niedziela, 27 maja 2012

Karol Marks a Inicjatywa Wolne Wadowice



czyli obiecany dalszy ciąg.


Gdzieś z boku, a w zasadzie w rezultacie tego wszystkiego, powstała IWW. Twór unikatowy w naszym regionie z wielu powodów. Oto klika osób których z pozoru prawie wszystko dzieli - są w różnym wieku, z różnym doświadczeniem życiowym, różnymi postawami światopoglądowymi, przynależnościami partyjnymi, itd. - uznało ze dobro ich rodzinnego miasta jest wystarczającym powodem żeby te różnice odsunąć na dalszy plan i wspólnie działać.

Szczegółowy zapis ich aktywności dokumentuje ich własna strona www, dlatego ja ograniczę się do kilku ogólnych refleksji czy propozycji, które uważam za warte rozważenia.

Na początek, żeby nikomu nie podnosić nikomu ciśnienia dłużej niż to zdrowo, krótkie wyjaśnienie pozornie prowokacyjnego tytułu:)

"Filozofowie (dotychczas) rozmaicie tylko interpretowali świat, idzie jednak o to, żeby go zmieniać" - taką m.in myśl zawarł brodaty infamis w jednej ze swoich książek. Nie jestem pewien czy zmienianie świata to rzeczywiście zadanie dla filozofów, ale zdanie to jak ulał pasuje do wadowickiej rzeczywistości.

IWW, póki co, komentuje rzeczywistość a ja oczekuje ze zechce ją także zmieniać - że przeformułuje bądź dookreśli swoje cele na bardziej konkretne, bardziej polityczne. Mówiąc wprost - oczekuje - i jest zupełnie oczywiste ze nie tylko ja iż IWW rozpocznie marsz po władzę.
I zrobi to bardzo profesjonalnie.
Z oczywistych powodów nie będę tu pisał w szczegółach na czym ten profesjonalizm miałby polegać - niemniej kilka ogólnych spraw.

Siłą IWW jest po prostu prawda - ja chce się skupić na jej słabościach. Właśnie w kontekście tego profesjonalizmu.

Przede wszystkim IWW jest zbyt hermetyczna. Prócz ogólnie dostępnego kontaktu telefonicznego i mailowego do Mateusza Klinowskiego - nie można znaleźć sposobu żeby skontaktować się z jej członkami.

Partyzancka taktyka opisana na stronie IWW budzi mieszane uczucia - we mnie akurat raczej negatywne.

Następna rzecz - jesteście prywatnymi ludźmi, żyjącymi w prywatnych mieszkaniach czy domach - przychodzenie do was o dowolnej porze prosto z ulicy było by dość krepujące - ale czy nie warto byłoby pomyśleć o jakiegoś rodzaju dyżurach? Godzinach otwartych, choćby jednej godzinie kilka razy w tygodniu, w której, w określonym miejscu(siedzibie?) zawsze każdy zainteresowany mógłby przyjść, nie obawiając się ze sprawi kłopot gospodarzom?

Nie bardzo też rozumiem dlaczego prawie rok od powstania Inicjatywa nie wzbogaciła się o nowych członków?

Kolejna sprawa - zupełnie zasadniczej wartości - brak papierowej, drukowanej wersji materiałów publikowanych elektronicznie. Niestety, gros wadowiczan, zwłaszcza tych których młodość, czasy szkolne przypadły przed erą internetu( czyli niekoniecznie starych) -  nadal podchodzą do niego nieufnie. Mówiąc wprost -wcale z niego nie korzystają. I zupełnie nie mają pojęcia ze istniejecie.

Właśnie - rozpoznawalność i wchodzenie między ludzi.

