z kraju i ze świata.
Reżim w Korei Północnej pręży muskuły. Zbyt wiele do naprężenia nie ma a w dodatku doskonale wie że wywołanie wojny to byłoby jak zjedzenie przez węża własnego ogona -ten kraj nawet w czasie pokoju nie jest w stanie wyżywić swoich obywateli, wojna spowodowałaby wewnętrzną rewolucję i bunt w armii - wobec czego - spokojnie - żadnej wojny nie będzie, to jasne.
Reżim wadowicki popluwa na opozycję, zarzucając ze "nawet w Wielki Piątek" odpowiada na pytania dziennikarzy. I to - o zgrozo - zgodnie z prawdą odpowiada. Nasza lokalna władza uważa, ze skoro był dzień świąteczny, to opozycja powinna reporterom nałgać i byłoby cacy.
Oszacowano koszty wojen prowadzonych przez USA - w Iraku i Afganistanie.
Bagatelka - ot niewiele więcej niż 6.000.000.000.000 dolarów(sześć bilionów) Nawet nie chce pytać co by było, gdyby choć połowę tej kwoty przeznaczono na sensowną pomoc i zainwestowano w rozwój krajów, które dzisiaj są wylęgarnią terroryzmu.
Skoro zaś jesteśmy przy temacie pieniędzy - obdarzony słabym głosem i chyba podobnie marnej jakości biznesowym zmysłem, prezes Lesław Makuch wydał 150.000 zł na opracowanie wniosku o dotacje ze środków UE na dofinansowanie rozbudowy EKO. I nie byłoby w tym nic zdrożnego gdyby nie fakt że dotacja została przyznana ale kasa utknęła gdzieś pomiędzy Ministerstwem Środowiska a Urzędem Marszałkowskim. A ja nadal czekam na dokument który miał nam te pieniądze sprzed nosa sprzątnąć a o którym mówił Makuch że go posiada.
Skoro mamy święta to kilka słów o Kościele. Jedni wieszczą że już, już się rozpada, trzeszczy w posadach i zaraz runie, a drudzy doskonale wiedzą co będzie - gdzieś za dekadę, może dwie, Kościół wyszczupleje w statystykach, zachowując może połowę ze swojego nominalnego stanu posiadania z dzisiaj, ale to co z niego zostanie będzie silniejsze, sprawniejsze i bardziej autentyczne niż kiedykolwiek. Na jak długo tej odnowy wystarczy i po jakim czasie moloch znów zacznie gnuśnieć, to już inna sprawa, niemniej - kolejnym krokiem KK będzie przejście z ilości w jakość.
Skoro zaś zająłem się wróżeniem - na koniec kilka słów o tym, co będzie w Wadowicach, mniej więcej za 20 miesięcy. Otóż opozycja wygra wybory samorządowe. W cuglach jeżeli chodzi o skład RM - jestem absolutnie pewien że oprócz Józka Cholewki i Krzysia Salachny żaden dzisiejszy bezradny nie zostanie wybrany ponownie - i z trudem, po ogromnej mobilizacji - pożegnamy się także z Drogą Ewą.
Gdybym to ja był doradcą za 1650 netto, już dzisiaj gorąco bym namawiał Staszka żeby zajął się redagowaniem porządnego CV - pierwszą decyzją nowego burmistrza będzie likwidacja nowotworu, jakim jest stanowisko rzecznika prasowego UM. A zresztą, są święta, co tam - doradzam ci Stachu - zacznij szukać roboty. I to za zupełną darmochę doradzam:)
Co zaś za te dwadzieścia miesięcy będzie z dziaduniem i jego blogiem - Insha'Allah - mam nadzieję na długotrwały odpoczynek od publicznych spraw i sprawek.
A, tak, tak - Wesołych Świąt wszystkim życzę, jasne że tak:)
niedziela, 31 marca 2013
czwartek, 28 marca 2013
Odpowiedź na pismo Stanisława Kotarby
W związku z tym iż korespondencję ws ścieżek rowerowych Stanisław Kotarba rozesłał do mediów, czyniąc ją publiczną - niechże będzie publiczna. Poniżej pełna co do przecinka(bądź jego braku) odpowiedź jaką wysłałem na urzędowy adres kierując ją do Ewy Filipiak.
