Dzisiaj mam zamiar napisać coś, za co oberwę od was po głowie. Albo - dostanę w ryło, żeby się już trzymać lokalnego kolorytu ) W każdym razie - część z was z pewnością się ma mnie wkurzy - więc tym bardziej was proszę o szczególnie staranne przeczytanie tego co próbuję powiedzieć.
Rezygnacja z bizantyjskiego przepychu przez wciąż jeszcze nowego Papieża Franciszka przysporzyła mu i prawdopodobnie w dalszym ciągu przysparzać będzie mnóstwo sympatii wśród ludzi. Posunięcia takie jak wstrzymanie wypłaty premii dla zatrudnionych w Watykanie z okazji wyboru papieża dają rzeczywiste, policzalne oszczędności - inne, jak choćby tylko pozłacany pierścień czy rezygnacja z zamieszkania w papieskich apartamentach mają znaczenie głównie symboliczne. Zupełnie znów niesymbolicznie zabrzmiał papieski głos o karierowiczach w Kościele - głos Franciszka o złodziejach i zbójach wewnątrz Kościoła zabrzmiał jak zamanifestowanie celu pontyfikatu - wszystko wskazuje na to że ma nim być i pewnie faktycznie będzie, próba oczyszczenia KK, sanacji zawrzodzonej sytuacji w Kurii Rzymskiej i w Kościele w ogóle.
Papież streszcza cel swojej misji w prostych słowach - Kościół powinien być ubogi i dla ubogich.
A dziadunio odpowiada - a takiego wała.
Lub inaczej - jeżeli Papież Franciszek ma na myśli pohamowanie, nieokiełznanego jak świat światem, apetytu na doczesne dobra, przez część kardynałów, biskupów oraz zwykłych kapłanów - tu sprawa jest oczywista, podpisuję się i popieram w każdym calu.
Jak większość z was - ja także mam odruch wymiotny gdy widzę hierarchów przyjeżdżających na jakieś obrady w ramach episkopatu samochodami z których najtańszy jest wart pewnie 200 tysięcy złotych. Jak każdy z was - gdy widzę coś co zostało wybudowane w Licheniu, zastanawiam się - czy w obiekcie za kilka miliardów(na oko szacuję - całkiem możliwe że kosztował kilkanaście miliardów) rzeczywiście ktokolwiek jest w stanie choćby na sekundę oderwać zmysły i myśli od doczesności i skupić je na tym, na czym jak się domyślam, powinna polegać modlitwa? Że już o fallicznych kompleksach projektantów posągów w Świebodzinie czy ostatnio - Częstochowie nie wspomnę.
Więc dlaczego mówię Franciszkowi - wała? Ano z prostego powodu - gdyby Papież swój postulat traktował dosłownie - i gdyby jakimś cudem go spełnił - gdyby KK rzeczywiście stał się ubogi a większość dóbr spieniężył i rozdał ubogim to .... przestałby istnieć. Zniknąłby i utracił wszystkie te funkcje społeczne, polityczne oraz opiniotwórcze które wypełnia dzisiaj. I to wypełnia, jak rozumiem, ku zadowoleniu swoich członków - właśnie zwyczajnych, ubogich ludzi.
Świat jest tak skonstruowany - zawsze był i mam solidne podstawy żeby twierdzić że zawsze będzie że ubodzy nie mają racji. Mało kto ich słucha, nikt się z nimi nie liczy - ich postulaty i potrzeby zaspakajane są albo wcale albo marginalnie i w ostatniej kolejności.
Kościół jest jak monarcha z minionych epok - albo ma pieniądze - a co za tym idzie -wpływy i władzę, albo podszarpują go inni, a sam spędza życie skupiając się na przetrwaniu. Świat od dawna jest na tym etapie rozwoju, że dzisiaj rządu dusz nie da się sprawować samym dobrym słowem. Choćby to nawet była "dobra nowina". Kościół żeby istnieć i wypełniać rolę której, jak rozumiem, oczekują wierni musi mieć w ręku .... no cóż - żywą gotówkę - która daje się przekładać na prężnie działające ośrodki, szkoły, uniwersytety, media, wydawnictwa, słowem - wszystko to co pozwala skutecznie skupiać wokół siebie ludzi i dzięki tym ludziom mieć silną pozycję w negocjowaniu z innymi swojej wizji świata.