Tutaj już pomysł bardzo konkretny - najlepiej po okresie wakacyjnym, we wrześniu - dlaczego nie mielibyście zorganizować otwartego spotkania z mieszkańcami? Takiego w stylu - "mikrofon dla wszystkich" - kto wie - może ludzie mają do was jakieś pytania? Może propozycje? Sugestie? Może tez zwyczajnie - chcą się wam przyglądnąć - wyrobić sobie o was opinię. Trzeba dać im szanse o tym powiedzieć. Inaczej - trzeba ich o to zapytać. A wiec - w pierwszym kroku dotrzeć do nich z drukowanymi materiałami, zaznajomić ich ze sprawami - a potem zaznajomić z samymi sobą.

I w tym poście rzecz ostatnia - zupełnie niedawno w odpowiedzi na komentarz czytelnika podpisujacego sie Majka - napisałem tutaj : "Jedyna wartość dodana, jedyny cel istnienia takiego stowarzyszenia, to skuteczność. W moim odczuciu 49,9% osiągnięte w następnych wyborach przez kandydata Inicjatywy to będzie całkowita porażka.Sprawy w naszym mieście są tak bardzo i od tak dawna nabrzmiałe ze IWW ma dwie drogi - albo osiągnie sukces albo przestanie istnieć. I co gorsza -porażka znakomicie osłabi ewentualnych przyszłych następców.

I w związku z tym powiem coś, czym być może narażę się kolejnym osobom.

Jeżeli IWW pójdzie ta drogą - drogą po wygrane wybory, czeka was także głęboki, bardzo głęboki namysł nad wyborem kandydata na burmistrza. Mateusz Kilnowski jest wyborem w dużym stopniu oczywistym, ale przecież nie - bezdyskusyjnym.

Na sukces musi pracować wielu - ale w ostatecznym rozrachunku jego miarą będzie wyborczy wynik kandydata IWW w bezpośrednich wyborach. Dlatego to jedna z kluczowych decyzji którą musicie podjąć.

No i całkiem już na koniec - long live the King! Niech żyje Inicjatywa!
Powodzenia:)

piątek, 25 maja 2012

The King is dead. Long live the King!

czyli co z tą Inicjatywą?

Uff, dzisiaj czeka mnie najtrudniejszy tekst. Znacznie łatwiej przychodzi mi pisanie o rzeczach nieoczywistych - ale trudna rada - dziś o czymś, o czym niby wszyscy wiedzą, ale chodzą wokół tej sprawy jak Homo Erectus wokół ognia. Niby kusi, fascynuje, ale jakoś nikt nie wie, jak się za to zabrać.

Partyjny wymiar Wadowic umarł. Tak prawicowe, jak mówi posłanka Szydło "bagno", jak i lewicowe mauzoleum, przestały pełnić rolę jakiej oczekują mieszkańcy. Pierwsi istnieją po to by dopilnować  żeby kocicho było tłuste, drudzy by rozpamiętywać przeszłość i od czasu do czasu wystąpić czy przemówić "z ramienia".

Co z tymi Wadowicami więc? Czy powiatowe miasto może w ogóle politycznie funkcjonować dysponując tylko partyjnymi wydmuszkami? W jaki sposób i z czym maja sie utożsamiać jego mieszkańcy?  Czy nie jest tak ze powinniśmy mieć u siebie struktury partyjne z prawdziwego zdarzenia? Czy nie jest tak ze my po prostu  potrzebujemy partii?

Szybciutko odpowiadam - potrzebujemy.
Jak fiks.
 Jak gdy na rodzinnym, dorocznym spotkaniu u babci Jagody witając się wszyscy są jowialni, czasem nawet serdeczni, a juz po dwóch godzinach połowa gości zdążyła się wymknąć, leciutko tylko cmokając starowinkę Jadzię w policzek.
  A zaczyna się od tego ze emeryt, stryjek Gienek westchnie po drugim daniu ze schabowy nie smakuje już tak jak kiedyś. Na co kuzyn Michał ze być może żarcie gorsze, ale czasy lepsze, bo nie czerwone. Co usłyszawszy szwagier Jadzi, Zdzisio aż się trzęsie na bujanym fotelu i wychrypi - ze może nie czerwone ale za to czarne!...itd, itp.

