tylko - czy kogoś to jeszcze dziwi?
Tak na marginesie - odpowiedzi z LGD jak nie było tak nie ma - to by było wszystko w temacie przestrzegania prawa przez Ewę i jej dwór. Nie, nie mylę się, ani nie próbuję ubrać Filipiak w nie dotyczącą jej sprawę - po pierwsze cała Wadoviana składa się z magistrackich - a po drugie - co najciekawsze - Staszek Kotarba osobiście , podczas rozmowy telefonicznej, obiecał mi że załatwi sprawę z -jak się wyraził - "tą, tam, panią prezes".
Pół roku minęło odkąd obiecał.
czwartek, 17 lipca 2014
środa, 16 lipca 2014
Biedny Zbyszek Jurczak
oraz koniec zbiorowego sporu w szpitalu.
Widok Zbyszka Jurczaka, odczytującego na forum Rady Powiatu akt samooskarżenia, podsunięty mu przez Mateusza Klinowskiego, sprawia przygnębiające wrażenie.
Pomijając fakt że Zbyszek został wmanewrowany w odczytanie czegoś, co właściwie przekreśla, i całej Rady i jego samego, kompetencje, uczciwość oraz pracę w ostatniej kadencji -pytasz Zbyszku, co się stało że przez całą kadencję zdarzały się(sporadycznie ale jednak) wystąpienia przed Radą zaproszonych gości - a dzisiaj Łasak takiego pozwolenia nie udzielił - czy odpowiedź nie jest aby zupełnie oczywista? A czy którymś z tych mieszkańców, o których wspominałeś, że występowali przed Radą - był przez całą kadencję Mateusz Klinowski? Ojojoj - nie był, tak? A przed samymi wyborami - zechciał? No bez żartów. Kamuflowanie kampanii wyborczej obywatelską troską rzadko kiedy jest aż tak czytelne.
Ot, taki tam epizod - który zobaczyłem linkowany w internecie.
Tymczasem - zdezaktualizował się nawet jeden z "zarzutów" wygłoszonych w tym oświadczeniu - dzisiaj na stronach starostwa czytam, że spór zbiorowy w szpitalu przeszedł do historii. Załoga dostanie nagrody - zapewne przynajmniej części z tych ludzi rzeczywiście się należą. Lokalni politykierzy będą zrozpaczeni - na czym lepiej ugrywać swój kapitalik, jak nie na rozpalonych emocjach ludzi? Już słyszę jęk rozczarowania niektórych - "jak to, to nie będzie strajku?" :D :D :D
Widok Zbyszka Jurczaka, odczytującego na forum Rady Powiatu akt samooskarżenia, podsunięty mu przez Mateusza Klinowskiego, sprawia przygnębiające wrażenie.
Pomijając fakt że Zbyszek został wmanewrowany w odczytanie czegoś, co właściwie przekreśla, i całej Rady i jego samego, kompetencje, uczciwość oraz pracę w ostatniej kadencji -pytasz Zbyszku, co się stało że przez całą kadencję zdarzały się(sporadycznie ale jednak) wystąpienia przed Radą zaproszonych gości - a dzisiaj Łasak takiego pozwolenia nie udzielił - czy odpowiedź nie jest aby zupełnie oczywista? A czy którymś z tych mieszkańców, o których wspominałeś, że występowali przed Radą - był przez całą kadencję Mateusz Klinowski? Ojojoj - nie był, tak? A przed samymi wyborami - zechciał? No bez żartów. Kamuflowanie kampanii wyborczej obywatelską troską rzadko kiedy jest aż tak czytelne.
Ot, taki tam epizod - który zobaczyłem linkowany w internecie.
Tymczasem - zdezaktualizował się nawet jeden z "zarzutów" wygłoszonych w tym oświadczeniu - dzisiaj na stronach starostwa czytam, że spór zbiorowy w szpitalu przeszedł do historii. Załoga dostanie nagrody - zapewne przynajmniej części z tych ludzi rzeczywiście się należą. Lokalni politykierzy będą zrozpaczeni - na czym lepiej ugrywać swój kapitalik, jak nie na rozpalonych emocjach ludzi? Już słyszę jęk rozczarowania niektórych - "jak to, to nie będzie strajku?" :D :D :D
poniedziałek, 14 lipca 2014
Wątpię więc jestem
Czyli o dwóch takich, co mało mnie wczoraj do krzyża nie przybili.