Tak więc - szanowna pani Burmistrz - pismo które rzecznik Kotarba rozesłał wpierw do lokalnych portali a w ostatniej kolejności przysłał je mnie NIE JEST ODPOWIEDZIĄ na pismo z 15 marca br z którym się do pani zwróciłem. Jest za to pewnego rodzaju oświadczeniem politycznym mającym jak rozumiem maskować rzeczywistą aktywność gminy czy też właściwie jej brak, w zakresie planów i zamierzeń dotyczących budowy ścieżek rowerowych.
Przypominam więc i ponownie pytam o możliwość wykorzystania i plany gminy dotyczące byłego nasypu kolejowego linii 103 PKP - tym bardziej że plany budowy ścieżek rowerowych zawarte są w dokumencie Plan Rozwoju Lokalnego Gminy Wadowice.
A w związku z odpowiedzią pana Stanisława Kotarby mam też kilka dodatkowych pytań:
Na czym konkretnie polega uczestnictwo gminy Wadowice w prowadzonym przez Urząd Marszałkowski projekcie? Czy prawdą jest że to "uczestnictwo" zaczyna się i kończy na fakcie że powiat wadowicki został wymieniony w treści dokumentacji będącej częścią przetargu?
Na czym polega współpraca Gminy Wadowice z firmą pana Jacka Ziebura?
Czy Burmistrz, bądź którykolwiek z miejskich urzędników, konsultował, choćby wstępnie, w jakim zakresie plany Urzędu Marszałkowskiego będą dotyczyły Gminy Wadowice? Rozpisany projekt uwzględnia także budowę tras narciarskich - a okolice góry Bliźniaki świetnie by się do takich celów nadawały - więc skąd pewność że właśnie takie nie są zamierzenia Urzędu Marszałkowskiego?
Słowem - plany i projekty samorządu województwa to coś całkowicie odrębnego, tak od zadań własnych gminy jak i od naszych lokalnych potrzeb i uwarunkowań. Dobrze że istnieją - ale Gmina Wadowice ma pełną samodzielność w podejmowaniu decyzji i podejmowaniu działań na własnym terenie - więc nie ma żadnych przeszkód żeby, konsultując oczywiście z planami województwa - prowadziła własne, niesprzeczne z tamtymi koncepcjami, działania. To szczególnie ważne zwłaszcza w sytuacji że rozpisanie przetargu na plany to jedno, a finansowanie całości przedsięwzięcia bądź inne, trudne dziś do przewidzenia przeszkody w ich realizacji, to zupełnie inna sprawa. Doświadczenie boleśnie uczy że inwestycje których ośrodek decyzyjny jest gdzieś poza lokalnym samorządem, bardzo często nie dochodzą do skutku - czego najlepszym i gorzkim dla mieszkańców Wadowic przykładem niech będzie BDI.
Jeszcze raz powtarzam - jeszcze raz apeluje i proszę - zbiornik w Świnnej Porębie będzie gotów w niedługim już czasie - to ostatni moment żeby Burmistrz Ewa Filipiak nawiązała współpracę z Wójtem Wacławem Wądolnym oraz z dyrekcją RZGW w Krakowie- właścicielem zapory i terenów okalających - i współpracując z tymi podmiotami, zrealizowała rowerową trasę rekreacyjną prowadzącą z Wadowic w okolice powstającego jeziora.
W związku z faktem iż odpowiedź na moje pismo pan rzecznik UM Stanisław Kotarba raczył upublicznić i to jeszcze ZANIM wysłał ją właściwemu adresatowi (czyli mnie) pozwolę sobie postąpić podobnie - zachowując jednakowoż należną kolejność - pierwszym odbiorcą korespondencji czyniąc Burmistrz Ewę Filipiak.
Pozostaję z szacunkiem
Marcin Gładysz"
Ewa Filipiak jest szybka, bystra i inteligentna
Prawda, Droga Ewo? Cytuję z pamięci, ale chyba niczego nie pominąłem?:)
Dzisiaj chcę potwierdzić tą pani ocenę, pani Burmistrz. Jest pani szybsza, bystrzejsza i inteligentniejsza od dziadunia o całe ... 8 lat!
