niedziela, 19 lipca 2015

Jak prezes Filek z wiceprezesem Koprem po Wadovianę idą

czyli tak wiele musiało się zmienić, żeby wszystko zostało po staremu.

"Szanowni Państwo –przez lata obserwowałem szeptaną w gabinetach władzy, knutą gdzieś pomiędzy własnymi zausznikami, metodę uprawiania polityki. Moją misją jest raz na zawsze zmienić ten stan rzeczy. Chcę autentycznego otwarcia samorządu dla mieszkańców – zamiast zakulisowych rozgrywek." -  tak opisywałem swoje polityczne Credo na wyborczej ulotce. Taka też jest moja motywacja, by wciąż jeszcze uchylać dla Was drzwi, które politycy najchętniej trzymaliby zabite na głucho.


Za czasów Ewy o prawdziwe informacje, co i dlaczego dzieje się w lokalnej polityce, było trudno. Trudno też  było w ogóle o jakiekolwiek informacje - no taki styl.
Dzisiaj za sprawą hipertrofii internetów Klinowskiego, miasto jest wręcz informacjami zalewane. Tych prawdziwych nadal ze świecą szukać. Styl jeszcze gorszy.

Przykład - a uprzejmie proszę:

Płacze "best burmistrz ever" że członkowie LGD Wadoviana, w tym kilkoro radnych, nie przyszli na walne zebranie stowarzyszenia. Całą serię nazwisk podaje, jako winnych wstydu przed "partnerami z Andrychowa", że się nie udało. Co wierniejsi klikacze post zalajkowali, pytań żadnych nie mieli - znaczy burmistrz liderem transparentności jest i basta. 

Ale o co chodzi, aż ciśnie się na usta? Dlaczego w ogóle coś się dzieje wokół LGD? Co burmistrz Żak z burmistrzem Klinowskim uknuli, że "wstyd"?  Dlaczego "partnerów z Andrychowa" nie było na pierwszym terminie Walnego? Dlaczego Kinowski w ogóle nie wspomniał, że był jakiś inny termin? 

Oto od miesięcy toczy się podskórna gra o LGD. A właściwie o dostęp do tych kilku milionów złotówek, dystrybuowanych przez nią. Gorączkowo liczone są "szable" w Wadovianie, ad hoc delegowani przez burmistrza jego ludzie - tak tak - na czele z naszymi dobrymi znajomymi - radnym Koprem i biznesmenką Filek - tak, by na Walnym Zebraniu można było wybrać nowy zarząd, generalnie - by przejąć Lokalną Grupę Działania. Ciekawostek przy tym jest cała masa - oto wśród delegowanych przez dzisiejszego burmistrza żołnierzy, są .....radni Wspólnego Domu. Zresztą - ruiny WD i gry wokół Rady Miejskiej opiszę przy innej okazji. 

Tak czy owak - jak widzicie 'burmistrz wasz" to prozaiczny człowiek jest, Ot najzwyklejszy w świecie politykier, jakich tysiące po gminach i powiatach kraju - wziąć co swoje, ludziom nałgać, opozycję stłamsić - oby nam się! 

P.S - żeby nie było wątpliwości - LGD Wadoviana w wydaniu Drogiej Ewy to także była parodia stowarzyszenia - śmierdziało tam polityką na kilometr, a skład osobowy wołał o pomstę do nieba. Tyle że dzisiejsze "rozbijanie układów" przez Klinowskiego polega na tym że..... wszystkie karty zgłoszeń nowych członków LGD wypisuje starannie, odręcznym pismem, jedna osoba. Ponoć prawniczka Klinowskiego - pani Czyżowicz. Więc co to ma być - demokracja w działaniu czy nominaci w natarciu? 

"Ty, który wchodzisz, żegnaj się z nadzieją" - sądzę że takiej treści szmata mogłaby spokojnie zawisnąć w miejsce poprzedniej, na budynku wadowickiego magistratu. Żadnych zmian w sposobie uprawiania tzw. "polityki" nie będzie. Naszyzm będzie.  




środa, 15 lipca 2015

Zablokuj Edka!