Rozmawiałem wczoraj na fb z dwoma facetami, co to o nich myślałem, że są inteligentni. I zapewne są - nie ma żadnych powodów by uważać że ajatollah nie może być inteligentny. Może.
Nie rozumiem tylko dlaczego rozmowa skończyła się na kosmicznie absurdalnym zarzucie z ich strony. Przypisywanie niskich pobudek znajomym do szczególnie eleganckich nie należy.
W największym skrócie - ja twierdziłem że pacjentka profesora Chazana miała prawo do usunięcia uszkodzonego nieodwracalnie płodu - a oni, że morderstwo.
Ja im że prawo aborcyjne jest rozsądnym kompromisem - oni, że morderstwo.
Ja im, że siedzą przed pieprzonym telewizorem - oglądają mundial - i klepiąc w klawiaturę - swoje święte oburzenie oraz rytualne potępienie wyrażają - oni mnie że morderstwo.
Ja im że błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia... - oni mnie, że morderstwo.
Ja im że ideologiczna argumentacja jest nieadekwatna - oni, że morderstwo.
Oraz że na pewno nie chcę tego głośno powiedzieć, bo się boję, że mnie nie wybiorą.
Ja im że ...., ehh - no zmasakrowały mnie chłopaki, jednym słowem. Znaczy - tym morderstwem.
Więc już nic im więcej do powiedzenia w tym temacie nie mam - może tylko pójdę - pomodlę się za ich kobiety - nie daj Panie Boże nieszczęścia - nie chciałbym żeby na własnej skórze musiały testować siłę ideologicznego opętania swoich facetów - i nie były zmuszone donosić ciąży - o której przez całe dziewięć miesięcy będą wiedziały, że to co się urodzi - umrze natychmiast. Po tygodniu. A może tylko po kilku godzinach.
Nie, nie - jakoś trudno mi sobie wyobrazić żeby rycerscy ultrakonserwatyści wysłali własne kobiety na dziewięć miesięcy do piekła.
Więc niech się już pieklą, skoro muszą, przed tymi swoimi laptopami, mantrując "morderstwo, morderstwo, morderstwo" -tak długo, jak długo to tylko słowa, nikomu szczególnej krzywdy nie robią. No, w każdym razie nie własnej rodzinie - a potępiać nieznajomych, innych - no cóż, przecież to nic nie kosztuje, prawda? A i poczuć się lepszym, szlachetniejszym, mądrzejszym - po prostu doskonalszym człowiekiem, dzięki takiej gadaninie można.
Więc - Bartek, Józek - doskonałego, niczym nie zmąconego samopoczucia Wam życzę. Jesteście prawie święci. W każdym razie - Wasze poglądy są z całą pewnością. A poglądy innych? - na pohybel innym! Nikt świętemu nie będzie tłumaczył, bo święty wie.
Ma świętą rację.
Rozmawiałem wczoraj na fb z dwoma facetami, co to o nich myślałem, że są inteligentni. I zapewne są - nie ma żadnych powodów by uważać że ajatollah nie może być inteligentny. Może.
Nie rozumiem tylko dlaczego rozmowa skończyła się na kosmicznie absurdalnym zarzucie z ich strony. Przypisywanie niskich pobudek znajomym do szczególnie eleganckich nie należy.
W największym skrócie - ja twierdziłem że pacjentka profesora Chazana miała prawo do usunięcia uszkodzonego nieodwracalnie płodu - a oni, że morderstwo.
Ja im że prawo aborcyjne jest rozsądnym kompromisem - oni, że morderstwo.
Ja im, że siedzą przed pieprzonym telewizorem - oglądają mundial - i klepiąc w klawiaturę - swoje święte oburzenie oraz rytualne potępienie wyrażają - oni mnie że morderstwo.
Ja im że błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia... - oni mnie, że morderstwo.
Ja im że ideologiczna argumentacja jest nieadekwatna - oni, że morderstwo.
Oraz że na pewno nie chcę tego głośno powiedzieć, bo się boję, że mnie nie wybiorą.
Ja im że ...., ehh - no zmasakrowały mnie chłopaki, jednym słowem. Znaczy - tym morderstwem.