Mówiąc o tej wizji mam na myśli tak sprawy czysto polityczne - mocno ekspansywny Islam na przykład - jak i światopoglądowe - czasem mam wrażenie że Kościół jest jak gderająca żona - gdy spotykamy się z dawno nie widzianymi kumplami i pęka jedna butelka za drugą, żony zaczynają gdakać. Podczas spotkania - ten kto się da za rękaw od stolika żonie odciągnąć - ten frajer - ale następnego ranka kaca ma znacznie mniejszego:):):) Wiem, wiem - porównanie dziwne - ale co mam zrobić - dokładnie tak to czasami widzę - Kościół gdacze, powstrzymuje różne sprawy - wszyscy się burzą, ze ciemnogród, że chcą więcej postępu- tylko że ten postęp czasami oznacza wielkiego kaca właśnie.
Z punktu widzenia członków KK postulaty Franciszka powinny oznaczać że chce i poprowadzi Kościół do powściągliwości. Do powściągliwości w konsumowaniu bogactwa ale nie do ubóstwa.
piątek, 10 maja 2013
czwartek, 9 maja 2013
Co powie Ewa
Państwowej Komisji Wyborczej.
Odkąd pamiętam Ewa Filipiak startując w kolejnych wyborach zawsze twierdziła i publicznie deklarowała że jest bezpartyjna. Cóż - możliwe. Możliwe że nigdy nie była członkiem PIS-u. Możliwe że nie zmieniła zdania i dzisiaj nie jest członkiem PO. Możliwe nawet, że było nie było fizyk z wykształcenia, droga Ewa tak pododawała wektory swoich partyjnych bytności w najbardziej antagonistycznych względem siebie organizacjach, iż wyszło jej na zero:D:D
Usilnie próbował mnie tu wczoraj ktoś ubrać w partyjne szatki i to pomimo tego że jedyną organizacją w której kiedykolwiek uczestniczyłem był MKS Szarotka Wadowice, prowadzony przez Józefa Zemana.
Więc tak sprowokowany pytam, jeżeli Ewa Filipiak nie jest członkiem partii rządzącej - Platformy Obywatelskiej to dlaczego szef małopolskiej PO Ireneusz Raś, który jak rozumiem odpowiada za treści które publikuje twierdzi coś przeciwnego?
Ewo Filipiak, czy na oficjalną stronę małopolskiej PO wpisał cię haker? Czy po prostu jesteś wielką obrotową lokalnej polityki, która przeskakuje z partii do partii w zależności od tego w którą stronę wieje wiatr?
No i - jakiej treści oświadczenie złożysz w PKW przed następnymi wyborami?;)
Odkąd pamiętam Ewa Filipiak startując w kolejnych wyborach zawsze twierdziła i publicznie deklarowała że jest bezpartyjna. Cóż - możliwe. Możliwe że nigdy nie była członkiem PIS-u. Możliwe że nie zmieniła zdania i dzisiaj nie jest członkiem PO. Możliwe nawet, że było nie było fizyk z wykształcenia, droga Ewa tak pododawała wektory swoich partyjnych bytności w najbardziej antagonistycznych względem siebie organizacjach, iż wyszło jej na zero:D:D
Usilnie próbował mnie tu wczoraj ktoś ubrać w partyjne szatki i to pomimo tego że jedyną organizacją w której kiedykolwiek uczestniczyłem był MKS Szarotka Wadowice, prowadzony przez Józefa Zemana.
Więc tak sprowokowany pytam, jeżeli Ewa Filipiak nie jest członkiem partii rządzącej - Platformy Obywatelskiej to dlaczego szef małopolskiej PO Ireneusz Raś, który jak rozumiem odpowiada za treści które publikuje twierdzi coś przeciwnego?
Ewo Filipiak, czy na oficjalną stronę małopolskiej PO wpisał cię haker? Czy po prostu jesteś wielką obrotową lokalnej polityki, która przeskakuje z partii do partii w zależności od tego w którą stronę wieje wiatr?
No i - jakiej treści oświadczenie złożysz w PKW przed następnymi wyborami?;)
środa, 8 maja 2013
Czy Klinowski dogadał się z Kotarbą?
Czyli największy sojusznik opozycji.
