poniedziałek, 7 marca 2016

Zróbmy referendum w Wadowicach

czyli bez łaski o rzeczach ważnych.


Minął rok ze sporym okładem i dzisiaj miasto wie o nowym burmistrzu Wadowic więcej, dużo więcej niż w czasie kiedy go wybieraliśmy. W telegraficznym skrócie - Mateusz Klinowski jest politykiem niczym, absolutnie niczym nie różniącym się od setek i tysięcy innych, jak kraj długi i szeroki. Otóż ma ogromy problem z osobistą uczciwością - i to na wielu poziomach - od śmierdzącej na kilometr a wciąż nie wyjaśnionej sprawy finansowania własnej kampanii wyborczej, po notoryczne, niemal każdego dnia publicznie głoszone kłamstwa, większego i mniejszego kalibru. Kłamie i manipuluje Klinowski i opinią publiczną (najnowszy przykład to sprawa szarpiącej kobietę na sesji Rady, szefowej komitetu Klinowskiego-Zofii Siłkowskiej)  i nie inaczej postępuje w stosunku do radnych Rady Miejskiej. Egzamin z osobistej uczciwości - niedostateczny.

Więc może chociaż na poziomie takiego gospodarskiego podejścia do spraw gminy jest lepiej. Ano - nie jest. Z szumnie i wielokrotnie zapowiadanej reformy gminnej edukacji wycofał się Klinowski rakiem, próbując przy tym odpowiedzialność za tą porażkę przerzucić na radnych. Radnych którym, UWAGA - nie przedstawił nawet zarysu pomysłu na tą reformę. Reformę którą przedstawiał jako warunek sine qua non możliwości inwestycyjnych gminy w ogóle. Sprawa miejskich parkingów - no dramat w wielu aktach, zakończony z jednej strony zamknięciem przynoszącego gminie dotychczas 90 tysięcy rocznie dochodu parkingu przy Ogrodowej, a z drugiej przyjęciem dla parkingu na Placu Kościuszki przez burmistrza rozwiązania o którym wcześniej mówił do znudzenia Mateusz iż jest niezgodne z prawem!!! Z gospodarności - niedostateczny.

Idąc dalej śladami "osiągnięć" burmistrza - oto wszyscy, absolutnie wszyscy, nawet najprzychylniej nastawieni do Klinowskiego ludzie, zgodnie podkreślają - zatrudnianie znajomych to jedno, już przeżyliśmy Kopra i innych - ale stworzenie całego osobnego wydziału w Urzędzie Miejskim wyłącznie po to, żeby kolega mógł zarabiać przynajmniej dwukrotnie więcej niż dotąd, "pracując"w UM na zlecenie - to jest przekręt którego zaakceptować nie mogą. Przypominam - tak delikatnie sformułowana opinia wyrażana jest przez kolegów i sympatyków Klina - ja mówię o tym prościej - to skurwysyństwo i basta. Z kumoterstwa - celujący.

Ostatnia wreszcie rzecz opisująca Mateusza Michała doktora - wizja. Zawsze przecież może ktoś powiedzieć - no ok, facet ma trudny start ale za to widać że próbuje popchnąć to miasto w dobrym kierunku. Zastanówmy się więc przez sekundę - w jakim kierunku idzie Klin, co jest jego sztandarowym pomysłem. Ano jest taki - ideą fix, tym co postanowił po sobie zostawić miastu burmistrz Klinowski jest całkowite zamknięcie dla ruchu Rynku. Poroniony hipsterski pomysł woonerfa na Lwowskiej, przeniesienie busów na Dworzec to tylko pierwsze kroczki. Celem jest jak mówię - zamknięcie Rynku, i urządzenie na Placu Kościuszki skwerku. Genialne, prawda? Miasto dusi się w korkach, obwodnicy brak, BDI zablokowana, samochody karkołomnie zaparkowane gdzie się da - ale to pryszcz jest. Ważne że Klin będzie mógł przechodzić przez jezdnię gdzie zechce i żaden Wyroba go nie będzie fotografował. Za kompletny odjazd i brak wizji rozwoju - niedostateczny.