Więc już nic im więcej do powiedzenia w tym temacie nie mam - może tylko pójdę - pomodlę się za ich kobiety - nie daj Panie Boże nieszczęścia - nie chciałbym żeby na własnej skórze musiały testować siłę ideologicznego opętania swoich facetów - i nie były zmuszone donosić ciąży - o której przez całe dziewięć miesięcy będą wiedziały, że to co się urodzi - umrze natychmiast. Po tygodniu. A może tylko po kilku godzinach.
Nie, nie - jakoś trudno mi sobie wyobrazić żeby rycerscy ultrakonserwatyści wysłali własne kobiety na dziewięć miesięcy do piekła.
Więc niech się już pieklą, skoro muszą, przed tymi swoimi laptopami, mantrując "morderstwo, morderstwo, morderstwo" -tak długo, jak długo to tylko słowa, nikomu szczególnej krzywdy nie robią. No, w każdym razie nie własnej rodzinie - a potępiać nieznajomych, innych - no cóż, przecież to nic nie kosztuje, prawda? A i poczuć się lepszym, szlachetniejszym, mądrzejszym - po prostu doskonalszym człowiekiem, dzięki takiej gadaninie można.
Więc - Bartek, Józek - doskonałego, niczym nie zmąconego samopoczucia Wam życzę. Jesteście prawie święci. W każdym razie - Wasze poglądy są z całą pewnością. A poglądy innych? - na pohybel innym! Nikt świętemu nie będzie tłumaczył, bo święty wie.
Ma świętą rację.
piątek, 11 lipca 2014
Ciotka dziadunia
czyli z czym do ludzi.
Wyselekcjonowani kandydaci. Wysublimowane socjotechniki. Wyraziste kampanie. Przemyślane programy.
Profesjonalna otoczka.
Wydaje Wam się że to dzięki temu wszystkiemu ktoś wybory w mieście wygra a ktoś inny je przegra? Otóż- niekoniecznie. W każdym razie, nic z tych rzeczy nie zrobi wrażenia na elektoracie, którego reprezentantką jest moja ciotka. Precyzyjniej - ciocia żony.
Otóż elektorat ów, gdy mu przy okazji elektoratu imienin, powiedziałem o kilku szczegółach dotyczących zbliżających się wyborów - stwierdził, że on będzie głosował na Stasia Hucisko. Dopytywany pogłębiająco(a jakże!) przez piszącego te słowa - no dobrze, Halinko, ale dlaczego na Huciskę? - elektorat dumnie oświadczył, że on przecież zawsze na radnego głosował - a radny zawsze był radnym.
Więc dociekliwość swoją na takie dictum zwielokrotniając - zadałem kolejne pytanie - starannie kamuflując sugestię - no, dobrze, zawsze - ale przecież ten człowiek kompletnie NIC w tej RM nie robi. Elektorat - z pewnym już zniecierpliwieniem - "no coś ty, przecież on ma taką trudną sytuację rodzinną, no biedny taki".
Ciocia ma lat osiemdziesiąt i jeden - i, przynajmniej o ile mi wiadomo - od dziesięcioleci żadnych wyborów nie opuściła. Zapewne nie opuści i tych najbliższych.
Tak pół żartem, pół serio opisuję tą sytuację żeby coś Wam uświadomić - ale też uświadomić to przynajmniej części z osób z którymi współpracuję i będę współpracował przed listopadem. Niby truizm - ale chyba wciąż nie w pełni uświadomiony - samorządowa świadomość ludzi, o których głosy będziemy prosili jest, w najlepszym wypadku, niewielka - a ich motywacje znacznie częściej takie najprostsze, ludzkie - niż polityczne.
"Bo to taki ładny, miły chłopak jest", bądź - "przecież ja znam jego tatę, mamę, dziadka - to tacy porządni ludzie" oraz wreszcie - "no przecież zawsze na nią/niego głosowałam(em)"-rozstrzygnie co najmniej równie często o ilości głosów, co wszystko razem ze spraw, które wymieniłem w pierwszym zdaniu.
Konkluzja? Cóż - także oczywista - an masse o wyniku wyborów decydują emocje. W każdym razie w znacznie większym stopniu niż wszystko inne. Pytanie - "czy ludzie mnie lubią/polubią" jest co najmniej równie ważne jak - "czy to co mówię, przekona ich do mnie".