Tak, tak - to już osiem lat minęło od czasu gdy wytworzyła pani ten dokument - Plan Rozwoju Lokalnego
Gminy Wadowice
Zadania na lata 2005-2006 oraz projekty działań na lata 2007-2013
A w nim, na stronie 238 radośnie pani zadeklarowała że zagospodaruje tereny po byłym nasypie kolejowym..... poprzez budowę ścieżek rowerowych.
Mam nadzieję, jeśli już nie na jakąś nagrodę, to chociaż na list gratulacyjny z pani podpisem i śliczną pieczęcią - w końcu gdybym ci się, Droga Ewo, nie przydarzył, mogłyby ci umknąć własne zamiary i wpisane w cierpliwy papier, plany. A tak - wszystko się zgadza - chwalić boga, mamy 2013 rok, więc jak raz gmina ma szanse udowodnić że traktuje swoje, wpisane w oficjalne dokumenty deklaracje z powagą a mieszkańców z szacunkiem.
Bo chyba niczego nie pomieszałem? W 2005 roku to Ewa Filipiak piastowała urząd Burmistrza Wadowic? I to ona była autorką Planu Rozwoju? Wiem, wiem - to było w tych lepszych czasach, gdy opozycja właściwie nie istniała a już z całą pewnością nikt nie wnikał w wytworzone w UM dokumenty;) Ech, nie ma co - to musiały być dla was piękne dni:)
środa, 27 marca 2013
Ścieżki rowerowe- kilka dodatkowych szczegółów.
Oraz jeden smaczek.
Poruszenie na dawno niespotykaną w mieście skalę wywołał tekst Marcina Płaszczycy, właściwie tylko informujący o tym, czym kilka osób zajmuje się od przeszło miesiąca - o wniosku mieszkańców do Rady Miejskiej ws budowy ścieżek rowerowych. Poruszenie zupełnie zrozumiałe, biorąc pod uwagę z jaką zjadliwością krytykował dotychczas każdy przejaw aktywności obywatelskiej - dość wspomnieć choćby powszechnie obśmiany tekst o zgniłej trawie czy wyeksponowanie haniebnego kłamstwa Ruły ws Inicjatywy Uchwałodawczej.
Zapytałem wiec samego Płaszczycę - co takiego się stało, że zdecydował się o tym napisać. Odpowiedział mniej więcej tak - "Czytałem twoje uzasadnienie do wniosku -nie ma tak nawet cienia polityki. Sam pomysł jest dobry, sam o tym myślałem już kilkanaście lat temu. Poszedłem za swoim dziennikarskim instynktem i opisałem waszą sprawę."
Nie, nie - ten tekst nie będzie o Marcinie Płaszczycy.Na poziomie politycznym nic się nie zmieniło -byliśmy, jesteśmy i prawdopodobnie na zawsze zostaniemy na przeciwnych biegunach. Nigdy się nie zgodzimy w ocenie tego co dla tego miasta jest dobre i kto je wyniszcza, oplótłszy je jak trujący bluszcz.
Pisze o tym dlatego żeby pokazać i kolejny raz podkreślić że ścieżki rowerowe są bezpartyjne, ideologicznie doskonale neutralne i wyłącznie tak należy do tego pomysłu podchodzić. Wniosek który zamierzam złożyć przewodniczącemu Szczurowi jest wnioskiem mieszkańców - nie zabiegałem o poparcie radnych opozycyjnych, to nie jest projekt uchwały z regulaminowymi podpisami przynajmniej pięciu z nich.
Powiem więcej - na komisji podczas której dyskutowano projekt Inicjatywy Uchwałodawczej siedziałem może dwa metry do Zdzisława Szczura - i słyszałem jego, półgębkiem rzucony komentarz. Powiedział pan wtedy panie przewodniczący - "A od czego są radni" No więc zrobiłem dokładnie jak pan chciał - przychodzę do pana i do całej Rady Miejskiej z pomysłem. I setkami ludzi którzy ten pomysł popierają.