No dobrze - oceny po piętnastu miesiącach rządzenia Klinowskiemu wystawiłem - więc co dalej? Czy rzeczywiście oceny te sumują się we wniosek że jedynym rozwiązaniem jest referendum odwoławcze? Czy prawdą jest treść z kartonika pewnej kobiety z problemami, dyktowana zresztą przez pewnego polityka z problemami prawdopodobnie jeszcze większymi? Mówiąc wprost - czy miasto powinno pójść za parą  Kotarba-Łaski i zgodzić się na organizowanie awantury pt. referendum odwoławcze? Moja odpowiedź jest niezmienna - bardzo proszę, bez żartów. Manipulujący kobieciną Kocicho doskonale wie, że nie ma cienia szans żeby skutecznie odwołać Klina - a w całej sprawie chodzi tylko i wyłącznie o niczym nie skażoną nienawiść do Klinowskiego, który przerwał trwającą 20 lat sielankę. Powtarzam więc raz jeszcze - żadnego odwoływania Klinowskiego nie będzie, żadnego referendum w tej sprawie także nie. Politycznie ta sprawa nie istnieje, podobnie zresztą jak autorzy tego "postulatu".

Mój pomysł na to, żeby uratować jeszcze co się da z tej kadencji, także polega na zorganizowaniu referendum. Ale nie po to, by kogokolwiek odwoływać, tylko by popchnąć sprawy na tyle, na ile to możliwe, na tyle na ile leży to w kompetencji gminy, w kierunku, z którego próbuje nas od lat wypchnąć Mateusz Klinowski, w dodatku powołując się na mitologiczną "wolę mieszkańców" czy też na "dobro mieszkańców". Oto poddaję pod rozwagę taką myśl - przeprowadźmy gminne referendum w sprawie podpisania przez Wadowice porozumienia z Generalną Dyrekcją Dróg Krajowych i Autostrad ws budowy Beskidzkiej Drogi Integracyjnej w przebiegu zgodnym z już wkrótce mającą zostać wydaną decyzją środowiskową. Raz na zawsze rozstrzygnijmy - z sposób najbardziej demokratyczny - czego tak naprawdę chcą mieszkańcy gminy Wadowice. Raz na zawsze wytrąćmy politykierom z rąk i gęb pseudo argument o "dobru mieszkańców" czy też ich woli. 

Wszystkie duperele którymi zajmował się i nadal zajmuje Klin, są niczym, są bez najmniejszego znaczenia z punktu widzenia dalszych losów naszego miasta. Cały nasz rozwój, nasza przyszłość jako regionu zależeć będzie od skomunikowania z dużymi ośrodkami i dalej - resztą kraju. Oczywiście że pozytywne stanowisko gminy Wadowice nie wystarczy, by rząd podjął decyzję o budowie. Ale torpedowanie tej inwestycji przez Klinowskiego może do jej podjęcia skutecznie zniechęcać - po prostu potrzeb w skali kraju jest ogrom i nikt nie będzie chciał się użerać z problemami u nas. Wydadzą te pieniądze tam, gdzie problemów nikt robił nie będzie. Wybudują drogę komuś innemu.  

Klinowski nie robi nam łaski - mamy prawo i możemy sami zdecydować o przyszłości miasta i regionu. Zróbmy to. 












  

sobota, 16 stycznia 2016

Zarzucam burmistrzowi niedopełnienie obowiązków

czyli wniosek do Rady Miejskiej w Wadowicach oraz Komisji Rewizyjnej tejże Rady

Uporządkowałem fakty związane z głośno dyskutowaną w mediach, elektronicznych publikatorach oraz pośród mieszkańców gminy, sprawą "obiektów budowlanych" będących we władaniu szefowej Wadowickiej Izby Gospodarczej, pani Zofii Filek.

Zawiadomienie, wszczęcie postępowania przez PINB oraz czynności z nim związane, to przełom czerwca i lipca ubiegłego roku. Biorąc pod uwagę zażyłość burmistrza Klinowskiego oraz pani Zofii Filek - można założyć iż Klinowski już wówczas miał wiedzę o sprawie. Z całą jednak pewnością organ gminy, burmistrz Mateusz Klinowski powziął wiedzę o samowoli budowlanej dnia 13 sierpnia, kiedy to w lokalnym portalu internetowym ukazał się ten artykuł, nie będący li tylko dziennikarską relacją z zaistniałej sytuacji, ale relacją udokumentowaną oficjalnym pismem Powiatowego Inspektora Nadzoru budowlanego.


Od tego momentu sprawa nabrała publicznego wymiaru, weszła w zakres zainteresowania lokalnych blogerów, była opisywana i komentowana. Sam pisałem o niej, rozszerzając kontekst - tutaj .