Konkluzja kolejna - nie jestem jedynym w mieście, który doskonale to wie. Więc możemy się spodziewać że lokalni gracze zrobią wszystko, żeby przed listopadowymi wyborami emocje rozhuśtać do granic możliwości.
Wygra ten kto zachowa zimną głowę.
Oraz konkluzja ostatnia - nawet gdybym chciał - sam się na okoliczność kandydowania nie zmienię - ni cholery nie potrafię. Znacznie lepiej się czuję w sprawach merytorycznych niż w emocjonalnych podbojach. Co nie wróży mi najlepiej - ale mam nadzieję że nie do reszty mnie przekreśla.
Ano - zobaczymy.
P.S - na ukończeniu jest kompletowanie list kandydatów komitetu Jacka Jończyka. Już dzisiaj mogę powiedzieć, że w tych wyborach naprawdę będziecie mieli na kogo głosować. I to niezależnie od tego czy będziecie kierowali się sercem czy rozumem :)
Wyselekcjonowani kandydaci. Wysublimowane socjotechniki. Wyraziste kampanie. Przemyślane programy.
Profesjonalna otoczka.
Wydaje Wam się że to dzięki temu wszystkiemu ktoś wybory w mieście wygra a ktoś inny je przegra? Otóż- niekoniecznie. W każdym razie, nic z tych rzeczy nie zrobi wrażenia na elektoracie, którego reprezentantką jest moja ciotka. Precyzyjniej - ciocia żony.
Otóż elektorat ów, gdy mu przy okazji elektoratu imienin, powiedziałem o kilku szczegółach dotyczących zbliżających się wyborów - stwierdził, że on będzie głosował na Stasia Hucisko. Dopytywany pogłębiająco(a jakże!) przez piszącego te słowa - no dobrze, Halinko, ale dlaczego na Huciskę? - elektorat dumnie oświadczył, że on przecież zawsze na radnego głosował - a radny zawsze był radnym.
Więc dociekliwość swoją na takie dictum zwielokrotniając - zadałem kolejne pytanie - starannie kamuflując sugestię - no, dobrze, zawsze - ale przecież ten człowiek kompletnie NIC w tej RM nie robi. Elektorat - z pewnym już zniecierpliwieniem - "no coś ty, przecież on ma taką trudną sytuację rodzinną, no biedny taki".
Ciocia ma lat osiemdziesiąt i jeden - i, przynajmniej o ile mi wiadomo - od dziesięcioleci żadnych wyborów nie opuściła. Zapewne nie opuści i tych najbliższych.
Tak pół żartem, pół serio opisuję tą sytuację żeby coś Wam uświadomić - ale też uświadomić to przynajmniej części z osób z którymi współpracuję i będę współpracował przed listopadem. Niby truizm - ale chyba wciąż nie w pełni uświadomiony - samorządowa świadomość ludzi, o których głosy będziemy prosili jest, w najlepszym wypadku, niewielka - a ich motywacje znacznie częściej takie najprostsze, ludzkie - niż polityczne.
"Bo to taki ładny, miły chłopak jest", bądź - "przecież ja znam jego tatę, mamę, dziadka - to tacy porządni ludzie" oraz wreszcie - "no przecież zawsze na nią/niego głosowałam(em)"-rozstrzygnie co najmniej równie często o ilości głosów, co wszystko razem ze spraw, które wymieniłem w pierwszym zdaniu.
Konkluzja? Cóż - także oczywista - an masse o wyniku wyborów decydują emocje. W każdym razie w znacznie większym stopniu niż wszystko inne. Pytanie - "czy ludzie mnie lubią/polubią" jest co najmniej równie ważne jak - "czy to co mówię, przekona ich do mnie".
Konkluzja kolejna - nie jestem jedynym w mieście, który doskonale to wie. Więc możemy się spodziewać że lokalni gracze zrobią wszystko, żeby przed listopadowymi wyborami emocje rozhuśtać do granic możliwości.
Wygra ten kto zachowa zimną głowę.
Oraz konkluzja ostatnia - nawet gdybym chciał - sam się na okoliczność kandydowania nie zmienię - ni cholery nie potrafię. Znacznie lepiej się czuję w sprawach merytorycznych niż w emocjonalnych podbojach. Co nie wróży mi najlepiej - ale mam nadzieję że nie do reszty mnie przekreśla.
Ano - zobaczymy.
