czyli powiatowy House of Cards
Podczas gdy większość z Was wciąż żywo dyskutuje wyniki pierwszej tury oraz przewidywania co do wyników drugiej - w Powiecie już od kilku dni trwają negocjacje, mające wyłonić koalicję zdolną wybrać Zarząd Powiatu oraz - no po prostu, rządzić w nim przez kolejne lata.
W najogólniejszym zarysie wygląda to tak - żeby nie wiem jakiemu mnożeniu, dzieleniu i pączkowaniu poddawano układ sił w nowo wybranej Radzie - wynik nijak zmienić się nie chce - wciąż jest 13:13(przypominam że RP składa się z 27 radnych) - tak więc jest remis oraz.....orbita. Pojedynczy mandat komitetu Mieszkańcy Razem, mandat członka IWW, Pawła Kopra, okazuje się być prawdziwym języczkiem u wagi - i dzisiaj wszyscy kochają Kopra :)
Nie, nie - ten tekst nie ma być prześmiewczy - wręcz przeciwnie - nieoczekiwany przez nikogo wynik PSL wytworzył w Powiecie sytuację, która, prócz oczywistych trudności koalicyjnych, w trudnym położeniu stawia właśnie IWW i samego Kopra - Paweł musi dokonać wyboru - wejść do koalicji z ludźmi PSL oraz Jackiem Jończykiem czy poprzeć Wspólny Dom i..... Wspólny Dom - czyli PiS z Bartoszem Kalińskim i Bożeną Flasz.
Wspominałem w fejsbukowym wpisie że starostę wybiera Rada Powiatu w głosowaniu tajnym - co tak naprawdę dodaje smaczku całej sytuacji - bo teoretycznie nie będziemy wiedzieli w jaki sposób użył zaraz na początku kadencji swojego mandatu członek IWW.
Jak wiele powie nam wszystkim postawa Kopra tłumaczyć chyba nikomu nie muszę - więc być może już dzisiaj warto żeby Paweł, wraz z szefem swojego stowarzyszenia - Klinowskim, po prostu publicznie odpowiedzieli jakie mają zamiary w stosunku do Powiatu?
Koalicja z ludźmi Ewy Filipiak oraz PiS?
Koalicja z Jackiem Jończykiem oraz radnymi PSL?
piątek, 21 listopada 2014
środa, 19 listopada 2014
Niektórych pytań zadawać nie wolno
A tym bardziej oczekiwać na nie odpowiedzi.
Łapiecie mnie za serce, rozlicznymi pytaniami, przesyłanymi na przeróżne sposoby, a także zadawanymi wprost - o to dlaczego blog milczy - albo, częściej - kiedy coś napiszę. Dziękuję, to miły dowód na to że nie zmarnowałem tych lat - a Wy polubiliście to miejsce.
Do rzeczy więc - milczę i zapewne jeszcze pomilczę z banalnie prostego powodu - zdaję sobie sprawę z tego że oczekujecie ode mnie dwóch rzeczy - żebym powiedział dlaczego Jackowi się nie udało - oraz - co dalej.
Głęboka analiza przyczyn porażki wyborczej jest publicznie niemożliwa - z prostego powodu -musi dotykać, pokazywać także i błędy czy generalnie - słabości, moich kolegów, sztabowców. A tego rzecz jasna nie zrobię nigdy. Moje własne mogę wybebeszać, oczywiście - ale to nie dałoby nawet ułamka pełnego obrazu.
Uproszczona wygląda zaś tak, jak ją już zaprezentowałem w fejsbukowym wpisie - może tylko przypomnę:
Wszyscy pytają co się stało. Cóż - nie wytrzymaliśmy zmasowanego atakuMarcin Płaszczyca& Mateusz Radny. Jak to w wyborach - emocje wzięły górę nad merytoryką. Co będzie dalej? Nie wiem. Albo inaczej - wiem ale nie chcę o tym mówić. Ja w każdym razie muszę odpocząć. A tak - jeszcze na marginesie - dumny jestem ze współpracy z Jacek Jończyk. Facet ma klasę. Podczas gdy wczoraj w nocy niektórzy sztabowcy przebąkiwali różne różności, Jacek wstał i powiedział - nie możemy się obrażać na demokrację, trudno - ludzie tak wybrali. Dzięki Jacek że jesteś jaki jesteś.