W sierpniu ubiegłego roku inny bloger, pan Edward Wyroba, zwrócił się z wnioskiem do burmistrza Wadowic dotyczącym między innymi kwestii podatku od nieruchomości, należnego Gminie Wadowice, związanego z dyskutowanymi obiektami budowlanymi. Odpowiedź organu wyglądała tak:

 Bloger Wyroba rzecz jasna popełnił jeszcze wiele tekstów traktujących o tej sprawie - natomiast moja rola zaczęła się w grudniu ubiegłego roku. Jako człowiek na co dzień zajmujący się podatkami, w tym także podatkami lokalnymi, potraktowałem sprawę wyjaśnień p.Całus jako materiał do analizy - tak treści orzeczenia NSA, przywoływanego przez wiceburmistrz, jak i treści samej odpowiedzi.  Wnioski z tej analizy pomijam, jako nieistotne dla tego wywodu, natomiast kluczową sprawą jest mój wniosek o udzielenie informacji publicznej, z dnia 15 grudnia 2015 roku.

Nie bez opóźnień i perturbacji, miesiąc później otrzymałem odpowiedź, tym razem podpisaną przez samego burmistrza Klinowskiego:

Analizując treść poszczególnych dokumentów twierdzę co następuje - burmistrz Mateusz Klinowski, pomimo posiadanej przez siebie wiedzy, zaniechał jakichkolwiek czynności, które miałyby na celu ustalenie stanu faktycznego dotyczącego obiektów budowlanych, mogących być potencjalnym źródłem dochodów gminy, a to w postaci ewentualnie należnego podatku od nieruchomości. Przywoływana w odpowiedzi na moje zapytanie, okoliczność nie występowania zapisów w Ewidencji Nieruchomości NIE STANOWI, stanowić nie może - a wobec decyzji PINB o nakazie rozbiórki samowoli budowlanej z października ubiegłego roku, będąca wręcz kuriozalną, podstawy do zajmowania stanowiska przez organ(burmistrza Wadowic) o rzeczywistym charakterze obiektów budowlanych. W tym miejscu nie sposób nie zauważyć iż odpowiednie wnioski o uzupełnienie danych w Ewidencji składa właściciel nieruchomości- co w tym przypadku oznaczać by musiało samooskarżenie dokonane przez państwa Filek. Trudno oczekiwać iż osoby dopuszczające się samowoli budowlanej jednocześnie rejestrowały ten fakt w odpowiednim wydziale u starosty.

Dodatkowo, z treści dokumentów oraz analizy przebiegu zdarzeń twierdzę, iż także wiceburmistrz Ewa Całus nie miała żadnych merytorycznych podstaw by określić stosunek organu gminy do omawianych nieruchomości. W piśmie - odpowiedzi na zapytanie blogera Wyroby, burmistrz napisała, iż rzecz dotyczy obiektów namiotowych nie połączonych trwale z gruntem, czego nie tylko nie dokumentowały żadne ustalenia, żadna wiedza będąca w posiadaniu Urzędu, ale które to twierdzenie pozostawało w jaskrawej sprzeczności z ustaleniami poczynionymi już w tamtym czasie przez PINB(w treści dokumentu upublicznionego przez portal wadowice24.pl jest mowa o zakotwieniu obiektów).

Biorąc pod uwagę wszystkie te ustalenia składam wniosek do Rady Miejskiej w Wadowicach, oraz do Komisji Rewizyjnej tejże rady, o skorzystanie ze swoich uprawnień, tak by wyjaśnić czy burmistrz miasta, Mateusz Michał Klinowski dochował należytej staranności w ww sprawie. Czy reprezentując interes gminy, w tym jej interes finansowy, nie dopuścił się zaniechania, poprzez brak ustalenia poprzez swój urząd czy, od jakiego czasu i w jakiej ewentualnie wysokości, służy gminie prawo poboru podatku od nieruchomości związane z ww budowlami. Wreszcie wnoszę do Rady Miejskiej o ustalenie czy istnieją podstawy do tego by Rada złożyła zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa z art. 231 Kodeksu Karnego.

Dodatkowo pragnę poinformować iż w sytuacji gdyby pani Zofia Filek wykonała nakaz PINB o rozbiórce omawianych obiektów, gmina raz na zawsze straci możliwość skutecznego ustalenia czy i w jakiej wysokości, kiedykolwiek należał jej się podatek.

