czyli rozczarowanie.
Z kronikarskiego obowiązku opisuję tematykę kolejnego spotkania w ramach Klubu Humianisty.
Tym razem trafił się temat wyjątkowo mi bliski - "Na tropie tajemnicy bytu". Esej o tym tytule popełniła leciwa pani fizyk - Stanisława Rufin - i na kanwie tej pozycji mieliśmy dyskutować. Musiałem wyjść - nie podyskutowałem, ale to co usłyszałem od, jak zwykle z ogromną kulturą słowa i mimo wszystko, ponadprzeciętną erudycją rozprawiającego, pana Janusza Ślesaka, coś bardzo mocno mi uświadomiło. Gdy ateizm staje się przedmiotem religijnej wiary, a nauka jednym czy też jedynym jej bożkiem- to pole widzenia zawęża się równie skutecznie, jak w przypadku wszystkich innych wierzeń.
Tak autorka tekstu, jak i pan Ślesak popełnili ten sam błąd. Otóż wskazując na nieadekwatność w objaśnianiu natury świata, pojęć religijnych, próbowali przeciwstawiać je metodzie naukowej, czy też naukowej skuteczności w docieraniu do ostatecznego wyjaśnienia "tajemnicy bytu"
Szanowni Państwo - członkowie klubu humanistów - proszę łaskawie spojrzeć na to :
To graficzne odwzorowanie pewnej matematycznej funkcji - przez matematyków nazywane Rogiem Gabriela. Zainteresowani z łatwością znajdą opis tej funkcji i jej właściwości - ja wprowadzam to pojęcie, bo doskonale ono obrazuje coś, o czym chcę Was uświadomić. Oto Róg Gabriela ma tę właściwość, iż gdyby przyszedł malarz, to kubełkiem farby o pojemności pi jednostek zdołałby Róg wypełnić - ale jednocześnie tejże farby nie wystarczyłoby żeby tą figurę wewnątrz pomalować!
Już widać do czego zmierzam? Otóż identycznie jest z nauką! Każde ludzkie odkrycie - a już w szczególności każde odkrycie w ramach, wspominanej na spotkaniu Klubu, fizyki kwantowej, nie przybliża nas do ostatecznych odpowiedzi - przeciwnie - multiplikuje tylko pytania. Możemy wlać do "rogu Gabriela" dowolną ilość ludzkiej wiedzy - to powiększy tylko obszar "nie pomalowany. Obszar niewiedzy.
Tak tak - w rzeczywistości dyskutowana wczoraj "tajemnica bytu" jest po prostu niepoznawalna, a ludzkość w pewnym wymiarze skazana na agnostycyzm.
A z tego wynika kolejna lekcja - szanować naukę, uprawiać naukę, poddawać się fascynacji nauką - tak. Absolutyzować - czyniąc z nauki boski element poznania - nie. W gruncie rzeczy - w samej jej istocie, wszyscy jesteśmy nierozróżnialnie dalecy od wiedzy o 'tajemnicy bytu". I ci którzy klękają przed ołtarzem w kościele i ci którzy klękają przed ołtarzem Nauki.
Ach tak - noumeny. Byty same w sobie. Pani profesor Rufin użyła kantowskiego pojęcia w sposób wyjątkowo nieszczęśliwy. Nietrafny. Kantowskie noumeny to świat rzeczy niepoznawalnych. To obszar naszej niewiedzy :)
Jeżeli cel jest nieskończenie odległy, to czyż szybciej do niego dotrą ci, którzy zrobili już pierwsze sto kroków? :) To właśnie chcę Wam przekazać. Chełpliwość nie jest własnością, właściwością Nauki. Jest nią raczej pokora i świadomość własnych ograniczeń.
P.S Uświadomiłem sobie że przynajmniej niektórych z Was może zaniepokoić takie stawianie sprawy i zapytacie- dobra, dobra dziadu, to skoro tak, to jakim cudem nauka w ogóle istnieje? Po diabła komuś zajmowanie się sprawami niemozliwymi? Cóż, nauka odniosła już tyle ciężkich knockdown'ów że po prostu stawia sobie skromniejsze cele. Odzwierciedleniem w świecie nauki rozwiązania "tajemnicy bytu" jest tzw. Teoria Wszystkiego. Mimo licznych prób nigdy nie powstała. Już nawet nikt nie próbuje.
czwartek, 29 października 2015
piątek, 23 października 2015
Wadowicki samorząd zawsze niegospodarny
czyli jak Klinowski rodowe srebra sprzedał
Bledną wszystkie Kopry i domowe gospodynie w obliczu ostatniego wyczynu burmistrza Klinowskiego. A było tak. Gmina Wadowice była posiadaczem 65 arów działki "deweloperskiej" - tzn z przeznaczeniem pod zabudowę wielorodzinną - pod bloki najprościej mówiąc.
Burmistrz Klinowski porozumiał się z Zarządem Spółdzielni Mieszkaniowej, po czym przeszedł do Rady Miejskiej, prosić, żeby mu radni pozwolili ten teren sprzedać. Argumenty padały takie że SM nie ma terenów, że Ewa Filipiak blokowała, że mieszkań w Wadowicach mało - wiec gdy miasto grunty sprzeda, to spółdzielnia tanie mieszkania pobuduje. Radni do sprawy początkowo podeszli z nieufnością, od Klinowskiego dodatkowych dokumentów zażądali, głosowanie przeniesiono na kolejną sesję - na której, rzeczywiście - Klin dostał co chciał - radni działkę pozwolili sprzedać.
Więc ogłosił super Wasz bohater po cichutku przetarg, bez żadnych w mediach ogłoszeń, bez wystawienia choćby tablic informujących przejezdnych - robiąc absolutne minimum wymagane przez prawo, jak się domyślam po to, by pies z kulawą nogą o przetargu nie wiedział i SM najlepiej w pojedynkę do przetargu stanęła.
Niestety - znaleźli się od burmistrza sprytniejsi. Już w trakcie trwania procedury przetargowej - jakiś tydzień po ogłoszeniu przez UM zamiaru sprzedaży w BIP, ad hock powstała zupełnie nowa spółka. Nie dość że powstała, to jeszcze dziwnym zbiegiem okoliczności jej kapitał założycielski opiewał na sumę, którą jak się później miało okazać, niemal dokładnie odpowiadała kwocie za jaką ten podmiot ziemię od Klinowskiego kupił.