Wiecie że miało być - właściwie wciąż jest w planach, spotkanie IWW oraz blogerów z mieszkańcami Wadowic. Właśnie w ramach przygotowań do tego spotkania zrobiłem dość gruntowne podsumowanie działań, osiągnięć a także słabości opozycji. Nie będę wam zawracał głowy szczegółami - opowiem tylko dlaczego jako wynik tych rozważań otrzymałem dość zaskakujący wniosek - otóż naszym największym, najbardziej niezawodnym sojusznikiem jest - Stanisław Kotarba!
Nie nie - to nie żart, ani próba podniesienia ciśnienia Staszkowi - spójrzcie - my coś robimy - efekt jest ledwie zadowalający - natychmiast przybiega Stachu i bach - potęguje go i zwielokrotnia.
Tak było z pierwszą manifestacją IWW - przyszło kilkadziesiąt osób, zaznaczyliśmy swoją obecność - Staszkowi było mało - zabrał pod pachę statywa , palnął że wszystkich was znamy, policja was będzie ścigać - i wiecie co? Znam jednego asystenta ministra, który tego fragmentu używa jako dzwonek w telefonie, jak bozie kocham że to prawda :D:D:D
Akcja śmieciowa - kolejne wsparcie Kotarby - jego "czyste zaśmiecanie" plus kolejny wniosek na policję o ściganie - efekt - Pajda pobił chyba rekord wszech czasów, tyle osób przeczytało u niego uzasadnienie sądu, iż nie tylko żadnego zaśmiecania nie było, ale sama akcja była pożyteczna i społecznie ważna.
Minęło trochę czasu - opozycja jakby trochę oklapła, skupiliśmy się na myśleniu i pisaniu raczej niż na widowiskowym działaniu - Stasio i z tym sobie poradził - tak przebierał nóżkami żeby coś zaczęło się dziać że zaciągnął do sądu blisko osiemdziesięcioletniego weterana, p.Grzyba - i stanowczo tam twierdził że czuł się poważnie zagrożony przez dziadunia. Był jak zawsze niezwykle skuteczny - kolejne osoby zaczęły z obrzydzeniem myśleć o rządzących naszym miastem.
W między czasie zaś dzielny nasz Stanisław wykorzystywał każdą, nawet najdrobniejszą okazję żeby kompromitować wadowicki układ - a to dając nam wszystkim uciechę czy, jak to mówi młodzi - bekę - swoimi osławionymi neologizmami typu - "parku miejsku" "konfabulacja fikcji" a to zmykając przed dwudziestokilkuletnią reporterką ogólnopolskiej stacji telewizyjnej.
Jednym z jego ostatnich wybryków jest kolejna mina na którą wpakował swoją zwierzchniczkę - Ewę Filipiak. Mówię oczywiście o wymyślonym na kolanie pomyśle, żeby podpiąć się pod projekt tras rowerowych, prowadzony przez Urząd Marszałkowski. Miasto aż trzęsie się ze śmiechu po tym jak ujawniłem że Ewka ustaliła z projektantem że zrobią ścieżkę rowerową na Zatorskiej.
No i zupełnie już na koniec - najnowszy smaczek - protegowany naszego dzielnego Stanisława, urzędnik niskiego szczebla w UM - nijaki:) Hajnosz, pozywa Klinowskiego za to, że tamten dowiedział się że Piotruś został przyłapany jak wespół - w zespół ze swoim padrone zrywał plakaty podczas akcji referendalnej w sąsiedniej Kalwarii. Chociaż stop - tutaj oczywiście się wycofuje - niedoszły poseł był tylko kierowcą;)
Od jakiegoś czasu coś mi nie dawało spokoju. Od dość dawna podejrzewałem że Mateusz Klinowski nie mówi mi wszystkiego - że ma jakieś karty poukrywane w rękawach. I właściwie dopiero dzisiaj zacząłem się domyślać że jedną z tych kart - asem w rękawie Klinowskiego może być Stanisław Kotarba:)
Nie wiem czy i jaki dokładnie panowie zawarli układ - ale z całą pewnością mogę powiedzieć, że Stachu zrobił dla ośmieszenia i skompromitowania Ewy Filipiak co najmniej tyle samo, co cała opozycja razem wzięta.