Druga okoliczność jaką pragnę przywołać, to taka, iż szacując na podstawie wymiarów fundamentów, określonych przez PINB obie hale magazynowe miały/mają około 300 metrów kwadratowych powierzchni. Co, biorąc pod uwagę wysokość podatku od nieruchomości związanych z prowadzeniem działalności gospodarczej, uchwaloną przez Radę stanowi kwotę ok 30 tysięcy złotych z ostatnich pięciu lat.
Co mając na względzie, proszę o zajęcie stanowiska Rady oraz Komisji możliwie szybko, proponuję by stało się to już na najbliższej sesji Rady.

Odpowiedni wniosek wraz z materiałem z tego bloga prześlę dziś jeszcze do przewodniczącego Józefa Cholewki, przewodniczącej komisji rewizyjnej, pani Zofii Kaczyńskiej oraz do wiadomości burmistrza Klinowskiego.


czwartek, 5 listopada 2015

Pani poseł Ewa Filipiak

czyli płachtą na byka.

Nie pomogły zaklęcia na fejsiku, nie pomogły szmaty nad drogą z wizerunkiem bez dresu, na nic się zdały strachy na Lachy.
Ewa posłem, słanką, została.

Polityczne Wadowice szepczą po kątach. Większość przyjęła wybór Ewy spokojnie, jako rzecz dającą się z dużym prawdopodobieństwem przewidzieć już w dniu, gdy została ogłoszona lista PiS - inni woleliby chyba diabła zjeść, niż Ewę w poselskich ławach zobaczyć. Boją się. Konkretnie dwie grupy ludzi w mieście mają autentyczny problem z takim rozwojem wypadków. Wiecie o kim mówię?

No Klin, to oczywiste - w wyobraźni słyszę Waszą chóralną odpowiedź. To też - ale o nim za moment. Otóż chyba najbardziej boją się dzisiejszej pozycji Ewy Filipiak ludzie z jej byłego otoczenia. Ci którzy jeszcze rok temu łasili się do niej, żyli z niej, i usłużnie szefową nazywali. A którzy niemal natychmiast po przegranych wyborach odwrócili się od niej niemal wszyscy, albo wprost ją zdradzając i podejmując współpracę z Klinowskim, albo w inny, mniej spektakularny sposób okazując nielojalność a pewnie i niewdzięczność w wielu wypadkach. Aż kusi mnie w tym miejscu żeby wymienić kilka nazwisk - bo to wzorcowy przykład na to, czym tak naprawdę jest polityka - i jaka jest kondycja moralna i taka po prostu ludzka, osób z nią związanych - ale mniejsza. Sądzę że sam fakt że dokładnie tak właśnie było - że wczorajsi pochlebcy i sprzymierzeńcy okazali się być jutrzejszymi Judaszami dla Ewy, jest wystarczająco wymowny.

Chcieliście o Klinowskim, no dobrze. Co wybór byłej burmistrz Wadowic oznacza dla burmistrza obecnego? Nic. Ewentualnie bardzo niewiele. A jednocześnie wszystko -bo na tym wyborze zbuduje Klin całą swoją kadencję.

Zanim wyjaśnię, popatrzcie na to, przyjrzyjcie się uważnie:
 Tak tak - Staszek w Warszawie. Dzień wręczenia zaświadczenia o wyborze posłom.
Foto Marcin Guzik

Kotarba chce Wadowic.

Kotarba to postać tragiczna. Z jednej strony polityczny bankrut, człowiek którego żadne gremium, żadne towarzystwo, ani żadna partia w swoim otoczeniu widzieć nie chce - z drugiej znów - najwierniejszy żołnierz Ewy. Do bólu lojalny, zawsze gotów za nią i dla niej walczyć. Słowem - fedain.

Kotarba wypełnia także i inną, być może nawet nie uświadamianą sobie rolę - jest wymarzonym przeciwnikiem dla Klinowskiego -groteskowy, nieporadny, zupełnie niedzisiejszy Staszek - czyż można sobie wyobrazić lepszy powód żeby Klinowski miał pewność że w pojedynku z nim zawsze będzie górą?

Więc co zrobi niegłupi przecież Mateusz? Ano upewni się że w opinii publicznej taki właśnie będzie obraz - że o miasto walczą wyłącznie oni. Obecny burmistrz nic innego od początku kadencji nie opowiada, w warstwie politycznej, miastu, jak tylko o tym, co też to Poprzedniczka zrobiła i w związku z czym on już nie może. Dzisiaj, kiedy Kotarba po roku poniewierki odżywa, stawiam dolary przeciwko orzechom że lejtmotywem do samego końca kadencji oraz w kolejnych wyborach będzie straszenie przez Klinowskiego powrotem pary Filipiak-Kotarba do miasta.