Tak więc przetarg na najatrakcyjniejszą budowlaną ziemię jaką w ogóle posiadało miasto, odbył się przy udziale dwóch oferentów - Spółdzielni Mieszkaniowej oraz firmy Beskid Deweloper - zarejestrowanej bodaj 19 sierpnia 2015 roku. Dodatkowo, jak się dowiaduję, biorący udział w licytacji, przedstawiciele SM mieli zgodę swojego Zarządu na licytowanie maksymalnie do kwoty 700 tyś. Ta absurdalna sytuacja doprowadziła do tego, iż biznesmeni z Bielska dali 10 tys więcej i działkę wzięli.
Wzięli za ok 109 złotych za metr kwadratowy, podczas gdy ceny tego typu działek w miastach są kilku, a nierzadko kilkunastokrotnie wyższe.
Po rozmowach z ludźmi zawodowo zajmującymi się obrotem nieruchomościami, z największą ostrożnością mogę powiedzieć że bez ręcznego sterowania, bez "genialnego planu" Klinowskiego o tym by sprzedać ziemię Spółdzielni, miasto mogło wziąć za tą nieruchomość kwotę dwukrotnie wyższą. Powtarzam - co najmniej dwa razy tyle.
Innymi słowy - gdyby nie totalna ignorancja rynkowa burmistrza Klinowskiego, gdyby nie absurdalna w czasach, gdy developerzy zabijają się o atrakcyjne grunty zwłaszcza w świetnych lokalizacjach, obecność na przetargu dwóch tylko podmiotów, miasto mogło zarobić kilkaset tysięcy, coś w bliskich okolicach miliona złotych więcej.
W wyniku działalności burmistrza Klinowskiego miasto sprzedało swoje "rodowe srebra"za grosze, obiecywanych tanich mieszkań Spółdzielnia nie wybuduje - a i dalszy los tej działki wcale nie jest pewny - być może po prostu spółka z Bielska sprzeda ją komuś z dużym zyskiem, dziękując Bogu że się w Wadowicach burmistrz-frajer trafił.
"Wadowicki samorząd zawsze niegospodarny" - szmata tej treści przyozdabiała swojego czasu balkon kamienicy pań Zofii i Anny Siłkowskich. Chyba jeszcze nigdy w przeszłości nie był tak aktualny jak dzisiaj - proponuję ją wyprać i rozwiesić ponownie.
Człowiek któremu powierzyliśmy miasto z jednej strony za głupie stoliki do szachów potrafi przepłacić przeszło 100% z jednej strony - oraz stracić krocie na wyprzedaży gminnej własności. Ten człowiek to dla Wadowic po prostu dramat.
Bledną wszystkie Kopry i domowe gospodynie w obliczu ostatniego wyczynu burmistrza Klinowskiego. A było tak. Gmina Wadowice była posiadaczem 65 arów działki "deweloperskiej" - tzn z przeznaczeniem pod zabudowę wielorodzinną - pod bloki najprościej mówiąc.
Burmistrz Klinowski porozumiał się z Zarządem Spółdzielni Mieszkaniowej, po czym przeszedł do Rady Miejskiej, prosić, żeby mu radni pozwolili ten teren sprzedać. Argumenty padały takie że SM nie ma terenów, że Ewa Filipiak blokowała, że mieszkań w Wadowicach mało - wiec gdy miasto grunty sprzeda, to spółdzielnia tanie mieszkania pobuduje. Radni do sprawy początkowo podeszli z nieufnością, od Klinowskiego dodatkowych dokumentów zażądali, głosowanie przeniesiono na kolejną sesję - na której, rzeczywiście - Klin dostał co chciał - radni działkę pozwolili sprzedać.
Więc ogłosił super Wasz bohater po cichutku przetarg, bez żadnych w mediach ogłoszeń, bez wystawienia choćby tablic informujących przejezdnych - robiąc absolutne minimum wymagane przez prawo, jak się domyślam po to, by pies z kulawą nogą o przetargu nie wiedział i SM najlepiej w pojedynkę do przetargu stanęła.
Niestety - znaleźli się od burmistrza sprytniejsi. Już w trakcie trwania procedury przetargowej - jakiś tydzień po ogłoszeniu przez UM zamiaru sprzedaży w BIP, ad hock powstała zupełnie nowa spółka. Nie dość że powstała, to jeszcze dziwnym zbiegiem okoliczności jej kapitał założycielski opiewał na sumę, którą jak się później miało okazać, niemal dokładnie odpowiadała kwocie za jaką ten podmiot ziemię od Klinowskiego kupił.
Tak więc przetarg na najatrakcyjniejszą budowlaną ziemię jaką w ogóle posiadało miasto, odbył się przy udziale dwóch oferentów - Spółdzielni Mieszkaniowej oraz firmy Beskid Deweloper - zarejestrowanej bodaj 19 sierpnia 2015 roku. Dodatkowo, jak się dowiaduję, biorący udział w licytacji, przedstawiciele SM mieli zgodę swojego Zarządu na licytowanie maksymalnie do kwoty 700 tyś. Ta absurdalna sytuacja doprowadziła do tego, iż biznesmeni z Bielska dali 10 tys więcej i działkę wzięli.
Wzięli za ok 109 złotych za metr kwadratowy, podczas gdy ceny tego typu działek w miastach są kilku, a nierzadko kilkunastokrotnie wyższe.
Po rozmowach z ludźmi zawodowo zajmującymi się obrotem nieruchomościami, z największą ostrożnością mogę powiedzieć że bez ręcznego sterowania, bez "genialnego planu" Klinowskiego o tym by sprzedać ziemię Spółdzielni, miasto mogło wziąć za tą nieruchomość kwotę dwukrotnie wyższą. Powtarzam - co najmniej dwa razy tyle.
Innymi słowy - gdyby nie totalna ignorancja rynkowa burmistrza Klinowskiego, gdyby nie absurdalna w czasach, gdy developerzy zabijają się o atrakcyjne grunty zwłaszcza w świetnych lokalizacjach, obecność na przetargu dwóch tylko podmiotów, miasto mogło zarobić kilkaset tysięcy, coś w bliskich okolicach miliona złotych więcej.
W wyniku działalności burmistrza Klinowskiego miasto sprzedało swoje "rodowe srebra"za grosze, obiecywanych tanich mieszkań Spółdzielnia nie wybuduje - a i dalszy los tej działki wcale nie jest pewny - być może po prostu spółka z Bielska sprzeda ją komuś z dużym zyskiem, dziękując Bogu że się w Wadowicach burmistrz-frajer trafił.