A ja - cóż - mogę tylko, parafrazując słowa poety, powiedzieć dzisiaj - Staszku, jesteś wielki, obyś trwał wiecznie :D:D:D
P.S
Pisząc tekst nie wiedziałem że wstrzeliłem się z nim w dzień imienin bohatera - macie lepszy refleks - kilka waszych smsów szybko mi to uświadomiło:) Tym bardziej - sto lat dla człowieka, który wydatnie nam pomaga demontować wadowicki układ:):):)
Wiecie że miało być - właściwie wciąż jest w planach, spotkanie IWW oraz blogerów z mieszkańcami Wadowic. Właśnie w ramach przygotowań do tego spotkania zrobiłem dość gruntowne podsumowanie działań, osiągnięć a także słabości opozycji. Nie będę wam zawracał głowy szczegółami - opowiem tylko dlaczego jako wynik tych rozważań otrzymałem dość zaskakujący wniosek - otóż naszym największym, najbardziej niezawodnym sojusznikiem jest - Stanisław Kotarba!
Nie nie - to nie żart, ani próba podniesienia ciśnienia Staszkowi - spójrzcie - my coś robimy - efekt jest ledwie zadowalający - natychmiast przybiega Stachu i bach - potęguje go i zwielokrotnia.
Tak było z pierwszą manifestacją IWW - przyszło kilkadziesiąt osób, zaznaczyliśmy swoją obecność - Staszkowi było mało - zabrał pod pachę statywa , palnął że wszystkich was znamy, policja was będzie ścigać - i wiecie co? Znam jednego asystenta ministra, który tego fragmentu używa jako dzwonek w telefonie, jak bozie kocham że to prawda :D:D:D
Akcja śmieciowa - kolejne wsparcie Kotarby - jego "czyste zaśmiecanie" plus kolejny wniosek na policję o ściganie - efekt - Pajda pobił chyba rekord wszech czasów, tyle osób przeczytało u niego uzasadnienie sądu, iż nie tylko żadnego zaśmiecania nie było, ale sama akcja była pożyteczna i społecznie ważna.
Minęło trochę czasu - opozycja jakby trochę oklapła, skupiliśmy się na myśleniu i pisaniu raczej niż na widowiskowym działaniu - Stasio i z tym sobie poradził - tak przebierał nóżkami żeby coś zaczęło się dziać że zaciągnął do sądu blisko osiemdziesięcioletniego weterana, p.Grzyba - i stanowczo tam twierdził że czuł się poważnie zagrożony przez dziadunia. Był jak zawsze niezwykle skuteczny - kolejne osoby zaczęły z obrzydzeniem myśleć o rządzących naszym miastem.
W między czasie zaś dzielny nasz Stanisław wykorzystywał każdą, nawet najdrobniejszą okazję żeby kompromitować wadowicki układ - a to dając nam wszystkim uciechę czy, jak to mówi młodzi - bekę - swoimi osławionymi neologizmami typu - "parku miejsku" "konfabulacja fikcji" a to zmykając przed dwudziestokilkuletnią reporterką ogólnopolskiej stacji telewizyjnej.
Jednym z jego ostatnich wybryków jest kolejna mina na którą wpakował swoją zwierzchniczkę - Ewę Filipiak. Mówię oczywiście o wymyślonym na kolanie pomyśle, żeby podpiąć się pod projekt tras rowerowych, prowadzony przez Urząd Marszałkowski. Miasto aż trzęsie się ze śmiechu po tym jak ujawniłem że Ewka ustaliła z projektantem że zrobią ścieżkę rowerową na Zatorskiej.
No i zupełnie już na koniec - najnowszy smaczek - protegowany naszego dzielnego Stanisława, urzędnik niskiego szczebla w UM - nijaki:) Hajnosz, pozywa Klinowskiego za to, że tamten dowiedział się że Piotruś został przyłapany jak wespół - w zespół ze swoim padrone zrywał plakaty podczas akcji referendalnej w sąsiedniej Kalwarii. Chociaż stop - tutaj oczywiście się wycofuje - niedoszły poseł był tylko kierowcą;)
Od jakiegoś czasu coś mi nie dawało spokoju. Od dość dawna podejrzewałem że Mateusz Klinowski nie mówi mi wszystkiego - że ma jakieś karty poukrywane w rękawach. I właściwie dopiero dzisiaj zacząłem się domyślać że jedną z tych kart - asem w rękawie Klinowskiego może być Stanisław Kotarba:)
Nie wiem czy i jaki dokładnie panowie zawarli układ - ale z całą pewnością mogę powiedzieć, że Stachu zrobił dla ośmieszenia i skompromitowania Ewy Filipiak co najmniej tyle samo, co cała opozycja razem wzięta.
