czwartek, 13 grudnia 2012

Budżet idealny

czyli shame on you!

Wyposażeni w odruch, analogiczny do psów Pawłowa, milczący radni - wstydźcie się. Unosicie kończyny ilekroć zabrzmi Szczurowe - no to głosujmy! Jeszcze chwila i wasze warunkowanie pójdzie tak daleko że wystarczy wam Salachnowe - wnoszę o zakończenie dyskusji. Kto zresztą wie - może w ogóle sam widok sali obrad będzie u was powodował zamarcie z łapą podniesioną do góry?

Piętnastu ludzi którzy uznali że wszystkie, absolutnie wszystkie sprawy mieszkańców zostały już załatwione? Piętnastu radnych którzy uwierzyli że mieszkają w raju na ziemi? Piętnaście osób, do których nie docierają żadne opinie ich sąsiadów, wyborców, mieszkańców? Piętnastu polityków którzy nie mają potrzeby zawalczenia o pieniądze z budżetu na żaden projekt, żadną sprawę?

Gdzie wasze reprezentowanie ludzi? Gdzie troska o ich interesy? Gdzie bój o pieniądze na ich wypełnienie?
Michale Ogiegło - o co wnioskowałeś w imieniu swoich sąsiadów? A ty, Stanisławie Hucisko?
A wy wszyscy, Andrzeju Gałuszka, Mareku Kubata, Kazimierzu Kuzon, Kazimierzu Lichwiarski, Mario Potoczna, Mariuszu Ruła, Krzysztofie Salachna, Pawle Stopa, Andrzeju Strzeżoń, Zdzisławie Szczur, Stanisławo Wodyńska, Mario Zadora, koalicyjnie "chorzy na niemotę" - kogo wy w tej Radzie reprezentujecie? Czyje problemy rozwiązujecie? Kiedy ostatnio wasze otoczenie zmieniło się pod jakimkolwiek względem na lepsze, po waszej interwencji? Gdzie wasza wizja rozwoju gminy? Wszyscy albo większość z was ma dzieci, wnuki - jaką przyszłość, jakie inwestycje, jakie miejsce do życia im zostawicie?

Już dzisiaj nasze miasto jest zaściankiem, już dzisiaj zaczyna się wyludniać - już dzisiaj młodzi, energiczni, często dobrze wykształceni ludzie, nie mają tu ani możliwości, ani najmniejszego zamiaru żyć, inwestować, osiedlać się. Miasteczko jest na najlepszej drodze do tego, żeby zostać krainą cieni, skansenem w którym żyją wyłącznie urzędnicy - więc pytam was wszystkich - macie jakikolwiek pomysł co z tym zrobić? A jeżeli nie  - jesteście w RM zbędni - pójdźcie za światłą radą Przewodniczącego - złóżcie swoje mandaty i wyjdźcie - a ostatni niech zgasi światło.   

Burmistrz Filipiak bezczynności zarzucić nie można - robi większość rzeczy źle, lekceważąc elementarne zasady, które powinny obowiązywać we wspólnocie samorządowej, niemniej - robi. 

Wy, znakomita większość z was - nie robicie absolutnie nic.  
Wstydźcie się! 

Nie żal mi tych paru groszy które bierzecie za swoją bezczynność. Żałuję miasta które przez wasza niekompetencje,waszą kompletną indolencję, kostnieje i zamiera. Odejdźcie. Znajdą się inni którym się chce i którzy potrafią pracować dla gminy.

P.S - wiem że obiecywałem że nie będzie już w tym roku o polityce. Tekst proszę traktować jako suplement do dyskusji o budżecie:)

wtorek, 11 grudnia 2012

Wszyscy musimy odpocząć

Do końca roku w lokalnej polityce nie wydarzy się raczej już nic istotnego( prócz jutrzejszej RM) - więc przez jakiś czas blog wróci do swojego "normalnego" formatu. Chociaż,  patrząc z perspektywy czasu powinienem raczej powiedzieć że właściwie dopiero teraz będzie szansa że ten format uzyska:)

Może opowiem o książkach, które kupuje niemal nałogowo, a większości których przeczytanie wciąż odkładam na jakieś, wyposażone w więcej wolnego czasu, jutro? Zobaczymy.

Rozstając się na jakiś czas z gminną polityką chcę Wam powiedzieć o tym, jak na własny użytek sformułowałem najważniejszy do osiągnięcia przez opozycję przed kolejnymi wyborami, cel.
Otóż w mojej ocenie sytuacja naszej gminy ma szanse na jakościową zmianę, skok właściwie, wtedy i tylko wtedy gdy zdołamy włączyć do rozmowy o jej sprawach  mieszkańców na tyle masowo, żeby frekwencja w wyborach 2014r wyniosła blisko 50%.