Czyli no chyba Was pogięło

Było tak - Staszek, Płaszczyca a może i sama Ewa w okresie referendum wymyślili, że wszyscy, cała ówczesna opozycja, koniecznie musimy aktywnie w nim uczestniczyć. Wiedzieli doskonale że referendum z kretesem przegra, a ich następnym krokiem miało być wrzucenie nas wszystkich do jednego wora, ubranie w łatki pieniaczy, obciążenie odpowiedzialnością za koszty, stworzenie maksymalnej publicznej na nas presji tak, żebyśmy już więcej głów w mieście nie podnosili. W rzeczy samej ludzie Ewy Filipiak mnie różnymi kanałami i na różne sposoby, wprost namawiali żebym koniecznie wziął udział w referendum.
I nawet gdy plan się nie powiódł, blogerzy z referendum nic wspólnego nie mieli - to nadal próbowali zrealizować swój pomysł - tutaj, na tym blogu przyłaził Staszek i twierdził że oczywiście że Gładysz też powinien oddać pieniądze za referendum.
Rzecz cała mogła im się nawet w jakimś stopniu udać, gdyby nie natknęli się na najboleśniejszą z możliwych kontr - po prostu zabiliśmy ich śmiechem(pamiętacie słynne "piniądze za las"). Od tamtego momentu już nikt więcej tej sztuczki nie próbował - plan nie wypalił.



Minęło kilka lat - i dzisiaj jak na dłoni widać jakim pilnym uczniem swoich politycznych stwórców, był Mateusz Klinowski. Dzisiaj robi absolutnie wszystko, by wszystkim krytycznym, opozycyjnym w stosunku do swoich poczynań głosom, przyprawić jedną "gębę". Otóż wymyślił sobie Klinowski, że gdy skutecznie uda mu się opowiedzieć miastu że wszyscy jesteśmy Wyrobami, to skutecznie odstręczy ludzi od  - bo ja wiem zresztą od czego? - od jakiejkolwiek zdroworozsądkowej oceny słabizny prezentowanej przez burmistrza? Tak więc już od czasu jesiennych wyborów, trwa sobie radosna twórczość Klina - od czasu wyborów łże jak bura suka o moich, naszych rzekomych powiązaniach - ba - o liderowaniu Edka Wyroby tym z nas, którzy się na programową mizerię i propagandową obfitość Mateusza Klinowskiego nabrać nie dali.

Rzecz cała początkowo wywoływała u mnie tylko uśmiech politowania, aż do niedawna, gdy.... - no coraz częściej dostaję sugestie, ba - polecenia wręcz, od wspólnych znajomych Klinowskiego i moich - "zablokuj Edka". Nie idź pod rękę z Wyrobą. Więc i uśmiech politowania u mnie zmienił się w....donośny śmiech :D Ano tak już mam, że gdy mi Mateusz Klinowski udowodnił że da się, że można, wcisnąć ludziom najrzadsze g, ten, no - najtańszy kit - a oni i tak łykną, to się śmieję do rozpuku. Sam z siebie - że wyznawców nie doceniłem. Ale śmieję się także i z tego że ci ludzie rzeczywiście wierzą, że będę im udowadniał iż nie jestem wielbłądem. Że się ugnę i zablokuję Edwarda Wyrobę dla przyjemności ich i ich burmistrza. Kompletnie mnie drodzy nie znacie - ale gdybyście z uwagą czytali to co piszę - znaleźlibyście u mnie i takie zdania na temat reakcji na kłamstwa Klinowskiego:  -

Ja myślę że w takich przypadkach prawda obroni się sama, bądź nie obroni się wcale. Nie da się dyskutować z kimś, kto z kłamstw zrobił metodę uprawiania polityki. Dla takiego człowieka "tak, tak, nie nie, nic nie znaczy.


Tak więc bez żartów proszę - ja nie wiem czy bycie kojarzonym z Edkiem Wyrobą rzeczywiście działa tak jak marzy o tym Klin - ja sam, odkąd zajmuję się lokalnymi sprawami, w niektórych sprawach się z nim zgadzam, w innych kompletnie nie - ale zawsze działam, piszę, zawsze myślę samodzielnie. Nigdy niczego z Edkiem nie ustalałem, nigdy na nic się z nim nie umawiałem - ale też za chińskiego boga nie zamierzam w żaden sposób "odcinać się", "blokować" czy czego tam jeszcze ode mnie oczekujecie. Najzwyczajniej w świecie - Edward Wyroba jest w mieście i Marcin Gładysz jest w mieście. Dwa odrębne byty. Czasami mówiące to samo, czasami wręcz odwrotnie, zawsze we własny sposób i zawsze  na własną rękę.

Basta.

sobota, 11 lipca 2015

Do Policji wniosek. Oraz Rady Miejskiej w Wadowicach

w ramach nieistniejącego ale możliwego budżetu obywatelskiego.

