianę kotłów, docieplanie elewacji budynków, itp. musimy także mieć ogląd skuteczności tych działań. Ochrona zdrowia jest, wedle dyspozycji art.7 Ustawy o Samorządzie Gminnym, jednym z zadań własnych gminy, więc sensowność wydatkowania środków publicznych na taki właśnie zakup nie budzi żadnych wątpliwości.


sobota, 3 grudnia 2016

Nowe fakty ws Eko

Jest tak - wycena inwestorska nowej niecki na terenie Eko opiewa na około 8 milionów złotówek. Miasto przestraszyła cena 4 milionów które musiałaby teoretycznie wyłożyć gmina Wadowice na jej budowę. No fakt - cztery bańki to sporo. Tyle tylko że.... latem tego roku gmina Biłgoraj, a konkretnie ich Przedsiębiorstwo Gospodarki Odpadami rozpisało przetarg na o podobnych parametrach składowisko. Tam wycena inwestorska opiewała na 4,5 mln złotych netto( ok 5,6 mln brutto) tymczasem wynik przetargu przyniósł kwotę 2,2 mln.  Powtarzam - rzecz w cenach z 2016 roku, przy podobnej inwestycji o zbliżonych parametrach, a przetargu nie wygrała jakaś firemka z tanią siłą roboczą zza wschodniej granicy, tylko spółka ze Świdnicy.  Zresztą sami sprawdźcie, tutaj

Co jeżeli tak jest i daje się osiągnąć tak znacząco korzystniejszą cenę budowy składowiska, to może oznaczać, że wcale nie od rzeczy jest, mimo wszystko, zaangażowanie Wadowic w Eko. Gdyby zamiast czterech milionów wystarczyło wyłożyć dwa, to proszę Państwa, Klinowski na same kompletnie bez znaczenia i sensu fajerwerki pt."promocja gminy" zabiera z budżetu 1,5 miliona złotych tylko w tym roku! Nic, absolutnie nic się miastu nie stanie jeżeli w tym budżecie radni odbiorą te pieniądze(pozostawiając wyłącznie kasę na wypłaty dla ludzi z wydziału), znajdą jeszcze pół miliona i dofinansują Eko. Wobec tak mocnego oporu społecznego, oporu samych radnych, potężnych wątpliwości co do wyceny wchodzących w skład majątku Eko działek - Klinowski przegrał WSZYSTKIE głosowania na komisjach w tej sprawie - kto wie czy takie właśnie postępowanie nie rozwiąże nam kilku ważnych problemów za jednym zamachem. 


Tak naprawdę to banalnie prosty wybór - zachowanie udziałów w gminnym majątku, czy wystrzelone w niebo w postaci koncertów, folderków i innych popierdółek, pieniądze. Różnica pomiędzy koniecznością zabierania pieniędzy z inwestycji bądź zadłużania się w przypadku gdybyśmy musieli zapłacić 4 mln, a wygaszeniem "promowania" zmienia wszystko.

poniedziałek, 21 listopada 2016

Dlaczego mówię NIE Klinowskiemu

Moich niezgód na kierunek i styl w którym przewodzi Klinowski miastu jest wiele i większość z nich znacie z mojej bieżącej aktywności publicystycznej. Dzisiaj tylko krótko - o pieniądzach.

Sumując tylko najgrubsze, spektakularne straty spowodowane w miejskiej kasie przez obecnego burmistrza, zobaczymy że zdołał rozpieprzyć grubo ponad milion złotych tylko w pierwszym roku swojego urzędowania. I nie zwalnia tempa w kolejnym.

Za psi pieniądz sprzedał Mateusz Kinowski gminną działkę powstałej ad hoc spółce, uprzednio  zapewniając radnych i miasto że Spółdzielnia Mieszkaniowa wyczekiwane tanie mieszkania na niej zbuduje. To samo w sobie było skandaliczne, ale przecież na tym się nie skończyło. Co bowiem zrobił Klinowski z 710 tys pozyskanymi ze sprzedaży? Ano dołożył jeszcze trochę i....Kalińskiemu oddał, na szpital. Na ten sam szpital, przeciwko któremu budowie pyszczył wniebogłosy przez lat kilka. Dlaczego oddał? Ano bo wcześniej sobie wymyślił że kupi przychylność Bartosza Kalińskiego i razem będą rządzili i gminą i powiatem. Nie ma razem, nie ma pieniędzy a jak tak dalej pójdzie to i szpitala nie będzie. Brawo Klinowski!! 

Dotacja dla Policji. "Z cieplutkim poleciał" Mateusz Klinowski i do wartej kilka milionów działki, przekazanej Policji jeszcze przez poprzednią burmistrz działki, dorzucił kilkaset tysięcy złotych - że niby na projekt. Komu dorzucił? Ano Rządowi, którego psim obowiązkiem jest zabezpieczać potrzeby Policji i który jak może, tak samorządy drenuje i obciąża. Sensowne? No, jak jasna cholera. Pieniędzy w gminnej kasie jednak dzięki nadgorliwości Klinowskiego nie ma, nowego budynku Komendy także nie. 

Ogrodowa. Tutaj rzecz jest znana - zarabiało miasto od Frączka 90 tysięcy za dzierżawę kawałeczka działki - nie zarabia. Sama restauracja płaciła potężne "korkowe" - nie płaci. 30 osób miało pracę - pozamiatane. Straty, straty, straty. 

Budżet wydziału promocji. Tutaj dopiero jest jazda. Nie dość po tym, że Klinowski stworzył wydział wyłącznie po to, żeby kolega mógł zarabiać znacząco więcej jako jego kierownik(swoje obowiązki mógł spokojnie wypełniać jako pracownik w ramach innego wydziału), to właśnie przedstawił projekt budżetu w którym i tak już do granic możliwości rozdęte w związku z ŚDM wydatki wydziału, podnosi o 300 tysięcy złotych. Tym samym koszt  "promocji gminy Wadowice" przekracza  niewiarygodną kwotę półtora miliona złotych. No to dla porównania tylko - w tym samym czasie Andrychów przeznacza na promocję niewiele ponad dwieście tysięcy, a na przykład gmina Zakopane - mniej niż sto tysięcy. 

    I rzecz najnowsza, wciąż na tapecie przed decyzją RM - sprzedaż EKO. Jak już pisałem - absurdalnie niska wycena blisko 12 hektarów(650 tysięcy złotych!!!!!) działek spowoduje że gmina już wkrótce może stracić kolejne miliony na dealu pary Klinowski-Koper z orłami z Limanowej. 

Podsumowując - straty idą w miliony, wszystko co się dzieje w gminie, dzieje się od dwóch lat na papierze - jest na etapie fiszek i planów - na półmetku ta administracja zasługuje na ocenę dopuszczający - i to wyłącznie ze względu na to, że nie zdołała spieprzyć tego, co zaczęła robić Ewa Filipiak(Mickiewicza, blok na Karmelickiej, czy sala gimnastyczna w Jaroszowicach). 

  

czwartek, 17 listopada 2016

Prywatyzacja Eko raz jeszcze

Wbrew opinii większości opozycji w mieście, popieram Klinowskiego w zamiarze sprzedaży udziałów w Eko. Mówię: tak, ale. I o tym "ale" dzisiaj dwa słowa.