Co dalej zaś? Co z drugą turą? No - i to jest właśnie pytanie, którego proszę mi nie zadawać. Z mojego punktu widzenia po prostu nie sposób w pełni w zgodzie z samym sobą, w pełni uczciwie na nie odpowiedzieć. W każdym razie jeszcze nie w tym momencie. Solennie obiecuję obszerny opis wszystkiego co się wydarzyło zaraz po zakończeniu drugiej tury wyborów.
A tak - mimo przymuszeń i ponagleń ze strony głównie młodszych członków naszego sztabu - nie zdecydowałem się na żadną znaczącą kampanię wyborczą. Były ulotki, trochę plakatów oraz....dwa banery. Ale i tak 137 osób uznało że warto oddać na mnie swój głos. Jako ciekawostkę - wyrokiem losu identyczny osiągnęła moja równolatka(ale będzie zła że to powiedziałem :D ) - Gośka Malczyk-Madyda.
Za wszystkie te głosy jestem Wam cholernie wdzięczny. Dziękuję.
Łapiecie mnie za serce, rozlicznymi pytaniami, przesyłanymi na przeróżne sposoby, a także zadawanymi wprost - o to dlaczego blog milczy - albo, częściej - kiedy coś napiszę. Dziękuję, to miły dowód na to że nie zmarnowałem tych lat - a Wy polubiliście to miejsce.
Do rzeczy więc - milczę i zapewne jeszcze pomilczę z banalnie prostego powodu - zdaję sobie sprawę z tego że oczekujecie ode mnie dwóch rzeczy - żebym powiedział dlaczego Jackowi się nie udało - oraz - co dalej.
Głęboka analiza przyczyn porażki wyborczej jest publicznie niemożliwa - z prostego powodu -musi dotykać, pokazywać także i błędy czy generalnie - słabości, moich kolegów, sztabowców. A tego rzecz jasna nie zrobię nigdy. Moje własne mogę wybebeszać, oczywiście - ale to nie dałoby nawet ułamka pełnego obrazu.
Uproszczona wygląda zaś tak, jak ją już zaprezentowałem w fejsbukowym wpisie - może tylko przypomnę:
Wszyscy pytają co się stało. Cóż - nie wytrzymaliśmy zmasowanego atakuMarcin Płaszczyca& Mateusz Radny. Jak to w wyborach - emocje wzięły górę nad merytoryką. Co będzie dalej? Nie wiem. Albo inaczej - wiem ale nie chcę o tym mówić. Ja w każdym razie muszę odpocząć. A tak - jeszcze na marginesie - dumny jestem ze współpracy z Jacek Jończyk. Facet ma klasę. Podczas gdy wczoraj w nocy niektórzy sztabowcy przebąkiwali różne różności, Jacek wstał i powiedział - nie możemy się obrażać na demokrację, trudno - ludzie tak wybrali. Dzięki Jacek że jesteś jaki jesteś.
Co dalej zaś? Co z drugą turą? No - i to jest właśnie pytanie, którego proszę mi nie zadawać. Z mojego punktu widzenia po prostu nie sposób w pełni w zgodzie z samym sobą, w pełni uczciwie na nie odpowiedzieć. W każdym razie jeszcze nie w tym momencie. Solennie obiecuję obszerny opis wszystkiego co się wydarzyło zaraz po zakończeniu drugiej tury wyborów.
A tak - mimo przymuszeń i ponagleń ze strony głównie młodszych członków naszego sztabu - nie zdecydowałem się na żadną znaczącą kampanię wyborczą. Były ulotki, trochę plakatów oraz....dwa banery. Ale i tak 137 osób uznało że warto oddać na mnie swój głos. Jako ciekawostkę - wyrokiem losu identyczny osiągnęła moja równolatka(ale będzie zła że to powiedziałem :D ) - Gośka Malczyk-Madyda.
Za wszystkie te głosy jestem Wam cholernie wdzięczny. Dziękuję.
sobota, 15 listopada 2014
Wyborcza cisza
czyli to nie krzykiem zdobywa się świat.
Politykom. Tym już aktywnym i tym aspirującym. Odwiecznym i całkiem nowym. Działaczom i uzdrawiaczom.