Tyle dobrego.

Podobnie, nieomal identycznie, jest w skali gminy. Ludzie różnią się w stopniu i barwie ideologicznych napinek, różnią się w ocenie historycznych zaszłości, różnią na setki sposobów.  Ale studnia do wykopania jest jedna. I wszyscy będą z niej wodę czerpać..

Z takich właśnie studni, z takich konkretnych robót do zaplanowania i wykonania, składa się sens istnienia lokalnych samorządów. Po to i wyłącznie po to, wszyscy składamy się na ich funkcjonowanie - żeby zbudowali ta cholerną studnie!
 Nie czerwoną, nie czarną czy zieloną, tylko głębinową.

 Czy więc samorząd może i powinien być zawsze wierny Janowi Pawłowi?
Oczywiście.  Jeżeli ten napisał także podręcznik hydrogeologii.

 W każdym innym przypadku to tylko dramatyczne pustosłowie, w dodatku oznajmiające wszem i wobec ze samorząd  programowo zajmuje się nie tym, za co bierze pieniądze, nie tym, po co w ogóle istnieje.
cdn.


wtorek, 22 maja 2012

Pojeść, popić, popierdolić...

czyli tak zwane lokalne struktury.


Nie wiem czy zgodnie ze statutem Przewodniczący Rady Gminnej SLD może własną decyzją rozwiązać strukturę której przewodniczy - wiem za to ze w przypadku Wadowic, A.Petek tak właśnie powinien postąpić.
Im szybciej tym lepiej.

O jakości - czyli właściwie całkowitej fikcji funkcjonujących po prawej stronie lokalnej scenki politycznej ugrupowań pisano już wiele.Było o tym tutaj: http://mateuszklinowski.pl/2012/02/18/moje-wadowice-zniszczyla-wasza-polityka/ i tutaj:http://inicjatywawadowice.pl/?p=335 i w wielu innych miejscach.

Więc ja chce się dzisiaj przyglądnąć, co takiego stanowi organizacyjną przeciwwagę dla tych karkołomnych politycznych tworów.

 Mamy u nas także lewicę, a jakże. Stanowią ją lokalne struktury: SLD oraz dopiero w powijakach będące - Partii Racja. O tych ostatnich, póki co wiadomo tylko ze mają powstać, a przewodniczyć ma im utrapienie lokalnego samorządu, ideowiec i weteran politycznej donkiszoterii, Edward Wyroba.
 A tak, byłbym zapomniał - przewija sie także przy różnych okazjach postać przewodniczącego jakiegoś oddziału Ruchu Palikota - ale przewija się i tyle. Nic mi nie wiadomo o jakieś szczególnej aktywności struktur na naszym terenie.

Znacznie dłużej, prawdopodobnie od zawsze, funkcjonuje natomiast, przywołane w pierwszym akapicie środowisko i organizacja SLD.
Chce tutaj bardzo mocno podkreślić ze oceny które tutaj sformułuje, są ocenami politycznej aktywności środowiska i wyłącznie w tym kontekście należy je rozpatrywać. Nie mam ani tytułu(większości z nich najzwyczajniej w świecie osobiście nie znam) ani powodu, żeby cokolwiek mówić o tych ludziach w wymiarze prywatnym. Piszę więc o działaczach, aktywistach, politykach w ich wymiarze publicznym.

A jaki to wymiar?  
Pierwszy spojrzenie  pada w oczywisty sposób na przewodniczącego. Pan Andrzej Petek to działacz w starym stylu. Zaangażowany, przychylny ludziom, poważnie traktujący funkcje radnego, sprawiający wrażenie sympatycznego i.... całkowicie bez mocy sprawczej. Ani w RM, gdzie SLD ma dwoje radnych -   chyba tez nieźle postrzeganą w tej roli p. J.Kamińską , ani tym bardziej w swoim własnym środowisku, nie udaje się panu Petkowi poprzestawiać zwrotnic i skierować biegu spraw na właściwe tory.
I nigdy się nie uda. Dlaczego?