Dla Empolu śmietnik jest wart co najmniej dwukrotnie więcej niż to co wynika z wyceny spółki. Pisałem i uzasadniałem to tutaj. Fachowcy mówią "wartość inwestycyjna". To fakt który w dodatku znalazł potwierdzenie u ludzi z branży, doskonale zorientowanych w rynku odpadów w naszym województwie. To także fakt, który tworzy albo obszar niewiedzy burmistrza Klinowskiego, albo pole do potężnego nadużycia podczas sprzedaży udziałów w Eko -  czego dzisiaj nie chcę rozstrzygać. To co chcę zaproponować pozwoli Radzie mieć rodzaj kontroli nad poczynaniami burmistrza, a miastu da obraz jego postępowania z jednej strony - oraz wyposaży nas wszystkich, łącznie z samym Klinowskim w dodatkową wiedzę o całej sprawie. Co więc konkretnie proponuję? Ano sporządzenie drugiej wyceny udziałów w śmietniku, tym razem metodą odtworzeniową. Myślę że bardzo do rzeczy jest by i burmistrz Klinowski i Rada i miasto wreszcie wiedziało, ile Empol musiałby wydać, żeby stworzyć sobie własne składowisko i dwie inne instalacje, w innym miejscu, gdziekolwiek na terenie województwa. To stworzy realne pole do negocjacji jeszcze przed procedurą przetargową z drapieżnikami z Tylmanowej. Szkolny, dziecinny błąd(ewentualnie świadome działanie) Klinowskiego polega w całej sprawie na tym że sprzedając Eko z góry powiedział że chce tyle pieniędzy, ile wynika z wyceny spółki, kompletnie abstrahując od faktu, że specyfika branży powoduje że Empol będzie niemal na pewno jedynym zainteresowanym zakupem, a nawet jeśli nie, to łatwo sobie wyobrazić manipulację przetargiem, biorąc pod uwagę prawo pierwokupu udziałów.

Co może zrobić Rada? Ano tłumaczę.

Klinowski źle napisał uchwałę ws sprzedaży Eko i to jest szansa dla Rady, już nawet nie tyle żeby sprzedaż powstrzymać, co przynajmniej spowodować uzyskanie godziwych za gminne udziały pieniędzy.

 Do rzeczy więc - przywołana podstawa prawna projektu uchwały którą do podpisania radnym podtyka Klinowski jest prawidłowa, to art.18 ust.2 pkt 9 lit. f i g UoSG tyle tylko że...., no właśnie.

Proszę uważnie przeczytać zapis "g". Ustawa mówi w tym punkcie o "Zasadach zbywania". Generalnych zasadach zbywania jakichkolwiek udziałów, nie zaś jak w projekcie Klinowskiego, konkretnej ilości udziałów w konkretnej spółce - co potwierdza wyraźnie jedna z tez uzasadnienia do wyroku WSA z 22 września 2005 II SA/Op 123/05)  cytuję  "jeśli jest mowa o zasadach to ma się na myśli akt, który nie może wyczerpać się w pojedynczym zastosowaniu. Taki akt musi odnosić się do bliżej nieokreślonej liczby przypadków."

Podobnie w wyroku WSA w Krakowie z 15 lipca 2010 r., III SA/Kr/193/10), gdzie Sąd twierdzi, cytuję " Omawiane przepisy dają radzie gminy wyłącznie podstawę do podjęcia aktu o charakterze abstrakcyjnym i generalnym"

Należy więc, wypełniając dyspozycję art.18 ust.2 pkt 9 lit. g UoSG napisać i przegłosować projekt uchwały regulującej zasady zbywania przez Burmistrza udziałów w spółkach i wpisać w tą uchwałę wymóg sporządzenia wyceny dwiema metodami - wybraną przez rzeczoznawcę, oraz odtworzeniową właśnie.

Godziwe pieniądze za Eko lub... kiedy miasto będzie wiedziało ile na tym dealu zyskuje Empol, być może spółka zmieni zdanie w sprawie utworzenia i objęcia nowych udziałów i samodzielnego wybudowania nowej niecki :)


P.S - sądzę że podobny efekt - tzn rzeczywistą wartość Eko dla Empolu, można osiągnąć stosując metodę dochodową.

środa, 5 października 2016

Wrogie przejęcie

czyli o tym jak Klinowski Radę Miejską sobie wziął.

W obozie radnych przeciwnych burmistrzowi Klinowskiemu jest szczur. Szpieg, który donosi natychmiast o wszelkich poczynaniach i ustaleniach tej grupy. Biorąc to pod uwagę, oraz, co być może jeszcze ważniejsze - bezwład, czy może należałoby nawet powiedzieć, polityczną obstrukcję, która dotyka tą grupę w coraz bardziej oczywisty sposób, w piątek, przy pomocy radnego Roberta Malika, Klinowski przejmie całkowitą kontrolę nad Radą Miejską. Niech bierze, skoro liczebnie być może nawet większej grupie, brak ambicji, wyobraźni a może i honoru, żeby nie pozwolić sobą pomiatać.

Tymczasem ja jeszcze słowo o faktach dotyczących poprzedniego. dopchniętego papuzim kolanem, wrogiego przejęcia Rady. Oto, co samo w sobie mocno dyskusyjne i co spowodowało reakcję Wojewody w postaci wydania decyzji o uchyleniu "uchwały Malika", Klinowski twierdził że przez analogię zastosował przepisy odnoszące się do zupełnie innej sytuacji i "najstarszemu" radnemu Stopie kazał obrady prowadzić. Jak informuje sam Klinowski, czterech radnych - Tkacz, Kaczyńska, Ficek i Cholewka odmówili prowadzenia obrad. Ślicznie. Tyle tylko że Klinowi tak się spieszyło żeby już sobie wziąć tą radę, że....

Radny Korzeniowski, urodzony: 21.12.1953
Radna Potoczna, urodzona:         09.09.1954
Radny Jasiński, urodzony:          16.01.1956

no i wreszcie, radny Stopa, urodzony 21.01.1957

Jak widać, burmistrz Klinowski, który, notabene, będąc gościem Rady, faktycznie przejął prowadzenie obrad, tak bardzo chciał żeby mu się "sprytny", pod nieobecność radnej Zadory, plan udał iż złamał nawet własną, przypominam, prawnie wątpliwą, procedurę "radnego seniora".  Tyle o faktach. Dzisiaj Klinowski mami opinię publiczną bzdetnymi opowiastkami o tym jak to PiS go gnębi i jak to on w sądy z PiSem pójdzie. A że słowa prawdy się z Klinowskich blogów i profili nie dowiecie, więc miejsca dla obywatelskiego dziennikarstwa jest od groma.


czwartek, 8 września 2016

Przekręt Klina z Koprem

czyli czapka gruszek za Chocznię.

Sprzedaż Eko, regionalnej instalacji przetwarzania odpadów w Choczni jest przesądzona. W tych dniach, na wniosek burmistrza Klinowskiego, radni mają udzielić mu zgody na wyjście ze spółki. Znam wadowickich radnych, znam ich siłę inercji i skalę niemożności oraz gotowość do bezrefleksyjnej służalczości wobec widzimisię Klinowskiego większości z nich, więc o nic do nich apelować nie zamierzam. A i sam ten tekst poświęcę tylko jednemu z wielu zagadnień które powinny zostać publicznie omówione przed podjęciem decyzji o takiej dla gminny i naszych spraw, wadze.


W uzasadnieniu do projektu uchwały pisze burmistrz Klinowski iż, cytuję, firma Empol jest w sposób żywotny zainteresowana jest eksploatacją wysypiska. Co ciekawe, coś dokładnie przeciwnego twierdzili przedstawiciele spółki na spotkaniu z RM jeszcze wiosną - ale zostawmy. Ja to akurat twierdzenie Klinowskiego uważam za prawdziwe, chociaż.... nie oddające skali tego zainteresowania.

Ale po kolei. Żeby prawidłowo ocenić jak bardzo firma Empol jest zainteresowana przejęciem Eko, oraz - skoro tak to ile Eko jest dla tej spółki warte, zastanówmy się co Empol musiałby zrobić, ile pieniędzy wydać i jak długo by to potrwało, żeby zbudować sobie składowisko odpadów w jakimś innym miejscu, od zera. Otóż twierdzę że na terenie Małopolski Zachodniej, a być może w ogóle, całego województwa, jest to niemal zupełnie niemożliwe. Znaleźć i wykupić 14 hektarów spójnych obszarowo działek, uzyskać pozwolenia zintegrowane, decyzje środowiskowe, ewentualne odrolnienie gruntów, zmiany w MPZP w gminie - to jest wobec krajowych regulacji i unijnych preferencji(UE nie daje żadnych środków na składowiska, stanowczo rekomendując bardziej ekologiczne rozwiązania problemu odpadów, jak choćby spalarnie) to jest w dzisiejszych czasach prawdziwa misja niemożliwa. A gdyby nawet się udało, to koszt samych gruntów wraz z projektami i pozwoleniami, to byłoby kilkanaście milionów złotych, a czas od momentu rozpoczęcia projektu do momentu wbicia pierwszej łopaty by dopiero zacząć budować składowisko - minimum pięć lat. Jeżeli do tego dodamy jeszcze pewny jak w w banku opór społeczny, protesty, blokady, spory z miejscowymi mieszkańcami, to w pełni oddaje obraz tego co z jednej strony Empol chce od nas kupić a co Klin tak bardzo spieszy się im sprzedać.