A ja - cóż - mogę tylko, parafrazując słowa poety, powiedzieć dzisiaj - Staszku, jesteś wielki, obyś trwał wiecznie :D:D:D
P.S
Pisząc tekst nie wiedziałem że wstrzeliłem się z nim w dzień imienin bohatera - macie lepszy refleks - kilka waszych smsów szybko mi to uświadomiło:) Tym bardziej - sto lat dla człowieka, który wydatnie nam pomaga demontować wadowicki układ:):):)
wtorek, 7 maja 2013
Umrzeć - jak to łatwo powiedzieć
czyli o tym co uwiera niektórych kapłanów.
Zdarzało się wam przeczytać lub, o co chyba nawet łatwiej - usłyszeć podczas niedzielnej homilii dramatyczne wezwanie do obrony prawdy, poparte jeszcze mocniejszymi przykładami, wyciągniętymi już to z mroków historii, już to z współczesnych obrzeży naszej cywilizacji, pokazującymi ludzi którzy umierali w obronie swojej wiary? W obronie prawdy w która święcie wierzyli? Mocna rzecz, prawda? Umrzeć za prawdę.
Jeżeli tak - to najprawdopodobniej w tym samym kazaniu usłyszeliście o potrzebie dnia dzisiejszego - o potrzebie i konieczności obrony wiary i Kościoła przed nagonkami, atakami i próbą unicestwiania prawdy przez wszystkich tych, którzy o kościele czy kapłanach wypowiadają się źle. Czasami także o tych którzy po prostu mieli odwagę zadawać Kościołowi pytania.
I ładnie - ja nawet rozumiem ten rodzaj retoryki - proste podziały - my- oni -swój-wróg- to zawsze działa lepiej i lepiej trafia do nieskomplikowanych umysłów, niż najsubtelniejsze nawet rozważania natury teologicznej czy moralnej.
Więc sam też daruję sobie rozważania tego typu - i zapytam nieśmiało - co czuja i myślą kapłani, którzy chwilę po tym, jak wygłosili płomienne kazanie o prawdzie, dowiadują się że ich przełożony, złożywszy oświadczenie, dokument mówiący o tym że wartą blisko 500000 zł działkę arcybiskup kupuje na cele sakralne - kupił ją od miasta za cenę stokrotnie niższą - po czym z całym spokojem i pokorą sługi bożego - założył na tej działce hodowlę jeleniowatych?
Co pomyślą i powiedzą różnej maści palikotowcy, lewaki i inne zwydziwiańce, wiadomo - ja zadaję sobie pytanie co na to kapłani i wierni? W jakie słowa ubiorą i czym spróbują przesłonić ten wycinek prawdy?
Sprawa która zainspirowała mnie do napisania tej notki nie dotyczy naszego terenu - mówię o radosnych dokonaniach Arcybiskupa Słowoja Leszka Głodzia. W Gdańsku.
A całkiem na marginesie dodam że w Kościele Powszechnym już powstaje frakcja buntu przeciwko Papieżowi Franciszkowi. Póki co ich głównym argumentem - najpoważniejszym zarzutem jest to iż nie noszenie gronostajowych pelerynek i ręcznie robionych bucików obniża autorytet Papieża. Nie, nie - nie mylę się - istnieją kapłani i biskupi, którzy rzeczywiście sądzą iż autorytet głowy kościoła daje się zbudować i upchnąć w gadżety.
Zdarzało się wam przeczytać lub, o co chyba nawet łatwiej - usłyszeć podczas niedzielnej homilii dramatyczne wezwanie do obrony prawdy, poparte jeszcze mocniejszymi przykładami, wyciągniętymi już to z mroków historii, już to z współczesnych obrzeży naszej cywilizacji, pokazującymi ludzi którzy umierali w obronie swojej wiary? W obronie prawdy w która święcie wierzyli? Mocna rzecz, prawda? Umrzeć za prawdę.
Jeżeli tak - to najprawdopodobniej w tym samym kazaniu usłyszeliście o potrzebie dnia dzisiejszego - o potrzebie i konieczności obrony wiary i Kościoła przed nagonkami, atakami i próbą unicestwiania prawdy przez wszystkich tych, którzy o kościele czy kapłanach wypowiadają się źle. Czasami także o tych którzy po prostu mieli odwagę zadawać Kościołowi pytania.