Przecież tak to wg pana powinno wyglądać, prawda? Mieszkańcy przychodzą do radnych ze swoimi sprawami, wnioskami, pomysłami - a radni przekuwają to na projekty uchwał.
Gdy ostatnio odrzucaliście IU, radny Mariusz Ruła łgał w żywe oczy. Wówczas tych oczów było kilkadziesiąt par. Mam nadzieje że tym razem obejdzie się bez politycznego bełkotu i radni będą mogli śmielej popatrzeć w kilkaset par oczu.
Wyłącznie od was zależy czy zrobicie z tego pomysłu polityczne bagno, czy być może pierwszy raz w życiu podejdziecie do tego zwyczajnie, po ludzku - sami macie dzieci i wnuki i całkiem możliwe że będą was chciały namówić na rowerowy wypad nad Mucharskie Jezioro za dwa, trzy lata.
Poruszenie na dawno niespotykaną w mieście skalę wywołał tekst Marcina Płaszczycy, właściwie tylko informujący o tym, czym kilka osób zajmuje się od przeszło miesiąca - o wniosku mieszkańców do Rady Miejskiej ws budowy ścieżek rowerowych. Poruszenie zupełnie zrozumiałe, biorąc pod uwagę z jaką zjadliwością krytykował dotychczas każdy przejaw aktywności obywatelskiej - dość wspomnieć choćby powszechnie obśmiany tekst o zgniłej trawie czy wyeksponowanie haniebnego kłamstwa Ruły ws Inicjatywy Uchwałodawczej.
Zapytałem wiec samego Płaszczycę - co takiego się stało, że zdecydował się o tym napisać. Odpowiedział mniej więcej tak - "Czytałem twoje uzasadnienie do wniosku -nie ma tak nawet cienia polityki. Sam pomysł jest dobry, sam o tym myślałem już kilkanaście lat temu. Poszedłem za swoim dziennikarskim instynktem i opisałem waszą sprawę."
Nie, nie - ten tekst nie będzie o Marcinie Płaszczycy.Na poziomie politycznym nic się nie zmieniło -byliśmy, jesteśmy i prawdopodobnie na zawsze zostaniemy na przeciwnych biegunach. Nigdy się nie zgodzimy w ocenie tego co dla tego miasta jest dobre i kto je wyniszcza, oplótłszy je jak trujący bluszcz.
Pisze o tym dlatego żeby pokazać i kolejny raz podkreślić że ścieżki rowerowe są bezpartyjne, ideologicznie doskonale neutralne i wyłącznie tak należy do tego pomysłu podchodzić. Wniosek który zamierzam złożyć przewodniczącemu Szczurowi jest wnioskiem mieszkańców - nie zabiegałem o poparcie radnych opozycyjnych, to nie jest projekt uchwały z regulaminowymi podpisami przynajmniej pięciu z nich.
Powiem więcej - na komisji podczas której dyskutowano projekt Inicjatywy Uchwałodawczej siedziałem może dwa metry do Zdzisława Szczura - i słyszałem jego, półgębkiem rzucony komentarz. Powiedział pan wtedy panie przewodniczący - "A od czego są radni" No więc zrobiłem dokładnie jak pan chciał - przychodzę do pana i do całej Rady Miejskiej z pomysłem. I setkami ludzi którzy ten pomysł popierają.
Przecież tak to wg pana powinno wyglądać, prawda? Mieszkańcy przychodzą do radnych ze swoimi sprawami, wnioskami, pomysłami - a radni przekuwają to na projekty uchwał.
Gdy ostatnio odrzucaliście IU, radny Mariusz Ruła łgał w żywe oczy. Wówczas tych oczów było kilkadziesiąt par. Mam nadzieje że tym razem obejdzie się bez politycznego bełkotu i radni będą mogli śmielej popatrzeć w kilkaset par oczu.
Wyłącznie od was zależy czy zrobicie z tego pomysłu polityczne bagno, czy być może pierwszy raz w życiu podejdziecie do tego zwyczajnie, po ludzku - sami macie dzieci i wnuki i całkiem możliwe że będą was chciały namówić na rowerowy wypad nad Mucharskie Jezioro za dwa, trzy lata.
wtorek, 26 marca 2013
Czy Papież jest chujem?
czyli narodowa fiksacja.