Są oczywiście inne wizje, inne pomysły na wygranie naszego miasta od antytezy demokraty - Stanisława Kotarby i jego równie do demokracji  nieufnie nastawionej ,  szefowej - Ewy Filipiak.
Istnieją i są realizowane. Możliwe  nawet zresztą że okażą się w przejęciu władzy skuteczne.

Różnica polega na tym, że dla mnie to przejęcie to tylko etap pośredni. Celem są ludzie. Marzy mi się żeby już zawsze kierowali się zasadą ograniczonego zaufania do władzy. Tej która jest teraz i każdej następnej.

Nie ufajcie tym skurczybykom, niezależnie na od tego na jakie świętości będą przysięgać i jakimi hasłami szermować. Patrzcie im na ręce i liczcie publiczne pieniądze. One są także Wasze. I nigdy nie dawajcie sobie wmówić że na zrealizowanie jakichś waszych, wspólnotowych potrzeb, pieniędzy w gminnej kasie nie wystarczy. To bzdura. Dobrze planując wydatki, pieniędzy wystarczy dla najskromniejszego nawet przysiółka - a to żeby utwardzić drogę, a to żeby wymienić przypominający szwajcarski ser asfalt. Wystarczy, a jeśli nie, to pozostaje jeszcze  Burmistrz, która ma w rękawie milion złotych:)






sobota, 8 grudnia 2012

Kłamstwa i kłamstewka Ewy Filipiak

czyli La dona e mobile.

Dwie sprawy na gorąco po obejrzeniu relacji z kolejnej sesji RM na zsyłce.

W sytuacji gdyby burmistrz Ewa Filipiak zechciała "podjąć kroki prawne" czy to na podstawie Cholewkowej uchwały, czy w ramach własnych kompetencji - zastrzegam - nie pamiętam na którym posiedzeniu RM padły słowa które za sekundę przytoczę, ale mam całkowitą pewność że padły - i to z pani ust pani Burmistrz. Więc zanim do sądu z dziaduniem - radzę odtworzyć sobie z pamięci bądź, dzięki materiałom video opłacanym i organizowanym przez IWW - właśnie z nich - co i w jakich okolicznościach pani mówiła.

Otóż - na pogłębiające i dociekliwe pytania radnych - Odrozka i Klinowskiego, pouczyła ich pani i srogo napomniała  jakiś czas temu żeby raczyli udać się do kierowników odpowiednich wydziałów w UM i tam dostaną odpowiedzi na wszystkie szczegółowe pytania. Pamiętam że powiedziała pani z naganą w głosie że inni radni tak właśnie postępują, sugerując jakiś rodzaj lenistwa Klinowskiego czy Odrozka.

Na sesji "ponikiewskiej" zaś mówi pani wprost - to nie jest tak ze wy zwracacie się z pytaniami do pana Tadzia, pani X czy Y - to burmistrz jest adresatem tych pytań.

I to uznaje za kłamstewko. Taką kobiecą nawet, bo przecież nie urzędniczą, zmienność - gdy było pani wygodnie - odsyłała pani radnych do urzędników UM  - gdy ma pani taką potrzebę twierdzi pani stanowczo że tak naprawdę to nie do nich zwracają się mieszkańcy - a do pani właśnie.

Jaka więc jest prawda? Otóż kierownicy wydziałów w pani urzędzie mają obowiązek odpowiadać na pytania mieszkańców, udostępniać żądane przez nich materiały, na podstawie ustawy o dostępie do informacji, WCALE z Burmistrzem tego nie konsultując. To po prostu jest ich obowiązek. Pani rola powinna polegać na tym, żeby po pierwsze - w sytuacjach gdy zachodzą uzasadnione wątpliwości, wyrażane przez kierownika wydziału, czy dana informacja mieści się czy nie, w zakresie informacji objętych Ustawą, podjąć rozstrzygającą decyzję i wziąć za nią odpowiedzialność, po drugie zaś, być instancją odwoławczą dla żądającego informacji OBYWATELA w sytuacji, w której z jakichś przyczyn kierownik odmawia udzielenia informacji bądź udostępnienia dokumentów.

Kłamstwem zaś, chociaż zakamuflowanym jest to co pani powiedziała niejako w biegu, czy kamuflując swoją wypowiedź pytającą formą - o tym jakoby elementy wyłączone z umowy z Mostostalem były wyłączone także z finansowania w ramach tej umowy. Radni nie pytają pani o przestawianie zapisów w papierach. Pytają o pieniądze.