I ładnie - ja nawet rozumiem ten rodzaj retoryki - proste podziały - my- oni -swój-wróg- to zawsze działa lepiej i lepiej trafia do nieskomplikowanych umysłów, niż najsubtelniejsze nawet rozważania natury teologicznej czy moralnej.
Więc sam też daruję sobie rozważania tego typu - i zapytam nieśmiało - co czuja i myślą kapłani, którzy chwilę po tym, jak wygłosili płomienne kazanie o prawdzie, dowiadują się że ich przełożony, złożywszy oświadczenie, dokument mówiący o tym że wartą blisko 500000 zł działkę arcybiskup kupuje na cele sakralne - kupił ją od miasta za cenę stokrotnie niższą - po czym z całym spokojem i pokorą sługi bożego - założył na tej działce hodowlę jeleniowatych?
Co pomyślą i powiedzą różnej maści palikotowcy, lewaki i inne zwydziwiańce, wiadomo - ja zadaję sobie pytanie co na to kapłani i wierni? W jakie słowa ubiorą i czym spróbują przesłonić ten wycinek prawdy?
Sprawa która zainspirowała mnie do napisania tej notki nie dotyczy naszego terenu - mówię o radosnych dokonaniach Arcybiskupa Słowoja Leszka Głodzia. W Gdańsku.
A całkiem na marginesie dodam że w Kościele Powszechnym już powstaje frakcja buntu przeciwko Papieżowi Franciszkowi. Póki co ich głównym argumentem - najpoważniejszym zarzutem jest to iż nie noszenie gronostajowych pelerynek i ręcznie robionych bucików obniża autorytet Papieża. Nie, nie - nie mylę się - istnieją kapłani i biskupi, którzy rzeczywiście sądzą iż autorytet głowy kościoła daje się zbudować i upchnąć w gadżety.
piątek, 3 maja 2013
Cholewka grozi radnemu śmiertelnym pobiciem
Teraz właściwie nie wiem co powiedzieć? Jeżeli to nie była gangsterska zagrywka Józka Cholewki - kolegi urzędującej Burmistrz, to co nią jest?
Jeżeli Ewa Filipiak kiedykolwiek powinna skorzystać z uchwały RM dającej jej możliwość zatrudnienia kancelarii adwokackiej, która miałaby bronić kogokolwiek przed czymkolwiek, to właśnie teraz - żeby bronić radnego Klinowskiego przez wiceprzewodniczącym Cholewką.
Wielkie oszustwo EWY FILIPIAK
Czyli ścieżki rowerowe na Zatorskiej
Wniosek ws budowy ścieżek i propozycja postępowania w nim opisana jest realistyczna, wskazuje źródła finansowania oraz wielopoziomowe uzasadnienie budowy ścieżek rowerowych.
Odpowiedź Ewy Filipiak dla wielu z was zabrzmiała zachęcająco - myślimy, uczestniczymy, chcemy i popieramy. Ślicznie.
Szkopuł w tym że mam przed oczami mapę proponowanego przez firmę Neuteno - z którą - przypominam - wg słów Ewy Filipiak, gmina nawiązała ścisłą współpracę, przebiegu trasy rowerowej przez teren gminy.
Z mapy tej wynika że na terenie Wadowic nie powstanie ani jeden metr nowej drogi czy ścieżki rowerowej. Projektant, we współpracy z Burmistrz Wadowic, przewiduje poziome oznakowanie istniejących dróg publicznych i basta.
Co więcej - człowiek który pisze ten projekt prowadzi trasę rowerową przez główny handlowy deptak miasta - ulicę Zatorską.
Natomiast odcinek ścieżki rowerowej który proponujemy wybudować jako pierwszy - ze względu na bliskość i atrakcyjność zbiornika wodnego w Świnnej Porębie, biegnie w całości drogą krajową nr 28 -
biorąc pod uwagę natężenie ruchu w tamtym kierunku, oraz ilość wypadków na tej drodze mogę tylko powiedzieć, że gmina Wadowice, wspólnie z projektantem, chcą nas chyba wszystkich pozabijać na tych rowerach.
Kogo chcesz oszukać, Droga Ewo? Naprawdę wydaje ci się że tych 600 osób podpisanych pod wnioskiem to półgłówki? Albo że ja sam przestanę patrzyć wam na ręce w tej sprawie, tylko dlatego że ogłosiłaś tydzień łaski pańskiej i zbierasz opinie?