Jesienią wybory krajowe. Przez miasto przewalają się ciemne, ołowiane chmury politycznych knowań. Partie układają listy, partyjne żołnierzyki przebierają nóżkami - nowe idzie a stare kombinuje jak się wybronić. Największe pytania powoli znajdują swoje odpowiedzi - kto na biorących miejscach w PiS? Czy w naszym okręgu wybierzemy premiera rządu? Jaka obsada PO, kto u Kukiza? - dzisiaj wszystko to już właściwie wiemy.

Cały ten polityczny tygiel ma też swój lokalny wymiar. Dlaczego i z kim burmistrz Klinowski w Czarnym Groniu się spotyka? Co w końcu z tą Ewą Filipiak?

Szczerze - znam większość odpowiedzi i bokiem mi to wszystko wychodzi.

Więc mając nadzieję że w wadowickim magistracie chociaż urzędnicy, na czele z Bożeną Flasz jeszcze rzeczywiście pracują i tworzą zręby przyszłorocznego budżetu, już dzisiaj proponuję miastu pomysł - od wielu, wielu lat funkcjonują na terenie kraju ludzie i odpowiednio przygotowane miejsca, służące podnoszeniu kwalifikacji kierowców. Ilość zdarzeń drogowych, w tym śmiertelnych wypadków nie pozostawia chyba złudzeń - inwestycja w 100% zasadna, sensowna i potrzebna - zbudujmy, za ostatnim wzorem z Krakowa, tor motocyklowo-samochodowy. Prócz szkoleń, byłoby to miejsce gdzie w bezpiecznych, kontrolowanych warunkach, mogliby wszyscy fani szybkiej jazdy wyszaleć się do woli - zamiast robić to na obwodnicy, czy w innych, stwarzających zagrożenie, miejscach.

Tak opisują sam tor i jego funkcje branżowe wydawnictwa: 

Projekt zakłada budowę toru wraz z placem manewrowym dedykowanego motocyklistom oraz kierowcom samochodów chcącym podnosić swoje umiejętności jazdy w bezpiecznych warunkach oraz służący jako miejsce spotkań i wydarzeń o charakterze motoryzacyjnym. Obiekt służący przede wszystkim osobom posiadającym prawo jazdy i wykorzystywany na szkolenie nie będącym obowiązkiem wynikającym z przepisów. Miejsce powinno również służyć krakowskim szkołom i uczelniom do testowania rozwiązań prototypowych w zakresie motoryzacji.

Długość toru wyniesie około 800 metrów, ze średnią szerokością ośmiu metrów. Planowany jest również plac manewrowy


Rola Rady Miejskiej i burmistrza jest oczywista, a dlaczego wspominam iż pomysł ten dedykuję także powiatowej Policji? Ano z prostego powodu - z jednej strony to właśnie Policja powinna być szczególnie zainteresowana doszkalaniem kierowców z jednej strony i prewencją jeżeli chodzi o nielegalne "rajdy" na ulicach - z drugiej zaś strony ma aż nadto powodów do wdzięczności dla lokalnej społeczności - było, nie było dostała ogromne wsparcie od gminy przy budowie nowego budynku komendy - więc wyobrażam sobie że policjanci-instruktorzy jazdy sytuacyjnej - czy to z KPP Wadowice, czy - o ile u nas takich nie ma - z Krakowa, mogliby nieodpłatnie szkolić i prowadzić zajęcia na tym obiekcie.

Beata Szydło najpewniej nie będzie startowała z naszego okręgu, Ewa Filipiak nie chce być parlamentarzystką, Klinowski na Czarnym Groniu spotyka się z burmistrzem Żakiem i biznesmenem Rusinkiem - no - skoro już to wszystko wiecie, to przestańcie może podniecać się politykierstwem, i pomyślcie czy pomysł który proponuję nie jest wart zastanowienia i realizacji.

P.S - ciekawostka taka, dotycząca mnie osobiście - pamiętacie mój tekst o "trzeciej drodze"? Jedna z najciekawszych opinii która w związku z tym do mnie dotarła, jest autorstwa.... Stanisława Kotarby. Otóż tani Staszek twierdzi tak - "Co trzecia droga - to ten chuj Gładysz chce wszystkich wydymać i sam kandydować na burmistrza" :D :D :D




środa, 24 czerwca 2015

Co z tym miastem?

czyli czy Wadowice mają szansę na trzecią drogę?