Oraz gawędziarzom, dziennikarzom, obserwatorom i komentatorom dedykuję:
Ten kto mówi głośno - ma więcej widzów. Ten kto mówi cicho - ma więcej słuchaczy.
Politykom. Tym już aktywnym i tym aspirującym. Odwiecznym i całkiem nowym. Działaczom i uzdrawiaczom.
Oraz gawędziarzom, dziennikarzom, obserwatorom i komentatorom dedykuję:
Ten kto mówi głośno - ma więcej widzów. Ten kto mówi cicho - ma więcej słuchaczy.
środa, 12 listopada 2014
Kampanijne hieny
czyli będąc młodym rzecznikiem.
Praca rzecznika naszego Komitetu w tych wyborach, byłaby dla mnie z jednej strony fajnym wyzwaniem - a z drugiej po prostu frajdą - gdybym mógł ograniczać się do zajmowania wyłącznie naszymi komitetowymi sprawami. No, niestety - nikt nie mówił że ma być łatwo - a dolą rzecznika jest co najmniej w równym stopniu - monitorowanie produkcji medialnej, tak samych mediów jak i konkurencji.
Co też starając się skrupulatnie czynić od kilku miesięcy - w którymś momencie postanowiłem sobie iż pod koniec kampanii nadam, dla najzasłużeńszego, tytuł Kampanijnej Hieny Roku.
Muszę przyznać że, mimo iż jury jest jednoosobowe a ocena wyłącznie moja, autorska - długo nie miałem jasności, kto po laur sięgnie - po prostu kandydaci oraz różne komunikatory, szły łeb w łeb niemal do samego końca.
Krótka historia tego wyścigu więc
Wraz z inauguracją naszej kampanii zdecydowanie na prowadzenie wysunął się, ze swoim obrzydliwym, robionym spod stołu zdjęciem, oraz jeszcze niższego lotu publikacją, portal Pressmix. Tutaj jednak muszę powiedzieć że wraz z rozwojem wydarzeń Pressmixy normalniały, przez co zdecydowanie w wyścigu o 'Hienę" zaczęły oddawać pole. Komu?
Ano oczywiście - Płaszczycy. Z początku przyczajony, z każdym dniem skracał dystans do prowadzących - by w pewnym momencie być hieną niemalże pewną, jednoosobową. Po frontalnym ataku na Dać Szansę oraz samego Jacka Jończyka, jury mojego konkursu(czyli ja sam, tak, tak) - niemalże ze znudzeniem zaczęło spoglądać na resztę stawki - załatwił ich - myślałem - wygra Hienę a oni wciąż nawet drugiego okrążenia nie zaczną.
Zbyt wcześnie chciałem oddać nagrodę Marcinowi Płaszczycy - bo mniej więcej wtedy na scenę weszli, niemal jednocześnie - Filipiak i Kotarba. No i pojechali - Ewa listem a kocicho kurierkiem. Jedna insynuowała "nie wiadomo czy w partii nie był" - drugi łgał - "Lewica Razem" ma dwóch kandydatów. Hieny jak się patrzy - a Płaszczyca w zadyszce. Jeszcze coś próbował o odprawach - ale gdy mu wyliczyłem, że sam samorządowej kasy wziął w pierony więcej niż starosta odprawy - dostał kolki na dobre i widać pogodził się z porażką. Kto wie - może nawet pomyślał -"w końcu szefowa, niech ma tą hienę skoro tak jej zależy"? :)
Ponownie - kiedy już zacząłem, jako jury, z nudów przysypiać, pogodzony że nie jedną a dwie statuetki będę musiał ufundować i ex-aequo, Filipiak z Kotarbą przyznać - pojawił się ON. Doctus doktor, specjalista od polityki narkotykowej i burz w szklankach wody - Mateusz Klinowski. Diabli wiedzą na jakim leciał dopingu - niemniej, wlokąc się przez całe miesiące niemiłosiernie, na ostatniej prostej z lekkością wyścigowego charta po prostu pokazał plecy wszystkim - Płaszczyca nawet nie jęknął, Ewa ze Staszkiem wyglądają jakby w jakąś maź wpadli - a Klinowski jednym susem na prowadzenie wyszedł i Hienę zagarnął.
Tak tak - mój konkurs kończy się własnie dzisiaj - i ogłaszam co następuje - za porównanie swojego konkurenta do psychopatycznego gwałciciela oraz wielokrotnego mordercy - Muammara Kadafiego -Kampanijną hienę Roku wygrał - Mateusz Klinowski.