To, te o ile dobrze pamiętam, ponad 14 hektarów w Choczni, z lokalizacją i rozwiązanymi wszelkimi problemami, o których piszę powyżej, to jest dla spółki która z odpadów żyje, czyste złoto. Fakty o których piszę, pokazują także coś więcej - otóż pokazują jak bardzo wycena księgowa spółki, oraz nominalna wartość w niej udziałów, odbiega od realnej, rynkowej ceny przedsiębiorstwa. Co więcej - nawet profesjonalna wycena przedsiębiorstwa, wykonana odpowiednią metodą, może być ze względu na różne okoliczności(jak choćby właśnie możliwość długotrwałego blokowania czy wręcz uniemożliwienia lokalizacji składowiska przez mieszkańców), niedoszacowana.

Wielkimi literami, dla opornych - WARTOŚĆ EKO JEST WIELOKROTNIE WYŻSZA NIŻ WYNIKA TO Z NOMINALNEJ WARTOŚCI UDZIAŁÓW.

Tyle. Zostawiam Was z pytaniem, kalką pytania zadanego cztery lata temu przez radnego Klinowskiego - "CZY KLINOWSKI Z KOPREM WKRÓTCE NAS OKRADNĄ"???

Myślę że warto żebyście przyszli na komisję i na sesję. Większego dealu w tej kadencji Klin już nie wykręci.


Tymczasem jedno już dzisiaj wiemy na pewno- twierdził Klinowski że dlatego posiadali na stołkach w Eko, żeby interesu przedsiebiorstwa dopilnować. No to przypilnowali, nie ma co.

poniedziałek, 5 września 2016

Gdyby wybory odbyły się dzisiaj

czyli kasandrycznie.

Taka projekcja sytuacji podczas wyborów samorządowych - Klinowski jest urzędującym burmistrzem - co bez cienia wątpliwości drugą turę daje mu od ręki. A co z resztą? Ano zobaczmy.

Lokalne freaki(Łaski, Brynkus), o ile w ogóle zdołają stworzyć komitety, zbierają po kilkaset głosów. Ot takie 230: 420, ze wskazaniem na posła pana.Margines.

Kotarba z Ewą są na głębokim aucie i na nic nie mają wpływu, przynajmniej tak długo, jak długo nie zdecydują się wystawić w wyborach Ewy osobiście(wówczas wybory są pozamiatane, druga tura Filipiak vs. Klinowski, wygrywa Klin) Ale zakładam że to absolutnie nierealny scenariusz, w dodatku Ewie kompletnie niepotrzebny. Więc na aucie pozostaną, w najlepszym razie jakoś niezdarnie i ślamazarnie popierając Brynkusa, Łaski, czy tam jeszcze kogoś.

PiS(w pełni świadomie rozdzielam Kocicha z Ewą od PiS) - nie mają kandydata, ale mają markę. Marka zrobi im ze 20%. Filip Kaczyński dołoży do puli jeszcze promil. Inni ewentualni - podobnie.

Nowoczesna? Wystartuje zapewne Janas. Przeskoczy Brynkusa, ale niewiele. Bez szans finalnego powodzenia.

Kandydaci niezależni - Jończyk? Dwa inne nazwiska, których dzisiaj podać nie mam prawa? Cóż. Odpowiedź jest oczywista i zawiera się w wyliczance powyżej.


Rzecz jasna  to tylko szkic politycznych możliwości Wadowic w dniu dzisiejszym, tyle na ile  mogę sobie pozwolić - niemniej to już dzisiaj dosyć, żeby odpowiedzieć na zagadnienie z tytułu. Gdyby wybory samorządowe  miały się odbyć dzisiaj, w mojej,zupełnie na zimno podanej ocenie- wygra Mateusz Klinowski. Wygra i wykończy to miasto na dekadę.

Co wszystkim zainteresowanym losem gminy daję pod rozwagę.








czwartek, 30 czerwca 2016

Ogrodowa must die

Czyli mały, mściwy gnojek.

Od dłuższego czasu przyglądam się wojnie, wypowiedzianej przez burmistrza Klinowskiego, restauracji Ogrodowa w Wadowicach. Z fascynacją się przyglądam, traktując jako studium przypadku, z jednej strony tego co władza może zrobić z człowiekiem, kiedy ją uzyska, z drugiej- co może zrobić człowiekowi, kiedy ma z nim osobisty problem. 

Garść faktów. Chronologicznie. 
Kilka lat temu Klinowski jest częstym, a w okresach gdy jest w mieście- niemal codziennym gościem Ogrodowej. Próbuje z tej knajpy zrobić opozycyjną "dziuplę"- przyjazne miejsce knucia i imprezowania wraz ze swoimi poplecznikami i zwolennikami. Wszystko dobrze się układa aż do momentu kiedy właściciel Ogrodowej po pierwsze- wyrzuca Klina z restauracji, wraz z jego nieodłącznym towarzyszem, w wyjątkowo niekorzystnych dla obu "bohaterów" okolicznościach. Po drugie- to akurat pamiętam bardzo dobrze, z okresu współpracy z Klinowskim-  Klin szukał wówczas sponsora dla mającego się pojawić drukowanego periodyku IWW- Frączek odmówił. Kielich goryczy zaś dopełnił się podczas organizowanego przez Klinowskiego referendum- został ze swoimi ulotkami i listami do podpisu wyproszony z koncertu w Ogrodowej- i to publicznie, przez występującego artystę, ze sceny. 

To jest mniej więcej moment kiedy na Ogrodową spada grad donosów, wniosków do przeróżnych instytucji, oraz szereg publikacji, rzecz jasna anonimowych, w internecie. 

Tutaj na sekundę się zatrzymam, żeby powiedzieć słowo o sobie- otóż w tamtym okresie na tyle jeszcze ufałem Klinowi oraz tak mało byłem świadom do czego ten facet jest się w stanie posunąć, że uwierzyłem w opowieść o wielkim przekręcie, rzekomo popełnionym przez parę Filipiak-Frączek. Dzisiaj już wiadomo iż znakomita większość ówczesnych zarzutów okazała się być wyssana z palca- w szczególności ta o milionowych stratach miasta - okazała się w dodatku w sposób najbardziej spektakularny, po prostu sam Klinowski udowodnił, że miejska działka w tamtym miejscu może albo przynosić zysk miastu, będąc częścią parkingu Frączków, albo nie przynosić go wcale. Od roku już chyba ma miejsce drugi przypadek- miasto ma z niej ZERO ZŁOTYCH zysku. 

Wracając do chronologii. 

Klinowski zostaje burmistrzem. Na Ogrodowej znikają koncerty- Klin decyduje iż WCK nie będzie firmowało tych wydarzeń. 
Rzecz kolejna- Frączkowie dostają zaporową propozycje podwyżki. Pomimo prób negocjacji, które, notabene, torpeduje Klin, tracą także dzierżawę miejskiej działki. 

W międzyczasie, na, o zgrozo, oficjalnym profilu burmistrza regularnie pojawiają się wpisy uderzające, czy też wprost szkalujące Frączków i knajpę, aż do osławionej już deklaracji-groźby, że burmistrz doprowadzi do zamknięcia restauracji(Teraz czas na Ogrodową!).


Ostatnim akordem w tej sprawie jest pozwolenie na sprzedaż piwa w restauracji. To prawdziwa bomba atomowa w ręku burmistrza i tej bomby nie zawahał się użyć. Najpierw, wobec argumentacji Frączków, iż uchwała dotycząca sprzedaży alkoholu jest nieprecyzyjna, próbuje przepchnać przez RM poprawkę która w sposób bezpieczny(uniemożliwiajacy F odwołanie) pozwoliłaby mu nie przedłużyć pozwolenia, a gdy radni jakimś cudem, mamieni zresztą mającą lada chwila nastąpić zmianą tejże uchwały, odmawiają Klinowskiemu, ten wściekły publicznie mówi "ja i tak pozwolenia nie wydam!!!"