Jaka wiec jest prawda? Mostostal, kosztorysując sobie inwestycję przed przystąpieniem do przetargu, wyceniał jej poszczególne elementy. Jest zupełnie oczywiste że "mała architektura" w wycenie Mostostalu była warta mniej, być może nawet o wiele, wiele mniej -  niż będzie kosztowało jej wykonanie po wyłączeniu z inwestycji głównej i rozpisaniu nowych przetargów. Z oczywistych powodów - pojedynczy element zawsze kosztuje więcej niż ten sam element wyceniany, liczony w ramach większego projektu. Jeżeli kupi pani od staruszki na targowisku jajeczko - zapłaci pani złotówkę. Jeżeli jajeczek będzie trzydzieści - pojedyncze wyjdzie po 60 gr. Takie są prawa rynku.

Z których to słów wycofam się wraz z przeprosinami, jeżeli potrafi pani wykazać że zamiana pierwotnego planu na nowe przetargi odbędzie się EKWIWALENTNIE pod względem finansowym.  Innymi słowy - że elementy rynku budowane w ramach nowych przetargów, będą wycenione i będą nas kosztowały TYLE SAMO, na ile zostały pierwotnie wycenione przez Mostostal.

środa, 5 grudnia 2012

Wadowickim Radnym. Wszystkim.


Cyferki, kolumienki czyli z czym zjeść budżet.


Gdy wiele tygodni temu, na blogu H. Odrozka, próbowaliśmy przekonać go że głosowanie nad kształtem budżetu oraz jego wykonaniem za poprzedni rok, ma wymiar politycznej, wielowymiarowej,  całościowej oceny pracy Burmistrz - szło to bardzo opornie. Radny uważał że skoro Regionalna Izba Obrachunkowa nie wnosi poważnych zastrzeżeń, to właściwie wszystko jest w porządku a przynajmniej on nie znajduje powodów żeby zagłosować przeciw.

Pomyślałem wówczas ze skoro jeden z najbardziej rozgarniętych radnych, w dodatku opozycyjnych, ma taki ogląd spraw, to czeka nas wszystkich długa droga żeby uzyskać satysfakcjonujący  poziom świadomości Rady Miejskiej w sprawie  tego, co i dlaczego się dzieje na sesjach tzw. budżetowych. Za czym w istocie głosują podnosząc rękę "ZA" lub "PRZECIW" podczas najważniejszego w całym roku posiedzenia RM. Droga, której być może nigdy nie zdołamy przebyć.

Jedynym radnym który uchwały budżetowe głosował przeciw bądź wstrzymywał się od głosu, był Mateusz Klinowski.

Dzisiaj mam powody przypuszczać że przynajmniej Henryk Odrozek i Paweł Janas patrzą na uchwałę budżetowa już odrobinę inaczej. Obywatel Wadowic wykazał  z jaką, godną lepszej sprawy, konsekwencją Burmistrz rękami radnych, odbiera fundusze Radom Osiedli i Sołectwom, ja w poprzednim poście alarmowałem, jak potężne pieniądze zostawia do swojej wyłącznej dyspozycji Ewa Filipiak.
Inicjatywa Wolne Wadowice analizowała  przepływy finansowe w ramach kółek wzajemnej adoracji, jakimi  jest obrośnięty UM.

Zestawiając wszystkie te publikacje, prócz politycznego rozczytywania gminnych finansów, jeden wniosek jest absolutnie apolityczny - i wynika wprost z samego mechanizmu dystrybucji miejskiej kasy - otóż projektując budżet, Ewa Filipiak centralizuje wszelkie decyzje dotyczące finansów gminy, pozbawiając na nie wpływu nie tylko jednostki pomocnicze ale także samych radnych i skupiając je we własnych rękach.

A radni głosując budżet muszą mieć świadomość że ich "ZA" oznacza w rzeczy samej mniej demokracji w gminie, mniej uczestnictwa mieszkańców w jej sprawach, mniej kontroli nad tym co się dzieje z gminnymi pieniędzmi, nawet dla nich samych.

wtorek, 4 grudnia 2012

Jeden procent!

1 % - od takiego pułapu chcielibyśmy zacząć projekt wydawania pieniędzy przez mieszkańców naszej gminy w ramach Budżetu Partycypacyjnego.

1% wydatków gminy to 980 000 zł.

1% to dokładnie tyle, ile Burmistrz Ewa Filipiak ma decyzją radnych zagwarantowane do własnej, jednoosobowo podejmowanej decyzji(formalnie z kontrasygnatą Skarbnika) kiedy i na co przeznaczy blisko milion złotych.