Przykro mi - zajęcie drugiego miejsca przez Filipiak wraz z Kotarbą, oraz trzeciego - przez Marcina Płaszczycę, mogę tylko odnotować - tytuł przewidziałem tylko jeden.
Klinowskiemu składam gratulacje - pokonać w takim stylu tak znakomitych w sianiu nienawiści konkurentów łatwo z pewnością nie było. Tym bardziej - Hiena trafia, dokładnie tak jak to sobie kilka miesięcy temu założyłem - do najzasłużeńszego.
Praca rzecznika naszego Komitetu w tych wyborach, byłaby dla mnie z jednej strony fajnym wyzwaniem - a z drugiej po prostu frajdą - gdybym mógł ograniczać się do zajmowania wyłącznie naszymi komitetowymi sprawami. No, niestety - nikt nie mówił że ma być łatwo - a dolą rzecznika jest co najmniej w równym stopniu - monitorowanie produkcji medialnej, tak samych mediów jak i konkurencji.
Co też starając się skrupulatnie czynić od kilku miesięcy - w którymś momencie postanowiłem sobie iż pod koniec kampanii nadam, dla najzasłużeńszego, tytuł Kampanijnej Hieny Roku.
Muszę przyznać że, mimo iż jury jest jednoosobowe a ocena wyłącznie moja, autorska - długo nie miałem jasności, kto po laur sięgnie - po prostu kandydaci oraz różne komunikatory, szły łeb w łeb niemal do samego końca.
Krótka historia tego wyścigu więc
Wraz z inauguracją naszej kampanii zdecydowanie na prowadzenie wysunął się, ze swoim obrzydliwym, robionym spod stołu zdjęciem, oraz jeszcze niższego lotu publikacją, portal Pressmix. Tutaj jednak muszę powiedzieć że wraz z rozwojem wydarzeń Pressmixy normalniały, przez co zdecydowanie w wyścigu o 'Hienę" zaczęły oddawać pole. Komu?
Ano oczywiście - Płaszczycy. Z początku przyczajony, z każdym dniem skracał dystans do prowadzących - by w pewnym momencie być hieną niemalże pewną, jednoosobową. Po frontalnym ataku na Dać Szansę oraz samego Jacka Jończyka, jury mojego konkursu(czyli ja sam, tak, tak) - niemalże ze znudzeniem zaczęło spoglądać na resztę stawki - załatwił ich - myślałem - wygra Hienę a oni wciąż nawet drugiego okrążenia nie zaczną.
Zbyt wcześnie chciałem oddać nagrodę Marcinowi Płaszczycy - bo mniej więcej wtedy na scenę weszli, niemal jednocześnie - Filipiak i Kotarba. No i pojechali - Ewa listem a kocicho kurierkiem. Jedna insynuowała "nie wiadomo czy w partii nie był" - drugi łgał - "Lewica Razem" ma dwóch kandydatów. Hieny jak się patrzy - a Płaszczyca w zadyszce. Jeszcze coś próbował o odprawach - ale gdy mu wyliczyłem, że sam samorządowej kasy wziął w pierony więcej niż starosta odprawy - dostał kolki na dobre i widać pogodził się z porażką. Kto wie - może nawet pomyślał -"w końcu szefowa, niech ma tą hienę skoro tak jej zależy"? :)
Ponownie - kiedy już zacząłem, jako jury, z nudów przysypiać, pogodzony że nie jedną a dwie statuetki będę musiał ufundować i ex-aequo, Filipiak z Kotarbą przyznać - pojawił się ON. Doctus doktor, specjalista od polityki narkotykowej i burz w szklankach wody - Mateusz Klinowski. Diabli wiedzą na jakim leciał dopingu - niemniej, wlokąc się przez całe miesiące niemiłosiernie, na ostatniej prostej z lekkością wyścigowego charta po prostu pokazał plecy wszystkim - Płaszczyca nawet nie jęknął, Ewa ze Staszkiem wyglądają jakby w jakąś maź wpadli - a Klinowski jednym susem na prowadzenie wyszedł i Hienę zagarnął.