No i nie wydał. Ogrodowa właśnie przechodzi do historii, trzydzieści kilka osób traci pracę, Klinowski ma swojego trupa.

Ratio legis, uzasadnieniem przepisów o przeciwdziałaniu alkoholizmowi, jest taka, że jego dystrybucja ma ograniczać zjawisko nadmiernego, niekontrolowanego picia-w szczególności przez młodzież. Cel ten restauracje raczej pomagają osiągać, niż przeciwnie- a to poprzez fakt, iż alkoholu w nich jest droższy, spożywany w kontrolowanych, cywilizowanych warunkach. Osoby z problemem alkoholowym w ogromnej większości przypadków zaopatrują się w marketach bądź osiedlowych sklepach, pijąc za przysłowiową "budką z piwem". Ani Ogrodowa, ani zresztą żadna inna restauracja (no, może poza kilkoma niechlubnymi wyjątkami) nie produkuje nam alkoholików w mieście. 

O ile wiem nigdy nie było tam także sytuacji podawania alkoholu nieletnim. Także pod względem bezpieczeństwa niczego temu miejscu zarzucić nie można- bywam tam od czasu do czasu- nie widziałem żadnych burd, awantur, przepychanek, nic. 

Słowem- nie ma, albo inaczej, wielkimi literami, NIE MA CIENIA MERYTORYCZNYCH POWODÓW, żeby Ogrodowa miała przestać istnieć. A mimo to, przestaje. Z jednego, jedynego powodu- ponieważ mały, mściwy człowiek rzucił przez zaciśnięte zęby- 'Ogrodowa musi umrzeć". Więc umiera. 

Taka jest prawdziwa twarz władzy. Taka jest prawda o naszym mieście. 

Chichotem historii jest fakt że to wszystko dzieło faceta, który w niebogłosy wrzeszczał, gdy poprzednia władza, zresztą nie mając tak naprawdę wyboru, bo Koper pozwolenia na czas nie opłacił, pozwolenie cofnęła.




czwartek, 23 czerwca 2016

W imię zasad.

Petycja

Rada Miejska w Wadowicach
poprzez 
Przewodniczącego RM
p. Józefa Cholewkę



Szanowni Państwo

W związku z ustawicznym i uporczywym   odmawianiem przez burmistrza miasta Wadowice, pana Mateusza Klinowskiego, zupełnie oczywistego, podstawowego prawa radnych- uprawnienia do składania wniosków i poprawek do projektów uchwał, bałamutnie uzasadnianym przez p.Klinowskiego rzekomym brakiem "podstawy prawnej" do  wykonywania swoich obowiązków przez radnych, wnoszę o taką zmianę Statutu Gminy Wadowice, a w szczególności Regulaminu Rady Miejskiej w Wadowicach, by owo uprawnienie, wynikające z samego ustroju samorządowego w Polsce, znalazło także swoje odzwierciedlenie w zapisach ww dokumentów.


Szanowni Państwo, wobec faktu iż znakomita większość wszystkich projektów uchwał analizując historycznie, a w obecnej kadencji, o ile mnie pamięć nie zawodzi - dokładnie WSZYSTKIE projekty uchwał, podejmowanych przez Radę Miejską w Wadowicach, są autorstwa burmistrza Wadowic, a to w tym sensie, iż burmistrz nie tylko technicznie je przygotowuje, wypełniając obowiązek nałożony przez Ustawę o samorządzie gminnym, ale, przede wszystkim, korzysta z inicjatywy uchwałodawczej, przysługującej mu z mocy tejże ustawy, ustawiczne twierdzenia burmistrza o tym, jakoby radni nie mieli prawa zgłaszania poprawek do tych projektów, nie tylko noszą znamiona, ale de facto są próbą uzurpacji przez organ wykonawczy Gminy, praw i uprawnień organu uchwałodawczego, jakim jest bez cienia wątpliwości Rada Miejska. Burmistrz usiłuje sprowadzić funkcję  Rady li tylko do roli swoistego "notariusza" własnych zamierzeń i poczynań. Taki stan faktyczny jest rażąco sprzeczny tak z literą jak i z duchem "konstytucji" życia samorządowego, jakim jest Ustawa o samorządzie gminnym.   

Szanowni Państwo Radni, Wysoka Rado - to na każdym z Was, radnych Rady Miejskiej w Wadowicach spoczywa obowiązek reprezentowania i dbania o interesy wszystkich mieszkańców gminy - a jedynym realnym przełożeniem tej dbałości jest takie stanowienie prawa lokalnego, by w sposób możliwie pełny te interesy i ta reprezentacja były konsumowane. Odmawiając Wam wpływu na kształt podejmowanych przez Was uchwał, burmistrz Wadowic faktycznie pozbawia Was możliwości wykonywania sprawowanego przez Was mandatu.


niedziela, 24 kwietnia 2016

Tak, radny Malik utracił mandat

bez dwóch zdań.

Klinowski, prócz tego że poświadczył nieprawdę w swoim oświadczeniu na temat sytuacji prawnej pana Roberta Malika, powołał się także na oświadczenie radnego, w którym ten miał podać, iż klub Iskra nie prowadzi działalności gospodarczej. 

Jak to więc w końcu jest? Klika zdań cytatu, pozwólcie - "  .....utarty jest pogląd, że działalność gospodarcza jest faktem, kategorią o charakterze obiektywnym. Nie konstytuuje jej żaden wpis bądź jego brak do odpowiedniego rejestru. Nadto nie ma (i nie może mieć) znaczenia okoliczność, że podmiot prowadzący określoną działalność nie ocenia jej subiektywnie jako działalności gospodarczej, nie nazywa jej tak bądź też oświadcza, że jej nie prowadzi" II OSK 419/15 - Wyrok NSA

Prostymi słowami - z faktu że Malik nie dokonał formalności związanych z podjęciem odpowiedniej uchwały przez walne zgromadzenie członków klubu, oraz rejestracji w KRS NIE WYNIKA że Klub nie prowadzi działalności gospodarczej. O tym że ją prowadzi przesądzają dwa fakty - Iskra sprzedaje bilety na mecze - od początku pojawiły się głosy mówiące tak mniej więcej - "eee, Malik będzie się bronił że to są "cegiełki" a nie bilety - odpowiadam - w żadnym wypadku!!! - dystrybuowanie tzw "cegiełek" to czynność zupełnie innego rodzaju, to zbiórka publiczna wymagająca zarejestrowania faktu jej przeprowadzenia(Iskra Klecza niczego podobnego nie zgłaszała). Tak więc sprzedaż biletów jest de facto prowadzeniem działalności gospodarczej, to po pierwsze, a po drugie - o prowadzeniu DG przesądza także fakt posiadania przez Klub sponsorów. 

I tutaj taka ciekawostka - UM w Wadowicach, już w trakcie trwania Malikgate, zorganizował szkolenie dla członków organizacji pozarządowych - fundacji, stowarzyszeń, klubów sportowych właśnie. I tam, na sali sesyjnej w budynku UM wykładowca kilkakrotnie zwracał uwagę uczestnikom - "proszę państwa, proszę pamiętać że jeżeli prowadzicie klub sportowy i macie państwo sponsorów, to prowadzicie działalność gospodarczą"

Wszystkim którzy obserwują tą sprawę, a w szczególności Radnym Rady Miejskiej w Wadowicach, którzy w końcu będą musieli zmierzyć się z tym zagadnieniem, oświadczam i wyjaśniam - spełnione są łącznie wszystkie warunki utraty mandatu przez radnego , pana Roberta Malika - Klub Iskra Klecza prowadzi działalność na majątku gminy Wadowice, prowadzi działalność gospodarczą, a pan Malik jest osobą zarządzającą tą działalnością. 