"Wadowicki samorząd zawsze niegospodarny" - szmata tej treści przyozdabiała swojego czasu balkon kamienicy pań Zofii i Anny Siłkowskich. Chyba jeszcze nigdy w przeszłości nie był tak aktualny jak dzisiaj - proponuję ją wyprać i rozwiesić ponownie.
Człowiek któremu powierzyliśmy miasto z jednej strony za głupie stoliki do szachów potrafi przepłacić przeszło 100% z jednej strony - oraz stracić krocie na wyprzedaży gminnej własności. Ten człowiek to dla Wadowic po prostu dramat.
czwartek, 1 października 2015
Co z tą religią?
czyli kolejne pogaduchy w TMZW.
"Ryty słowiańskie w religii i polityce"- Zbyszek Jurczak przestrzelił. Wymyślił temat niemożliwy. Więc celowaliśmy gdzieś obok i kilka ważnych stwierdzeń padło, mimo zapowiadającego katastrofę początkowo odczytanego, hmm czegoś.
W dwóch słowach dokąd dyskutanci doszli - żebym mógł pójść krok dalej. Oto wszyscy zgodnie twierdzili iż jednym z warunków koniecznych do zaistnienia religii(jakiejkolwiek) jest para emocji - fascynacja i przestrach. Fascynacja między innymi(czy przede wszystkim) doświadczaną regularnością otaczającego świata - oraz lęk przed tej regularności załamaniami.
W dalszej części dyskutanci skonstatowali fakt oraz przyczyny i skutki sublimacji religii politeistycznych w monoteizm, a ja wprowadziłem, mało znane pojęcie pseudomorfozy, w ujęciu religioznawczym.
Słowiańszczyzny nie doszukaliśmy się zbyt wiele, za to dyskutanci zaczęli się zastanawiać, czy w związku z rozwojem nauk szczegółowych, wciąż istnieją jakieś, towarzyszące ludzkości, a nie zaopiekowane przez tą naukę, lęki. Prościej- skoro wiemy na czym polega zaćmienie, skąd biorą się pioruny, itd, itp- słowem- przybyliśmy się tej podstawowej pary emocji, co do której na wstępie zgodziliśmy się, iż jest warunkiem sine qua non zaistnienia religii, to po pierwsze - czy wciąż istnieje jakiś powszechny lęk, nie poddający się naukowemu ogarnięciu czy to z samej swojej natury, czy też przez niedoskonałość nauki?
Odpowiedź "tak" jest w miarę bezpieczna - nie rujnuje bowiem początkowego założenia. Zasugerowałem taką odpowiedź - to nasza śmiertelność.
A jeżeli odpowiedź brzmi nie? To co w takim razie sprawia ze religie są, trwają i mają się zupełnie dobrze w czasach współczesnych? Przecież jeżeli się nie pomyliliśmy na początku, to rzecz powinna mieć się tak że wraz z eliminowaniem kolejnych obszarów niewiedzy, oddemonizowaniem kolejnych ludzkich lęków obszar religii powinien się proporcjonalnie kurczyć, aż do zera. Cóż - niczego takiego nie obserwujemy. Więc czy aby na pewno to para lęk i fascynacja tworzą fundament religijnych wierzeń? Albo czy wyłącznie ona?
"Ryty słowiańskie w religii i polityce"- Zbyszek Jurczak przestrzelił. Wymyślił temat niemożliwy. Więc celowaliśmy gdzieś obok i kilka ważnych stwierdzeń padło, mimo zapowiadającego katastrofę początkowo odczytanego, hmm czegoś.
W dwóch słowach dokąd dyskutanci doszli - żebym mógł pójść krok dalej. Oto wszyscy zgodnie twierdzili iż jednym z warunków koniecznych do zaistnienia religii(jakiejkolwiek) jest para emocji - fascynacja i przestrach. Fascynacja między innymi(czy przede wszystkim) doświadczaną regularnością otaczającego świata - oraz lęk przed tej regularności załamaniami.
W dalszej części dyskutanci skonstatowali fakt oraz przyczyny i skutki sublimacji religii politeistycznych w monoteizm, a ja wprowadziłem, mało znane pojęcie pseudomorfozy, w ujęciu religioznawczym.
Słowiańszczyzny nie doszukaliśmy się zbyt wiele, za to dyskutanci zaczęli się zastanawiać, czy w związku z rozwojem nauk szczegółowych, wciąż istnieją jakieś, towarzyszące ludzkości, a nie zaopiekowane przez tą naukę, lęki. Prościej- skoro wiemy na czym polega zaćmienie, skąd biorą się pioruny, itd, itp- słowem- przybyliśmy się tej podstawowej pary emocji, co do której na wstępie zgodziliśmy się, iż jest warunkiem sine qua non zaistnienia religii, to po pierwsze - czy wciąż istnieje jakiś powszechny lęk, nie poddający się naukowemu ogarnięciu czy to z samej swojej natury, czy też przez niedoskonałość nauki?
Odpowiedź "tak" jest w miarę bezpieczna - nie rujnuje bowiem początkowego założenia. Zasugerowałem taką odpowiedź - to nasza śmiertelność.
A jeżeli odpowiedź brzmi nie? To co w takim razie sprawia ze religie są, trwają i mają się zupełnie dobrze w czasach współczesnych? Przecież jeżeli się nie pomyliliśmy na początku, to rzecz powinna mieć się tak że wraz z eliminowaniem kolejnych obszarów niewiedzy, oddemonizowaniem kolejnych ludzkich lęków obszar religii powinien się proporcjonalnie kurczyć, aż do zera. Cóż - niczego takiego nie obserwujemy. Więc czy aby na pewno to para lęk i fascynacja tworzą fundament religijnych wierzeń? Albo czy wyłącznie ona?
poniedziałek, 28 września 2015
Uchodźcy w Wadowicach
czyli co z tym Klinowskim.
Także przecieraliście ze zdumienia oczy, czytając jak burmistrz na wszystkie chrześcijańskie świętości się powoływał, bo on list z panią mer Paryża podpisał, a tu mu wadowiczanie figę pokazują?
Kluczem do zrozumienia wielu spraw, pozornie od siebie odległych, jest rzecz taka - Mateusz Klinowski nie lubi Wadowic. On Wadowicami gardzi. Może nie jako miejscem, miastem - ale z całą pewnością jako społecznością, atmosferą, codziennością tutaj. Wadowice także nigdy nie były jego celem politycznym. Były i są podnóżkiem. Trampoliną może. W każdym razie czymś, co ma mu posłużyć do tego, by wyżej się wspiąć.