Tak tak - mój konkurs kończy się własnie dzisiaj - i ogłaszam co następuje - za porównanie swojego konkurenta do psychopatycznego gwałciciela oraz wielokrotnego mordercy - Muammara Kadafiego -Kampanijną hienę Roku wygrał - Mateusz Klinowski.
Przykro mi - zajęcie drugiego miejsca przez Filipiak wraz z Kotarbą, oraz trzeciego - przez Marcina Płaszczycę, mogę tylko odnotować - tytuł przewidziałem tylko jeden.
Klinowskiemu składam gratulacje - pokonać w takim stylu tak znakomitych w sianiu nienawiści konkurentów łatwo z pewnością nie było. Tym bardziej - Hiena trafia, dokładnie tak jak to sobie kilka miesięcy temu założyłem - do najzasłużeńszego.
poniedziałek, 10 listopada 2014
Dlaczego właśnie Jończyk
czyli JJ z mojej perspektywy.
Bardziej od przedziwnych sojuszy Klinowskiego z Płaszczycą, śmieszy mnie w tej kampanii chyba tylko, podnoszone przez niektórych desperatów, twierdzenie o tym że Jacek Jończyk jest niesamodzielny, że koordynatorzy nim sterują i takie tam. Śmieszy z dwóch powodów - po pierwsze jako pewna skarlała figura logiczna - bo zazwyczaj ci sami ludzie, właściwie na jednym oddechu wyrzucają z siebie twierdzenia o tym, że jak pułkownik, to na pewno despota i nie demokrata. Doprawdy, trudno byłoby wymyślić coś głupszego.
Podoba mi się taki sposób rozumowania naszych konkurentów - ogranicza to ilość roboty, którą pewnie jako rzecznik musiałbym wykonać, tłumacząc coś i prostując - a tak, desperaci sami sobie zaprzeczają, w sposób nie dość że dla każdego oczywisty, to po prostu ich ośmieszający - i mam spokój :)
Żeby powiedzieć Wam jaki jest drugi powód tego że często po prostu parskam śmiechem, słysząc bądź czytając tego typu "zarzuty" muszę wprowadzić Was w tajniki kuchni naszego sztabu.
Otóż polityk w kampanii wyborczej może a nawet powinien wywoływać emocje - ale w zadnym przypadku nie może się nimi kierować, bo zacznie popełniać błędy i w konsekwencji po prostu przegra. Rozumie to w stopniu doskonałym Jacek Jończyk, który w trudnych momentach kampanii podejmował spokojne decyzje, czasem wbrew rozemocjonowanym członkom sztabu. Obraz który mam z tych kilku miesięcy współpracy z Jończykiem jest właśnie taki - jest konsekwentny chociaż elastyczny - słucha ludzi ale decyzje podejmuje samodzielnie - i bierze za nie odpowiedzialność.
Takiemu obrazowi konkurenci próbują przeciwstawić fakt, że nie sam odpisał na jakieś pytanie na fb - no litości! :D :D :D
Przekleję tutaj ostatni fragment mojej rozmowy z dwoma osobami właśnie na fb - myślę sobie że dobrze dopełni całość i, po raz kolejny w pełni uzasadni mój osobisty wybór polityczny - zapraszam:
Krzysztof - miałem na myśli to że zarządzanie zespołem ludzkim to tylko niewielki fragment wszystkich zadań szefa zarządu Powiatu. Jeżeli chcesz holistycznie właśnie - ocenić pracę JJ - nie możesz nie brać pod uwagę całej reszty. Powiem Wam tak - rozumiem Wasze uwagi - mam wrażenie że, przynajmniej w przypadku Krzyśka są bądź mogą być - uzasadnione (sorry Piotrek, ale Twoja przygoda w Wydziale Komunikacji nie potwierdziła się gdy ja sam, osobiście rejestrowałem samochód - także bez telefonu - musiałem poczekać ale rzecz załatwiłem - może pani w okienku miała gorszy dzień gdy byłeś tam Ty) - tak więc - rozumiem uwagi i przyjmuje do wiadomości że JJ nie jest ideałem. Z kolei nie rozumiem w jaki sposób miałoby się to przekładać na prosty w gruncie rzeczy wybór polityczny w mieście - macie trzy osoby - odwieczną, skompromitowaną do granic możliwości Ewę, nieopierzonego Mateusza, bez wyborczych szans, za to z kosmicznymi pomysłami(zatrudnianie młodych przez gminę remedium na bezrobocie!!!!)- oraz być może niedoskonałego, ale bez dwóch zdań skutecznego(budowa szpitala, miliony dla Powiatu z UE) oraz proobywatelskiego(jako jeden z pierwszych w kraju opublikował rejestr umów, tworząc Strategię Powiatu po prostu zaprosił do jej pisania mieszkańców, w tym Klinowskiego, mimo iż ten rzucał się mu do gardła) Jończyka. To naprawdę nie jest skomplikowane, Panowie - albo głosami nas wszystkich coś wreszcie w tym mieście drgnie - albo zakonserwujemy system na kolejną dekadę. Taka jest istota wyboru którego macie, mamy dokonać już za kilka dni.