Nazwanie w taki sposób starego człowieka w białej sutannie to doprawdy, porażająca odwaga.
Można by długo dyskutować także o głębi towarzyszącej temu określeniu refleksji , tytanicznej wręcz pracy intelektualnej i poziomowi wiedzy historycznej autorki tego stwierdzenia. Można wylać ocean słów opisujących erudycję i siłę artystycznego wyrazu takich słów - tylko po co? Czy warto zatrzymywać się w drodze i obszczekiwać z każdym kundlem, który robi raban gdy idziemy wiejską drogą?
Więc kobiecie która wydobyła z siebie tą kloakę, chce powiedzieć tylko jedno - idź i powiedz to samo w Toruniu, o panu Rydzyku, najlepiej podczas jakiegoś spowodowanego przez niego wydarzenia.
To ukłon w stronę płci "artystki", ktoś by może nawet może powiedział że seksizm - bo mężczyznę po takich słowach wysłałbym do Arabii Saudyjskiej - żeby powiedział "ty chuju" wielkiemu muftiemu Arabii Saudyjskiej szejkowi Abdullowi Azizowi Bin Abdullahowi.
Co tam dla odważnego, prawda?
P.S Dla mniej zorientowanych, bądź po prostu nierozgarniętych - tekst dotyczy wypowiedzi dyrektorki poznańskiego Teatru Ósmego Dnia, Ewy Wójciak.
Nazwanie w taki sposób starego człowieka w białej sutannie to doprawdy, porażająca odwaga.
Można by długo dyskutować także o głębi towarzyszącej temu określeniu refleksji , tytanicznej wręcz pracy intelektualnej i poziomowi wiedzy historycznej autorki tego stwierdzenia. Można wylać ocean słów opisujących erudycję i siłę artystycznego wyrazu takich słów - tylko po co? Czy warto zatrzymywać się w drodze i obszczekiwać z każdym kundlem, który robi raban gdy idziemy wiejską drogą?
Więc kobiecie która wydobyła z siebie tą kloakę, chce powiedzieć tylko jedno - idź i powiedz to samo w Toruniu, o panu Rydzyku, najlepiej podczas jakiegoś spowodowanego przez niego wydarzenia.
To ukłon w stronę płci "artystki", ktoś by może nawet może powiedział że seksizm - bo mężczyznę po takich słowach wysłałbym do Arabii Saudyjskiej - żeby powiedział "ty chuju" wielkiemu muftiemu Arabii Saudyjskiej szejkowi Abdullowi Azizowi Bin Abdullahowi.
Co tam dla odważnego, prawda?
P.S Dla mniej zorientowanych, bądź po prostu nierozgarniętych - tekst dotyczy wypowiedzi dyrektorki poznańskiego Teatru Ósmego Dnia, Ewy Wójciak.
poniedziałek, 25 marca 2013
Katolicki terror rodzinny
czyli rzecz o katotalibie Terlikowskim.
Znakomita większość z nas zna i pamięta przynajmniej kilka biblijnych przypowieści. Przynajmniej kilka obrazów Galilejczyka, który nauczał Żydów o tym co dobre a co złe. Nie wiem czy ktoś kiedyś robił taki test - ja zaryzykuje i powiem że znakomita większość z tego co zapamiętał z Ewangelii przeciętny Kowalski zamyka się w przypowieści o miłosiernym Samarytaninie, modlitwie na krzyżu - "wybacz im bo nie wiedzą co czynią" czy opowieści o próbie ukamienowania prostytutki, sytuacji wobec której Jezus miał wypowiedzieć słynne - "kto jest bez winy niech pierwszy rzuci kamień"
No ładne to wszystko, szlachetne, tak po ludzku dobre - a biorąc pod uwagę ówczesne uwarunkowania społeczne - karą za prostytucję BYŁO ukamienowanie a Samarytanie BYLI niemal śmiertelnymi wrogami Żydów - dobre i szlachetne nawet ponad ludzką miarę.