Radny Malik stracił mandat - tak mówi prawo. A czy zostanie ono skutecznie wyegzekwowane - nie wiem. Klinowski już pokazał że będzie mataczył w tej sprawie, radny Malik, pomimo wniosku, nadal uczestniczy w komisjach i sesjach RM, Rada jako taka drapie się po głowie i nic nie robi a burmistrz?- no, skoro można nie publikować wyroków TK, popełniać delikty konstytucyjne będąc prezydentem RP, to pewnie można także lekceważyć przepisy antykorupcyjne, prawda, Panie burmistrzu doktorze Klinowski? 


piątek, 22 kwietnia 2016

Kłamstwo pieczętowane herbem Wadowic

czyli Mateusz, na litość boską!!!


Socjotechnika, manipulacja i codzienna porcja półprawd i zwyczajnych kłamstw, to norma w wykonaniu polityka Klinowskiego. Już nawet przestało mnie to zaskakiwać, wytłumaczyłem sobie - no walczy chłopina o swój wizerunek i dalszą polityczną karierę, więc opowiada publiczności bzdury żeby go jeszcze i jeszcze kupowali. Na swoich rozlicznych fejsbukach poblokował wszystkich, którzy przytomnie te konfabulacje czytając, mogliby mu je w twarz publicznie zarzucić, i hulaj dusza.

No ok - media społecznościowe, blogi, portale to jedno - ale w urzędowym dokumencie, na firmowym papierze gminy poświadczać nieprawdę? Z kontrasygnatą prawnika UM, mecenasa Sobczaka? Zupełnie szczerze Wam powiem - no napisał kiedyś portal Wadowice24.pl przy innej okazji - "bloger Dziadunio załamany - wówczas to była bzdura - dzisiaj Płaszczyca będzie miał jak znalazł - bo dzisiaj rzeczywiście jestem załamany. Załamany w tym sensie, że ja nawet nie wiedziałem, że tak można - wziąć pieczątkę burmistrza miasta, pospołu ze swoim doktorskim tytułem, nazwiskiem, twarzą, honorem i publiczną wiarygodnością, i przyklepać tym wszystkim najoczywistsze kłamstwo.

Wiem, wiem - trochę emocjonalny ten wpis, ale nie mogę po prostu wyjść z podziwu jak mój niegdysiejszy kolega obdziera mnie z naiwności.

Do rzeczy - mam przed oczami Statut Klubu Sportowego Iskra Klecza - wystąpiłem jakiś miesiąc temu do Starostwa Powiatowego, który nadzoruje działalność organizacji pozarządowych i mam. Datowany na styczeń bieżącego roku, podpisany przez prezesa Malika i wiceprezesa Niewidoka.

W Statucie zaś, w rozdziale VII, w punkcie 2 wymienione są żródła finansowania Klubu. I jednych z tych źródeł sa wg statutowych dyspozycji wpływy z działalności statutowej i gospodarczej Klubu.

Przewiduje więc Statut prowadzenie działalności gospodarczej przez Iskrę, bez cienia wątpliwości.

Tymczasem wystąpiłem do przewodniczącego Józefa Cholewki o udostępnienie mi stanowiska burmistrza Wadowic w sprawie mandatu pana Roberta Malika i mam, wczoraj otrzymałem.
I co czytam, co twierdzi Mateusz Klinowski w temacie? Ano pisze m.in tak - ".....oświadczam że Ludowy Klub Sportowy Iskra w Kleczy prowadzi działalność statutową częściowo w oparciu o majątek Gminy Wadowice. Jednak z treści statutu tego stowarzyszenia, ..... wynika że stowarzyszenie nie przewiduje możliwości prowadzenia działalności gospodarczej" 


Kończę, bo mi się dłużyzna zaczyna robić - co dalej? Nie wiem. Rzecz jest w dyspozycji Rady Miejskiej, wiem że przynajmniej część radnych czyta ten blog i ten tekst - mam nadzieję że nie zostawią tak tego - zwłaszcza że ciąży na nich ustawowy obowiązek zawiadomienia oraganów o podejrzeniu popełnienia przestępstwa. Ja mam dość - odruch wymiotny mam po prostu, kiedy myślę o lokalnych sprawach, kreowanych pod egidą 'nowego burmistrza Wadowic".

poniedziałek, 7 marca 2016

Zróbmy referendum w Wadowicach

czyli bez łaski o rzeczach ważnych.


Minął rok ze sporym okładem i dzisiaj miasto wie o nowym burmistrzu Wadowic więcej, dużo więcej niż w czasie kiedy go wybieraliśmy. W telegraficznym skrócie - Mateusz Klinowski jest politykiem niczym, absolutnie niczym nie różniącym się od setek i tysięcy innych, jak kraj długi i szeroki. Otóż ma ogromy problem z osobistą uczciwością - i to na wielu poziomach - od śmierdzącej na kilometr a wciąż nie wyjaśnionej sprawy finansowania własnej kampanii wyborczej, po notoryczne, niemal każdego dnia publicznie głoszone kłamstwa, większego i mniejszego kalibru. Kłamie i manipuluje Klinowski i opinią publiczną (najnowszy przykład to sprawa szarpiącej kobietę na sesji Rady, szefowej komitetu Klinowskiego-Zofii Siłkowskiej)  i nie inaczej postępuje w stosunku do radnych Rady Miejskiej. Egzamin z osobistej uczciwości - niedostateczny.

Więc może chociaż na poziomie takiego gospodarskiego podejścia do spraw gminy jest lepiej. Ano - nie jest. Z szumnie i wielokrotnie zapowiadanej reformy gminnej edukacji wycofał się Klinowski rakiem, próbując przy tym odpowiedzialność za tą porażkę przerzucić na radnych. Radnych którym, UWAGA - nie przedstawił nawet zarysu pomysłu na tą reformę. Reformę którą przedstawiał jako warunek sine qua non możliwości inwestycyjnych gminy w ogóle. Sprawa miejskich parkingów - no dramat w wielu aktach, zakończony z jednej strony zamknięciem przynoszącego gminie dotychczas 90 tysięcy rocznie dochodu parkingu przy Ogrodowej, a z drugiej przyjęciem dla parkingu na Placu Kościuszki przez burmistrza rozwiązania o którym wcześniej mówił do znudzenia Mateusz iż jest niezgodne z prawem!!! Z gospodarności - niedostateczny.

Idąc dalej śladami "osiągnięć" burmistrza - oto wszyscy, absolutnie wszyscy, nawet najprzychylniej nastawieni do Klinowskiego ludzie, zgodnie podkreślają - zatrudnianie znajomych to jedno, już przeżyliśmy Kopra i innych - ale stworzenie całego osobnego wydziału w Urzędzie Miejskim wyłącznie po to, żeby kolega mógł zarabiać przynajmniej dwukrotnie więcej niż dotąd, "pracując"w UM na zlecenie - to jest przekręt którego zaakceptować nie mogą. Przypominam - tak delikatnie sformułowana opinia wyrażana jest przez kolegów i sympatyków Klina - ja mówię o tym prościej - to skurwysyństwo i basta. Z kumoterstwa - celujący.

Ostatnia wreszcie rzecz opisująca Mateusza Michała doktora - wizja. Zawsze przecież może ktoś powiedzieć - no ok, facet ma trudny start ale za to widać że próbuje popchnąć to miasto w dobrym kierunku. Zastanówmy się więc przez sekundę - w jakim kierunku idzie Klin, co jest jego sztandarowym pomysłem. Ano jest taki - ideą fix, tym co postanowił po sobie zostawić miastu burmistrz Klinowski jest całkowite zamknięcie dla ruchu Rynku. Poroniony hipsterski pomysł woonerfa na Lwowskiej, przeniesienie busów na Dworzec to tylko pierwsze kroczki. Celem jest jak mówię - zamknięcie Rynku, i urządzenie na Placu Kościuszki skwerku. Genialne, prawda? Miasto dusi się w korkach, obwodnicy brak, BDI zablokowana, samochody karkołomnie zaparkowane gdzie się da - ale to pryszcz jest. Ważne że Klin będzie mógł przechodzić przez jezdnię gdzie zechce i żaden Wyroba go nie będzie fotografował. Za kompletny odjazd i brak wizji rozwoju - niedostateczny.