Ba, a czy można gołymi rękami ruszyć z posad porośnięty mchem monolit?

  Cała aktywność tego środowiska sprowadza się do dwóch w zasadzie spraw - w statutowych gremiach powybierać się wzajemnie na ładnie brzmiące funkcje i stanowiska a w części nieoficjalnej, bądź na innych, okolicznościowych spotkaniach.... jak w tytule. Z tym ze wulgaryzm nie oznacza czynności którą S.Mrożek  miał na myśli, kreśląc w Tangu postać  Edka a zwyczajnie - gadanie różnych bzdur, w dodatku dokładnie tych samych od lat.

Weterani partyjnych nasiadówek, matuzalemowie ideologii, wydali już z piersi swoje ostatnie polityczne tchnienie.Poobijani przez wyborcze wyniki i wewnętrzne wojenki w łonie własnej partii, tkwią w tych swoich fotelach i stołkach, kompletnie niezdolni ani do wykrzesania z siebie odrobiny energii. Ani do zaabsorbowania jej z zewnątrz.

Właśnie - nowa energia w lokalnym SLD. Czy do w ogóle możliwe?  O ile się orientuje tych kilku stosunkowo młodych członków funkcjonuje, a przynajmniej nominalnie istnieje, wyłącznie przez wzgląd na rodzinne koneksje czy tradycje. Ot, mama czy tato są w organizacji - córa czy syn, bardziej nie chcąc robić przykrości niż z przekonania, także od czasu do czasu się pojawi.
     
I tyle. Nikt nowy, młody i sensowny nie wstąpi do organizacji w której będą próbowali nim kręcić, uważający się za starych mistrzów, działacze. Sytuacja jest taka ze lokalne SLD jak tlenu potrzebuje młodych. Ale do zaoferowania ma im jedynie ... odświeżenie własnego, zmurszałego wizerunku. Starzy nadal chcą pociągać za sznurki.

Otóż, panie i panowie - nie jesteście i nigdy nie byliście mistrzami. I nie macie w sobie mądrości i doświadczenia starego mistrza, który co prawda zawiesił już rękawice na kołku ale ma dość wiedzy i umiejętności żeby obdarować nimi kilka następnych pokoleń fighterów. Graliście niegdyś - i owszem - ale głownie w okręgówce a i to przez większość czasu na ławie rezerwowych.

Jeżeli rzeczywiście chcecie widzieć własną organizacje podnoszącą się z kolan, nabierającą sił i rozpędu - powiedzcie sobie w oczy prawdę - my już niczego nie zbudujemy, nikogo nie wypromujemy, dla nikogo nie będziemy natchnieniem - odejdźmy. Będziemy się z zatroskaniem przyglądać jak radzą sobie ci którzy przyjdą po nas, będziemy im kibicować - ale z oddali.

I to by było na tyle - sztandar wyprowadzić.
Niech zrobi miejsce dla nowego.


niedziela, 20 maja 2012

Dziwisz wiedział, nie powiedział

a to było tak.

Obruszyła się część komentatorów wadowickiej rzeczywistości na kolejne prze naszą władzę wykręcenie ogonem. Tym razem sceny-ołtarza, na których to odbywały się obchody uroczystości przyjęcia przez miasto patronatu błogosławionego Papieza.

 Rzeczywiście - inaczej niż wynikało by to z wieloletniej tradycji, ale także ze względów praktycznych  - najprościej mówiąc rynek mamy "dłuższy niż szerszy", scenę zbudowano w poprzek podłużnej jego linii.