Z tego wynika rzecz kolejna - MK nie ma pomysłu na miasto - ma za to pomysł na siebie. A konkretnie - kilka pomysłów. "Primary target" to polityka krajowa. Ale nie jakieś tam pospolite. posłowanie, nie, nie, nie. Klika dni temu tak pisałem na jednym z lokalnych portali internetowych: " Oto lewica jest w dramatycznej potrzebie. Miller stary jak Troja, cała reszta też leśne dziady albo w rozsypce- nasz wizjoner ma plan- za kilka lat, wespół w zespół z Biedroniem, będzie chciał przewodzić SLD, Nowej Lewicy, czy tam innej międzynarodówce . W to celuje w mojej ocenie burmistrz Wasz, po to dba żeby media w żadnym wypadku o nim nie zapominały. Uchodźcy po tylko kolejna odskocznia, kolejny stopień żeby na nim but położyć i wyżej się wdrapać.
"Biedroń Wadowic" w moim przekonaniu taki ma właśnie plan - wypełnienie dzisiejszej dziury po lewej stronie sceny politycznej i przynajmniej współliderowanie jakiemuś lewackiemu nowotworowi. Z Biedroniem, Doleckim, Sieniawską i kilkoma innymi. A tak - Janusz Palikot - on chyba wciąż ma pieniądze, więc się z całą pewnością przyda - polityka na pewnym etapie kosztuje a Jan i Zofia w Warszawie oddziałów nie posiadają.
To jest powód dla którego Wadowice jeszcze niejeden raz będą te oczy przecierać - a ogólnopolskie media huczeć. Marketing polityczny zmienia co prawda metody i narzędzia - ale podstawowe prawa są stare jak demokracja - a jedno z nich brzmi - "niech piszą co chcą, byle nazwiska nie przekręcali".Pisał ostatnio Klinowski o "nazwiskopośle" - zapomniał tylko dodać, że tak naprawdę wszyscy politycy są "nazwiskofunkcjami". Nie ma niczego bardziej niszczącego dla marzeń o politykierstwie, niż bycie no-name'm - i, analogicznie - nic bardziej nie buduje nazwiska niż tabloidy.
Polityka krajowa to plan maksimum - ale oczywiście jest też i plan B - a jakże. Jeżeli zabraknie dziesięciotysięcznych podwyżek, uchodźców, Światowych Dni Młodzieży i czego tam jeszcze żeby skutecznie się wbić w system partyjny, wymyślił sobie nasz superbohater taki układ - Ja burmistrz - Koper starosta. Weźmiemy cały powiat!
Od dawna zresztą elementy tego planu próbują chłopaki realizować - między innymi dlatego były członek PiS, radny powiatowy Paweł Koper, próbował wejść do ...Polskiego Stronnictwa Ludowego. Tak tak - nie dość ze kombatant, to w dodatku w sukmanie chłop pełną gębą :D
Tak czy owak - czy Wadowice zechcą nadal być windą dla pary Klinowski-Koper? Czy facet który aż nogami przebiera żeby stąd odejść, byle oczywiście wyżej - jest odpowiednią osobą by żyć z tym miastem i dla tego miasta? Odpowiedź jest chyba oczywista.
Póki co sprawy idą w doskonałym kierunku - a Klinowskiego w Sejmie ponoć już znają, tylko wciąż nazwisko z Kalinowskim mylą - ale to zapewne wina nierzetelnych mediów oraz Płaszczycy i Gładysza, że knują. I te tam - kłody rzucają :D :D :D
"Biedroń Wadowic" w moim przekonaniu taki ma właśnie plan - wypełnienie dzisiejszej dziury po lewej stronie sceny politycznej i przynajmniej współliderowanie jakiemuś lewackiemu nowotworowi. Z Biedroniem, Doleckim, Sieniawską i kilkoma innymi. A tak - Janusz Palikot - on chyba wciąż ma pieniądze, więc się z całą pewnością przyda - polityka na pewnym etapie kosztuje a Jan i Zofia w Warszawie oddziałów nie posiadają.
To jest powód dla którego Wadowice jeszcze niejeden raz będą te oczy przecierać - a ogólnopolskie media huczeć. Marketing polityczny zmienia co prawda metody i narzędzia - ale podstawowe prawa są stare jak demokracja - a jedno z nich brzmi - "niech piszą co chcą, byle nazwiska nie przekręcali".Pisał ostatnio Klinowski o "nazwiskopośle" - zapomniał tylko dodać, że tak naprawdę wszyscy politycy są "nazwiskofunkcjami". Nie ma niczego bardziej niszczącego dla marzeń o politykierstwie, niż bycie no-name'm - i, analogicznie - nic bardziej nie buduje nazwiska niż tabloidy.
Polityka krajowa to plan maksimum - ale oczywiście jest też i plan B - a jakże. Jeżeli zabraknie dziesięciotysięcznych podwyżek, uchodźców, Światowych Dni Młodzieży i czego tam jeszcze żeby skutecznie się wbić w system partyjny, wymyślił sobie nasz superbohater taki układ - Ja burmistrz - Koper starosta. Weźmiemy cały powiat!
Od dawna zresztą elementy tego planu próbują chłopaki realizować - między innymi dlatego były członek PiS, radny powiatowy Paweł Koper, próbował wejść do ...Polskiego Stronnictwa Ludowego. Tak tak - nie dość ze kombatant, to w dodatku w sukmanie chłop pełną gębą :D
Tak czy owak - czy Wadowice zechcą nadal być windą dla pary Klinowski-Koper? Czy facet który aż nogami przebiera żeby stąd odejść, byle oczywiście wyżej - jest odpowiednią osobą by żyć z tym miastem i dla tego miasta? Odpowiedź jest chyba oczywista.
Póki co sprawy idą w doskonałym kierunku - a Klinowskiego w Sejmie ponoć już znają, tylko wciąż nazwisko z Kalinowskim mylą - ale to zapewne wina nierzetelnych mediów oraz Płaszczycy i Gładysza, że knują. I te tam - kłody rzucają :D :D :D
czwartek, 27 sierpnia 2015
Ciekawe spotkanie w TMZW
czyli co z tym racjonalizmem.