P.S - na ukończeniu jest kompletowanie list kandydatów komitetu Jacka Jończyka. Już dzisiaj mogę powiedzieć, że w tych wyborach naprawdę będziecie mieli na kogo głosować. I to niezależnie od tego czy będziecie kierowali się sercem czy rozumem :)
poniedziałek, 7 lipca 2014
Dysfunkcyjna Ewa
czyli lustro dla księżniczki.
Mam przed oczami raport sporządzony na Uniwersytecie Ekonomicznym w Krakowie.
Raport sporządzony przez specjalistów i ekspertów, dedykowany twórcy Polski samorządowej - Profesorowi Michałowi Kuleszy.
Całość znajdziecie pod linkiem - ja chcę Wam pokazać fragment podsumowania - pokazać i zapytać - i Was i samą Ewę - której to niesprawności wymienionych w punktach, zdołała uniknąć gmina Wadowice, pod jej 20 letnimi rządami?
Podpowiadam - nie najgorzej jest wyłącznie w pkt.4 - resztę schorzeń nasza gmina ma w stopniu zaawansowanym bądź terminalnym.
".....Przedstawiony przez nas w Raporcie opis funkcjonowania samorządności terytorialnej w Polsce wskazuje na poważne dysfunkcje. Są to:
1. Dysfunkcja etatystyczna – postępujące upaństwowienie samorządu terytorialnego.
2. Dysfunkcja autokratyczna – stopniowe osłabianie demokracji samorządowej.
3. Dysfunkcja biurokratyczna – niesprawność administracyjna powiązana z urzędniczą dominacją
w funkcjonowaniu JST.
4. Dysfunkcja finansowa – stopniowe ograniczanie samodzielności finansowej JST.
5. Dysfunkcja absorpcji środków unijnych – finansowanie ze środków unijnych przedsięwzięć
doraźnych i przypadkowych, słabe wykorzystanie funduszy unijnych jako narzędzia stymulowania
zmian rozwojowych.
6. Dysfunkcja ułomnej wspólnotowości – rozwijanie się relacji patrymonialno-klientelistycznych
i generowanie wiążącego, krępującego podmiotowość, kapitału społecznego
7. Dysfunkcja przestrzenna – nieuporządkowane i niekontrolowane gospodarowanie 7. przestrzenią,
prowadzące do patologicznego kształtowania relacji przestrzennych w sferach zurbanizowanych.
8. Dysfunkcja braku podmiotowości rozwojowej – nikła zdolność większości JST do programowania
i pobudzania rozwoju swego terytorium, co implikuje jego rozwój niezrównoważony."
Droga Ewo - potraktuj ten raport jak lustro - przeglądnij się w nim. Przeglądnij i popatrz, uczciwie oceń to co w nim zobaczysz. Niech tam, zresztą - opowiem Ci mój wakacyjny sen - mimo że się zarzekałem - otóż śniło mi się, że Cię przytulałem, pocieszałem jak mogłem - tłumacząc że ja wiem że Ty nie jesteś aż taka zła jak Cię malują niektórzy, ale najwyższy już czas na emeryturę. Tłumaczyłem że wcale Ci nie będzie na niej(emeryturze) źle, że wypoczniesz, po górach pochodzisz, dom wybudujesz.
To samo chcę Ci powiedzieć dzisiaj, na jawie - emerytura będzie dla Ciebie znacznie lepsza niż próba trwania.
Powiedzieć - ale już bez przytulania ;) :)
Mam przed oczami raport sporządzony na Uniwersytecie Ekonomicznym w Krakowie.
Raport sporządzony przez specjalistów i ekspertów, dedykowany twórcy Polski samorządowej - Profesorowi Michałowi Kuleszy.
Całość znajdziecie pod linkiem - ja chcę Wam pokazać fragment podsumowania - pokazać i zapytać - i Was i samą Ewę - której to niesprawności wymienionych w punktach, zdołała uniknąć gmina Wadowice, pod jej 20 letnimi rządami?
Podpowiadam - nie najgorzej jest wyłącznie w pkt.4 - resztę schorzeń nasza gmina ma w stopniu zaawansowanym bądź terminalnym.
".....Przedstawiony przez nas w Raporcie opis funkcjonowania samorządności terytorialnej w Polsce wskazuje na poważne dysfunkcje. Są to:
1. Dysfunkcja etatystyczna – postępujące upaństwowienie samorządu terytorialnego.
2. Dysfunkcja autokratyczna – stopniowe osłabianie demokracji samorządowej.
3. Dysfunkcja biurokratyczna – niesprawność administracyjna powiązana z urzędniczą dominacją
w funkcjonowaniu JST.