Co komentatorzy uznali za oczywista próbę przysłonięcia nowego baneru IWW zawieszonego na budynku sióstr Siłkowskich. Ukrycia go przed Kardynałem. Być może się mylę, ale ja w tych komentarzach czytam coś jeszcze - czytam jakąś nieśmiało wyrażaną nadzieję ze gdyby Dziwisz wiedział, jak w praktyce wygląda wierność lokalnych władz Wojtyłowym naukom, być może jakoś by zareagował, palcem pogroził, zrugał, upomniał.

A ja myślę i jestem pewien ze jeżeli scenę z rozmysłem przestawiono żeby ukryła baner, to nie po to żeby nie zobaczył go Dziwisz, tylko dziennikarze ze swoimi obiektywami.
 Późny doktor zaś doskonale wiedział ze w naszym mieście są problemy, istnieje środowisko opozycyjne, jest IWW i Siłkowskie. Tyle tylko ze jego kapłańskie i ludzkie posługiwanie Janowi Pawłowi wieńczy nie jakoś wchłonięta, przejęta czy choćby wyuczona wielkość i mądrość, tylko fanatyczne uwielbienie połączone z ciasnotą myślenia o swoim Protektorze.

Miała Kuria Krakowska w przeszłości na swym czele gigantów ducha i umyslu. Ludzi naprawdę wielkiego formatu. Kardynał książę Sapieha, Kardynałowie Wojtyła czy Macharski. Dziś na ich miejscu siedzi człowiek, którego życiowym powołaniem i ramami, poza które nigdy nie powinien wyjść, jest  proboszczowanie w rodzinnej Rabie Wyżnej.

Dajcie wiec spokój Dziwiszowi - on nie zrobiłby nic, nawet gdyby mu siostry Siłkowskie rozwiesiły baner w  sypialni na Franciszkańskiej.

sobota, 19 maja 2012

A z bieżących spraw

Janusz Palikot nie tyle skutecznie dokonał(istnieje w KK specjalna procedura) co publicznie ogłosił akt apostazji. Kolejny osobisty a zwłaszcza polityczny Rubikon przekroczony przez tą barwną postać.

A w tyle głowy słyszę jak Freddy śpiewa tym swoim porażającym głosem "Show must go on..."

P.S No i na co komu była żona? :D

Czwarta władza na sznurku drugiej

czyli lokalne media dają ciała.
Dopiero dzisiaj znalazłem wystarczająco dużo czasu żeby prześledzić dokumentacje wideo przedostatniej sesji RM. Było wiele o wielu sprawach - ale w mojej ocenie nie dość o jednej z nich. Mianowicie nawet nie tyle o samym fakcie zatrudniania przez burmistrz lokalnych dziennikarzy, co o moralno-etycznym wymiarze takiego postępowania. Oczywiście każdy intuicyjnie czuje ze coś jest nie tak, gdy władza po prostu kupuje usługi kogoś, kto z definicji powinien tej władzy patrzeć na ręce, ale ocena ta jakoś nie wybrzmiała w głosach radnych, którzy interpelowali w tej sprawie na sesji. Całkiem możliwe zresztą ze nie wybrzmiała, bo przewodniczący obradom pan Z.Szczur z gorliwością godną lepszej sprawy rugał radnych  za każda próbę wypowiedzenia choć słowa ponad to, co mieści się w formule pytania czy interpelacji. 


Mam oczywiście także i ja własną intuicje jak należy oceniać taki fakt, ale skoro  dotyczy on dziennikarzy, chciałem skonfrontować moje opinie z opiniami innych i  postanowiłem sprawdzić, co na to środowisko dziennikarskie właśnie. 
Jak wiele korporacji zawodowych i dziennikarze mają swoje kodeksy etyczne. Poniżej, już bez dalszego komentarza, przytaczam obszerne fragmenty kodeksu etyki zawodowej  grupy Media Regionalne - akurat ten, z tej prozaicznej przyczyny  ze po pierwsze, jest pozycjonowany tak iż wyskakuje  jako pierwszy w przeglądarce, po drugie zaś media regionalne to przecież  kategoria do której należą czy która reprezentują, także bohaterowie interpelacji radnych Klinowskiego i Odrozka.  Chcę tylko zaznaczyć ze istnieje oczywiście wiele różnie sformułowanych kodeksów etycznych tej grupy zawodowej - niemniej w zasadniczych sprawach praktycznie się od siebie nie różnią.