No dobrze - oceny po piętnastu miesiącach rządzenia Klinowskiemu wystawiłem - więc co dalej? Czy rzeczywiście oceny te sumują się we wniosek że jedynym rozwiązaniem jest referendum odwoławcze? Czy prawdą jest treść z kartonika pewnej kobiety z problemami, dyktowana zresztą przez pewnego polityka z problemami prawdopodobnie jeszcze większymi? Mówiąc wprost - czy miasto powinno pójść za parą  Kotarba-Łaski i zgodzić się na organizowanie awantury pt. referendum odwoławcze? Moja odpowiedź jest niezmienna - bardzo proszę, bez żartów. Manipulujący kobieciną Kocicho doskonale wie, że nie ma cienia szans żeby skutecznie odwołać Klina - a w całej sprawie chodzi tylko i wyłącznie o niczym nie skażoną nienawiść do Klinowskiego, który przerwał trwającą 20 lat sielankę. Powtarzam więc raz jeszcze - żadnego odwoływania Klinowskiego nie będzie, żadnego referendum w tej sprawie także nie. Politycznie ta sprawa nie istnieje, podobnie zresztą jak autorzy tego "postulatu".

Mój pomysł na to, żeby uratować jeszcze co się da z tej kadencji, także polega na zorganizowaniu referendum. Ale nie po to, by kogokolwiek odwoływać, tylko by popchnąć sprawy na tyle, na ile to możliwe, na tyle na ile leży to w kompetencji gminy, w kierunku, z którego próbuje nas od lat wypchnąć Mateusz Klinowski, w dodatku powołując się na mitologiczną "wolę mieszkańców" czy też na "dobro mieszkańców". Oto poddaję pod rozwagę taką myśl - przeprowadźmy gminne referendum w sprawie podpisania przez Wadowice porozumienia z Generalną Dyrekcją Dróg Krajowych i Autostrad ws budowy Beskidzkiej Drogi Integracyjnej w przebiegu zgodnym z już wkrótce mającą zostać wydaną decyzją środowiskową. Raz na zawsze rozstrzygnijmy - z sposób najbardziej demokratyczny - czego tak naprawdę chcą mieszkańcy gminy Wadowice. Raz na zawsze wytrąćmy politykierom z rąk i gęb pseudo argument o "dobru mieszkańców" czy też ich woli. 

Wszystkie duperele którymi zajmował się i nadal zajmuje Klin, są niczym, są bez najmniejszego znaczenia z punktu widzenia dalszych losów naszego miasta. Cały nasz rozwój, nasza przyszłość jako regionu zależeć będzie od skomunikowania z dużymi ośrodkami i dalej - resztą kraju. Oczywiście że pozytywne stanowisko gminy Wadowice nie wystarczy, by rząd podjął decyzję o budowie. Ale torpedowanie tej inwestycji przez Klinowskiego może do jej podjęcia skutecznie zniechęcać - po prostu potrzeb w skali kraju jest ogrom i nikt nie będzie chciał się użerać z problemami u nas. Wydadzą te pieniądze tam, gdzie problemów nikt robił nie będzie. Wybudują drogę komuś innemu.  

Klinowski nie robi nam łaski - mamy prawo i możemy sami zdecydować o przyszłości miasta i regionu. Zróbmy to. 












  

sobota, 16 stycznia 2016

Zarzucam burmistrzowi niedopełnienie obowiązków

czyli wniosek do Rady Miejskiej w Wadowicach oraz Komisji Rewizyjnej tejże Rady

Uporządkowałem fakty związane z głośno dyskutowaną w mediach, elektronicznych publikatorach oraz pośród mieszkańców gminy, sprawą "obiektów budowlanych" będących we władaniu szefowej Wadowickiej Izby Gospodarczej, pani Zofii Filek.

Zawiadomienie, wszczęcie postępowania przez PINB oraz czynności z nim związane, to przełom czerwca i lipca ubiegłego roku. Biorąc pod uwagę zażyłość burmistrza Klinowskiego oraz pani Zofii Filek - można założyć iż Klinowski już wówczas miał wiedzę o sprawie. Z całą jednak pewnością organ gminy, burmistrz Mateusz Klinowski powziął wiedzę o samowoli budowlanej dnia 13 sierpnia, kiedy to w lokalnym portalu internetowym ukazał się ten artykuł, nie będący li tylko dziennikarską relacją z zaistniałej sytuacji, ale relacją udokumentowaną oficjalnym pismem Powiatowego Inspektora Nadzoru budowlanego.


Od tego momentu sprawa nabrała publicznego wymiaru, weszła w zakres zainteresowania lokalnych blogerów, była opisywana i komentowana. Sam pisałem o niej, rozszerzając kontekst - tutaj .

W sierpniu ubiegłego roku inny bloger, pan Edward Wyroba, zwrócił się z wnioskiem do burmistrza Wadowic dotyczącym między innymi kwestii podatku od nieruchomości, należnego Gminie Wadowice, związanego z dyskutowanymi obiektami budowlanymi. Odpowiedź organu wyglądała tak:

 Bloger Wyroba rzecz jasna popełnił jeszcze wiele tekstów traktujących o tej sprawie - natomiast moja rola zaczęła się w grudniu ubiegłego roku. Jako człowiek na co dzień zajmujący się podatkami, w tym także podatkami lokalnymi, potraktowałem sprawę wyjaśnień p.Całus jako materiał do analizy - tak treści orzeczenia NSA, przywoływanego przez wiceburmistrz, jak i treści samej odpowiedzi.  Wnioski z tej analizy pomijam, jako nieistotne dla tego wywodu, natomiast kluczową sprawą jest mój wniosek o udzielenie informacji publicznej, z dnia 15 grudnia 2015 roku.

Nie bez opóźnień i perturbacji, miesiąc później otrzymałem odpowiedź, tym razem podpisaną przez samego burmistrza Klinowskiego:

Analizując treść poszczególnych dokumentów twierdzę co następuje - burmistrz Mateusz Klinowski, pomimo posiadanej przez siebie wiedzy, zaniechał jakichkolwiek czynności, które miałyby na celu ustalenie stanu faktycznego dotyczącego obiektów budowlanych, mogących być potencjalnym źródłem dochodów gminy, a to w postaci ewentualnie należnego podatku od nieruchomości. Przywoływana w odpowiedzi na moje zapytanie, okoliczność nie występowania zapisów w Ewidencji Nieruchomości NIE STANOWI, stanowić nie może - a wobec decyzji PINB o nakazie rozbiórki samowoli budowlanej z października ubiegłego roku, będąca wręcz kuriozalną, podstawy do zajmowania stanowiska przez organ(burmistrza Wadowic) o rzeczywistym charakterze obiektów budowlanych. W tym miejscu nie sposób nie zauważyć iż odpowiednie wnioski o uzupełnienie danych w Ewidencji składa właściciel nieruchomości- co w tym przypadku oznaczać by musiało samooskarżenie dokonane przez państwa Filek. Trudno oczekiwać iż osoby dopuszczające się samowoli budowlanej jednocześnie rejestrowały ten fakt w odpowiednim wydziale u starosty.

Dodatkowo, z treści dokumentów oraz analizy przebiegu zdarzeń twierdzę, iż także wiceburmistrz Ewa Całus nie miała żadnych merytorycznych podstaw by określić stosunek organu gminy do omawianych nieruchomości. W piśmie - odpowiedzi na zapytanie blogera Wyroby, burmistrz napisała, iż rzecz dotyczy obiektów namiotowych nie połączonych trwale z gruntem, czego nie tylko nie dokumentowały żadne ustalenia, żadna wiedza będąca w posiadaniu Urzędu, ale które to twierdzenie pozostawało w jaskrawej sprzeczności z ustaleniami poczynionymi już w tamtym czasie przez PINB(w treści dokumentu upublicznionego przez portal wadowice24.pl jest mowa o zakotwieniu obiektów).