Bardziej od przedziwnych sojuszy Klinowskiego z Płaszczycą, śmieszy mnie w tej kampanii chyba tylko, podnoszone przez niektórych desperatów, twierdzenie o tym że Jacek Jończyk jest niesamodzielny, że koordynatorzy nim sterują i takie tam. Śmieszy z dwóch powodów - po pierwsze jako pewna skarlała figura logiczna - bo zazwyczaj ci sami ludzie, właściwie na jednym oddechu wyrzucają z siebie twierdzenia o tym, że jak pułkownik, to na pewno despota i nie demokrata. Doprawdy, trudno byłoby wymyślić coś głupszego.
Podoba mi się taki sposób rozumowania naszych konkurentów - ogranicza to ilość roboty, którą pewnie jako rzecznik musiałbym wykonać, tłumacząc coś i prostując - a tak, desperaci sami sobie zaprzeczają, w sposób nie dość że dla każdego oczywisty, to po prostu ich ośmieszający - i mam spokój :)
Żeby powiedzieć Wam jaki jest drugi powód tego że często po prostu parskam śmiechem, słysząc bądź czytając tego typu "zarzuty" muszę wprowadzić Was w tajniki kuchni naszego sztabu.
Otóż polityk w kampanii wyborczej może a nawet powinien wywoływać emocje - ale w zadnym przypadku nie może się nimi kierować, bo zacznie popełniać błędy i w konsekwencji po prostu przegra. Rozumie to w stopniu doskonałym Jacek Jończyk, który w trudnych momentach kampanii podejmował spokojne decyzje, czasem wbrew rozemocjonowanym członkom sztabu. Obraz który mam z tych kilku miesięcy współpracy z Jończykiem jest właśnie taki - jest konsekwentny chociaż elastyczny - słucha ludzi ale decyzje podejmuje samodzielnie - i bierze za nie odpowiedzialność.
Takiemu obrazowi konkurenci próbują przeciwstawić fakt, że nie sam odpisał na jakieś pytanie na fb - no litości! :D :D :D
Przekleję tutaj ostatni fragment mojej rozmowy z dwoma osobami właśnie na fb - myślę sobie że dobrze dopełni całość i, po raz kolejny w pełni uzasadni mój osobisty wybór polityczny - zapraszam:
Krzysztof - miałem na myśli to że zarządzanie zespołem ludzkim to tylko niewielki fragment wszystkich zadań szefa zarządu Powiatu. Jeżeli chcesz holistycznie właśnie - ocenić pracę JJ - nie możesz nie brać pod uwagę całej reszty. Powiem Wam tak - rozumiem Wasze uwagi - mam wrażenie że, przynajmniej w przypadku Krzyśka są bądź mogą być - uzasadnione (sorry Piotrek, ale Twoja przygoda w Wydziale Komunikacji nie potwierdziła się gdy ja sam, osobiście rejestrowałem samochód - także bez telefonu - musiałem poczekać ale rzecz załatwiłem - może pani w okienku miała gorszy dzień gdy byłeś tam Ty) - tak więc - rozumiem uwagi i przyjmuje do wiadomości że JJ nie jest ideałem. Z kolei nie rozumiem w jaki sposób miałoby się to przekładać na prosty w gruncie rzeczy wybór polityczny w mieście - macie trzy osoby - odwieczną, skompromitowaną do granic możliwości Ewę, nieopierzonego Mateusza, bez wyborczych szans, za to z kosmicznymi pomysłami(zatrudnianie młodych przez gminę remedium na bezrobocie!!!!)- oraz być może niedoskonałego, ale bez dwóch zdań skutecznego(budowa szpitala, miliony dla Powiatu z UE) oraz proobywatelskiego(jako jeden z pierwszych w kraju opublikował rejestr umów, tworząc Strategię Powiatu po prostu zaprosił do jej pisania mieszkańców, w tym Klinowskiego, mimo iż ten rzucał się mu do gardła) Jończyka. To naprawdę nie jest skomplikowane, Panowie - albo głosami nas wszystkich coś wreszcie w tym mieście drgnie - albo zakonserwujemy system na kolejną dekadę. Taka jest istota wyboru którego macie, mamy dokonać już za kilka dni.