Jaka jest prawda? Czy Ewa rzeczywiście zechce za trzy lata zrzec się poselskiego mandatu i stoczyć bój o miasto? No bez żartów. Jestem głęboko przekonany że Ewa Filipiak burmistrzowanie Wadowicom ma poza sobą. Nie ma najmniejszych powodów żeby ponownie bić się o miasto. Ona już swoją bitwę w dużej mierze wygrała - bo tak sobie myślę, że biła się głównie o pamięć. O sposób w jaki będą o niej myśleć i jak ją zapamiętają ludzie. "Wybrana jako burmistrz w 1994, przez pięć kadencji pełniła swoją funkcję - a karierę polityczną zwieńczyła wyborem do polskiego Parlamentu" - jeżeli będzie jakiś biogram w encyklopediach, to tak właśnie będzie brzmiał - a o szczekaniu piesków słowa w nim nie będzie.

Jest ich trzech. Troje. Dwóch strasznie chce żeby w Wadowicach rozegrał się kolejny melodramat. Tyle że to nieważne. Ważne czego chce Ona. A tym czymś z całą pewnością nie jest obszczekiwanie się z jakimś tam Klinowskim. Już nie. Pociągnąć za ten czy ów sznurek, szepnąć słowo przyszłemu Wojewodzie - a tak - to możliwe a nawet bardzo prawdopodobne. Startować w samorządowych wyborach? No way! - bo i po co?


Za trzy lata prócz Mateusza Kinowskiego będą zapewne jacyś kandydaci na stanowisko burmistrza Wadowic. Może nawet kilku. Ale żaden z nich nie będzie się nazywał Filipiak.
No, chyba że z panny ;) :)












czwartek, 29 października 2015

Nie klękajcie przed Nauką

czyli rozczarowanie.

Z kronikarskiego obowiązku opisuję tematykę kolejnego spotkania w ramach Klubu Humianisty.

Tym razem trafił się temat wyjątkowo mi bliski - "Na tropie tajemnicy bytu". Esej o tym tytule popełniła leciwa pani fizyk - Stanisława Rufin - i na kanwie tej pozycji mieliśmy dyskutować. Musiałem wyjść - nie podyskutowałem, ale to co usłyszałem od, jak zwykle z ogromną kulturą słowa i mimo wszystko, ponadprzeciętną erudycją rozprawiającego, pana Janusza Ślesaka, coś bardzo mocno mi uświadomiło. Gdy ateizm staje się przedmiotem religijnej wiary, a nauka jednym czy też jedynym  jej bożkiem- to pole widzenia zawęża się równie skutecznie, jak w przypadku wszystkich innych wierzeń.

Tak autorka tekstu, jak i pan Ślesak popełnili ten sam błąd. Otóż wskazując na nieadekwatność w objaśnianiu natury świata, pojęć religijnych, próbowali przeciwstawiać je metodzie naukowej, czy też naukowej skuteczności w docieraniu do ostatecznego wyjaśnienia "tajemnicy bytu"

Szanowni Państwo - członkowie klubu humanistów - proszę łaskawie spojrzeć na to :



 To graficzne odwzorowanie pewnej matematycznej funkcji - przez matematyków nazywane Rogiem Gabriela. Zainteresowani z łatwością znajdą opis tej funkcji i jej właściwości - ja wprowadzam to pojęcie, bo doskonale ono obrazuje coś, o czym chcę Was uświadomić. Oto Róg Gabriela ma tę właściwość, iż gdyby przyszedł malarz, to kubełkiem farby o pojemności pi jednostek zdołałby Róg wypełnić - ale jednocześnie tejże farby nie wystarczyłoby żeby tą figurę wewnątrz pomalować!


Już widać do czego zmierzam? Otóż identycznie jest z nauką! Każde ludzkie odkrycie - a już w szczególności każde odkrycie w ramach, wspominanej na spotkaniu Klubu, fizyki kwantowej, nie przybliża nas do ostatecznych odpowiedzi - przeciwnie - multiplikuje tylko pytania. Możemy wlać do "rogu Gabriela" dowolną ilość ludzkiej wiedzy - to powiększy tylko obszar "nie pomalowany. Obszar niewiedzy.

Tak tak - w rzeczywistości dyskutowana wczoraj "tajemnica bytu" jest po prostu niepoznawalna, a ludzkość w pewnym wymiarze skazana na agnostycyzm.