Początkowo miałem zamiar podkreślać bądź pogrubiać fragmenty na które chciałem zwrócić szczególna uwagę. Po namyśle doszedłem do wniosku ze właściwie musiałbym pominąć kilka zaledwie punktów, które, przynajmniej dotychczas, nie dały jakiegoś przykrego oddźwięku w lokalnych mediach, wobec czego zaniechałem.      
Zasady postępowania dziennikarzy grupy Media Regionalne
Obowiązkiem redaktorów i dziennikarzy jest poszukiwanie prawdy poprzez wyczerpujące i rzetelne relacjonowanie faktów oraz bezstronne prezentowanie opinii, analiz i komentarzy. Ich zadaniem jest pomaganie odbiorcom w zrozumieniu otaczającego ich świata. Redaktorzy i dziennikarze nie powinni kierować się interesem osobistym, ulegać naciskom władz politycznych, gospodarczych ani właścicieli mediów. Uczciwość zawodowa stanowi podstawę wiarygodności dziennikarskiej.
....
1. Obiektywizm – rzetelność – staranność
1.1. Dziennikarz powinien być obiektywny i dokładny – przygotowane przez niego materiały powinny uwzględniać racje wszystkich stron, bez tendencyjnych pominięć.
1.2. Materiał dziennikarski nie może wprowadzać odbiorcy w błąd ani go oszukiwać, także co do sposobu i okoliczności powstania danego materiału.
1.3. Informacje powinny być przed ich publikacją sprawdzone zarówno przez dziennikarza, jak i przez redakcję, jednakże w razie późniejszego ujawnienia błędów, obowiązkiem redakcji jest je niezwłocznie sprostować.
1.4. Dziennikarz powinien unikać w swych materiałach naruszania dobrych obyczajów oraz nadmiernej drastyczności w języku i opisach, naruszającej godność opisywanych osób.