Biorąc pod uwagę wszystkie te ustalenia składam wniosek do Rady Miejskiej w Wadowicach, oraz do Komisji Rewizyjnej tejże rady, o skorzystanie ze swoich uprawnień, tak by wyjaśnić czy burmistrz miasta, Mateusz Michał Klinowski dochował należytej staranności w ww sprawie. Czy reprezentując interes gminy, w tym jej interes finansowy, nie dopuścił się zaniechania, poprzez brak ustalenia poprzez swój urząd czy, od jakiego czasu i w jakiej ewentualnie wysokości, służy gminie prawo poboru podatku od nieruchomości związane z ww budowlami. Wreszcie wnoszę do Rady Miejskiej o ustalenie czy istnieją podstawy do tego by Rada złożyła zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa z art. 231 Kodeksu Karnego.

Dodatkowo pragnę poinformować iż w sytuacji gdyby pani Zofia Filek wykonała nakaz PINB o rozbiórce omawianych obiektów, gmina raz na zawsze straci możliwość skutecznego ustalenia czy i w jakiej wysokości, kiedykolwiek należał jej się podatek.

Druga okoliczność jaką pragnę przywołać, to taka, iż szacując na podstawie wymiarów fundamentów, określonych przez PINB obie hale magazynowe miały/mają około 300 metrów kwadratowych powierzchni. Co, biorąc pod uwagę wysokość podatku od nieruchomości związanych z prowadzeniem działalności gospodarczej, uchwaloną przez Radę stanowi kwotę ok 30 tysięcy złotych z ostatnich pięciu lat.
Co mając na względzie, proszę o zajęcie stanowiska Rady oraz Komisji możliwie szybko, proponuję by stało się to już na najbliższej sesji Rady.

Odpowiedni wniosek wraz z materiałem z tego bloga prześlę dziś jeszcze do przewodniczącego Józefa Cholewki, przewodniczącej komisji rewizyjnej, pani Zofii Kaczyńskiej oraz do wiadomości burmistrza Klinowskiego.


czwartek, 5 listopada 2015

Pani poseł Ewa Filipiak

czyli płachtą na byka.

Nie pomogły zaklęcia na fejsiku, nie pomogły szmaty nad drogą z wizerunkiem bez dresu, na nic się zdały strachy na Lachy.
Ewa posłem, słanką, została.

Polityczne Wadowice szepczą po kątach. Większość przyjęła wybór Ewy spokojnie, jako rzecz dającą się z dużym prawdopodobieństwem przewidzieć już w dniu, gdy została ogłoszona lista PiS - inni woleliby chyba diabła zjeść, niż Ewę w poselskich ławach zobaczyć. Boją się. Konkretnie dwie grupy ludzi w mieście mają autentyczny problem z takim rozwojem wypadków. Wiecie o kim mówię?

No Klin, to oczywiste - w wyobraźni słyszę Waszą chóralną odpowiedź. To też - ale o nim za moment. Otóż chyba najbardziej boją się dzisiejszej pozycji Ewy Filipiak ludzie z jej byłego otoczenia. Ci którzy jeszcze rok temu łasili się do niej, żyli z niej, i usłużnie szefową nazywali. A którzy niemal natychmiast po przegranych wyborach odwrócili się od niej niemal wszyscy, albo wprost ją zdradzając i podejmując współpracę z Klinowskim, albo w inny, mniej spektakularny sposób okazując nielojalność a pewnie i niewdzięczność w wielu wypadkach. Aż kusi mnie w tym miejscu żeby wymienić kilka nazwisk - bo to wzorcowy przykład na to, czym tak naprawdę jest polityka - i jaka jest kondycja moralna i taka po prostu ludzka, osób z nią związanych - ale mniejsza. Sądzę że sam fakt że dokładnie tak właśnie było - że wczorajsi pochlebcy i sprzymierzeńcy okazali się być jutrzejszymi Judaszami dla Ewy, jest wystarczająco wymowny.

Chcieliście o Klinowskim, no dobrze. Co wybór byłej burmistrz Wadowic oznacza dla burmistrza obecnego? Nic. Ewentualnie bardzo niewiele. A jednocześnie wszystko -bo na tym wyborze zbuduje Klin całą swoją kadencję.

Zanim wyjaśnię, popatrzcie na to, przyjrzyjcie się uważnie:
 Tak tak - Staszek w Warszawie. Dzień wręczenia zaświadczenia o wyborze posłom.
Foto Marcin Guzik

Kotarba chce Wadowic.

Kotarba to postać tragiczna. Z jednej strony polityczny bankrut, człowiek którego żadne gremium, żadne towarzystwo, ani żadna partia w swoim otoczeniu widzieć nie chce - z drugiej znów - najwierniejszy żołnierz Ewy. Do bólu lojalny, zawsze gotów za nią i dla niej walczyć. Słowem - fedain.

Kotarba wypełnia także i inną, być może nawet nie uświadamianą sobie rolę - jest wymarzonym przeciwnikiem dla Klinowskiego -groteskowy, nieporadny, zupełnie niedzisiejszy Staszek - czyż można sobie wyobrazić lepszy powód żeby Klinowski miał pewność że w pojedynku z nim zawsze będzie górą?

Więc co zrobi niegłupi przecież Mateusz? Ano upewni się że w opinii publicznej taki właśnie będzie obraz - że o miasto walczą wyłącznie oni. Obecny burmistrz nic innego od początku kadencji nie opowiada, w warstwie politycznej, miastu, jak tylko o tym, co też to Poprzedniczka zrobiła i w związku z czym on już nie może. Dzisiaj, kiedy Kotarba po roku poniewierki odżywa, stawiam dolary przeciwko orzechom że lejtmotywem do samego końca kadencji oraz w kolejnych wyborach będzie straszenie przez Klinowskiego powrotem pary Filipiak-Kotarba do miasta.

Jaka jest prawda? Czy Ewa rzeczywiście zechce za trzy lata zrzec się poselskiego mandatu i stoczyć bój o miasto? No bez żartów. Jestem głęboko przekonany że Ewa Filipiak burmistrzowanie Wadowicom ma poza sobą. Nie ma najmniejszych powodów żeby ponownie bić się o miasto. Ona już swoją bitwę w dużej mierze wygrała - bo tak sobie myślę, że biła się głównie o pamięć. O sposób w jaki będą o niej myśleć i jak ją zapamiętają ludzie. "Wybrana jako burmistrz w 1994, przez pięć kadencji pełniła swoją funkcję - a karierę polityczną zwieńczyła wyborem do polskiego Parlamentu" - jeżeli będzie jakiś biogram w encyklopediach, to tak właśnie będzie brzmiał - a o szczekaniu piesków słowa w nim nie będzie.

Jest ich trzech. Troje. Dwóch strasznie chce żeby w Wadowicach rozegrał się kolejny melodramat. Tyle że to nieważne. Ważne czego chce Ona. A tym czymś z całą pewnością nie jest obszczekiwanie się z jakimś tam Klinowskim. Już nie. Pociągnąć za ten czy ów sznurek, szepnąć słowo przyszłemu Wojewodzie - a tak - to możliwe a nawet bardzo prawdopodobne. Startować w samorządowych wyborach? No way! - bo i po co?


Za trzy lata prócz Mateusza Kinowskiego będą zapewne jacyś kandydaci na stanowisko burmistrza Wadowic. Może nawet kilku. Ale żaden z nich nie będzie się nazywał Filipiak.
No, chyba że z panny ;) :)












czwartek, 29 października 2015

Nie klękajcie przed Nauką

czyli rozczarowanie.

Z kronikarskiego obowiązku opisuję tematykę kolejnego spotkania w ramach Klubu Humianisty.

Tym razem trafił się temat wyjątkowo mi bliski - "Na tropie tajemnicy bytu". Esej o tym tytule popełniła leciwa pani fizyk - Stanisława Rufin - i na kanwie tej pozycji mieliśmy dyskutować. Musiałem wyjść - nie podyskutowałem, ale to co usłyszałem od, jak zwykle z ogromną kulturą słowa i mimo wszystko, ponadprzeciętną erudycją rozprawiającego, pana Janusza Ślesaka, coś bardzo mocno mi uświadomiło. Gdy ateizm staje się przedmiotem religijnej wiary, a nauka jednym czy też jedynym  jej bożkiem- to pole widzenia zawęża się równie skutecznie, jak w przypadku wszystkich innych wierzeń.