Towarzystwo Miłośników Ziemi Wadowickiej zainaugurowało wczoraj, cykliczne w zamierzeniach wydarzenie - coś na kształt klubu dyskusyjnego. Rzecz anonsowano jako spotkanie dla tych, którym rozum nie przeszkadza - a że mnie samemu życie upływa na próbach się z nim(Rozumem) zaprzyjaźnienia - poszedłem z ciekawością.
Był wstępniak prezesa Jurczaka, była z ogromną kulturą i w stylu który bardzo lubię, wygłoszona hmm, pogadanka, mini-wykład, wprowadzenie - okraszone smacznymi cytatami z jezuity De Mello, prowadzona przez pana Ślesaka. Była i z początku cokolwiek niemrawa, ale z perspektywami na dobrą kontynuację, dyskusja.
Dosyć szybko zorientowałem się że wszyscy chyba, bez wyjątku uczestnicy mają raczej jednolitą propozycję, czemu przyznać palmę, czy to "czucie i wiara" czyli też 'szkiełko i oko" mocniej do nich przemawia. Zorientowałem się i postanowiłem cokolwiek tą pewnością zachwiać, no taki jestem cholera, przekorny :)
Postawiłem taki oto problem przed uczestnikami: Hekatomba w Syrii, plus ekspansja ISIS, plus inne odłamy wojującego Islamu - jak choćby niewymieniony w dyskusji Boko Haram) powodują nie bezpodstawny lęk europejczyków. Powstają ruchawki typu 'Stop islamizacji Europy".
Co więcej - "stara Europa" ma już od lat wewnątrz własnych granic całe enklawy nieintegrujących, nie asymilujących się z resztą społeczeństw wyznawców Mahometa. Przykłady z Wielkiej Brytanii, Niemiec czy Francji pokazują że działające legalnie, w sercu europejskich krajów szkoły koraniczne bywają wylęgarnią zamachowców-samobójców, a religia jaka jest tam wpajana młodym, nie jest, bynajmniej, islamem pokoju.
Słowem - jest znacząca i powiększająca się część tych islamistów, którzy w życie na różną skalę i z różnym póki co, powodzeniem, próbują rzucić świat na kolana przed Allahem.
No i wreszcie pytanie - skoro "stop islamizacji Europy" - to kto jest to w stanie zrobić? Czy mędrcy ze szkiełkiem i okiem? Intelektualiści w akademickich dyskusjach? "Neutralne światopoglądowo" państwo? Czy też raczej może na pewnym poziomie naprawdę skuteczny opór może postawić to ta, tak skądinąd wyszydzana, część społeczeństw, dla których 'czucie i wiara" wciąż na codzień jest motorem silniejszym niż cokolwiek innego?
Tutaj zawieszam ten temat - nawet nie cytując prób odpowiedzi, które wczoraj padły - kto wie, może ktoś z Was sam będzie się chciał poboksować z zagadnieniem?
A tak - zapytany wczoraj, obiecałem że będę częstszym gościem tych pogaduszek - panowie mają co prawda, trochę dla mnie(młodego :D :D :D) uciążliwą manierę "wspominkowania", ale co tam - w końcu "narząd nie używany zanika, a używany rozwija się i doskonali" - i tą, wyniesioną z lekcji genetyki zasadą, choćby ze strachu, należy się kierować, prawda? ;)
Towarzystwo Miłośników Ziemi Wadowickiej zainaugurowało wczoraj, cykliczne w zamierzeniach wydarzenie - coś na kształt klubu dyskusyjnego. Rzecz anonsowano jako spotkanie dla tych, którym rozum nie przeszkadza - a że mnie samemu życie upływa na próbach się z nim(Rozumem) zaprzyjaźnienia - poszedłem z ciekawością.
Był wstępniak prezesa Jurczaka, była z ogromną kulturą i w stylu który bardzo lubię, wygłoszona hmm, pogadanka, mini-wykład, wprowadzenie - okraszone smacznymi cytatami z jezuity De Mello, prowadzona przez pana Ślesaka. Była i z początku cokolwiek niemrawa, ale z perspektywami na dobrą kontynuację, dyskusja.
Dosyć szybko zorientowałem się że wszyscy chyba, bez wyjątku uczestnicy mają raczej jednolitą propozycję, czemu przyznać palmę, czy to "czucie i wiara" czyli też 'szkiełko i oko" mocniej do nich przemawia. Zorientowałem się i postanowiłem cokolwiek tą pewnością zachwiać, no taki jestem cholera, przekorny :)
Postawiłem taki oto problem przed uczestnikami: Hekatomba w Syrii, plus ekspansja ISIS, plus inne odłamy wojującego Islamu - jak choćby niewymieniony w dyskusji Boko Haram) powodują nie bezpodstawny lęk europejczyków. Powstają ruchawki typu 'Stop islamizacji Europy".
Co więcej - "stara Europa" ma już od lat wewnątrz własnych granic całe enklawy nieintegrujących, nie asymilujących się z resztą społeczeństw wyznawców Mahometa. Przykłady z Wielkiej Brytanii, Niemiec czy Francji pokazują że działające legalnie, w sercu europejskich krajów szkoły koraniczne bywają wylęgarnią zamachowców-samobójców, a religia jaka jest tam wpajana młodym, nie jest, bynajmniej, islamem pokoju.
Słowem - jest znacząca i powiększająca się część tych islamistów, którzy w życie na różną skalę i z różnym póki co, powodzeniem, próbują rzucić świat na kolana przed Allahem.
No i wreszcie pytanie - skoro "stop islamizacji Europy" - to kto jest to w stanie zrobić? Czy mędrcy ze szkiełkiem i okiem? Intelektualiści w akademickich dyskusjach? "Neutralne światopoglądowo" państwo? Czy też raczej może na pewnym poziomie naprawdę skuteczny opór może postawić to ta, tak skądinąd wyszydzana, część społeczeństw, dla których 'czucie i wiara" wciąż na codzień jest motorem silniejszym niż cokolwiek innego?
Tutaj zawieszam ten temat - nawet nie cytując prób odpowiedzi, które wczoraj padły - kto wie, może ktoś z Was sam będzie się chciał poboksować z zagadnieniem?
A tak - zapytany wczoraj, obiecałem że będę częstszym gościem tych pogaduszek - panowie mają co prawda, trochę dla mnie(młodego :D :D :D) uciążliwą manierę "wspominkowania", ale co tam - w końcu "narząd nie używany zanika, a używany rozwija się i doskonali" - i tą, wyniesioną z lekcji genetyki zasadą, choćby ze strachu, należy się kierować, prawda? ;)
środa, 26 sierpnia 2015
Who is who w lokalnej polityce
czyli rozdwojenie jaźni burmistrza Klinowskiego.