2. Zasady publikacji
2.1. Nie można naruszać prywatności opisywanych osób, chyba że usprawiedliwia to uzasadniony interes społeczny.
2.2. W relacjach z postępowań przygotowawczych i sądowych nie wolno publikować nazwisk, zdjęć i innych elementów umożliwiających identyfikację tożsamości danej osoby. Szczególną ostrożność należy zachować przy pisaniu o sprawach będących w fazie dochodzenia lub śledztwa. Nie należy ujawniać danych identyfikujących podejrzanych, chyba że za ich publikacją przemawia interes publiczny lub zezwolił na to sąd.
2.3. Dziennikarz ma obowiązek poinformować o wyniku wcześniej relacjonowanego postępowania sądowego niezależnie od tego, czy wycofano oskarżenie, czy też zapadł wyrok skazujący lub uniewinniający.
...
2.5. W przypadku żądania przez odbiorcę zamieszczenia sprostowania lub groźby wniesienia pozwu sądowego, dziennikarz powinien natychmiast poinformować o tym redaktora naczelnego lub jego zastępcę.
2.6. Każda osoba składająca pismo zawierające interwencję o treści wskazującej, że jest to skarga, a nie sprostowanie, odpowiedź lub polemika, powinna otrzymać pisemną odpowiedź na swoje wystąpienie, jeżeli takiej skargi nie publikuje się wraz z odpowiedzią.
2.7. Dziennikarz powinien unikać cytowania, fotografowania, nagrywania, filmowania i pisania o członkach własnej rodziny oraz o rodzinie innych pracowników redakcji. Jeżeli krewni lub powinowaci dziennikarza są związani z jakąś partią polityczną, urzędem, podmiotem gospodarczym itp., dziennikarz ten powinien powstrzymać się od tworzenia lub redagowania materiałów na temat tych osób i podmiotów.
2.8. Redakcja nie może odbiorcy wprowadzać w błąd i sugerować, że fotomontaże, kolaże lub infografiki są zwykłymi fotografiami.
...
2.10. Dziennikarze nie mogą przygotowywać materiałów reklamowych lub public relations, za wyjątkiem redakcyjnych autopromocji. Nie mogą także zajmować się akwizycją reklam i ogłoszeń ani pobieraniem należności za reklamy i ogłoszenia.
...
3. Metody pracy dziennikarza
3.1. Wobec swoich rozmówców i informatorów dziennikarz ma obowiązek ujawnienia faktu, że jest dziennikarzem.
3.2. Dziennikarz nie powinien stosować niejawnych metod zbierania informacji, ukrytych kamer ani posługiwać się fałszywą tożsamością. Metody te dopuszczalne są wyłącznie wtedy, jeśli stanowią jedyny sposób zdobycia informacji na temat spraw o istotnym społecznym znaczeniu lub ujawnienia przestępstw, korupcji lub nadużyć w zakresie majątku publicznego i redaktor naczelny udzielił wyraźnej zgody na użycie takich metod. Odbiorca zawsze powinien być poinformowany o wykorzystaniu przez redakcję takich metod.
3.3. Dziennikarze i pracownicy redakcji nie mogą pozyskiwać informacji odpłatnie lub w zamian za inne korzyści materialne lub niematerialne.
3.4. Plagiat dyskwalifikuje dziennikarza moralnie i zawodowo. Niedopuszczalne jest także wykorzystywanie przez redakcje materiałów dziennikarskich opublikowanych w innych mediach bez zgody wydawców, którzy posiadają prawa autorskie do tych materiałów. Wykorzystując cudze utwory zawsze należy podawać źródło.

4. Konflikty interesów i niezależność dziennikarska
4.1. Niedopuszczalne jest podejmowanie przez dziennikarza dodatkowej pracy w konkurencyjnych mediach, przyjęcie publicznego stanowiska lub angażowanie się w działalność polityczną.
4.2. Dziennikarz na stałe zatrudniony przez wydawcę lub stale współpracujący z redakcją nie może pełnić funkcji rzecznika prasowego ani doradcy: polityka, partii politycznej, przedsiębiorcy, osoby publicznej lub organizacji publicznej bądź samorządowej, pracować na ich rzecz ani prowadzić szkoleń z zakresu komunikacji społecznej dla takich osób i organizacji.
...
4.4. Rzecznicy prasowi nie mogą publikować własnych tekstów jako autorzy redakcji.
4.5. Dziennikarz nie powinien nawiązywać kontaktów handlowych ani gospodarczych, przyjmować świadczeń majątkowych ani zaciągać pożyczek od informatorów lub osób, których dotyczy przygotowywany przez niego materiał prasowy. Jeśli takie kontakty lub zobowiązania miały miejsce w przeszłości, dziennikarz powinien poinformować o tym redaktora naczelnego przed rozpoczęciem przygotowywania materiału.
4.6. Dziennikarz nie może mieć żadnych zobowiązań wobec swych informatorów, jakichkolwiek grup interesu, reklamodawców ani partnerów handlowych swojego wydawnictwa.
4.7. Dziennikarz nie może przyjmować prezentów, uzyskiwać przywilejów ani korzyści majątkowych lub osobistych w związku z wykonywaniem czynności zawodowych bądź w ich trakcie od osób innych niż pracodawca. Wyjątkiem mogą być symboliczne upominki, rozdawane wielu osobom w celach reklamowych, oznaczone nazwą lub logo oferującego.