Tak autorka tekstu, jak i pan Ślesak popełnili ten sam błąd. Otóż wskazując na nieadekwatność w objaśnianiu natury świata, pojęć religijnych, próbowali przeciwstawiać je metodzie naukowej, czy też naukowej skuteczności w docieraniu do ostatecznego wyjaśnienia "tajemnicy bytu"

Szanowni Państwo - członkowie klubu humanistów - proszę łaskawie spojrzeć na to :



 To graficzne odwzorowanie pewnej matematycznej funkcji - przez matematyków nazywane Rogiem Gabriela. Zainteresowani z łatwością znajdą opis tej funkcji i jej właściwości - ja wprowadzam to pojęcie, bo doskonale ono obrazuje coś, o czym chcę Was uświadomić. Oto Róg Gabriela ma tę właściwość, iż gdyby przyszedł malarz, to kubełkiem farby o pojemności pi jednostek zdołałby Róg wypełnić - ale jednocześnie tejże farby nie wystarczyłoby żeby tą figurę wewnątrz pomalować!


Już widać do czego zmierzam? Otóż identycznie jest z nauką! Każde ludzkie odkrycie - a już w szczególności każde odkrycie w ramach, wspominanej na spotkaniu Klubu, fizyki kwantowej, nie przybliża nas do ostatecznych odpowiedzi - przeciwnie - multiplikuje tylko pytania. Możemy wlać do "rogu Gabriela" dowolną ilość ludzkiej wiedzy - to powiększy tylko obszar "nie pomalowany. Obszar niewiedzy.

Tak tak - w rzeczywistości dyskutowana wczoraj "tajemnica bytu" jest po prostu niepoznawalna, a ludzkość w pewnym wymiarze skazana na agnostycyzm.

A z tego wynika kolejna lekcja - szanować naukę, uprawiać naukę, poddawać się fascynacji nauką - tak. Absolutyzować  - czyniąc z nauki boski element poznania - nie. W gruncie rzeczy - w samej jej istocie, wszyscy jesteśmy nierozróżnialnie dalecy od wiedzy o 'tajemnicy bytu". I ci którzy klękają przed ołtarzem w kościele i ci którzy klękają przed ołtarzem Nauki.

 Ach tak - noumeny. Byty same w sobie. Pani profesor Rufin użyła kantowskiego pojęcia w sposób wyjątkowo nieszczęśliwy. Nietrafny. Kantowskie noumeny to świat rzeczy niepoznawalnych. To obszar naszej niewiedzy :)

Jeżeli cel jest nieskończenie odległy, to czyż szybciej do niego dotrą ci, którzy zrobili już pierwsze sto kroków? :) To właśnie chcę Wam przekazać. Chełpliwość nie jest własnością, właściwością Nauki. Jest nią raczej pokora i świadomość własnych ograniczeń.

P.S Uświadomiłem sobie że przynajmniej niektórych z Was może zaniepokoić takie stawianie sprawy i zapytacie- dobra, dobra dziadu, to skoro tak, to jakim cudem nauka w ogóle istnieje? Po diabła komuś zajmowanie się sprawami niemozliwymi? Cóż, nauka odniosła już tyle ciężkich knockdown'ów że po prostu stawia sobie skromniejsze cele. Odzwierciedleniem w świecie nauki rozwiązania "tajemnicy bytu" jest tzw. Teoria Wszystkiego. Mimo licznych prób nigdy nie powstała. Już nawet nikt nie próbuje.



piątek, 23 października 2015

Wadowicki samorząd zawsze niegospodarny

czyli jak Klinowski rodowe srebra sprzedał

Bledną wszystkie Kopry i domowe gospodynie w obliczu ostatniego wyczynu burmistrza Klinowskiego. A było tak. Gmina Wadowice była posiadaczem 65 arów działki "deweloperskiej" - tzn z przeznaczeniem pod zabudowę wielorodzinną - pod bloki najprościej mówiąc.

 Burmistrz Klinowski porozumiał się z Zarządem Spółdzielni Mieszkaniowej, po czym przeszedł do Rady Miejskiej, prosić, żeby mu radni pozwolili ten teren sprzedać. Argumenty padały takie że SM nie ma terenów, że Ewa Filipiak blokowała, że mieszkań w Wadowicach mało - wiec gdy miasto grunty sprzeda, to spółdzielnia tanie mieszkania pobuduje. Radni do sprawy początkowo podeszli z nieufnością, od Klinowskiego dodatkowych dokumentów zażądali, głosowanie przeniesiono na kolejną sesję - na której, rzeczywiście - Klin dostał co chciał - radni działkę pozwolili sprzedać.

Więc ogłosił super Wasz bohater po cichutku przetarg, bez żadnych w mediach ogłoszeń, bez wystawienia choćby tablic informujących przejezdnych - robiąc absolutne minimum wymagane przez prawo, jak się domyślam po to, by pies z kulawą nogą o przetargu nie wiedział i SM najlepiej w pojedynkę do przetargu stanęła.

Niestety - znaleźli się od burmistrza sprytniejsi. Już w trakcie trwania procedury przetargowej - jakiś tydzień po ogłoszeniu przez UM zamiaru sprzedaży w BIP, ad hock powstała zupełnie nowa spółka. Nie dość że powstała, to jeszcze dziwnym zbiegiem okoliczności jej kapitał założycielski opiewał na sumę, którą jak się później miało okazać, niemal dokładnie odpowiadała kwocie za jaką ten podmiot ziemię od Klinowskiego kupił.

Tak więc przetarg na najatrakcyjniejszą budowlaną ziemię jaką w ogóle posiadało miasto, odbył się przy udziale dwóch oferentów - Spółdzielni Mieszkaniowej oraz firmy Beskid Deweloper - zarejestrowanej bodaj 19 sierpnia 2015 roku. Dodatkowo, jak się dowiaduję, biorący udział w licytacji, przedstawiciele SM mieli zgodę swojego Zarządu na licytowanie maksymalnie do kwoty 700 tyś. Ta absurdalna sytuacja doprowadziła do tego, iż biznesmeni z Bielska dali 10 tys więcej i działkę wzięli.

Wzięli za ok 109 złotych za metr kwadratowy, podczas gdy ceny tego typu działek w miastach są kilku, a nierzadko kilkunastokrotnie wyższe. 

Po rozmowach z ludźmi zawodowo zajmującymi się obrotem nieruchomościami, z największą ostrożnością mogę powiedzieć że bez ręcznego sterowania, bez "genialnego planu" Klinowskiego o tym by sprzedać ziemię Spółdzielni, miasto mogło wziąć za tą nieruchomość kwotę dwukrotnie wyższą. Powtarzam - co najmniej dwa razy tyle. 

Innymi słowy - gdyby nie totalna ignorancja rynkowa burmistrza Klinowskiego, gdyby nie absurdalna w czasach, gdy developerzy zabijają się o atrakcyjne grunty zwłaszcza w świetnych lokalizacjach, obecność na przetargu dwóch tylko podmiotów, miasto mogło zarobić kilkaset tysięcy, coś w bliskich okolicach miliona złotych więcej. 

W wyniku działalności burmistrza Klinowskiego miasto sprzedało swoje "rodowe srebra"za grosze, obiecywanych tanich mieszkań Spółdzielnia nie wybuduje - a i dalszy los tej działki wcale nie jest pewny - być może po prostu spółka z Bielska sprzeda ją komuś z dużym zyskiem, dziękując Bogu że się w Wadowicach burmistrz-frajer trafił.

"Wadowicki samorząd zawsze niegospodarny" - szmata tej treści przyozdabiała swojego czasu balkon kamienicy pań Zofii i Anny Siłkowskich. Chyba jeszcze nigdy w przeszłości nie był tak aktualny jak dzisiaj - proponuję ją wyprać i rozwiesić ponownie.

Człowiek któremu powierzyliśmy miasto z jednej strony za głupie stoliki do szachów potrafi przepłacić przeszło 100% z jednej strony - oraz stracić krocie na wyprzedaży gminnej własności. Ten człowiek to dla Wadowic po prostu dramat.