Na początek słowo wprost do skarbniczki Gminy, Bożeny Flasz.
Pani Bożeno - ten tekst nie jest o Pani. Politycznie nigdy nie było mi z Panią po drodze, była Pani w końcu jednym z najpotężniejszych filarów poprzedniej ekipy. Merytorycznie natomiast - nigdy nie formułowałem żadnych poważnych zarzutów stosunku do Pani pracy - być może dlatego że ja wiem na czym polega robota głównego księgowego. Formułował je za to, pośrednio nadal je głosi, Pani dzisiejszy zwierzchnik - i to najcięższego kalibru - i o tym chcę dzisiaj opowiedzieć.
Archiwum strony Klinowskiego - tag Bożena Flasz - wygląda tak :
Kilkanaście tekstów, a w nich oskarżenia wprost bądź pośrednio tego rodzaju:
" Nazywajmy zatem złodziei i ich działania po imieniu."
" Skarbnik Gminy, Bożena Flasz (również radna powiatowa i członkini różnych gremiów lokalnych – rad nadzorczych, partii politycznych, stowarzyszeń) ogłosiła sukces. Burmistrz wykonała budżet na 100%! W przyszłym roku oczekujemy wykonania na 105%! Przypominało to jako żywo deklaracje, które komunistyczna władza wygłaszała co rok chwaląc postępy socjalistycznej gospodarki. Kraj się sypał, ale normy i założenia wykonywano zawsze.
Kilkanaście teksów a w każdym z nich Bożena Flasz przedstawiana i opisywana w sposób jak najgorszy.
Dzisiaj ta sama Bożena Flasz dostaje od Klinowskiego serduszka.
Ale to wciąż nie o to chodzi.
Po co więc ten tekst? Ano już wyjaśniam. Oto gdy Mateusz Klinowski sam sobie dawał fuchę w radzie nadzorczej Eko, to wyrzucał z tej rady właśnie Bożenę Flasz, motywując to tym, iż w Eko dochodziło do ogromnych nieprawidłowości, właśnie pod okiem m.in Bożeny Flasz. Klinowski żadnych kompetencji, prócz formalnych(doktorat) by nadzorować spółkę, nie posiada - no ale skoro Bożena wówczas była be, to na śmietnik poszedł sam. Mam więc propozycję taką - skoro dzisiaj skarbniczka Bożena Flasz ma już serduszka, to być może celowe byłoby przywrócenie jej, w końcu osoby w przeciwieństwie do burmistrza po pierwsze, doświadczonej, a po drugie, ważniejsze - mającej wiedzę o ekonomii, finansach, etc - czyli wyposażonej w narzędzia rzeczywiście potrzebne w nadzorze nad spółką?
W końcu burmistrz nie dla pieniędzy różne funkcje sprawuje, prawda?
Mam także i szerszą refleksję - taką zasadniczej natury. W głowę zachodzę, jak to jest możliwe, w jakim intelektualnym i moralnym rozkroku trzeba stanąć, żeby jak burmistrz Klinowski - na każdym dosłownie kroku, zarzucać poprzedniej władzy wszystko co najgorsze, a jednocześnie serduszkami honorować i pod niebiosa wychwalać, skarbnika Gminy, bez którego wiedzy, zgody i podpisu, niemal żadna operacja finansowa w gminie nie mogła dojść do skutku?
Chociaż, właściwie wcale nie zachodzę - ja to po prostu wiem - Klinowski to człowiek wyzuty z moralności, sumienia i pozbawiony tej przyzwoitości, która karze ludziom mówić prawdę. Ten facet manipuluje faktami i ludźmi tak, bo osiągnąć swoje polityczne cele i każda metoda by te cele osiągnąć, jest dla niego dobra.
Jako ciekawostkę - w tym samym tekście Klinowskiego na stronie IWW, w której nawołuje by nazywać m.in panią Bożenę Flasz złodziejem, dziękuje Klinowski blogerom, za pracę jaką włożyliśmy w temat prywatyzacji EKO. Tym samym blogerom, którzy dzisiaj nie dostają już serduszek - dostają za to coraz to potężniejszą dawkę nienawiści, pomówień, kłamstw, etc.
No tak to już w życiu bywa - i nawet niespecjalnie się Klinowskiemu dziwię, w końcu to polityk, jakich tysiące ssie publicznego cyca - dziwię się natomiast ludziom, jakieś ich części, że tak bezrefleksyjnie łykają brednie, którymi Klinowski ich już nawet nie karmi, on ich nimi napycha.
Fuj, nie łykajcie tej brei, jest niestrawna.
Na początek słowo wprost do skarbniczki Gminy, Bożeny Flasz.
Pani Bożeno - ten tekst nie jest o Pani. Politycznie nigdy nie było mi z Panią po drodze, była Pani w końcu jednym z najpotężniejszych filarów poprzedniej ekipy. Merytorycznie natomiast - nigdy nie formułowałem żadnych poważnych zarzutów stosunku do Pani pracy - być może dlatego że ja wiem na czym polega robota głównego księgowego. Formułował je za to, pośrednio nadal je głosi, Pani dzisiejszy zwierzchnik - i to najcięższego kalibru - i o tym chcę dzisiaj opowiedzieć.
Archiwum strony Klinowskiego - tag Bożena Flasz - wygląda tak :
Kilkanaście tekstów, a w nich oskarżenia wprost bądź pośrednio tego rodzaju:
" Nazywajmy zatem złodziei i ich działania po imieniu."
" Skarbnik Gminy, Bożena Flasz (również radna powiatowa i członkini różnych gremiów lokalnych – rad nadzorczych, partii politycznych, stowarzyszeń) ogłosiła sukces. Burmistrz wykonała budżet na 100%! W przyszłym roku oczekujemy wykonania na 105%! Przypominało to jako żywo deklaracje, które komunistyczna władza wygłaszała co rok chwaląc postępy socjalistycznej gospodarki. Kraj się sypał, ale normy i założenia wykonywano zawsze.
Kilkanaście teksów a w każdym z nich Bożena Flasz przedstawiana i opisywana w sposób jak najgorszy.
Dzisiaj ta sama Bożena Flasz dostaje od Klinowskiego serduszka.
Ale to wciąż nie o to chodzi.