4. Dysfunkcja finansowa – stopniowe ograniczanie samodzielności finansowej JST.
5. Dysfunkcja absorpcji środków unijnych – finansowanie ze środków unijnych przedsięwzięć
doraźnych i przypadkowych, słabe wykorzystanie funduszy unijnych jako narzędzia stymulowania
zmian rozwojowych.
6. Dysfunkcja ułomnej wspólnotowości – rozwijanie się relacji patrymonialno-klientelistycznych
i generowanie wiążącego, krępującego podmiotowość, kapitału społecznego
7. Dysfunkcja przestrzenna – nieuporządkowane i niekontrolowane gospodarowanie 7. przestrzenią,
prowadzące do patologicznego kształtowania relacji przestrzennych w sferach zurbanizowanych.
8. Dysfunkcja braku podmiotowości rozwojowej – nikła zdolność większości JST do programowania
i pobudzania rozwoju swego terytorium, co implikuje jego rozwój niezrównoważony."
Droga Ewo - potraktuj ten raport jak lustro - przeglądnij się w nim. Przeglądnij i popatrz, uczciwie oceń to co w nim zobaczysz. Niech tam, zresztą - opowiem Ci mój wakacyjny sen - mimo że się zarzekałem - otóż śniło mi się, że Cię przytulałem, pocieszałem jak mogłem - tłumacząc że ja wiem że Ty nie jesteś aż taka zła jak Cię malują niektórzy, ale najwyższy już czas na emeryturę. Tłumaczyłem że wcale Ci nie będzie na niej(emeryturze) źle, że wypoczniesz, po górach pochodzisz, dom wybudujesz.
To samo chcę Ci powiedzieć dzisiaj, na jawie - emerytura będzie dla Ciebie znacznie lepsza niż próba trwania.
Powiedzieć - ale już bez przytulania ;) :)
niedziela, 6 lipca 2014
Będę kandydował
czyli kropka nad i.
Początkowo nosiłem się z zamiarem zapytania Was - czytelników o opinie, zdanie w tej sprawie. Potem uzmysłowiłem sobie że to byłoby mało poważne. Wy swoje powiecie mi po prostu stawiając bądź nie - wyborczy krzyżyk przy moim nazwisku - ale decyzję muszę podjąć sam.
Podjąłem więc - o ile Jacek Jończyk podtrzyma swoją propozycję - będę kandydatem z jego listy do Rady Powiatu. Znacie mnie - wiecie kim jestem, co i dlaczego myślę w różnych sprawach - decydujcie.
Słowo tylko o tym, co zdecydowało, co ostatecznie wpłynęło na taki mój wybór - już to gdzieś pisałem - już gdzieś o tym mówiłem - otóż szalę przeważyło to, co jakiś czas temu powiedział mi Marcin Płaszczyca. Daje się to streścić w taki sposób - "dobra, dobra - piszesz bloga, krytykujesz, proponujesz, udzielasz się - ale jak długo tak można? Albo wystartujesz w wyborach - poddasz się ocenie ludzi - albo zapomnij że ktoś na dłuższą metę będzie cię traktował poważnie".
Mocno to we mnie utkwiło. Płaszczyca miał rację - albo skonfrontuję moje wyobrażenia o tym, jak powinien wyglądać i czym być samorząd - z Waszymi wyborami - albo zacznę pisać o hafciarstwie :)
P.S - właśnie coś mi przyszło do głowy - mając mnie w Radzie Powiatu możecie być pewni, że gdyby kiedykolwiek doszło do katastrofy w szpitalu - i trzeba by było decydować o jego przekształceniu - nie tylko spróbuję - ja po prostu doprowadzę do powiatowego referendum w tej sprawie. Mówię o tym, bo szpital i jego mozolne wyprowadzanie na prostą, będzie pewnie największym wyzwaniem i największą odpowiedzialnością w starostwie, jeszcze przez wiele kadencji.
Początkowo nosiłem się z zamiarem zapytania Was - czytelników o opinie, zdanie w tej sprawie. Potem uzmysłowiłem sobie że to byłoby mało poważne. Wy swoje powiecie mi po prostu stawiając bądź nie - wyborczy krzyżyk przy moim nazwisku - ale decyzję muszę podjąć sam.