Żeby ten Klinowski był po prostu głupi, bez pomysłu i niedoświadczony. Wówczas spokojnie można by poczekać rok, dwa - nużby się czegoś nauczył, nużby sam wpadł na jakiś pomysł na miasto, lub chociaż posłuchał tych którzy te pomysły mają. Warunek jest jeden - musiałyby być powody żeby wierzyć, że jest uczciwy. Niestety - sprawa finansowania kampanii oraz afera z odszkodowaniem dla radnego Kopra i podręcznikowym konfliktem interesów wokół tych pieniędzy, pozbawia złudzeń nawet ślepców.

Nie wierzę w Ewę Filipiak 2.0 Nie wierzę że wracając do miasta, nie wróci jednocześnie do popełniania starych błędów. Nie wierzę że wraz z powrotem Drogiej Ewy, nie wróciłby także tani Staszek. Nie wierzę że ktokolwiek z jej środowiska wychodzi myślą dalej, niż polityczna zemsta, niż powrót "naszego".

Jednocześnie od dawna zdaję sobie sprawę iż to właśnie Ewa może najbardziej skorzystać na mojej, na naszej niezgodzie na "naszyzm" Klinowskiego i przynajmniej części jego ludzi. Na niezgodzie na chaos, brak wizji i bylejakość z jednej strony, oraz ocean pogardy i propagandy z drugiej.

To trudna rzecz jest, wiecie? Mieć świadomość że na naszym idealizmie pasie się, zacierające z uciechy łapska, Kocicho. Casus kalwaryjski aż nadto dobitnie pokazuje że tak właśnie może się w końcu stać - na odrzuceniu przez Kalwarian burmistrza Stradomskiego, skorzystał uprzednio sprawujący przez 20 lat władzę burmistrz Ormanty.

Myśl o znanym w politologii pojęciu trzeciej drogi, okrojonym do naszego lokalnego wymiaru, towarzyszy mi właściwie od początku roku. Niechże potowarzyszy teraz i Wam.

Udanych urlopów Wam życzę.

niedziela, 14 czerwca 2015

Drastyczne. Jak życie

O czym fotografia ta mówi tłumaczyć nie ma potrzeby. Ale ja pomyślałem że to doskonała alegoria jest, także i polityczna.

Ludzie identycznie, łykają syf którym karmią ich politycy.
Ważne globalnie i aktualne lokalnie.

Fot. CHRIS JORDAN

środa, 3 czerwca 2015

O tym jak ideał sięgnął bruku. I dlaczego IWW kryje notorycznego kłamcę.

Szanowni Państwo.

Na początek, historia mojej "korespondencji" z Zofią Siłkowską, pełnomocnikiem Stowarzyszenia. Cudzysłów dotyczy faktu że na żaden z listów nie doczekałem odpowiedzi.

10 luty 2015
Szanowna Pani Zofia Siłkowska
Stowarzyszenie Wolne Wadowice

Szanowna Pani, w związku z ukazaniem się na stronie internetowej IWW tekstu pt. "Cholewka kupił meble za 16 tysięcy zł, a Klinowskiemu wyciągnęli kanapki za 2.9 zł" w dniu 8 lutego, w którym to tekście wielokrotnie przywoływany jestem z nazwiska, mam pytanie - proszę o podanie danych osobowych autora tego wpisu oraz człowieka który powyższy tekst na stronie internetowej Inicjatywy Wolne Wadowice zamieścił tak, bym mógł odnieść się do wspomnianego materiału w sposób ogólnie przyjęty w cywilizowanym świecie - tj. kierując moją odpowiedź do osoby wewnątrz IWW, bądź do całego Stowarzyszenia, bądź kogokolwiek wreszcie, posiadającego twarz, dane osobowe i odrobinę cywilnej odwagi. Nie sposób jest odnosić się do anonimowych kłamstw, nie sposób dyskutować z widmem.

Przypominam też iż utrzymywanie iż strona IWW jest redagowana, moderowana a jej treści uzupełniane przez nieznane Państwu osoby usprawiedliwiane było faktem iż poprzednia władza samorządowa miała rzekomo szukać zemsty, pozywać autorów do sądów, etc. Dzisiaj burmistrzem miasta jest Mateusz Klinowski,członek-założyciel Inicjatywy Wolne Wadowice i w związku z tym uprzednie wyjaśnienia anonimowości strony IWW nie mogą być dłużej podtrzymywane.