Tak czy owak dał cieśla z Nazaretu bardzo wyraźne wskazówki moralne i wzorce behawioralne wszystkim pokoleniom swoich wyznawców i naśladowców - przykazanie miłości Boga i bliźniego czyniąc podstawowym, najważniejszym punktem swojego nauczania.
Co z tego wszystkiego zapamiętał i zrozumiał bulterier katolicyzmu, redaktor Terlikowski? Jego publiczna działalność w dużym stopniu to pokazuje - ale publicystyka ma to do siebie że zawsze można się schować za twierdzeniami o świadomych przerysowaniach, wymogach skutecznej polemiki czy wreszcie przeciwstawianiu się politycznym przeciwnikom. Pal więc sześc jego publiczne i publicystyczne deklaracje.
Dla mnie pełnię szaleństwa tego człowieka, pełnię jego doktrynalnej, moralnej i ludzkiej niekompetencji jeśli chodzi o religijność pokazała wypowiedź jego żony. Którą przytaczam już bez dalszych komentarzy - za to z pamięci, bo dziwnym trafem zniknęła z miejsca z którego chciałem ją przekopiować -
Nasze dzieci muszą umieć skrytykować, jakoś potępić rówieśników wychowywanych przez rodziców niekatolików(tutaj może być jakaś nieścisłość, być może chodziło o pary gejowskie bądź rozwiedzione- wywiad jest w Wysokich Obcasach- jeśli komuś będzie zależało - odnajdzie)
Żeby była jasność - dzieciaki Terlikowskich, jest ich czwórka - mają od 10 do dwóch latek.
Znakomita większość z nas zna i pamięta przynajmniej kilka biblijnych przypowieści. Przynajmniej kilka obrazów Galilejczyka, który nauczał Żydów o tym co dobre a co złe. Nie wiem czy ktoś kiedyś robił taki test - ja zaryzykuje i powiem że znakomita większość z tego co zapamiętał z Ewangelii przeciętny Kowalski zamyka się w przypowieści o miłosiernym Samarytaninie, modlitwie na krzyżu - "wybacz im bo nie wiedzą co czynią" czy opowieści o próbie ukamienowania prostytutki, sytuacji wobec której Jezus miał wypowiedzieć słynne - "kto jest bez winy niech pierwszy rzuci kamień"
No ładne to wszystko, szlachetne, tak po ludzku dobre - a biorąc pod uwagę ówczesne uwarunkowania społeczne - karą za prostytucję BYŁO ukamienowanie a Samarytanie BYLI niemal śmiertelnymi wrogami Żydów - dobre i szlachetne nawet ponad ludzką miarę.
Tak czy owak dał cieśla z Nazaretu bardzo wyraźne wskazówki moralne i wzorce behawioralne wszystkim pokoleniom swoich wyznawców i naśladowców - przykazanie miłości Boga i bliźniego czyniąc podstawowym, najważniejszym punktem swojego nauczania.
Co z tego wszystkiego zapamiętał i zrozumiał bulterier katolicyzmu, redaktor Terlikowski? Jego publiczna działalność w dużym stopniu to pokazuje - ale publicystyka ma to do siebie że zawsze można się schować za twierdzeniami o świadomych przerysowaniach, wymogach skutecznej polemiki czy wreszcie przeciwstawianiu się politycznym przeciwnikom. Pal więc sześc jego publiczne i publicystyczne deklaracje.
Dla mnie pełnię szaleństwa tego człowieka, pełnię jego doktrynalnej, moralnej i ludzkiej niekompetencji jeśli chodzi o religijność pokazała wypowiedź jego żony. Którą przytaczam już bez dalszych komentarzy - za to z pamięci, bo dziwnym trafem zniknęła z miejsca z którego chciałem ją przekopiować -
Nasze dzieci muszą umieć skrytykować, jakoś potępić rówieśników wychowywanych przez rodziców niekatolików(tutaj może być jakaś nieścisłość, być może chodziło o pary gejowskie bądź rozwiedzione- wywiad jest w Wysokich Obcasach- jeśli komuś będzie zależało - odnajdzie)
Żeby była jasność - dzieciaki Terlikowskich, jest ich czwórka - mają od 10 do dwóch latek.
sobota, 23 marca 2013
Głupi jak ....Palikot
Najsłynniejszy w kraju harcownik przedpoli światopoglądowej batalii znowu przeszarżował. Tyle już razy powtarzał swoją mantrę o katolickiej obłudzie, że podczepił pod nią coś, co mu na polityczne zdrowie nie wyjdzie.