Jeszcze raz powtarzam - plany Samorządu Województwa mają się kompletnie nijak do tego co ma obowiązek zrobić gmina. Więc przestańcie z łaski swojej mydlić ludziom oczy, opowiadać te farmazony o narciarskich trasach biegowych i bierzcie się cholera do roboty. Napisałem wam we wniosku od czego trzeba zacząć - zaczęliście?
Bo jak nam "wybudujecie" trasę rowerową na Zatorskiej, to się Wadowice będą z was śmiały do piątego pokolenia, na litość boską.
Wniosek ws budowy ścieżek i propozycja postępowania w nim opisana jest realistyczna, wskazuje źródła finansowania oraz wielopoziomowe uzasadnienie budowy ścieżek rowerowych.
Odpowiedź Ewy Filipiak dla wielu z was zabrzmiała zachęcająco - myślimy, uczestniczymy, chcemy i popieramy. Ślicznie.
Szkopuł w tym że mam przed oczami mapę proponowanego przez firmę Neuteno - z którą - przypominam - wg słów Ewy Filipiak, gmina nawiązała ścisłą współpracę, przebiegu trasy rowerowej przez teren gminy.
Z mapy tej wynika że na terenie Wadowic nie powstanie ani jeden metr nowej drogi czy ścieżki rowerowej. Projektant, we współpracy z Burmistrz Wadowic, przewiduje poziome oznakowanie istniejących dróg publicznych i basta.
Co więcej - człowiek który pisze ten projekt prowadzi trasę rowerową przez główny handlowy deptak miasta - ulicę Zatorską.
Natomiast odcinek ścieżki rowerowej który proponujemy wybudować jako pierwszy - ze względu na bliskość i atrakcyjność zbiornika wodnego w Świnnej Porębie, biegnie w całości drogą krajową nr 28 -
biorąc pod uwagę natężenie ruchu w tamtym kierunku, oraz ilość wypadków na tej drodze mogę tylko powiedzieć, że gmina Wadowice, wspólnie z projektantem, chcą nas chyba wszystkich pozabijać na tych rowerach.
Kogo chcesz oszukać, Droga Ewo? Naprawdę wydaje ci się że tych 600 osób podpisanych pod wnioskiem to półgłówki? Albo że ja sam przestanę patrzyć wam na ręce w tej sprawie, tylko dlatego że ogłosiłaś tydzień łaski pańskiej i zbierasz opinie?
Jeszcze raz powtarzam - plany Samorządu Województwa mają się kompletnie nijak do tego co ma obowiązek zrobić gmina. Więc przestańcie z łaski swojej mydlić ludziom oczy, opowiadać te farmazony o narciarskich trasach biegowych i bierzcie się cholera do roboty. Napisałem wam we wniosku od czego trzeba zacząć - zaczęliście?
Bo jak nam "wybudujecie" trasę rowerową na Zatorskiej, to się Wadowice będą z was śmiały do piątego pokolenia, na litość boską.
środa, 1 maja 2013
Zamordyzm u Cholewki
czyli wart Pac pałaca a pałac Paca.
Józkowa remiza gościła wadowicki nowotwór, ludzi, którzy mówią o sobie że stanowią radę miejską. Cholewka próbował wyrzucić z sali obrad najaktywniejszego pośród radnych - Mateusza Klinowskiego. Oczywiście nie osobiście, tylko wzywając do tego strażników miejskich, oraz strasząc że on tu zaraz zawoła swoich(?!!!) strażaków.
No pan na włościach, kurwa mać. Żałosne.
Żałosne, ale wcale nie najgorsze z przejawów zamordyzmu podczas choczniańskiej sesji.
Otóż osławiony już kłamca, Mariusz Ruła, który haniebnie łżąc o ściąganiu krzyży, przyczynił się do zablokowania możliwości zgłaszania projektów uchwał przez mieszkańców, znów wczoraj dał głos. I kolejny raz, bełkocząc coś o komunistach, powiedział nam wszystkim - wara! Tym razem w sprawie możliwości zabierania głosu przez mieszkańców podczas sesji plenarnych RM.
Podobny w formie i treści występ zaliczył radny Krzysio Salachna.