Liczę na po ludzku uczciwą i możliwie rychłą odpowiedź

Pozostaję z poważaniem

Marcin Gładysz



13 kwiecień 2015

Zofia Siłkowska
Pełnomocnik stowarzyszenia Inicjatywa Wolne Wadowice

Dobry wieczór

W związku z ponownym, enty już raz powtarzanym, atakiem na mnie i moje dobra osobiste, zamieszczonym na stronie internetowej IWW, ponawiam i kategorycznie żądam od pani, szefowej Stowarzyszenia, co następuje :

Udostępnienia mi danych osobowych autora tekstów zamieszczanych na ww stronie.

Udostępnienia mi danych osobowych administratora ww strony.

Udostępnienia mi danych osobowych redaktora i (lub) moderatora treści zamieszczonych tamże.

Udostępnienia adresatów IP komentatora, komentatorów którzy pod najnowszym tekstem na ww stronie, z imienia i nazwiska mnie wymieniają.

Podjęcia stanowczych działań mających na celu zaprzestanie dystrybuowania zniesławiających mnie osobiście, ale także kogokolwiek innego, treści, podawanych na stronie internetowej Inicjatywy Wolne Wadowice w sposób kłamliwe, tchórzliwy, haniebny, anonimowy.


Z poważaniem

Marcin Gładysz


Cóż powiedzieć - nie trzeba było długo czekać by na Waszej stronie 1 czerwca 2015 roku ukazał się tekst, który nie inaczej jak wiele poprzednich - jest z brudnego palca wyssaną, kłamliwą insynuacją, w zakresie w jakim traktuje o mnie. W razie gdyby ktoś nie czytał - służę cytatem: Na koniec taki smaczek: nie zgadniecie, kto pierwszy zaprotestował przeciwko ustalaniu tożsamości Terapuety przez Inicjatywę? Był to Marcin Gładysz, inny miejscowy komentator znany z obrażania swoich oponentów i były rzecznik starosty Jacka Jończyka. Czyżby i on zagalopował się w anonimowym komentowaniu u Płaszczycy, którego tak podobno nie znosi? Być może niebawem się przekonamy.

Dodatkową okolicznością w tej sprawie - i właściwym kontekstem w którym należy czytać Wasze poczynania na stronie IWW - jest argument Klinowskiego, użyty w rozmowie z internautami którzy protestowali przeciwko insynuowaniu, jakobym ja miał pisać jakieś anonimowe komentarze w sieci. Otóż mówi Klinowski tak :"a skąd wiemy że Gładysz nigdy nie pisze anonimowo".

Więc to takie standardy reprezentuje teraz Inicjatywa Wolne Wadowice? Najpierw wylejemy na kogoś publicznie wiadro pomyj, najpierw napiszemy że jest złodziejem, a potem ewentualnie poszukamy co takiego ukradł?

Materiału do przemyślenia macie Państwo aż nadto - notoryczne szkalowanie ludzi na Waszej stronie, lekceważące milczenie Pełnomocnika Stowarzyszenia w sytuacji, kiedy wszystkie ludzkie, prawne i kulturowe normy nakazują udzielić(jakiejkolwiek) odpowiedzi, oraz zwieńczenie tego wszystkiego słowami Kinowskiego "a skąd wiemy że to nie prawda".

Ja ze swojej strony podejmuję tą ostatnią, trochę już desperacką próbę apelowania do Was o zachowanie przyzwoite. Nie formułuję treści moich oczekiwań - licząc że będziecie wiedzieli, co ta przyzwoitość powinna w tej sytuacji oznaczać.

Jednocześnie informuję że nie pozostanę bierny w przypadku kolejnych tego typu publikacji na Waszych publicznych komunikatorach. Wykorzystam wszelkie dostępne człowiekowi środki tak, by chronić się przed Waszymi kłamstwami, kłamstwami publikowanymi pod Waszym sztandarem, z Waszą wiedzą i akceptacją.

Marcin Gładysz

P.S List ten w całości opublikuję na moim blogu. To oczywista.

piątek, 22 maja 2015

Pieniądze z kampanii Klinowskiego do zwrotu?

czyli o pewnym "transparentnym demokracie" i jego kasie.

Przeszło 100 stron dokumentów z biura p.sędzi Rak Komisarza Wyborczego z Krakowa. Detaliczne rozliczenie kampanii prowadzonej przez KW Wolne Wadowice.

Nie chcę jakoś szczególnie znęcać się nad burmistrzem Klinowskim - więc tylko suche fakty, bez publicystycznego komentarza, który z jednej strony aż ciśnie się na klawiaturę - z drugiej zaś wydaje mi się zbędny - po prostu jestem całkowicie przekonany że wnioski wyciągniecie identyczne, bądź niemal identyczne jak ja.