Zalegalizować trzynastoletni seks? Toż gdyby ojciec lub bracia dziewczynki w tym wieku, nakryli kogoś dorosłego, kto zgodnie z prawem czy nie - dobiera się do ich dziecka, załatwili by sprawę od razu, na miejscu - a jedyne organy państwa, jakie by po wszystkim powiadomili, to pogotowie ratunkowe, żeby pozbierało to, co z szanowanego obywatela, postępującego zgodnie z prawem, do pozbierania zostało. Tak postąpiła by absolutna większość ojców i braci. Sam bym tak postąpił. I jeśli to oznacza że jesteśmy katolickimi obłudnikami, to niech będzie.
Rozumiem że Janusz poczekałby aż gość skończy a potem zaprosiłby go na obiad i butelkę wina, żeby o tym porozmawiać.
Ostrzegałem niejednokrotnie, także przy dyskusji o legalizacji narkotyków, że argument skonstruowany na zasadzie - "ludzie i tak to robią, wobec czego nie ma wyjścia, musimy to zalegalizować" prowadzi do absurdów. Prawo nie tylko wyznacza granice tego co karalne czy nie. Ono jest także odzwierciedlaniem tego co dla społeczności jest moralnie i kulturowo akceptowalne. Oczywiście - czasem musi prawo iść w awangardzie, być liderem postępu. Ale wyłącznie wówczas gdy istnieją także inne, poza konstatacją że 'ludzie i tak to robią" przesłanki, by zmieniać społeczne reguły gry.
Cóż powiedzieć - niektórzy także kradną.
Argument o woli milczącej większości jest, wbrew pozorom, bardzo mocny. Jak mocny, przekona się harcownik już podczas najbliższych wyborów.
Będący dotychczas na przedpolach Janusz, teraz zaczął obsiewać fosy i rynsztoki. Nikt rozsądny wysokiego plonu w takiej sytuacji spodziewać się nie może.
Zalegalizować trzynastoletni seks? Toż gdyby ojciec lub bracia dziewczynki w tym wieku, nakryli kogoś dorosłego, kto zgodnie z prawem czy nie - dobiera się do ich dziecka, załatwili by sprawę od razu, na miejscu - a jedyne organy państwa, jakie by po wszystkim powiadomili, to pogotowie ratunkowe, żeby pozbierało to, co z szanowanego obywatela, postępującego zgodnie z prawem, do pozbierania zostało. Tak postąpiła by absolutna większość ojców i braci. Sam bym tak postąpił. I jeśli to oznacza że jesteśmy katolickimi obłudnikami, to niech będzie.
Rozumiem że Janusz poczekałby aż gość skończy a potem zaprosiłby go na obiad i butelkę wina, żeby o tym porozmawiać.
Ostrzegałem niejednokrotnie, także przy dyskusji o legalizacji narkotyków, że argument skonstruowany na zasadzie - "ludzie i tak to robią, wobec czego nie ma wyjścia, musimy to zalegalizować" prowadzi do absurdów. Prawo nie tylko wyznacza granice tego co karalne czy nie. Ono jest także odzwierciedlaniem tego co dla społeczności jest moralnie i kulturowo akceptowalne. Oczywiście - czasem musi prawo iść w awangardzie, być liderem postępu. Ale wyłącznie wówczas gdy istnieją także inne, poza konstatacją że 'ludzie i tak to robią" przesłanki, by zmieniać społeczne reguły gry.
Cóż powiedzieć - niektórzy także kradną.
Argument o woli milczącej większości jest, wbrew pozorom, bardzo mocny. Jak mocny, przekona się harcownik już podczas najbliższych wyborów.
Będący dotychczas na przedpolach Janusz, teraz zaczął obsiewać fosy i rynsztoki. Nikt rozsądny wysokiego plonu w takiej sytuacji spodziewać się nie może.
Subskrybuj:
Posty (Atom)