Wadowicki nowotwór zeżarł kolejną proobywatelską zmianę w statucie gminy Wadowice, zaproponowaną przez aktywnych radnych. Ludzie, których wybraliśmy jako swoich reprezentantów w sprawach miasta, mają nam do powiedzenia wyłącznie to - wasza rola jest istotna a wasz głos potrzebny, wyłącznie w dniu wyborów. Tą minutę lub dwie, gdy wypełniacie kartę do głosowania. Przez resztę kadencji macie zamknąć gęby i słuchać.
Przez resztę kadencji mieszkańcy nam przeszkadzają - to jest właściwie expressis verbis przytoczony komunikat wadowickich bezradnych do mieszkańców.
Nie jestem, z różnych względów, szczególnie gorącym zwolennikiem organizowania referendum. Ale jeżeli już, to stanowczo się nie zgadzam żeby dotyczyło ono wyłącznie odwołania burmistrz. Równie ważne i równie potrzebne jest odwołanie tego czegoś, co nominalnie stanowi radę miejską, a co jak rak zżera i niszczy społeczną tkankę Wadowic. Ludzie którzy pełnią publiczne funkcje wyłącznie dzięki głosom mieszkańców, jednocześnie odmawiają im prawa głosu w jakiejkolwiek innej sprawie, najzwyczajniej w świecie nie powinni brać publicznych pieniędzy ani sekundę dłużej niż to konieczne.
O ile Ewa Filipiak kompletnie nie rozumie, nie ufa i boi się demokracji i jest przeszkodą w jej realizacji na terenie gminy, to rada miejska jest demokracji karykaturą, jakąś wielogłową hybrydą na miarę afrykańskiego kacyka. Jak powiedziałem - wart pałac Paca.
Józkowa remiza gościła wadowicki nowotwór, ludzi, którzy mówią o sobie że stanowią radę miejską. Cholewka próbował wyrzucić z sali obrad najaktywniejszego pośród radnych - Mateusza Klinowskiego. Oczywiście nie osobiście, tylko wzywając do tego strażników miejskich, oraz strasząc że on tu zaraz zawoła swoich(?!!!) strażaków.
No pan na włościach, kurwa mać. Żałosne.
Żałosne, ale wcale nie najgorsze z przejawów zamordyzmu podczas choczniańskiej sesji.
Otóż osławiony już kłamca, Mariusz Ruła, który haniebnie łżąc o ściąganiu krzyży, przyczynił się do zablokowania możliwości zgłaszania projektów uchwał przez mieszkańców, znów wczoraj dał głos. I kolejny raz, bełkocząc coś o komunistach, powiedział nam wszystkim - wara! Tym razem w sprawie możliwości zabierania głosu przez mieszkańców podczas sesji plenarnych RM.
Podobny w formie i treści występ zaliczył radny Krzysio Salachna.
Wadowicki nowotwór zeżarł kolejną proobywatelską zmianę w statucie gminy Wadowice, zaproponowaną przez aktywnych radnych. Ludzie, których wybraliśmy jako swoich reprezentantów w sprawach miasta, mają nam do powiedzenia wyłącznie to - wasza rola jest istotna a wasz głos potrzebny, wyłącznie w dniu wyborów. Tą minutę lub dwie, gdy wypełniacie kartę do głosowania. Przez resztę kadencji macie zamknąć gęby i słuchać.
Przez resztę kadencji mieszkańcy nam przeszkadzają - to jest właściwie expressis verbis przytoczony komunikat wadowickich bezradnych do mieszkańców.
Nie jestem, z różnych względów, szczególnie gorącym zwolennikiem organizowania referendum. Ale jeżeli już, to stanowczo się nie zgadzam żeby dotyczyło ono wyłącznie odwołania burmistrz. Równie ważne i równie potrzebne jest odwołanie tego czegoś, co nominalnie stanowi radę miejską, a co jak rak zżera i niszczy społeczną tkankę Wadowic. Ludzie którzy pełnią publiczne funkcje wyłącznie dzięki głosom mieszkańców, jednocześnie odmawiają im prawa głosu w jakiejkolwiek innej sprawie, najzwyczajniej w świecie nie powinni brać publicznych pieniędzy ani sekundę dłużej niż to konieczne.
O ile Ewa Filipiak kompletnie nie rozumie, nie ufa i boi się demokracji i jest przeszkodą w jej realizacji na terenie gminy, to rada miejska jest demokracji karykaturą, jakąś wielogłową hybrydą na miarę afrykańskiego kacyka. Jak powiedziałem - wart pałac Paca.
Subskrybuj:
Posty (Atom)