Słowem wstępu tylko - wpłaty na komitety wyborcze wg regulacji polskiego prawa mogą pochodzić wyłącznie od osób fizycznych i mogą być przyjmowane wyłącznie w formie przelewów bankowych(w grę wchodzą także karty bankowe oraz czeki, ale to, mam wrażenie, sytuacje niemal nie występujące, a w każdym razie nie dotyczące IWW).

Tak więc żadnych firm, ani żadnych wpłat gotówkowych. W sytuacji gdyby takie wpłaty mimo wszystko się zdarzyły, Komisarz Wyborczy orzeka ich przepadek na rzecz Skarbu Państwa.

Jak to wyglądało w przypadku Komitetu Mateusza Klinowskiego? Ano nietęgo - po pierwsze - pan Jan Burkat, którego wpłata 3000 złotych była tak szeroko komentowana, gdy media ją ujawniły, tak bardzo się rozpędził iż wpłacił te pieniądze z firmowego konta. Co oczywiście oznacza w praktyce że to nie osoba fizyczna, tylko firma, która nazywa się identycznie, wsparła kampanię. Uff - no źle, kiepsko - prawdopodobnie pełnomocnik komitetu, p. Zofia Siłkowska będzie je musiała wpłacić na rzecz Skarbu Państwa.


Po drugie - wielce tajemniczy mieszkaniec sąsiedniej gminy, którego notabene mało kto kojarzy nawet spośród ludzi także tam mieszkających - tak więc tajemniczy donator, p. Łukasz Markiewicz dokonuje wpłaty 5000 złotówek na rzecz Komitetu WW. Wpłaty opisanej jako "wpłata gotówkowa"
Ssss, no znowu źle, ponownie kiepsko - żadnych wpłat gotówkowych, pamiętacie? Więc ponownie -prawdopodobnie pełnomocnik komitetu, p. Zofia Siłkowska będzie je musiała wpłacić na rzecz Skarbu Państwa.

Cokolwiek to dziwne że mnie wystarczył rzut oka na te dokumenty, żeby wychwycić te sprawy - a sam zainteresowany, w dodatku prawnik - po prostu "łyknął" te, niezgodne z wymogami prawa, wpłaty.

Dziwne albo i nie, ponieważ - proszę spojrzeć na kilka następnych dokumentów:




Otóż jak się okazuje, spory, blisko 25% udział w wydatkach Komitetu Wolne Wadowice, stanowią pieniądze, które wpływały na konto spółki członka stowarzyszenia Wolne Wadowice - p. Mariusza Witkowskiego.

Żeby nie było nieporozumień - po pierwsze - Klinowski mógł korzystać z usług Witkowskiego i płacić za nie pieniędzmi z wpłat sympatyków - i nie ma w tym niczego nielegalnego.

Po drugie - zapytałem Mariusza Witkowskiego przed tą publikacją, czy ma jakiekolwiek uwagi, czy chce coś skomentować w tej sprawie - odpowiedź była krótka i stanowcza - Mariusz odpowiedział "NIE".

Po kolejne - jakiś cień moich wątpliwości budzi fakt iż firma Mariusza zrobiła Klinowskiemu stronę internetową - kurcze, zawsze myślałem, ba miałem 100% przekonanie, że tą stronę robił Janusz Gawron :)

No i może już nie cień, ale cienik wątpliwości budzi data ostatniej wypłaty z konta bankowego KWW na rzecz firmy Mariusza. Pozwólcie że przez moment głośno pomyślę - 22 grudzień. Kurczę, było już po wyborach. Dłuuugo po nich. A na koncie KWW wciąż były pieniądze. No to trzeba było zapłacić za rachunek, no jasne że tak :D


Ach tak - przywołując przepisy prawa dotyczące finansowania kampanii zapomniałem o jednym detalu - każda niewykorzystana w trakcie kampanii złotówka MUSI ZOSTAĆ wpłacona na zarejestrowaną w kraju organizację pożytku publicznego. Żadne tam, przejadanie pieniędzy przez sztaby - na OPP i basta :)

P.S  Raz jeszcze pragnę podkreślić - wszystkie prezentowane dokumenty pochodzą ze sprawozdania finansowego kampanii Komitetu Wolne Wadowice i zostały oficjalnie złożone w siedzibie PKW w Krakowie.