A z tego wynika kolejna lekcja - szanować naukę, uprawiać naukę, poddawać się fascynacji nauką - tak. Absolutyzować  - czyniąc z nauki boski element poznania - nie. W gruncie rzeczy - w samej jej istocie, wszyscy jesteśmy nierozróżnialnie dalecy od wiedzy o 'tajemnicy bytu". I ci którzy klękają przed ołtarzem w kościele i ci którzy klękają przed ołtarzem Nauki.

 Ach tak - noumeny. Byty same w sobie. Pani profesor Rufin użyła kantowskiego pojęcia w sposób wyjątkowo nieszczęśliwy. Nietrafny. Kantowskie noumeny to świat rzeczy niepoznawalnych. To obszar naszej niewiedzy :)

Jeżeli cel jest nieskończenie odległy, to czyż szybciej do niego dotrą ci, którzy zrobili już pierwsze sto kroków? :) To właśnie chcę Wam przekazać. Chełpliwość nie jest własnością, właściwością Nauki. Jest nią raczej pokora i świadomość własnych ograniczeń.

P.S Uświadomiłem sobie że przynajmniej niektórych z Was może zaniepokoić takie stawianie sprawy i zapytacie- dobra, dobra dziadu, to skoro tak, to jakim cudem nauka w ogóle istnieje? Po diabła komuś zajmowanie się sprawami niemozliwymi? Cóż, nauka odniosła już tyle ciężkich knockdown'ów że po prostu stawia sobie skromniejsze cele. Odzwierciedleniem w świecie nauki rozwiązania "tajemnicy bytu" jest tzw. Teoria Wszystkiego. Mimo licznych prób nigdy nie powstała. Już nawet nikt nie próbuje.



piątek, 23 października 2015

Wadowicki samorząd zawsze niegospodarny

czyli jak Klinowski rodowe srebra sprzedał

Bledną wszystkie Kopry i domowe gospodynie w obliczu ostatniego wyczynu burmistrza Klinowskiego. A było tak. Gmina Wadowice była posiadaczem 65 arów działki "deweloperskiej" - tzn z przeznaczeniem pod zabudowę wielorodzinną - pod bloki najprościej mówiąc.

 Burmistrz Klinowski porozumiał się z Zarządem Spółdzielni Mieszkaniowej, po czym przeszedł do Rady Miejskiej, prosić, żeby mu radni pozwolili ten teren sprzedać. Argumenty padały takie że SM nie ma terenów, że Ewa Filipiak blokowała, że mieszkań w Wadowicach mało - wiec gdy miasto grunty sprzeda, to spółdzielnia tanie mieszkania pobuduje. Radni do sprawy początkowo podeszli z nieufnością, od Klinowskiego dodatkowych dokumentów zażądali, głosowanie przeniesiono na kolejną sesję - na której, rzeczywiście - Klin dostał co chciał - radni działkę pozwolili sprzedać.

Więc ogłosił super Wasz bohater po cichutku przetarg, bez żadnych w mediach ogłoszeń, bez wystawienia choćby tablic informujących przejezdnych - robiąc absolutne minimum wymagane przez prawo, jak się domyślam po to, by pies z kulawą nogą o przetargu nie wiedział i SM najlepiej w pojedynkę do przetargu stanęła.

Niestety - znaleźli się od burmistrza sprytniejsi. Już w trakcie trwania procedury przetargowej - jakiś tydzień po ogłoszeniu przez UM zamiaru sprzedaży w BIP, ad hock powstała zupełnie nowa spółka. Nie dość że powstała, to jeszcze dziwnym zbiegiem okoliczności jej kapitał założycielski opiewał na sumę, którą jak się później miało okazać, niemal dokładnie odpowiadała kwocie za jaką ten podmiot ziemię od Klinowskiego kupił.

Tak więc przetarg na najatrakcyjniejszą budowlaną ziemię jaką w ogóle posiadało miasto, odbył się przy udziale dwóch oferentów - Spółdzielni Mieszkaniowej oraz firmy Beskid Deweloper - zarejestrowanej bodaj 19 sierpnia 2015 roku. Dodatkowo, jak się dowiaduję, biorący udział w licytacji, przedstawiciele SM mieli zgodę swojego Zarządu na licytowanie maksymalnie do kwoty 700 tyś. Ta absurdalna sytuacja doprowadziła do tego, iż biznesmeni z Bielska dali 10 tys więcej i działkę wzięli.