Gdyby z cytowanego kodeksu etycznego uczynić tarczę i rzucać w nią lotkami, to tylko cud mógłby sprawić żeby trafić w taki akurat punkt, który nigdy nie został na naszym medialnym ryneczku złamany.
Kodeks etyczny, jego przestrzeganie, jest nie tylko wewnętrznym drogowskazem tej czy innej korporacji zawodowej.
 W znakomitej części buduje także etos zawodu. Jaki byłby to etos gdyby budowali go wyłącznie dziennikarze będący przedmiotem interpelacji Odrozka i Klinowskiego? . 


 No i oczywiście sprawa druga - jaki jest etos wybieralnego urzędnika, który publicznymi pieniędzmi  łamie sumienia a w każdym razie zawodową wiarygodność szanowanych podobno przez siebie ludzi?

piątek, 18 maja 2012

Zabijemy cie dla twojego własnego dobra

czyli ideologie na kozetce.

Jest coś niepokojącego w ideologiach. Wszystkich bez wyjątku. Niezależnie od swoich zawartości bowiem i skierowania wektorów, łączy je jedna wspólna cecha - tak na poziomie argumentacji którymi się posługują, jak na poziomie stopnia przekonania zwolenników o jej słuszności  - aspirują do oczywistości i absolutnej obowiązywalności. Mało tego - na pewnym poziomie, jakimś magicznym wręcz sposobem, sublimują ze zbioru światopoglądowych twierdzeń w Dobro. A zaraz potem w Dobro Najwyższe.

 Tak jest z ideologiami mającymi podłoże czy konotacje religijne, identycznie z tymi które są ściśle materialistyczne. Tak było w Hiszpanii gen.Franco, tak w Rosji Stalina. Identycznie w Polsce Gomułki, nie inaczej w Afganistanie Talibów. I w państwie Czerwonych Khmerów i w kraju Ajatollahów.  Wszędzie tam można było przeczytać, usłyszeć, dowiedzieć się z różnego rodzaju komunikatorów ze jakiś związany z ideologią symbol jest najwyższym dobrem. Większość z nas ma w dość świeżej jeszcze pamięci plakaty głoszące że u nas takim dobrem były naród i partia na przykład.

Czemu tak mnie to przeraza? Dlaczego chcę wysyłać ideologie na kozetkę, sugerując ze coś jest z nimi mocno nie tak? Ano dlatego ze gdy ideologia staje się, a zawsze tego próbuje - dobrem, gdy próbuje być, jest, obowiązującym i nie budzącym wątpliwości drogowskazem, zazwyczaj giną ludzie. Bo ci - jak to ludzie - nijak nie potrafią śpiewać unisono. I zawsze znajdują się inni, którzy takiego fałszującego zechcą nawrócić.  A gdy przygłuchy czy uparty- zniknąć. Dla jego własnego dobra. Przecież i tak nie mógłby zostać zbawiony albo stanowić wartościowego społecznie elementu.

Świat co i rusz rozpościera jakieś sztandary, a to polityczne, a to ideologiczne a to religijne - wreszcie takie w których to wszystko się miesza - i zaczyna się wrzenie. Próba sublimacji.


To dlatego tak dobrze sie czuje w otoczeniu ludzi, którzy miewają wątpliwości. To również dlatego nigdy nie mam pretensji gdy czyjeś poglądy bywają nieostre. Bo samemu ciągle mi się zdarza, gdy inni wchodzą na wysokie C, buczeć polowe oktawy niższe F.
Jestem człowiekiem ideologicznych światłocieni. I dobrze mi z tym.

P.S Zarzuci mi ktoś ze straszę ideologiami, jako przykładów używając ich ekstremistycznych przejawów.
Tak, tylko ze to nie są żadne ekstremizmy. To konsekwentnie argumentowana i wcielana w życie idea.

P.P.S O innych, może mniej drastycznych ale równie niebezpiecznych następstwach konsekwentnego, bezkrytycznego wcielania idei w życie napisze już wkrótce.