1% podczas gdy Ustawa o Finansach Publicznych wymaga zaledwie jednej dziesiątej procenta jako rezerwy ogólnej w budżecie.

Inne zestawienia oraz komentarze znajdziecie u Obywatela Wadowic.

niedziela, 2 grudnia 2012

Czego Kotarba może nauczyć się od Edka

Kotarba, Cholewka i wielu, wielu innych.

Z Edwardem Wyrobą dzieli mnie bardzo wiele. Nawet nie tyle z nim osobiście - jak dotąd nie spotkaliśmy się jeszcze nigdy, co z jego poglądami na wiele spraw,  oraz ze sposobem ich przez niego głoszenia. Pisałem o tym niejednokrotnie na tym blogu. Oraz, co w tej sytuacji istotniejsze - także w mojej z nim prywatnej korespondencji. 

Co na to Edek? Jakim ten zatraceniec i lokalny polityczny Don Kichot okazał się być człowiekiem? Zaraz oddam mu głos - tylko dwa słowa wprowadzenia - zaglądając w miejsca w moim blogu gdzie operator łaskawie udostępnia mi różne statystyki, zauważyłem kilka dni temu że od jakiegoś czasu całkiem niemała liczba odwiedzających przekierowywana jest do mnie z Edkowego bloga. Okazało się że gość dodał u siebie link z dziaduniowym adresem. Napisałem wiec kilka słów z podziękowaniami za to.

 To, co odpisał mi Edward Wyroba, uznałem że jest na tyle istotne że pozwalam sobie, poinformowawszy go uprzednio, zamieścić fragment jego do mnie maila.

 Nie ma za co dziękować. Po prostu uważam, że wadowiczanie i nie tylko(....) mają prawo do szerokiej wiedzy o tym co piszą inni. A przecież zauważyłeś, że każdy z nas ma inne "zacięcie" i dopiero ich połączenie (tych naszych "zacięć", może dać pełny obraz gminy komuś, kto mieszka i w Wadowicach i w Kalwarii i w Nowym Jorku.
I nie przejmuj się tym, że się nie odwdzięczysz...

Powtarzam - to napisał gość którego publicznie tutaj za wiele spraw krytykowałem.  I istnieje duża szansa że skrytykuje kiedyś znowu.

Jak na tym tle wygląda zuch Cholewka ze swoim ściganiem? Jak Kotarba ze swoim tropieniem? Jak wycinający niewygodne komentarze asystent?
Dalsze komentarze chyba zbędne.
Szacun, Edek!

sobota, 1 grudnia 2012

Co musi zrobić Ewa Filipiak

żeby wygrać wybory?

Odpowiedź jest porażająco prosta - NIC.
To jest logicznie i politologicznie poprawna odpowiedź.
Ale to jest także coś znacznie więcej - zdaję sobie sprawę z  ryzyka że skorzysta z podpowiedzi, ale niech tam - to jest także najlepsza dla niej strategicznie odpowiedź na kolejne lata.

Siła inercji w układzie jest tak ogromna że spokojnie wystarczy do, na wieki wieków zachowania status quo. Każde natomiast działanie, każde wprowadzenie układu w ruch, wytrąca go z wyznaczonej trajektorii.

Nie, nie - nie zostałem kolejnym osobistym doradcą Ewy:)

Mówię o tym dlatego żeby pokazać że fizyka tego układu jest dość prosta. Siły przykładane do niego z zewnątrz są skuteczne wyłącznie o tyle, o ile rezonują, wywołują reakcję wewnątrz. Dotychczas udawało się to w zaskakująco dużym stopniu. Nie jestem pewien czy tak będzie nadal.

Dlatego od jakiegoś już czasu, proponujemy także inny sposób wpływania na przebieg zdarzeń. Próby rozkołysania bezwładu to jedno, niech trwają - ale popracujmy także trochę nad fizyką cząstek:)

P.S - jeden przykład, żeby to co próbuje powiedzieć nabrało chociaż odrobinę przejrzystości - proszę sobie przypomnieć pierwszą manifestację zorganizowaną przez IWW. To była siła przyłożona od zewnątrz. Która nawet na gram nie wpłynęłaby na nic, gdyby nie wewnętrzne drganie, nie wewnętrzna reakcja, w postaci klasycznego już dzisiaj i z upływem czasu pamiętanego chyba coraz bardziej, wystąpienia Stanisława Kotarby. Efekt manifestacji nie był pochodną jej siły - był i jest pochodną siły słów i postawy Staszka.