Wzięli za ok 109 złotych za metr kwadratowy, podczas gdy ceny tego typu działek w miastach są kilku, a nierzadko kilkunastokrotnie wyższe. 

Po rozmowach z ludźmi zawodowo zajmującymi się obrotem nieruchomościami, z największą ostrożnością mogę powiedzieć że bez ręcznego sterowania, bez "genialnego planu" Klinowskiego o tym by sprzedać ziemię Spółdzielni, miasto mogło wziąć za tą nieruchomość kwotę dwukrotnie wyższą. Powtarzam - co najmniej dwa razy tyle. 

Innymi słowy - gdyby nie totalna ignorancja rynkowa burmistrza Klinowskiego, gdyby nie absurdalna w czasach, gdy developerzy zabijają się o atrakcyjne grunty zwłaszcza w świetnych lokalizacjach, obecność na przetargu dwóch tylko podmiotów, miasto mogło zarobić kilkaset tysięcy, coś w bliskich okolicach miliona złotych więcej. 

W wyniku działalności burmistrza Klinowskiego miasto sprzedało swoje "rodowe srebra"za grosze, obiecywanych tanich mieszkań Spółdzielnia nie wybuduje - a i dalszy los tej działki wcale nie jest pewny - być może po prostu spółka z Bielska sprzeda ją komuś z dużym zyskiem, dziękując Bogu że się w Wadowicach burmistrz-frajer trafił.

"Wadowicki samorząd zawsze niegospodarny" - szmata tej treści przyozdabiała swojego czasu balkon kamienicy pań Zofii i Anny Siłkowskich. Chyba jeszcze nigdy w przeszłości nie był tak aktualny jak dzisiaj - proponuję ją wyprać i rozwiesić ponownie.

Człowiek któremu powierzyliśmy miasto z jednej strony za głupie stoliki do szachów potrafi przepłacić przeszło 100% z jednej strony - oraz stracić krocie na wyprzedaży gminnej własności. Ten człowiek to dla Wadowic po prostu dramat.



czwartek, 1 października 2015

Co z tą religią?

czyli kolejne pogaduchy w TMZW.

"Ryty słowiańskie w religii i polityce"- Zbyszek Jurczak przestrzelił. Wymyślił temat niemożliwy. Więc celowaliśmy gdzieś obok i kilka ważnych stwierdzeń padło, mimo zapowiadającego katastrofę początkowo odczytanego, hmm czegoś.


W dwóch słowach dokąd dyskutanci doszli - żebym mógł pójść krok dalej. Oto wszyscy zgodnie twierdzili iż jednym z warunków koniecznych do zaistnienia religii(jakiejkolwiek) jest para emocji - fascynacja i przestrach. Fascynacja między innymi(czy przede wszystkim) doświadczaną regularnością otaczającego świata - oraz lęk przed tej regularności załamaniami.

W dalszej części dyskutanci skonstatowali fakt oraz przyczyny i skutki sublimacji religii politeistycznych w monoteizm, a ja wprowadziłem, mało znane pojęcie pseudomorfozy, w ujęciu religioznawczym.

Słowiańszczyzny nie doszukaliśmy się zbyt wiele, za to dyskutanci zaczęli się zastanawiać, czy w związku z rozwojem nauk szczegółowych, wciąż istnieją jakieś, towarzyszące ludzkości, a nie zaopiekowane przez tą naukę, lęki. Prościej- skoro wiemy na czym polega zaćmienie, skąd biorą się pioruny, itd, itp- słowem- przybyliśmy się tej podstawowej pary emocji, co do której na wstępie zgodziliśmy się, iż jest warunkiem sine qua non zaistnienia religii, to po pierwsze - czy wciąż istnieje jakiś powszechny lęk, nie poddający się naukowemu ogarnięciu czy to z samej swojej natury, czy też przez niedoskonałość nauki?

Odpowiedź "tak" jest w miarę bezpieczna - nie rujnuje bowiem początkowego założenia. Zasugerowałem taką odpowiedź - to nasza śmiertelność.

A jeżeli odpowiedź brzmi nie? To co w takim razie sprawia ze religie są, trwają i mają się zupełnie dobrze w czasach współczesnych? Przecież jeżeli się nie pomyliliśmy na początku, to rzecz powinna mieć się tak że wraz z eliminowaniem kolejnych obszarów niewiedzy, oddemonizowaniem kolejnych ludzkich lęków obszar religii powinien się proporcjonalnie kurczyć, aż do zera. Cóż - niczego takiego nie obserwujemy. Więc czy aby na pewno to para lęk i fascynacja tworzą fundament religijnych wierzeń? Albo czy wyłącznie ona?










poniedziałek, 28 września 2015

Uchodźcy w Wadowicach

czyli co z tym Klinowskim.