Po co więc ten tekst? Ano już wyjaśniam. Oto gdy Mateusz Klinowski sam sobie dawał fuchę w radzie nadzorczej Eko, to wyrzucał z tej rady właśnie Bożenę Flasz, motywując to tym, iż w Eko dochodziło do ogromnych nieprawidłowości, właśnie pod okiem m.in Bożeny Flasz. Klinowski żadnych kompetencji, prócz formalnych(doktorat) by nadzorować spółkę, nie posiada - no ale skoro Bożena wówczas była be, to na śmietnik poszedł sam. Mam więc propozycję taką - skoro dzisiaj skarbniczka Bożena Flasz ma już serduszka, to być może celowe byłoby przywrócenie jej, w końcu osoby w przeciwieństwie do burmistrza po pierwsze, doświadczonej, a po drugie, ważniejsze - mającej wiedzę o ekonomii, finansach, etc - czyli wyposażonej w narzędzia rzeczywiście potrzebne w nadzorze nad spółką?
W końcu burmistrz nie dla pieniędzy różne funkcje sprawuje, prawda?
Mam także i szerszą refleksję - taką zasadniczej natury. W głowę zachodzę, jak to jest możliwe, w jakim intelektualnym i moralnym rozkroku trzeba stanąć, żeby jak burmistrz Klinowski - na każdym dosłownie kroku, zarzucać poprzedniej władzy wszystko co najgorsze, a jednocześnie serduszkami honorować i pod niebiosa wychwalać, skarbnika Gminy, bez którego wiedzy, zgody i podpisu, niemal żadna operacja finansowa w gminie nie mogła dojść do skutku?
Chociaż, właściwie wcale nie zachodzę - ja to po prostu wiem - Klinowski to człowiek wyzuty z moralności, sumienia i pozbawiony tej przyzwoitości, która karze ludziom mówić prawdę. Ten facet manipuluje faktami i ludźmi tak, bo osiągnąć swoje polityczne cele i każda metoda by te cele osiągnąć, jest dla niego dobra.
Jako ciekawostkę - w tym samym tekście Klinowskiego na stronie IWW, w której nawołuje by nazywać m.in panią Bożenę Flasz złodziejem, dziękuje Klinowski blogerom, za pracę jaką włożyliśmy w temat prywatyzacji EKO. Tym samym blogerom, którzy dzisiaj nie dostają już serduszek - dostają za to coraz to potężniejszą dawkę nienawiści, pomówień, kłamstw, etc.
No tak to już w życiu bywa - i nawet niespecjalnie się Klinowskiemu dziwię, w końcu to polityk, jakich tysiące ssie publicznego cyca - dziwię się natomiast ludziom, jakieś ich części, że tak bezrefleksyjnie łykają brednie, którymi Klinowski ich już nawet nie karmi, on ich nimi napycha.
Fuj, nie łykajcie tej brei, jest niestrawna.
piątek, 21 sierpnia 2015
Skandal pod patronatem Klinowskiego
czyli co dalej z Wadowicką Izbą Gospodarczą.
Rozlało się mleko. Dopieszczany na wszelkie sposoby przez Mateusza Klinowskiego projekt trzeszczy w posadach. A że posadowiony był na finansowej i politycznej patronce burmistrza, w mieście prócz hałasu, roznosi się także niepoczciwy wielce zapaszek. Oto szefowa WIG okazała się być właścicielką obiektów budowlanych, konkretnie kilkuset metrów kwadratowych powierzchni magazynowych. co do których Państwowy Inspektor Nadzoru Budowlanego orzekł, iż są samowolą budowlaną.
Miasto przeciera oczy ze zdumienia - ale jakże to, osoba która tak blisko powiązana jest z burmistrzem Klinowskim, łamie prawo? W dodatku na taką skalę? Ludzie pytają - to ile gmina straciła pieniędzy na podatku od nieruchomości? Czy zdoła je kiedykolwiek odzyskać? Dlaczego o całej sprawie milczy sam Klinowski? Co u diaska dzieje się z jego zapleczem politycznym, gdzie jest IWW, gdzie siostry Siłkowskie, gdzie kombatant Koper?
Ja sam tak komentowałem lokalną aferę w mediach " Oczekiwania wobec burmistrza Klinowskiego są proste- publiczne oświadczenie jaką kwotę podatku od nieruchomości musiałaby zapłacić gminie Wadowice jego koleżanka i sponsorka, gdyby hale były legalne, oraz jak szybko jego koledzy, prawnicy, pracujący w UM Wadowice będący jednocześnie członkami Izby Gospodarczej, wystąpią o zwołanie walnego zgromadzenia członków izby i odwołanie pani prezes. Wstyd panie Klinowski. Upadek."
Tak sobie to trwało przez dni kilkanaście aż wczoraj, w jednym z lokalnych mediów sama zainteresowana skomentowała rzecz całą. Skomentowała i.... stało się jeszcze straszniej. Oto wywiadu udzieliła pani prezes w tym samym medium, w którym jeszcze kilka tygodni wcześniej radośnie ogłaszała że ona jako przedsiębiorca, czuła potrzebę, że ją jako przedsiębiorcę do innej Izby zaproszono, i że teraz właśnie są tej jej przedsiębiorczości owoce, w postaci WIG. W tym samym medium, temu samemu dziennikarzowi wczoraj pani Zofia Filek jednak stanowczo oświadczyła że to wszystko nieprawda jest, że ona żadnym przedsiębiorcą nie jest, nie była w przeszłości i w ogóle to mąż.
Jak boga kocham - jeden tekst od drugiego dzieli kilka tygodni tygodni - a sami popatrzcie -
Dość tych żartów! Pani prezes - wobec pani mam proste oczekiwanie - albo oświadczy Pani publicznie że nie wiedziała Pani o tym iż firma zarejestrowana na Pani męża posadowiła te zakwestionowane przez Nadzór budowle na Państwa działkach, a Pani osobiście nie czerpała żadnych korzyści z faktu ich istnienia, albo proszę zachować się dojrzale i zrezygnować z funkcji prezesa WIG. Jeżeli rzecz działa się za Pani wiedzą i akceptacją to po prostu - straciła Pani moralne kompetencje żeby liderować lokalnemu biznesowi - czy też tej jego części skupionej w Izbie.