Podjąłem więc - o ile Jacek Jończyk podtrzyma swoją propozycję - będę kandydatem z jego listy do Rady Powiatu. Znacie mnie - wiecie kim jestem, co i dlaczego myślę w różnych sprawach - decydujcie.
Słowo tylko o tym, co zdecydowało, co ostatecznie wpłynęło na taki mój wybór - już to gdzieś pisałem - już gdzieś o tym mówiłem - otóż szalę przeważyło to, co jakiś czas temu powiedział mi Marcin Płaszczyca. Daje się to streścić w taki sposób - "dobra, dobra - piszesz bloga, krytykujesz, proponujesz, udzielasz się - ale jak długo tak można? Albo wystartujesz w wyborach - poddasz się ocenie ludzi - albo zapomnij że ktoś na dłuższą metę będzie cię traktował poważnie".
Mocno to we mnie utkwiło. Płaszczyca miał rację - albo skonfrontuję moje wyobrażenia o tym, jak powinien wyglądać i czym być samorząd - z Waszymi wyborami - albo zacznę pisać o hafciarstwie :)
P.S - właśnie coś mi przyszło do głowy - mając mnie w Radzie Powiatu możecie być pewni, że gdyby kiedykolwiek doszło do katastrofy w szpitalu - i trzeba by było decydować o jego przekształceniu - nie tylko spróbuję - ja po prostu doprowadzę do powiatowego referendum w tej sprawie. Mówię o tym, bo szpital i jego mozolne wyprowadzanie na prostą, będzie pewnie największym wyzwaniem i największą odpowiedzialnością w starostwie, jeszcze przez wiele kadencji.
czwartek, 3 lipca 2014
Jestem
czyli dziadunio smażony, pieczony.
Któryś tysiąc kart książek przeczytałem. Któryś hektolitr płynów w siebie wlałem. Kilka starożytnych miast(i ruin) odwiedziłem. Kilkanaście dni bez zaglądania w żadne, ani podsłuchowe ani szwedzkie(wadowickie) sprawy , wytrzymałem. Tysiące jednostek(w czymkolwiek się tego nie mierzy) melaniny wytworzyłem.
No i wracam do, jak to nazwał mój kolega, rzeczywistości.
A tak - miałem jeszcze sny. Polityczne w jakiś tam sposób. Jeden z nich opisałem - drugiego nie zdradzę nawet na torturach ;) :D
Hmm - dobrze jest wyjeżdżać - jeszcze lepiej mieć dokąd wracać.
Za Ewą także się stęskniłem - więc pewnie jeszcze dzisiaj napiszę do niej wniosek o informację publiczną - interesuje mnie czy i o ile wzrosło zatrudnienie w UM pomiędzy 2006 a 2014 rokiem.
P.S - A tak - zrobiłem jeszcze trochę zdjęć - ale ich za cholerę nie opublikuję - po co - żeby mnie lokalne fotografy na nice przerobiły? :D :D :D
Któryś tysiąc kart książek przeczytałem. Któryś hektolitr płynów w siebie wlałem. Kilka starożytnych miast(i ruin) odwiedziłem. Kilkanaście dni bez zaglądania w żadne, ani podsłuchowe ani szwedzkie(wadowickie) sprawy , wytrzymałem. Tysiące jednostek(w czymkolwiek się tego nie mierzy) melaniny wytworzyłem.
No i wracam do, jak to nazwał mój kolega, rzeczywistości.
A tak - miałem jeszcze sny. Polityczne w jakiś tam sposób. Jeden z nich opisałem - drugiego nie zdradzę nawet na torturach ;) :D
Hmm - dobrze jest wyjeżdżać - jeszcze lepiej mieć dokąd wracać.
Za Ewą także się stęskniłem - więc pewnie jeszcze dzisiaj napiszę do niej wniosek o informację publiczną - interesuje mnie czy i o ile wzrosło zatrudnienie w UM pomiędzy 2006 a 2014 rokiem.
P.S - A tak - zrobiłem jeszcze trochę zdjęć - ale ich za cholerę nie opublikuję - po co - żeby mnie lokalne fotografy na nice przerobiły? :D :D :D
Subskrybuj:
Posty (Atom)
.jpg)