Także przecieraliście ze zdumienia oczy, czytając jak burmistrz  na wszystkie chrześcijańskie świętości się powoływał, bo on list z panią mer Paryża podpisał, a tu mu wadowiczanie figę pokazują?

Kluczem do zrozumienia wielu spraw, pozornie od siebie odległych, jest rzecz taka - Mateusz Klinowski nie lubi Wadowic. On Wadowicami gardzi. Może nie jako miejscem, miastem - ale z całą pewnością jako społecznością, atmosferą, codziennością tutaj. Wadowice także nigdy nie były jego celem politycznym. Były i są podnóżkiem. Trampoliną może. W każdym razie czymś, co ma mu posłużyć do tego, by wyżej się wspiąć.  

Z tego wynika rzecz kolejna - MK nie ma pomysłu na miasto - ma za to pomysł na siebie. A konkretnie - kilka pomysłów. "Primary target" to polityka krajowa. Ale nie jakieś tam pospoliteposłowanie, nie, nie, nie. Klika dni temu tak pisałem na jednym z lokalnych portali internetowych: " Oto lewica jest w dramatycznej potrzebie. Miller stary jak Troja, cała reszta też leśne dziady albo w rozsypce- nasz wizjoner ma plan- za kilka lat, wespół w zespół z Biedroniem, będzie chciał przewodzić SLD, Nowej Lewicy, czy tam innej międzynarodówce . W to celuje w mojej ocenie burmistrz Wasz, po to dba żeby media w żadnym wypadku o nim nie zapominały. Uchodźcy po tylko kolejna odskocznia, kolejny stopień żeby na nim but położyć i wyżej się wdrapać.

"Biedroń Wadowic" w moim przekonaniu taki ma właśnie plan - wypełnienie dzisiejszej dziury po lewej stronie sceny politycznej i przynajmniej współliderowanie jakiemuś lewackiemu nowotworowi. Z Biedroniem, Doleckim, Sieniawską i kilkoma innymi. A tak - Janusz Palikot - on chyba wciąż ma pieniądze, więc się z całą pewnością przyda - polityka na pewnym etapie kosztuje a Jan i Zofia w Warszawie oddziałów nie posiadają.

To jest powód dla którego Wadowice jeszcze niejeden raz będą te oczy przecierać - a ogólnopolskie media huczeć. Marketing polityczny zmienia co prawda metody i narzędzia - ale podstawowe prawa są stare jak demokracja - a jedno z nich brzmi - "niech piszą co chcą, byle nazwiska nie przekręcali".Pisał ostatnio Klinowski o "nazwiskopośle" - zapomniał tylko dodać, że tak naprawdę wszyscy politycy są "nazwiskofunkcjami". Nie ma niczego bardziej niszczącego dla marzeń o politykierstwie, niż bycie no-name'm - i, analogicznie - nic bardziej nie buduje nazwiska niż tabloidy.

Polityka krajowa to plan maksimum - ale oczywiście jest też i plan B - a jakże. Jeżeli zabraknie dziesięciotysięcznych podwyżek, uchodźców, Światowych Dni Młodzieży i czego tam jeszcze żeby skutecznie się wbić w system partyjny, wymyślił sobie nasz superbohater taki układ - Ja burmistrz - Koper starosta. Weźmiemy cały powiat!   

Od dawna zresztą elementy tego planu próbują chłopaki realizować - między innymi dlatego były członek PiS, radny powiatowy Paweł Koper, próbował wejść do ...Polskiego Stronnictwa Ludowego. Tak tak - nie dość ze kombatant, to w dodatku w sukmanie chłop pełną gębą :D

Tak czy owak - czy Wadowice zechcą nadal być windą dla pary Klinowski-Koper? Czy facet który aż nogami przebiera żeby stąd odejść, byle oczywiście wyżej - jest odpowiednią osobą by żyć z tym miastem i dla tego miasta? Odpowiedź jest chyba oczywista.

Póki co sprawy idą w doskonałym kierunku - a Klinowskiego w Sejmie ponoć już znają, tylko wciąż nazwisko z Kalinowskim mylą - ale to zapewne wina nierzetelnych mediów oraz Płaszczycy i Gładysza, że knują. I te tam - kłody rzucają :D :D :D