Mam także wniosek do członków Sądu Honorowego, ciała statutowego Wadowickiej Izby Gospodarczej - w szczególności do Leona Jamrożka - w szczególności do pana Leona, bo jest jedyną osobiście znaną mi osobą w tym ciele - tak więc Leonie i Wy, Szanowni Państwo : Zbigniew Bylica, Aleksandra Kolibska, Krzysztof Walczak, Marcin Małecki - prawdopodobnie nigdy więcej Wasza aktywność w łonie WIG nie będzie tak potrzebna, jak potrzebna jest dzisiaj - sprawdźcie jakie w tej sytuacji możliwości daje Wam Statut Izby - no i na litość boską, działajcie! Sprawa pani prezes rzutuje co prawda w publicznym odbiorze głównie na burmistrza Klinowskiego - ale w następnej kolejności właśnie na Was, na całą Izbę i wszystkich jej członków.
O ile pamiętam, Statut WIG stanowi że Izba jest zrzeszeniem przedsiębiorców oraz ludzi wykonujących wolne zawody. Dzisiejsze oświadczenie prezes Filek natomiast - no cóż - skoro nie jest, jak twierdzi dzisiaj, przedsiębiorcą, nie wykonuje także wolnego zawodu, to jakim cudem w ogóle jest członkiem WIG?
A na koniec - wiecie, ja wycofuję swoje oczekiwania w stosunku do burmistrza Klinowskiego. Już nie chcę żeby policzył jakie pieniądze wpłynęłyby do miejskiej kasy gdyby hale p.Filek były opodatkowane tak, jak prawo to przewiduje. Ja po prostu nie mam już żadnych oczekiwań w stosunku do tego człowieka.
Rozlało się mleko. Dopieszczany na wszelkie sposoby przez Mateusza Klinowskiego projekt trzeszczy w posadach. A że posadowiony był na finansowej i politycznej patronce burmistrza, w mieście prócz hałasu, roznosi się także niepoczciwy wielce zapaszek. Oto szefowa WIG okazała się być właścicielką obiektów budowlanych, konkretnie kilkuset metrów kwadratowych powierzchni magazynowych. co do których Państwowy Inspektor Nadzoru Budowlanego orzekł, iż są samowolą budowlaną.
Miasto przeciera oczy ze zdumienia - ale jakże to, osoba która tak blisko powiązana jest z burmistrzem Klinowskim, łamie prawo? W dodatku na taką skalę? Ludzie pytają - to ile gmina straciła pieniędzy na podatku od nieruchomości? Czy zdoła je kiedykolwiek odzyskać? Dlaczego o całej sprawie milczy sam Klinowski? Co u diaska dzieje się z jego zapleczem politycznym, gdzie jest IWW, gdzie siostry Siłkowskie, gdzie kombatant Koper?
Ja sam tak komentowałem lokalną aferę w mediach " Oczekiwania wobec burmistrza Klinowskiego są proste- publiczne oświadczenie jaką kwotę podatku od nieruchomości musiałaby zapłacić gminie Wadowice jego koleżanka i sponsorka, gdyby hale były legalne, oraz jak szybko jego koledzy, prawnicy, pracujący w UM Wadowice będący jednocześnie członkami Izby Gospodarczej, wystąpią o zwołanie walnego zgromadzenia członków izby i odwołanie pani prezes. Wstyd panie Klinowski. Upadek."
Tak sobie to trwało przez dni kilkanaście aż wczoraj, w jednym z lokalnych mediów sama zainteresowana skomentowała rzecz całą. Skomentowała i.... stało się jeszcze straszniej. Oto wywiadu udzieliła pani prezes w tym samym medium, w którym jeszcze kilka tygodni wcześniej radośnie ogłaszała że ona jako przedsiębiorca, czuła potrzebę, że ją jako przedsiębiorcę do innej Izby zaproszono, i że teraz właśnie są tej jej przedsiębiorczości owoce, w postaci WIG. W tym samym medium, temu samemu dziennikarzowi wczoraj pani Zofia Filek jednak stanowczo oświadczyła że to wszystko nieprawda jest, że ona żadnym przedsiębiorcą nie jest, nie była w przeszłości i w ogóle to mąż.
Jak boga kocham - jeden tekst od drugiego dzieli kilka tygodni tygodni - a sami popatrzcie -
Dość tych żartów! Pani prezes - wobec pani mam proste oczekiwanie - albo oświadczy Pani publicznie że nie wiedziała Pani o tym iż firma zarejestrowana na Pani męża posadowiła te zakwestionowane przez Nadzór budowle na Państwa działkach, a Pani osobiście nie czerpała żadnych korzyści z faktu ich istnienia, albo proszę zachować się dojrzale i zrezygnować z funkcji prezesa WIG. Jeżeli rzecz działa się za Pani wiedzą i akceptacją to po prostu - straciła Pani moralne kompetencje żeby liderować lokalnemu biznesowi - czy też tej jego części skupionej w Izbie.
Mam także wniosek do członków Sądu Honorowego, ciała statutowego Wadowickiej Izby Gospodarczej - w szczególności do Leona Jamrożka - w szczególności do pana Leona, bo jest jedyną osobiście znaną mi osobą w tym ciele - tak więc Leonie i Wy, Szanowni Państwo : Zbigniew Bylica, Aleksandra Kolibska, Krzysztof Walczak, Marcin Małecki - prawdopodobnie nigdy więcej Wasza aktywność w łonie WIG nie będzie tak potrzebna, jak potrzebna jest dzisiaj - sprawdźcie jakie w tej sytuacji możliwości daje Wam Statut Izby - no i na litość boską, działajcie! Sprawa pani prezes rzutuje co prawda w publicznym odbiorze głównie na burmistrza Klinowskiego - ale w następnej kolejności właśnie na Was, na całą Izbę i wszystkich jej członków.
O ile pamiętam, Statut WIG stanowi że Izba jest zrzeszeniem przedsiębiorców oraz ludzi wykonujących wolne zawody. Dzisiejsze oświadczenie prezes Filek natomiast - no cóż - skoro nie jest, jak twierdzi dzisiaj, przedsiębiorcą, nie wykonuje także wolnego zawodu, to jakim cudem w ogóle jest członkiem WIG?
A na koniec - wiecie, ja wycofuję swoje oczekiwania w stosunku do burmistrza Klinowskiego. Już nie chcę żeby policzył jakie pieniądze wpłynęłyby do miejskiej kasy gdyby hale p.Filek były opodatkowane tak, jak prawo to przewiduje. Ja po prostu nie mam już żadnych oczekiwań w stosunku do tego człowieka.
Subskrybuj:
Posty (Atom)