czwartek, 6 listopada 2014
Wstyd mi za lokalny PiS
czyli kłamać nie wolno.
Trzymam w ręku ulotkę kandydatki PiS do Rady Powiatu.
Pierwsza strona bla, bla, bla -mało interesująca - za to druga wygląda tak:
Pomijam już jadem ociekający, uwłaczający styl tego czegoś -to oni biorą za to odpowiedzialność a ja po prostu wiem, jak ludzie uwielbiają agresywnych politykierów - ale jednocześnie z całą odpowiedzialnością oświadczam, że lokalny komitet Prawa i Sprawiedliwości łże w tej ulotce. Tak po prostu - ci ludzie kłamią, z dodatku czyniąc to z pełną świadomością - i z pełną świadomością wprowadzając w błąd opinię publiczną.
Otóż nie istnieje, nie trwa żaden proces prywatyzacji szpitala, który ci ludzie chcą zatrzymywać.
Równie zasadnie mogliby twierdzić że powstrzymają proces islamizacji Wadowic. Bądź powstrzymają budowę kosmodromu w Zawadce.
Kłamstwo choćby i powtórzone po tysiąckroć, nie stanie się prawdą, szanowni kandydaci Prawa i Sprawiedliwości. To już po prostu nie te czasy.
A tak po prostu, po ludzku - kłamać publicznie to po prostu wstyd. Będziecie mieli z tym problem, wiem że tak.
Trzymam w ręku ulotkę kandydatki PiS do Rady Powiatu.
Pierwsza strona bla, bla, bla -mało interesująca - za to druga wygląda tak:
Pomijam już jadem ociekający, uwłaczający styl tego czegoś -to oni biorą za to odpowiedzialność a ja po prostu wiem, jak ludzie uwielbiają agresywnych politykierów - ale jednocześnie z całą odpowiedzialnością oświadczam, że lokalny komitet Prawa i Sprawiedliwości łże w tej ulotce. Tak po prostu - ci ludzie kłamią, z dodatku czyniąc to z pełną świadomością - i z pełną świadomością wprowadzając w błąd opinię publiczną.
Otóż nie istnieje, nie trwa żaden proces prywatyzacji szpitala, który ci ludzie chcą zatrzymywać.
Równie zasadnie mogliby twierdzić że powstrzymają proces islamizacji Wadowic. Bądź powstrzymają budowę kosmodromu w Zawadce.
Kłamstwo choćby i powtórzone po tysiąckroć, nie stanie się prawdą, szanowni kandydaci Prawa i Sprawiedliwości. To już po prostu nie te czasy.
A tak po prostu, po ludzku - kłamać publicznie to po prostu wstyd. Będziecie mieli z tym problem, wiem że tak.
sobota, 1 listopada 2014
Dajcie nam szansę!
Powiem tak - podkopywanie wiarygodności i dobrego imienia Stowarzyszenia, poprzez szmatławe publikacje, może mieć bezpośrednie przełożenie na zmniejszenie ilości darowizn w ramach 1% podatku dochodowego, bądź wycofanie się jakiegoś ważnego sponsora. A to z kolei spowoduje że jakaś część rodziców i dzieciaków odejdzie z kwitkiem, bo zabraknie pieniędzy na ich leczenie czy rehabilitację.
Ktoś o tym pomyślał?
Rozumiem doskonale głębokie oburzenie i ból odczuwany przez ludzi związanych z Dać Szansę. To nie są politycy, na litość boską. To kilkaset dzielnych, stawiających na co dzień czoło trudnościom, o jakich przeciętny człowiek nie ma pojęcia, ludzi - którzy przez polityczne piekło wadowickiego grajdoła zostali obrzuceni błotem.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
